Najbardziej lubię przestępstwa w białych rękawiczkach. Nie pozostawiają śladu, nikt takiemu przestępcy nie może niczego zarzucić, coś wspaniałego. Takim przestępstwem są ukryte „pojazdy” po innych (no przecież ja nic złego nie miałam na myśli!; bez obrazy, ale…). Takim przestępstwem jest (bardzo subtelne oczywiście) wywyższanie się.

Ostatnio na pewnej grupie, którą raczej lubię (raczej, bo żadna mamowa grupa nie jest idealna, nie ma opcji, żeby w grupie ludzi wszyscy byli jednomyślni w każdym temacie), przeczytałam coś, co mnie oburzyło. Jeśli wiecie, o jakiej grupie mówię, bardzo Was proszę, żebyście tego nie zdradzały/nie zdradzali, ani nie mówiły/mówili, kto to napisał, bo z grup w zasadzie nie powinno się niczego wynosić. Liczę na to, że przez przedawnienie jednak nikt nie będzie już w stanie tego przywołać. 😉

A ze mnie to jest taka dobra matka! Mam pieniądze!

Mianowicie padło pytanie, co zrobić z dużą kwotą, którą dziecko dostało w prezencie – dziecko ma miesiąc, więc lepiej coś na później. Padła propozycja fotelika samochodowego. Moim zdaniem bardzo słusznie, sami ostatnio wydaliśmy na fotelik prawie 2 tysiące. Właściwie to nas na to wcale nie stać, ale trudno – bezpieczeństwo dziecka cenniejsze jest od pieniędzy. Niestety jedna z dziewczyn postanowiła wtrącić swoje trzy grosze, jak to ona uważa, że jej obowiązkiem jest zapewnienie dziecku wszystkich niezbędnych rzeczy (takich jak fotelik). I że wszystkie pieniężne prezenty, które jej dziecko dostaje, ona wrzuca na konto i później dorosłe dziecko dostanie sporą sumkę.

Mam do tego tyle sprzeciwów, że aż się we mnie zagotowało, ale nie chciałam tam dyskutować. Podyskutuję tutaj.

#1 Skąd wiesz, jaki użytek zrobi Twoje dziecko z tych pieniędzy?

Zakładając, że oddam swojemu dziecku wszystkie pieniądze, które dostało będąc niepełnoletnie, gdy na przykład pójdzie na studia albo wyprowadzi się z domu, absolutnie nie wiem, jak to dziecko je wykorzysta. Może rozwali je na imprezach albo zacznie kupować rzeczy, na które go nie stać i cała ta kwota szybciutko się rozproszy. Jestem jednak zwolenniczką ograniczonego zaufania, ale także nauki mądrego rozporządzania pieniędzmi (a nie takiego masz i zrób z tym, co chcesz).

Gdybym miała zostawiać na tej zasadzie pieniądze dziecku, to wolałabym już przeznaczyć je na coś konkretnego, co się dziecku w dorosłości przyda. Na przykład na opłacenie akademika w innym mieście, kurs prawa jazdy (czy czegokolwiek innego). Na przykład na pierwszy używany samochód albo prywatne ubezpieczenie medyczne (zakładając, że takiego byśmy nie posiadali).

Zanim zaczniecie się oburzać, to przypomnę Wam, że d0 18. roku życia to rodzic decyduje o dziecku całkowicie. Płacze z dzieckiem, przy pobieraniu krwi (ale idzie, bo trzeba i koniec, to nie jest dyskusyjne) oraz ma prawo rozporządzać pieniężnymi prezentami, jak uważa, że będzie dla dziecka najlepiej. Oczywiście z zachowaniem szacunku dla dziecka przez np. niekupowanie sobie czegokolwiek z tych pieniędzy.

#2 Najbogatsi ludzie nie zostawiają swoim dzieciom ani grosza

Z jakiegoś powodu. Chcą czegoś dziecko nauczyć. Na przykład radzenia sobie w życiu i nie bycia rozkapryszonym smarkaczem, który rozwala miliony w trzy lata. Oczywiście, że gdybym dostała jakąś przyjemną sumkę na początku swojego dorosłego życia, to byłabym szczęśliwa i dobrze wiedziałabym co z tym zrobić. Oczywiście, że sama chciałabym tak dziecku w głowie poukładać, żeby też potrafiło oszczędnie gospodarować pieniędzmi. Ale czy mam gwarancję, że będzie potrafiło? Nie mam. I nie chcę ryzykować. Nie chcę ryzykować nawet tego, że byłoby mi przykro i przychodziłyby mi do głowy żale typu „nie tak cię wychowałam”. Uważam, że dziecku trzeba jak najbardziej pomóc wejść w dorosłe życie, ale trzeba zrobić to mądrze – a nie „masz i rób z tym, co ci się żywnie podoba”.

#3 Nigdy nie wiesz, czym może zaskoczyć Cię przyszłość

Podoba mi się sama idea odkładania pieniędzy na przyszłość dziecka, np. z prezentów właśnie albo wybranie jakiejś kwoty, która po prostu jest odkładana dla dziecka miesiąc w miesiąc. Żeby najzwyczajniej w świecie nie martwić się, że na coś zabraknie. Nigdy nie wiadomo, jak może ułożyć się nam sytuacja finansowa za 5, 10, 15 lat. Fajnie jest mieć jakiś fundusz ratunkowy w razie czego. Tak samo jak fajnie jest mieć poduszkę bezpieczeństwa i jakiekolwiek inne oszczędności.

#4 Przestępstwo w białych rękawiczkach, czyli jak niepozornie sprawić, że ktoś poczuje się gorszy w 5 sekund

I w końcu. Załóżmy, że rodzice nie mają zbyt wielu pieniędzy. Czytają takie zdanie i co sobie myślą? Co czują? Skoro nie stać mnie na wszystko co najlepsze dla mojego dziecka, to widocznie nie jestem dobrym rodzicem. Nie mogę kupić najlepszego, bezpiecznego fotelika samochodowego z atestami za swoje pieniądze i nie mogę z prezentu. No to kupię jakiś badziew i będę liczyć na to, że nie będzie wypadku, bo przecież prezentowe pieniądze muszę kiedyś oddać dziecku. Serio, tak to powinno wyglądać?

Ależ najpierw piniondze, potem dzieci!

Wiele osób pewnie powie, że trzeba było mieć najpierw ustabilizowaną sytuację finansową, a później myśleć o dzieciach. No, owszem, owszem. Jak to się robi? Na przykład czeka się z dzieckiem do trzydziestki, a potem płacze, że nie udało się zajść w ciążę. Pojechałam mocno, ale nie jest moim celem urażenie kogokolwiek – biologicznie łatwiej i zdrowiej zajść w pierwszą ciążę przed 30. urodzinami, tylko tyle. Bo trzeba było mieć najpierw pieniądze, mieszkanie, samochód. Albo zapieprza się tak, że później się ledwo żyje.

W zasadzie nie widzę nic złego w pierwszym dziecku po 30. Każdy ma prawo robić ze swoim życiem, co chce, ktoś woli po 20., kto inny po 30. i spoko. Ale nie próbujmy dorównać finansowo innym ludziom, których uważamy za jakieś finansowe wzory. Nie odsuwajmy od siebie rodzicielskich instynktów, tylko dlatego, że ktoś mówi, że nie mamy jeszcze wystarczającego zaplecza finansowego. Nie wierzę w idealny moment na zostanie rodzicem, bo nawet jeśli finansowa sytuacja może być ok, to możemy mieć inne stresy. Nie dajmy się zwariować. Są ludzie, którzy marzą o osiedleniu się we własnym domu czy mieszkaniu, ale są też ludzie, którym nie przeszkadza wynajmowanie (na przykład mi). Chęć bycia mobilnym nie przeszkadza w decyzji o powiększeniu rodziny, serio.

Ile tak naprawdę zarabiają Polacy? Wcale nie tak dużo

Albo znajduje się bogatego męża. Albo jest się geniuszem albo superultraspecjalistą w jakiejś dziedzinie, który zarabia po kilkanaście tysięcy miesięcznie. No fajnie, fajnie. Ale wiecie, że średnie zarobki w Polsce to 5 tysięcy BRUTTO? Żeby nie było za fajnie, powiem Wam, że średnia nic nam nie mówi, bo ktoś może zarabiać 1800, a inny ktoś 20 tysięcy, no i wiadomo, że w dużych miastach zarabia się więcej. Obchodzą nas mediana i dominanta, czyli przeciętne i najczęstsze zarobki, które wynoszą odpowiednio 3 i 2,5 tysiąca. Zakładając, że nie każdy dostaje w spadku mieszkanie, więc musi wynajmować, to… No właśnie, powiedzcie mi, skąd wziąć tę ustabilizowaną sytuację finansową w młodym wieku? Pińcet plus tego nie rozwiąże.

Tego nie rób innym!

Masz prawo się cieszyć – ale się nie obnoś

Skoro jesteśmy przy robieniu ludziom przykrości, chciałam Wam na coś zwrócić uwagę. Samo cieszenie się z tego, co się ma, albo co mają/potrafią nasze dzieci, nie powinno być tak traktowane. Jeśli coś osiągnęłam, to mam prawo się z tego cieszyć. Tym samym, ta mama, którą stać na kupno najlepszego fotelika dziecku, ma święte prawo się z tego cieszyć. Ma prawo mówić, że ona tak właśnie robi, że wszystkie pieniężne prezenty odkłada dla dziecka na przyszłość, a nawet niech je sobie przeznaczają na roztrwonienie. Ważny jest kontekst.

A: Co kupić?
B: Kup fotelik.
C: Nie kupuj fotelika za te pieniądze, odłóż je, ja tak robię, kupno fotelika jest moim obowiązkiem, nie powinno się robić tego z prezentu.

Rozumiecie? Gdyby nie było kontekstu „kup fotelik”, tylko byłaby to luźna dyskusja o tym, co robicie z prezentami pieniężnymi dla Waszych dzieci. Wtedy stwierdzenie „a ja odkładam” byłoby jak najbardziej ok. To trochę tak, jak ze mną i moim podejściem do karmienia piersią. Ja karmię i będę karmić dopóki będzie mi z tym dobrze (no chyba że dziecko mi się samo odstawi, to byłoby idealnie). Uważam, że to najlepsze, co pod kątem zdrowotnym matka może dać dziecku. Jednak nie powiem „nie karm mieszanką, karm piersią, bo ja tak robię!”, bo nie wiem, z jakiego powodu ta mama karmi mieszanką.

Może jest jakiś poważny powód, a może nie ma poważnego, ale to nie moje dziecko i nie moja sprawa. Mogę zachęcać ogólnie (wskazując na zalety kp i wady mieszanki), mogę wspierać koleżanki na początku ich mlecznej drogi. Niemniej gdy już mieszanka wkroczy do menu dziecka na stałe, to nie bardzo wiem po co miałabym to krytykować. To i tak niczego nie zmieni – im więcej mieszanki, tym bardziej siada laktacja, a mogę tylko sprawić, że ta konkretna osoba poczuje się gorszym rodzicem.

Odkładaj dla dziecka kasę – ale nie krytykuj, jeśli ktoś inny tego nie robi

Sama odkładam co miesiąc pewną kwotę pieniędzy właśnie dla dziecka, ale niekoniecznie na zasadzie, że po prostu na 18. urodziny dostanie po prostu całą kwotę. Raczej na zasadzie, że nigdy nie wiem, co będzie dalej, a nie chcę, żeby czegoś mu brakowało. A później się zobaczy, co zrobimy z tą kasą. Po prostu dobrze jest odkładać pieniądze, dobrze jest oszczędzać. Dobrze jest w razie nieprzewidzianych wydatków nie płakać, że nie ma się skąd wziąć. Ja wiem, że są ludzie, którym ledwie wystarcza do pierwszego. Wiem też, że ci ludzie dzielą się na tych, którzy naprawdę nie mają z czego oszczędzać i na tych, którym nie chce się za to wziąć porządnie. Nie moja sprawa, róbcie co chcecie, nie o to chodzi, żeby sobie po prostu krytykować.

tego nie rób innym

Właśnie. I tu jest pies pogrzebany. Jeżeli chcesz kupić coś swojemu dziecku i Cię na to nie stać, ale dostajesz pieniądze w prezencie, to kup to i się nie przejmuj! Tysiąc razy wolałabym kupić dziecku turbobezpieczny fotelik z prezentowej kasy, niż jakiś tam, bo mnie na droższy nie stać, a tych pieniędzy nie mogę ruszyć. Gdzie sens, gdzie logika? Przecież tu chodzi o bezpieczeństwo dziecka!

Ostatnio przeglądam na grupach i blogach parentingowych, co warto kupić roczniakowi na urodziny (przy okazji będę wiedziała też, co na święta, bo u nas to te same okolice) i naprawdę często przewija się zrzuta rodziny na fotelik RWF. To nie są tanie rzeczy. I nie ma nic złego, ani wstydliwego w tym, żeby rodzinę poprosić o coś takiego. Bo owszem, to jest tak, że rodzic odpowiada za to, żeby zapewnić dziecku byt. Przy czym każdy rodzic daje najlepsze, na co go stać. Dlaczego miałby nie dać dziecku czegoś, co byłoby jeszcze lepsze, skoro ma taką możliwość? A bezpieczeństwo jest moim zdaniem cenniejsze niż wszystko, a w szczególności cenniejsze niż jakiś durny honor.

I tak chyba Was z tą myślą zostawię, bez zbędnych podsumowań. 🙂

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. 19 rzeczy, których nauczyło mnie bycie mamą niemowlaka
  2. Droga mamo wymagającego dziecka
  3. Rodzicu, dlaczego chciałbyś mieć łatwo?
  4. Macierzyństwo to nie bajka