Zastanawiałam się, jak napisać ten tekst, żeby nikt mnie nie osądził i – prawdę mówiąc – nie doszłam do żadnych wniosków, bo nie da się wszystkim dogodzić. Zdaję sobie sprawę, że część osób nim wkurzę. Po prostu gdy zostaje się rodzicem, nagle zwraca się uwagę na rzeczy, których wcześniej się nie zauważało. Ostatnio z Małżem doszliśmy do wniosku, że ludzkość dąży do ułatwień za wszelką cenę.

Muszę najpierw sama Wam się do czegoś przyznać

To jest coś, czego się wstydzę i co zupełnie nie pasuje do mojego eko-wizerunku. Prawda jest niestety taka, że nie jestem taką do końca eko-mamą. Pomijając to, że według niektórych ludzi bycie eko i bycie mamą się wykluczają. 😛 Owszem, ciuszki kupujemy z drugiej (czy nawet piątej, bo kto je tam wie) ręki albo je dostajemy. I również zamierzam je puścić dalej w świat. 🙂 Wózek też mamy używany. I chusty. Smarujemy dzieciątko naturalnymi olejami. Karmię tylko piersią, więc chyba najbardziej eko. Do ogarniania używamy tetr. Jest tylko jedno ale. Do pupki używamy pampersów jednorazowych. I to nie jakichś tam super naturalnych, jak chciałam – bo się okazało, że, o dziwo, odparzają – tylko takich zwykłych z biedry.

I tak patrzę sobie i patrzę na grupę o wielopieluchowaniu, i jakoś ciągle nie mogę się przekonać. Bo ciągle mam wrażenie, że z takim sikunem i kupniarzem sobie nie poradzą. No i czas – jak się ma hajnida w domu (mimo wszelkich prób udowadniania sobie, że to nie jest High Need Baby, w końcu się poddałam i przyjęłam, że to dziecko to raczej z tych wymagających jednak), to gdy on śpi, to się chce odpocząć, a nie prać pieluchy. Zapraszam do przekonywania mnie, że to nie jest takie trudne, ale tylko jak ktoś ma w domu hajnida, choćby umiarkowanego. Bo z łatwiejszymi dziećmi, mimo że i tak jest trudno, to jednak łatwiej. 😉

Szukanie ułatwień to nic złego

Tam, gdzie tylko to możliwe, sama ich szukam. Nie jestem z tych, którzy uważają, że koniecznie trzeba się naharować. Jeśli znajdę sposób, żeby zrobić coś równie dobrze, ale szybciej i łatwiej, to OCZYWIŚCIE, że z niego skorzystam. Nawet uważam, że to świadczy o inteligencji i sprycie osoby, która to rozwiązanie wynajdzie. Albo od kogoś podbierze, tak też można. 😀

Ale nie zawsze warto!

Nie każda droga na skróty wiedzie do czegoś dobrego. Moim zdaniem rodzicielstwo i ogólnie wychowanie dzieci powinno drogi na skróty omijać szerokim łukiem. Czy macie dzieci łatwe czy trudne. Człowiek decydujący się na dziecko powinien być człowiekiem dojrzałym. Nie ma też nic złego w tym, żeby na nie poczekać. Ja uważam, że nawet lepiej poczekać. I wcale nie chodzi mi o warunki materialne, ale raczej emocjonalne. Mówcie, co chcecie, ale ja uważam, że z biegiem lat człowiek dojrzewa emocjonalnie (co nie znaczy, że zawsze starsza osoba jest mądrzejsza od młodszej – porównuję się TYLKO z młodszą sobą) i jest bardziej gotowy na dzieci. Może właśnie dlatego czasami ludzie są lepszymi dziadkami, niż byli rodzicami.

Ale do rzeczy!

Rodzice dążą do ułatwień

Jak wszyscy zresztą. I dobrze. Jeżeli kupują przewijak, który odciąża ich plecy, zamiast przewijać na kanapie. Jeżeli kupują/robią dziecku zabawki, które zajmą je na dłuższy czas. Jeżeli piorą swoje ciuchy z dziecięcymi w tym samym proszku (uwierzcie, że większości dzieci nic się od tego nie dzieje). I inne tego typu sprawy. Nawet jeśli od czasu do czasu posadzą swoje dziecko przed bajką, żeby odpocząć i wypić ciepłą kawę (albo zrobić w domu, co trzeba). Za to też nie ma co się biczować, bo jesteśmy tylko ludźmi i czasem trzeba iść na kompromisy.

Zanim przejdziecie do dalszej części tekstu, chciałabym, żebyście wiedziały/wiedzieli, że bycie mamą niesie masę frustracji – dla mnie też. Też jestem często wściekła, zniechęcona, zrezygnowana. Czasem mam wrażenie, że trudne etapy nigdy się nie skończą, że już zawsze będę miała jęczące dziecko, któremu nie wiadomo, o co chodzi (na podłodze źle, na plecach źle, na brzuchu źle, chyba zęby mi idą, cyca bym chciał, a jednak nie, a może spać, a tak w ogóle to ja już bym chciał raczkować – to tylko moje domysły :)).

A przecież na logikę wiem, że tak nie będzie. Wiem, że dorośnie, że już nie będzie mnie tak bardzo potrzebował, a ja wtedy będę tęsknić za jego małymi rączkami i stópeczkami, i żałować, że nie cieszyłam się bardziej tym pierwszym okresem jego życia. No ale jak tu się cieszyć, jak to dziecko ciągle marudzi, bez niego było łatwiej i w ogóle po co mi to było. 😉

Jednak czasami, jak czytam posty na rodzicielskich grupach, to mnie krew zalewa. Albo jakieś stare poradniki. Albo jak mi czasem mąż powie, co ojce piszą na grupie „Jestem tatą”.

Wypłakiwanie

Mimo tylu artykułów, tylu badań, takiej ilości wiedzy są ludzie, którzy ciągle uważają, że trening zasypiania u niemowlęcia to coś, co jest ok. Piszę o tym na początek i to wyróżniam, bo to jest dla mnie absolutnie nie do pojęcia. Wasze dzieci potrzebują pomocy w wyciszaniu się, bo są malutkie i nie radzą sobie ze swoimi frustracjami! Przypomnijcie sobie, kiedy ostatnio przewracaliście/przewracałyście się w nocy z boku na bok, bo przez godzinę nie mogliście zasnąć, aż w końcu z wściekłości sięgnęliście/sięgnęłyście po książkę. Jak widać dorośli też nie zawsze potrafią się wyciszyć, a od niemowlęcia tego oczekują. F* logic. Naprawdę decydując się na dziecko spodziewaliście się, że ono od razu będzie umiało samo zasypiać? Że nie będzie go trzeba nosić, bujać, chustować?

Smoczek

Dlaczego moje dziecko nie chce smoczka? Co robicie, żeby zachęcić swoje dziecko do ssania smoczka? Odpowiedzi na te pytania też poszukiwałam jakieś 4 miesiące temu. A później odkryłam grupę Karmienie piersią, poczytałam o tym, co złego smoczek i butelka mogą zrobić laktacji (a także aparatowi mowy i zgryzowi) i cieszyłam się, że młody tego smoczka nie chciał. Tak, to nie jest proste. Ale do czego właściwie służy smoczek? Mi położna mówiła, że do zaspokojenia potrzeby ssania. Ok, tyle że do tego służy przede wszystkim pierś.

łatwiej nie zawsze znaczy lepiej

Noworodek wisi na Twojej piersi cały czas? I dobrze! Pierś to nie tylko jedzenie, to też bliskość, miłość i poczucie bezpieczeństwa. To ciepło i zapach mamy. Weź sobie książkę czy serial i napawaj się ciepełkiem dzidziusia. 🙂 Ktoś fajnie napisał „wyobraź sobie, że swędzi Cię stopa i ktoś daje Ci smoczek”. W sensie, ok, jak chcecie dawać swoim dzieciom smoczki i one ich chcą, i nie zależy Wam tak bardzo na KP, to dawajcie. Może nie zaszkodzą (tak bywa), ryzyko jest po Waszej stronie. 😉

Mleko modyfikowane i cesarskie cięcie

Uważam, że mleko modyfikowane to wspaniały wynalazek. Tak, jak cesarka. One ratują życie. Zawsze, gdy mi przykro, że rodziłam przez cc, to przypominam sobie, że gdyby nie wynalazek tej operacji, to mogłoby nas tu teraz nie być. Ale. Oczywiście, że jest jakieś ale. Cesarskie cięcie to nie jest najlepszy sposób na przyjście na świat. I mówię to ja, która sama jestem wydobyta. I powiem Wam w sekrecie (;)), że tworzymy rodzinę wydobytych.

Polecam sobie poczytać na blogu Nicole Sochacki-Wójcickiej (mama ginekolog) o porównaniu porodu siłami natury (NATURY! Ha, ha!) i cesarki. Cesarka na życzenie – czyli bez żadnych wskazań medycznych (psychiczne też uważam za medyczne) – moim zdaniem nie powinna mieć racji bytu. I proszę mi się tu nie oburzać, że odbieram kobietom wybór. Nie rodziłam naturalnie, więc porównania własnego nie mam, ale widziałam, jak szybko wracają do formy dziewczyny po porodzie naturalnym. A ja przez kilka tygodni prosiłam Małża, żeby mi nogi mył i wycierał. Może jestem wyjątkiem, a może lepsze znoszenie stanu po cc jest wyjątkiem, tego nie wiem.

A co z tą mieszanką mleczną? Najlepszym pokarmem dla dziecka jest mleko mamy, najlepiej prosto z piersi, bo to jest pokarm, który dostosowuje się do potrzeb dziecka. Przy czym czasem dziecko sobie nie radzi i są mamy, które karmią swoim odciągniętym mlekiem (mamy KPI – karmiące piersią inaczej) – i ja je podziwiam. U nas takie cuda trwały może 2 tygodnie, a potem zaczęło się wiszenie na piersi. 😉 Mieszanka jest dla kobiet, które nie karmią piersią. A rzadko zdarza się, żeby mama rzeczywiście nie miała pokarmu (coś ostatnio czytałam np. o przeciętych kanalikach mlecznych).

łatwiej nie zawsze znaczy lepiej

Raczej są mamy, które biorą takie leki, których nie powinno się brać przy KP i wtedy mieszanka jest o niebo lepszym rozwiązaniem – a są to np. psychotropy czy chemioterapia. Naprawdę niewiele leków jest zabronionych, nawet jak Wam lekarz powie (czy tam w ulotce jest napisane), że nie wolno, to nie wierzcie mu na słowo. Zawsze sprawdzajcie na e-lactancii. Czuję, że jeszcze wrócę do tematu karmienia piersią, bo to jest coś, co warto promować i może szerzej coś podpowiem przyszłym mamom.

Celebrycka dygresja 😉

W ogóle pod tym kątem nie rozumiem Olgi Frycz (nie będę pisać „znanej celebrytki”, bo i tak wiadomo, o kogo chodzi), na której wypowiedź ostatnio trafiłam przypadkiem, w której to przyznała, że karmi mieszanką, bo tak jej wygodnie (hm? serio? ja jednak wyciągnięcie cyca widzę jako łatwiejsze niż przygotowywanie butelki) i dziecko śpi 5h ciągiem. Moje dziecko śpi czasem 5h ciągiem, a ja je karmię prostacko swoim ssaczym mlekiem z piersi. 😉 Właściwie to ja nie bardzo zrozumiałam tę jej wypowiedź. Wy rozumiecie? Ją można znaleźć na jej instagramie bodajże.

Fanaberia czy konieczność?

Wracając do tematu – lepsza zdrowa psychicznie (czy walcząca z rakiem) mama karmiąca mieszanką, niż mama, która nie bierze potrzebnych sobie leków, bo na siłę chce karmić piersią. Czasem też mamy nie wytrzymują psychicznie presji, jaką same sobie narzucają lub jaką narzuca im otoczenie i nie dają rady z karmieniem. Czasem karmienie piersią frustruje je do tego stopnia, że rezygnują. I ja to wszystko rozumiem. Ale nie rozumiem, jak można sobie już przed porodem założyć, że nie chce się karmić piersią. Jakie są racjonalne powody za tym stojące? Jeśli są tu takie mamy lub przyszłe mamy, to proszę, wytłumaczcie mi to, żebym mogła zrozumieć.

Mam silne wewnętrzne poczucie niezgody na to, żeby odmawiać swojemu dziecku tego, co dla niego najzdrowsze, bo ja mam taką fanaberię. Podawanie butelki nie jest wcale łatwiejsze, umówmy się, pierś wystarczy wyciągnąć, nie trzeba jej wyparzać, myć przed każdym użyciem, odmierzać pokarmu itd. No i się chudnie szyyybciutko. A jak się dziecko karmione piersią w nocy obudzi, to zwykle wystarczy mu cyc, by zasnąć. Ja tak łatwo z tego ułatwienia nie zrezygnuję. 🙂

Oczywiście, że niezależnie od tego JAK karmisz swoje dziecko, kochasz je tak samo mocno. Niezależnie od powodów. Nie neguję tego. Ja tu tylko rozważam, dlaczego właściwie rezygnować z tego, co powinno zostać zastosowane w pierwszej kolejności, co jest wygodne i najzdrowsze dla Was obojga (mamy i dziecia) na rzecz czegoś, co nie jest wygodne i stanowi ratunek w wypadku niemożności zastosowania opcji nr 1.

Odstawienie od piersi

Wiecie co mnie najbardziej zaskoczyło na początku macierzyństwa? Nastawienie otoczenia do karmienia piersią. Pytanie 3 tygodnie po porodzie, kiedy ja właśnie stoczyłam walkę, żeby w końcu karmić piersią, kiedy zamierzam odstawić, wydało mi się absurdalne jak Monty Python. Do tego stopnia karmienie piersią stało się czymś niewłaściwym i niepożądanym w naszym społeczeństwie? Bo wiecie, WHO i chyba nasze Ministerstwo Zdrowia zalecają wyłączne karmienie piersią do 6 m.ż. i odstawienie dopiero po skończeniu przez dziecko DWÓCH LAT. Mleko mamy z wiekiem dziecka nie staje się bardziej wodniste (no chyba, że jest upał, bo ono się dostosowuje, jak pisałam wcześniej). Wręcz przeciwnie, staje się bardziej odżywcze. Dlaczego więc miałabym chcieć go odstawiać?

łatwiej nie zawsze znaczy lepiej

Rozumiem matki, które karmienie piersią zaczyna w pewnym momencie frustrować i nie czekają do samoodstawienia dziecka. Rozumiem matki, które chcą odstawić swoje dziecko po upływie roku – z różnych powodów – i nie czekają do zalecanych 2 lat. Albo dziecko niezbyt delikatnie traktuje te piersi – i na przykład zaczyna je gryźć i nie da się nic z tym zrobić. Nie rozumiem kobiet, które pytają „to ty jeszcze karmisz?”, tak jakby karmienie piersią było jakąś zbrodnią dokonywaną na ludzkości. Nie, dziecko nie nawiązuje niezdrowej więzi z matką przez to, że jest karmione piersią. Wręcz przeciwnie, to wspiera budowanie zupełnie zdrowej więzi. 😉

Poświęcenie

Wszystko to składa się na jeden sens – poświęcenie, a raczej jego brak. Nie da się mieć dziecka i uniknąć poświęceń, jeśli chce się dla tego dziecka jak najlepiej. Nie chodzi też o to, żeby stać się męczennikiem, trzeba korzystać z pomocy najbliższych, jeśli tylko jest to możliwe. Po prostu zauważam niepokojącą tendencję wracania do czasów, gdy dzieci miały być niewidoczne i niesłyszalne, bo tak jest wygodnie. Jeśli sprowadzasz dziecko na świat, to Ty jesteś mu coś winna/winien, a nie ono Tobie! Chociaż mocno wierzę w to, że szacunek okazywany dziecku od jego pierwszych dni i ciągła bliskość budują więź tak mocną, że to dziecko w swoim dorosłym życiu samo będzie chciało spędzać czas ze swoimi rodzicami. Wierzę, że to poświęcenie jest w pewnym sensie inwestycją w naszą przyszłą relację.

Istnieją naprawdę proste rozwiązania na wiele problemów związanych z okresem niemowlęcym. Wystarczy się pointeresować, poczytać, popytać na grupach lub wśród znajomych. Dla nas wybawieniem okazała się przede wszystkim chusta. Na skoki rozwojowe/ząbkowanie/czy chgw 😉 nie pomaga nic, ale chusta naprawdę łagodzi obyczaje niemowlęcia, a już na pewno pomaga mu spokojnie (lub spokojniej niż normalnie) odpłynąć w sen, przy okazji oszczędzając nadgarstki rodzica. 😉

Zgadzacie się ze mną? Czy raczej to, co napisałam, budzi w Was wewnętrzny sprzeciw? Ciekawa jestem Waszego zdania 🙂

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. Macierzyństwo to nie bajka
  2. Ulubieńcy ciążowi
  3. Moja ciąża tydzień po tygodniu
  4. Jestem w ciąży! Cała prawda o pierwszym trymestrze
  5. Nasza zimowa sesja ciążowa