Korzystanie z matkowych grup ma swoje blaski i cienie. Dziś sagi matka matce matką świnią ciąg dalszy. Tytuł celowo kontrowersyjny i ma z moim podejściem tyle wspólnego, co piernik z wiatrakiem. 😉

Otóż, znów czytam sobie jedną z moich ulubionych mamowych grup (tak, nadal ją ogólnie lubię). Natknęłam się na wypowiedzi pań najmądrzejszych w całej wsi, które to panie autorytarnie wyłożyły nam, matkom noszącym, a więc rozpieszczającym (!), jak to jest nasza wina, że nasze dzieci chcą być noszone. No bo, wiecie, PRZYZWYCZAIŁYŚMY.

Zacznijmy od przykładu sytuacji odwrotnej

Tak sobie od razu pomyślałam o przykładzie mojej koleżanki, której dziecko z kolei nie chciało być noszone. Koleżanka sama powiedziała, że to oni – jej rodzice – bardziej chcieli ją nosić. Przytoczyła wręcz przykład z początków, kiedy dziecko płakało i płakało na rękach, aż w końcu koleżanka zrezygnowana odłożyła – dziecko zasnęło. Ja też tak zrezygnowana odkładałam, nie raz, w nadziei, że a może, a nuż. Niestety, moje dziecko odłożone rozpłakiwało się dużo bardziej, więc brałam dwa oddechy i kołysałam dalej. Później zaprzyjaźniliśmy się z chustą i płacze przed snem przeszły jak ręką odjął.

noszenie dzieci jest naturalne

O szacunku do potrzeb dziecka i o tym, że dzieci są różne

Widzicie? Dziecko mojej koleżanki potrzebowało zostać odłożone. Moje dziecko potrzebowało być dużo bardziej wtulone w rodzica. Obie staramy się praktykować rodzicielstwo bliskości. Po prostu nasze dzieci są RÓŻNE. Bo nasze dzieci, to są LUDZIE. Każda cecha człowieka mieści się gdzieś tam na skali. Niektórzy mają dużą potrzebę bliskości, inni małą, a pozostali (większość) są gdzieś tam pośrodku. Ilustruje się to rozkładem Gaussa. Tak, tak! Moja wiedza ze studiów przyjdzie mi w tym tekście z pomocą. Nie tylko psychologia, nie tylko rozwój dziecka, ale zwyczajna statystyka, proszę Państwa!

Rozkład Gaussa, czyli pożyczę sobie co nieco ze statystyki

Wytłumaczę to Wam na czymś bardziej policzalnym niż potrzeba bliskości. Na wzroście. Jeśli założymy, że w społeczeństwie najczęstszy wzrost wśród osób powyżej 18 roku życia wynosi 170 cm (nie wiem, jakie są rzeczywiste dane), to rozkład tej cechy będzie wyglądał tak*:

Widzicie, dobrze widać, że najwięcej ludzi ma wzrost od 1,60 do 1,80. Najmniej ok. 1,50 i 2 metry – które są na przeciwnych stronach skali. Proste. Rozkład ten stosuje się także do inteligencji – zakładamy, że przeciętny człowiek (zatem i większość ludzi) będzie miał IQ ok. 100, a nieprzeciętny (czyli zdecydowanie mniej ludzi, którzy w dodatku podzielą się na dwie grupy) będzie miał mniej (upośledzenie w stopniu lekkim lub wysokim) lub więcej (ponadprzeciętna i wybitna inteligencja).

*uwaga: nie ma tu dokładnych wyliczeń, bo nie chodzi mi tu o uczenie się statystki, a tylko unaocznienie zjawiska; dokładne wyliczenia bez problemu znajdziecie w czeluściach internetu

noszenie dzieci jest naturalne
Proszę, nawet tata nosi ♥

Dlaczego więc nie chcemy dopuścić do siebie myśli, że każda ludzka cecha mogłaby się tak rozkładać? Potrzeba bycia z ludźmi (skrajnych introwertyków i ekstrawertyków jest niewielu, większość ludzi mieści się gdzieś pośrodku), gadatliwość (ilu znacie mruków i nieprzeciętnych gaduł, a ilu „zwyczajnie” porozumiewających się ludzi?), pomysłowość, siła przebicia, itd., itd.  Dlaczego nie chcemy po prostu przyjąć, że jedne dzieci są bardziej wymagające niż inne i nie ma to nic wspólnego ze stylem rodzicielstwa? Co nie zmienia faktu, że rodzice wychowujący w modelu rodzicielstwa bliskości i tak będą nosić i tulić więcej, bo nie uważają tego za rozpieszczanie.

Rodzicielstwo bliskości w popkulturze też przychodzi nam z pomocą

Jeśli oglądacie Anię na Netfliksie (spoiler alert!), to w ostatnim sezonie są tam dwie wyjątkowo pasujące do tego tematu (i według mnie wyjątkowo poruszające) rozmowy Basha z matką. Nie będzie słowo w słowo, bo aż tak dobrze nie zapamiętałam, ale chodzi o sens.

I.

Matka: To ja mam ją teraz ciągle nosić? Mam ją rozpieszczać?
Bash: Nie, kochać.

II.

Matka: Może traktowałam cię surowo, gdy byłeś dzieckiem, ale zobacz! Dzięki temu jesteś teraz taki silny!
Bash: Nie, mamo. Jestem silny pomimo to.

Jak również literatura

Chciałabym Wam jeszcze przytoczyć dość długi – ale wyczerpujący – fragment z książki, którą ostatnio przeczytałam – Jak kreatywnie wspierać rozwój dziecka? Natalii i Krzysztofa Minge.

Kołysanie i noszenie na rękach doskonale działają na malucha – czuje się on wtedy bezpiecznie, uspokaja się, a jego zmysł równowagi jest stymulowany w sposób, jakiego najbardziej potrzebuje. Przekonanie, że najedzone i przewinięte dziecko powinno spokojnie i samotnie leżeć w wózeczku i spać, to wymysł nowoczesności. [wszystkie podkreślenia są moje – M.H.] Do niedawna w Europie, podobnie jak do dziś w Afryce, części Azji i Ameryki Południowej, dzieci nieustannie przebywały z matkami – zawinięte w chusty, przywiązywane do pleców – czuły ich ciepło i ciągłe kołysanie. Przez tysiące lat ewolucji człowiek, jak i pozostałe naczelne, przywykł do nieustannego kołysania. Dlatego tak trudno przyzwyczaić niemowlę, by było „grzeczne” i leżało spokojnie. Ono nie panuje nad własnym ciałem, nie może samodzielnie się poruszać, więc korzysta z ruchów matki, która zapewnia mu odpowiednią ilość ćwiczeń.

Kołysanie do snu czy dla uspokojenia dziecka jest czynnością całkowicie naturalną. Dziecko czuje się wtedy kochane, rozwija się jego poczucie bezpieczeństwa. Dzieci, których potrzeby, w tym potrzeba bezpieczeństwa, są zaspokajane, są mniej uzależnione od matek, chętniej eksplorują otoczenie [!!!], są bardziej pewne siebie i mniej lękliwe.

A mnie wychowano w zimnym chowie i wyrosłem na ludzi!

Nigdy, ale to nigdy, nie daję wiary słowom „a moi rodzice robili tak i wyrosłem na ludzi”. Z mojego doświadczenia wynika, że zwykle coś jest nie tak w tej relacji z rodzicami. Widziałam już niejednego człowieka zaciekle broniącego swoich rodziców, a jednocześnie z takimi problemami, że mój mózg tego nie ogarniał. Wydaje mi się, że każdy z nas ma jakieś tam psychologiczne problemy (np. albo jesteśmy zbyt egocentryczni, albo zbyt altruistyczni). Niemniej zimny chów zostawia najbardziej bolesne. Takie, z którymi ludzie nie potrafią się uporać latami. Czy, znając tych wszystkich ludzi, mimo wszystko zaryzykowałabym – wbrew swojej intuicji, że noszenie jest naturalne, wbrew literaturze, wbrew rozsądkowi – i przestałabym tyle nosić, całować, spać z dzieckiem, karmić piersią czy cokolwiek jest w tym nurcie niepożądane, bo jakieś osoby mają dla mnie takie rady? Odpowiedź jest chyba oczywista.

Każdy człowiek wychowuje swoje dziecko, jak chce. Być może już zawsze będę współczuć takim dzieciom nie-noś-bo-przyzwyczaisz, że ich potrzeby nie są respektowane. A właściwie także matkom, które zaprzeczają swojej własnej matczynej intuicji  i odbierają sobie bliskość. Być może mojemu dziecku ludzie będą współczuć, że, nie wiem, wychowam nieżyciową kalekę zawsze uczepioną do mamy. Moja intuicja mówi mi, że to, co robię jest słuszne i że właśnie w ten sposób zapewniam swojemu dziecku najlepszy możliwy start i niezachwianą pewność, że jest ważne, kochane i zasługuje na szacunek. Obecny stan wiedzy na temat rozwoju dziecka to potwierdza. Potwierdzają to także osoby, o których pisałam wyżej, które doświadczyły czegoś wręcz przeciwnego i bynajmniej nie radzą sobie lepiej w życiu niż dzieci, które doświadczyły więcej czułości i równego traktowania.

To czym jest w takim razie rozpieszczone dziecko?

A czym jest w takim razie rozpieszczane dziecko? Rozpieszczane dziecko, to takie, któremu wszystko wolno. Które kopnie kogoś w autobusie i nie przeprasza – ani rodzic nie przeprasza za nie, nie tłumaczy mu, że tak nie można. Które może sobie mazać w domu po ścianach albo obrażać przyjaciół rodziców. A jak sprawić, by dziecko nie było rozpieszczone, żeby nie robiło takich rzeczy? Rozmawiać. Dawać przykład, a nie pokazywać swoją wyższość i władzę nad dzieckiem, każąc je. Nie będę tego rozwijać, jest masa książek z nurtu rodzicielstwa bliskości, które rozwijają ten temat dużo lepiej niż ja. Żadna z nich nie mówi o tym, żeby dziecku żałować miłości.

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. Jak sprawić, by ktoś poczuł się gorszy w 5 sekund (tego NIE rób!)
  2. 19 rzeczy, których nauczyło mnie bycie mamą niemowlaka
  3. Droga mamo wymagającego dziecka
  4. Rodzicu, dlaczego chciałbyś mieć łatwo?
  5. Macierzyństwo to nie bajka