Ja wiem. Dzieci są różne. Są dzieci o wiele bardziej wymagające niż moje. Ale są też dzieci wymagające naprawdę niewiele. Moje dziecko jest na tyle wymagające, że ja, gdy czytam, że skoro nie daję sobie rady ze zrobieniem wszystkiego w domu, to powinnam PO PROSTU odłożyć je na matę, to trafia mnie szlag. 😉 Owszem, moje dziecko poleży chwilę na macie. Tak do 5 minut. Kolejne 5 poleży, jeśli będę obok niego. A potem już trzeba zwiedzać mieszkanie. Usypianie i spacery tylko w chuście itd. Jeśli się identyfikujesz, to witam Cię serdecznie, droga mamo wymagającego dziecka.

Na początek jedna fajna myśl, którą przeczytałam w książce „Mocno mnie przytul” (polecam, otworzyła mi głowę i w pewnym sensie uratowała moje macierzyństwo) – Twoje dziecko po prostu wie, czego chce i głośno się tego domaga. Wyobraź sobie czasy, w których ludzie żyli jako łowcy-zbieracze. Wyobraź sobie dwójkę dzieci. Jedno odłożone ryczy wściekle natychmiast. Drugie po prostu sobie cichutko leży. Jak myślisz, które ma większą szansę na przetrwanie otoczone dzikimi zwierzętami? No przecież, że to które wściekle ryczy. 😉 Mamo, mamo, ratuj mnie, jak mnie odłożysz, to zjedzą mnie tygrysy! Masz po prostu charakterne dziecko. Pomyśl sobie, czy to źle wróży dla jego przyszłości? 🙂 (mam nadzieję, że mamy łatwych dzieci się na mnie nie obrażą, w końcu nie musi być tak, że łatwe dzieci nie poradzą sobie w życiu ;))

W takiej sytuacji ogólnie bardzo polecam chustę i zmianę myślenia,

Jak żyć z high need baby

Wcześniej myślałam, że moje dziecko MUSI spać w łóżeczku, zasypiać w wózku, że uśpione po prostu je odłożę bez ceregieli. Co prawda, nie robiłam sobie złudzeń, że zacznie samo zasypiać w łóżeczku mając pół roku, ani przesypiać noce, ale nie sądziłam, że będzie tak ciężko z tym całym usypianiem. Że jak będzie miał 3 miesiące, to moje nadgarstki i psychika będą do tego stopnia nadwyrężone, że wózek najpierw go będzie całkiem parzył w tyłek (nie mówiąc o czapeczce, a urodził się zimą), a później nie będzie chciał w nim zasypiać (z jakimiś 2 miesiącami cudu w postaci niespodziewanego zasypiania w wózku). Że odkładanie TYLE razy będzie nieudane.

jak żyć z high need baby

Nie wiń siebie, mamo

Wiele kobiet kłamie na temat tego jak zasypiają i śpią ich dzieci (na szczęście nie znam tych, których dzieci „od początku przesypiają noce” :P), bo myślą, że w ten sposób pokażą, jakimi są dobrymi matkami. Dziewczyny, nie róbmy sobie tego, to po pierwsze. Po drugie, nie, to tak nie działa, że jesteś dobrą matką, bo Twoje dziecko śpi tak, jak śpi. Ono samo uczy się spania, jego układ nerwowy rozwija się w takim tempie, w jakim się rozwija i tyle, Ty nie masz na to za specjalnie wpływu. Możesz kombinować z żelazem, z DHA, z lawendą, z kąpielami ale to i tak nie sprawia nagle, że jesteś „dobrą matką”. Dobrą matką jesteś, kiedy pomagasz dziecku rozwijać się w jego własnym tempie, przytulasz je i nie wypłakujesz go.

Przestań walczyć

Najlepsze zdrowie psychiczne i najlepszą relację z moim dzieckiem osiągam, gdy przestaję walczyć. O co mi chodzi? Już tłumaczę. Przykład? Wózek. Najpierw była rozpacz z wkładaniem go do wózka, a była zima, więc było też wielkie ubieranie, więc w końcu spacerowałam bardzo rzadko. A jeszcze się naczytałam, że trzeba przecież i że jestem niedobrą matką, jak nie zmuszam dziecka do spaceru, którego nienawidzi. Yhm. Wiosną było lepiej, można było lżej ubrać dziecko, uśpić, odłożyć do wózka uśpione i wiooo. Ale to też było stresujące, bo jak się obudził, to trzeba było gnać do domu.

Później nastąpił etap cudu, czyli po prostu zasypiania w wózku. Potem coś się schrzaniło. Dopóki się wściekałam, było źle, byłam wściekła i zmęczona. W końcu uznałam, że to nie ma sensu i wsadzam dziecko w chustę, dziecko szczęśliwe wtulone w mamę zasypia, mamie trochę ciężko, ale wącha główkę dziecka i wszyscy zadowoleni. Gdybym ja to wcześniej ogarnęła, to moje dziecko od noworodzia wędrowałoby na spacery w chuście, a ja oszczędziłabym nam obojgu tylu frustracji.

Chusta

Ta chusta to w ogóle jest coś wspaniałego. Mój uwiąd nadgarstkowy skończył się, gdy się zawzięłam i nauczyłam się chustować i odkładać maluszka do łóżeczka w chuście. Okazało się, że kangur to nie jest wiązanie dla nas, bo bobas był do niego zbyt ruchliwy (pewnie gdybym od początku chustowała, to byłoby lepiej, bo mi to wiązanie odpowiada), ale kieszonka okazała się strzałem w dziesiątkę 🙂 Polecam grupy chustowe, doradców i chustujące koleżanki. Od siebie polecam odkładanie dziecka na chuście zamiast wyciągania z chusty i odkładania. I to po około 10 minutach od zaśnięcia. U nas się sprawdza, może u Was też się sprawdzi. Zanim ogarnęłam system dla nas, to sporo drzemek było po prostu w chuście na rodzicach 😛 Teraz takie są tylko na spacerach.

Odpuść podróże

Albo znoś płacz i częste postoje. Jeśli chodzi o podróże, to jeszcze nie wymyśliliśmy żadnego rozwiązania, żeby nasze dziecko nie zanosiło się płaczem w samochodzie. Dlatego na jakiś czas całkiem odpuszczamy podróże, bo to nie ma żadnego sensu, jeśli przejechanie 200 km zajmuje 5 godzin, Ty masz na miejscu spędzić weekend, a przed Tobą jesień i zima, więc łatwe wychodzenie z samochodu przestanie być możliwe.

Odpuść czysty dom

Na grupie o wymagających dzieciach, często czytam, że mamy są sfrustrowane, bo nie mogą ugotować obiadu, posprzątać, czy zrobić czegoś tam innego. I jeszcze mężowe ich się czepiają, że oni tu styrani przychodzą z roboty, a w domu brudno i nie ma obiadu. Zaprawdę, powiadam Wam, owi mężowie – wstyd i hańba Wam. Jestem bardzo ciekawa, jak Wy byście ogarnęli, gdybyście choćby jeden dzień musieli spędzić z wymagającym dzieckiem. Jak wiele byście w tym domu zrobili.

Powiem Wam szczerze, że ja mam bardzo różne dni. Są dni, gdy mam więcej energii (chyba wtedy, gdy dziecko ma jej mniej :P) i wtedy gdy uśnie na drzemkę, ogarniam pranie i sprzątanie, ale są takie dni, gdy dam radę tylko napić się kawy i coś zjeść. I zapewniam Was, że wolę usiąść na tyłku i napić się tej ciepłej kawy, niż wyczerpana latać jeszcze ze ścierą. To też jest trochę powód, dla którego tak mało piszę na bloga – po prostu wieczorem nie mam siły i oglądam seriale. Taki lajf, przyznaję się do tego otwarcie i nie będę się za to biczować.

jak żyć z high need baby

Chusta tutaj znowu się przyda, jeśli Twoje dziecko, akceptuje przebywanie w chuście w domu nie do usypiania – i na przykład umiesz wiązać plecak prosty (dziecko więcej widzi). Ja jeszcze nie umiem i nauczę się chyba dopiero, gdy już go będziemy przekładać do nosidła. 😉 Można wtedy i obiad ugotować, i jakieś sprzątanie ogarnąć. Przez moje dzieciątko noszenie po domu jest akceptowane tylko przodem do świata (a tego nie wolno w chuście), więc ja z dzieckiem w chuście ogarniam tylko tyle, ile się da tuż przed usypianiem (zmywarkę opróżnię albo ogarnę tak powierzchownie dom). Obiad ogarniamy wspólnie, albo po prostu robi to Małż. Ja gotuję tylko coś tam w dzień dla bobasa, bo już nadszedł ten etap, gdy jest to potrzebne. I ogólnie olewam. Nigdy wcześniej tak nie olewałam, serio.

Odpuść ludzi

A przynajmniej nie łudź się, że będziesz się spotykać z nimi jakoś wybitnie często. Jestem introwertyczką, ale spotykanie się z ludźmi jest mi potrzebne od czasu do czasu, Jednak widzę, że jest to naprawdę trudne, gdy jest się zmęczonym, gdy dziecko nie jest z tych, które mają drzemki po 2h, a jak nie mają drzemki to sobie PO PROSTU leżą na macie. 😛 Widzę też, że znajomi mniej się do mnie odzywają. I nie winię ich. Nie winię Was, znajomi! I Wy nie wińcie mnie, że ja też odzywam się rzadziej. To nie dlatego, że Was nie lubię, to dlatego, że po prostu jestem zmęczona. O znajomości też wcześniej dbałam dużo bardziej niż teraz, ale z tego powodu też nie chcę się biczować. Dziecko zmienia wszystko i już. Ślub w porównaniu do dziecka nie zmienia absolutnie niczego.

A jeśli jesteś ekstrawertyczką i w odosobnieniu umierasz, poszukaj po prostu jakiejś grupy mam z Twojej okolicy, które mają wymagające dzieci, z którymi mogłabyś się spotykać 🙂 Myślę, że od nikogo innego nie dostaniesz tyle zrozumienia.

A już w szczególności odpuść sobie słuchanie ludzi, którzy nie wiedzą o czym mówią. Jeśli ktoś nie miał do czynienia z high need baby, to nie ma zielonego pojęcia, jak z takim dzieckiem trzeba się obchodzić.

A nade wszystko NIE PRÓBUJ tresować swojego dziecka

Wyrzuć poradniki, z których dowiesz się, że dziecko należy uczyć samodzielnego zasypiania przez wypłakiwanie w łóżeczku. Nie wymyślaj bzdurnych harmonogramów spania czy karmienia mlekiem. Nie wciskaj swojego dziecka w schematy. Spróbuj spojrzeć na niego po prostu jak na człowieka. Czy chciałabyś spać wtedy, gdy zupełnie nie chce Ci się spać? Albo czy nie frustrujesz się, gdy jest Ci trudno zasnąć? Czy chciałabyś, żeby ktoś Ci powiedział „nie teraz nie możesz zjeść, dopiero za godzinę”, gdy byłabyś głodna? Albo gdyby ktoś Cię położył na płasko i zabronił oglądać świat? Czy nie frustrowałabyś się, gdybyś widziała, że inni się poruszają, a Ty jeszcze nie umiesz, nie wychodzi Ci, chociaż tak bardzo się starasz? Aż w końcu, czy chciałabyś spać sama na kanapie, podczas gdy Twój mąż przytulałby się do kogoś innego?

Śpij z dzieckiem, łóżeczko nie jest obowiązkowe

Właśnie to mam na myśli, pisząc o tym przytulaniu. Moje noce stały się lepsze, odkąd śpimy z dzieckiem w jednym łóżku, bo nawet jeśli pobudki są co 2h, to wystarczy, żeby dziecko się przyssało i dobranoc. A z perspektywy mojego Męża, to już w ogóle musi być bajka, bo to on był odpowiedzialny za odkładanie. 😉 Nie spinam się, że się nie oduczy czy coś. W końcu się oduczy. Mi samej jest dużo łatwiej zasypiać, gdy mój Mąż jest obok.

Gdy piszę te słowa, akurat jesteśmy u teściów, śpimy na wersalce, więc dziecko musi w łóżeczku (poczytaj o zasadach bezpiecznego współspania), a ja dopiero teraz widzę, jak bardzo wygodne jest to nasze wspólne spanie 🙂 Nie jest tak, że on w ogóle nie chce spać w łóżeczku. Nie ma z tym problemu, może dlatego że tak śpi od urodzenia, może dlatego, że nikt go tam na chama nie usypia, a może po prostu to taki egzemplarz. Niemniej czasami nie dawał się w nocy odkładać i trzeba było go nosić. A tak, jak śpi z nami w nocy, to nawet jeśli się wybudzi, to się powierzga, powierzga, ułoży stopy na głowie ojca i głowę wsadzi pod pachę matki i śpi. 😉

jak żyć z high need baby

Jeśli możesz, znajdź pomoc

Ja akurat jestem z tych, którzy niechętnie przyjmują pomoc do dziecka. Nie chcę, żeby ktoś za mnie usypiał, przewijał, nosił, przytulał, chodził na spacery, przygotowywał posiłki dla dzidziusia (poza jego tatą). Niemniej, bardzo chętnie przyjęłabym pomoc dla mnie – gdyby ktoś mi ugotował, posprzątał, zrobił zakupy, zrobił kawę, upiekł ciasto, pozmywał naczynia itd. Ale wiem, że różni są ludzie. Jeśli możesz – znajdź pomoc. Czy ta pomoc byłaby do dziecka, czy dla Ciebie. Rodzice, teściowie, pani sprzątająca, pani gotująca, niania. Wszystko jest dla ludzi. Ale wiedz ode mnie, że da się i bez pomocy, tylko trzeba odpuścić wyżej wymienione rzeczy. Ja dopóki nie ogarnęłam chusty, odpuściłam sobie nawet normalne jedzenie i żarłam głównie ciastka i batoniki zbożowe.

Zaakceptuj porażki

Trochę mnie wkurza, że muszę odpuścić wiele rzeczy, na których wcześniej bardzo mi zależało. Na przykład, odpuszczam wiele spraw związanych z ochroną środowiska. Ostatnio przyznałam się, że używam pampersów jednorazowych i nie myślcie sobie, że to mnie w ogóle nie boli. Że nie boli mnie to, że nie sprzątam już prawie wyłącznie sodą i octem, jak to było wcześniej. Że używam gotowego proszku do prania, bo nie mam siły już kombinować z tym eko i też nie chcę, żeby moje dziecko dostało jakiejś reakcji alergicznej. Mam nadzieję, że później do tego wrócę, że znowu będę bardziej less waste niż jestem teraz, że nauczę tego samego moje dziecko, bo nadal chcę dla niego życia w czystszym świecie. Teraz ono jest po prostu najważniejsze i już.

A na koniec… droga mamo łatwego dziecka

Mam nadzieję, że nie oburzył Cię ten tekst, bo przecież z żadnym dzieckiem życie nie jest już nigdy tak samo łatwe jak wcześniej. No pewnie że nie jest! Z tego zdaje sobie sprawę na pewno każda mama (i każdy tata, mam nadzieję!) – odpowiedzialność, nowe obowiązki, brak czasu na takie zadbanie umysłowe czy fizyczne o siebie jak jeszcze w ciąży nawet. Jasne! I pamiętaj, że nikt Ci tego nie odbiera. Nikt Ci nie odbiera też prawa do narzekania, bo ma trudniejsze w obejściu dziecko niż Ty masz. Ja ogólnie bardzo nie lubię wytykania innym matkom, że nie są superwomen i nie mają nieskazitelnie czystego domostwa, dwudaniowych obiadów i ciasta co niedzielę i że jak nie mają to są podobno leniwe. Absolutnie nic innym do tego.

Ja widzę po prostu odwrotną tendencję – kompletny brak zrozumienia dla matek dzieci wymagających. No bo jak to, ja z trójką sobie lepiej radzę niż ty z jednym. No to NA PEWNO jesteś leniwa. A fajnie by było, gdyby jednak trochę zagrała empatia i gdybyś pomyślała sobie, że każde dziecko jest inne i że nie masz pojęcia, ile uwagi wymaga to konkretne. Ja czasami jak patrzę na te cichutkie dzieci w wózeczkach albo takie, które sobie po prostu siedzą/leżą i obserwują, to po prostu tego zazdroszczę. I uwierz mi, mamo, że to nie jest kwestia mojego braku rodzicielskich kompetencji. Takie mam dziecko, akceptuję je takim, jakim jest i poświęcam mu dokładnie tyle uwagi, ile potrzebuje. 🙂

Macie jeszcze jakieś tipy/porady dla rodziców wymagających dzieci? Jak dajecie radę? 🙂

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. Rodzicu, dlaczego chciałbyś mieć łatwo?
  2. Macierzyństwo to nie bajka
  3. Ulubieńcy ciążowi
  4. Moja ciąża tydzień po tygodniu
  5. Jestem w ciąży! Cała prawda o pierwszym trymestrze