A tak sobie pomyślałam, że strzelę taki luźny tekst z okazji swoich urodzin. 🙂 W końcu pierwszy raz obchodziłam je będąc mamą. Dziecko w okolicach 9. miesiąca życia tak bardzo różni się od tego w 3 czy nawet 6 miesiącu, że mimo że niemowlę jest teoretycznie do roku, to mogę już spokojnie pokusić się o taki tekst. 🙂 Antek jest niesamowicie wymagającym dzieckiem, jęczybułą i ogólnie do tej pory nie wyrósł z czwartego trymestru 😛 Dlatego też bardzo możliwe, że nauczył mnie rzeczy, których nie nauczyłabym się, gdyby był dzieckiem spokojnym. Trochę w myśl zasady, że co cię nie zabije, to cię wzmocni, a trochę dlatego, że uważam, że wszystko jest po coś i to w najtrudniejszych sytuacjach uczymy się najwięcej (także o sobie).

Czego nauczyło mnie bycie mamą niemowlaka?

Ogólnie?

#1 Luzu

Co wcale nie znaczy, że w ogóle się nie spinam, spinam się po prostu o mniej rzeczy niż kiedyś. I spinam się o inne rzeczy. Nie spinam się, że muszę napisać tekst, posprzątać, pozmywać, ogólnie mieć w domu idealny ład i porządek (chociaż jeśli chcesz wiedzieć, jak mi się udawało mieć czysto nie poświęcając temu zbyt wiele uwagi i czasu, to zapraszam do tego wpisu). Już teraz nie spinam się, że chusta musi być idealnie dociągnięta, trochę liberalna się zrobiłam. Nie spinam się, że koniecznie muszę wyjść do ludzi raz na taki a taki czas albo pojechać w jakieś miłe miejsce – przyzwyczaiłam się do takiego stanu jaki jest (liczę, że za rok sobie odbiję z nawiązką). Ani nie spinam się, że pranie leży i czeka na poskładanie.

Dość długo nie spinałam się też, że muszę zrobić obiad, teraz muszę i to codziennie inny, bo ktoś tu ma wymagające podniebienie i nie lubi powtórek. 😉 Ale ogólnie rzecz biorąc na wiele rzeczy mam po prostu wywalone. Myślę, że tego akurat może nauczyć każde dziecko, wymagające czy nie – jeśli tylko damy sobie szansę na przemianę. A uwierzcie mi, ja jestem z tych, co lubią mieć wszystko pod kontrolą (ale jednocześnie lubią opiekować się innymi i to chyba po prostu zwyciężyło :)). I dzięki temu znajduję czas na ciepłą kawę, obejrzenie serialu, wywołanie zdjęć i poukładanie ich w albumach, czy inne małe przyjemności.

#2 Tolerancji dla bałaganu

Właściwie od pierwszego dnia po powrocie ze szpitala,bo byłam po cc i po prostu nie miałam siły sprzątać, mimo że dziecko spokojnie przesypiało ciągiem 3h, a nawet trzeba było je wybudzać do karmienia. I to jest jedna z tych rzeczy, z którymi zluzowałam. Teraz nadal wolę usiąść, wypić kawę, odpocząć, poszperać w necie (oczywiście głównie w poszukiwaniu informacji dotyczących pielęgnacji dziecka, ostatnio obuwia i przepisów blw :P), zajrzeć na bloga, kiedy dzidziuś drzemkuje. Może inaczej by to wyglądało, gdyby trochę mniej domagał się uwagi, a tak jest, jak jest i trudno. Teraz ważne jest dla mnie, żeby była czysta podłoga i szafki, do których młody sięga, resztę mam w nosie 🙂

czego nauczyło mnie bycie mamą

#3 Rezygnacji z kontroli

Skoro i tak się nie da niczego kontrolować, ani zaplanować, to po co cisnąć? Nauczyłam się, że to tylko frustruje. Jeśli nie mam na coś wpływu – a przy dziecku na wiele rzeczy go nie mam, to po prostu daję sobie spokój. Wiele rzeczy wymagało ode mnie walki, uporu i zacięcia – np. karmienie piersią, spacery (wózek, chusta, na rękach wokół bloku – były różne próby) czy nauczenie się chustowania. I o nie walczyłam. Jednak w żaden sposób nie wpłynę na to, czy moje dziecko śpi pół godziny czy półtorej, czy budzi się w nocy 2 czy 6 razy. W dzień, jeśli się budzi, to się budzi i już, najwyżej drzemki trochę gorzej się układają, a w nocy po prostu śpię z nim i nawet przy 6 pobudkach da się w miarę wyspać. Nauczyłam się po prostu dostosowywać, płynąć w kierunku, który wyznacza dziecko.

#4 Rezygnacji z wielkich planów na ten rok

Szybko zorientowałam się, że moje plany okazały się na wyrost i że nie zdołam złapać tylu srok za ogon, ile bym chciała. Wymagające niemowlę daje doskonałą lekcję ustalania priorytetów. I nie jest ona wcale trudna – ono jest priorytetem i koniec. W dalszej kolejności można sobie zdecydować, czy dzisiaj/na tej drzemce sprzątam, odpoczywam, piszę czy robię jeszcze coś innego.

#5 Nieuchronności zmiany

Najpierw Twoje dziecko śpi godzinami, później siedzisz z nim na kanapie, bo odłożone natychmiast się budzi. Najpierw ładnie zasypia przy piersi, później godzinami nosisz. Najpierw uznaje wózek za ok, później protestuje. Najpierw siedzisz koło niego na macie (ewentualnie odkładasz na matę i robisz swoje, jeśli masz łatwe dziecko), później ganiasz za nim po całym mieszkaniu i odciągasz od najbardziej przyciągających jego uwagę brudnych butów. Ale też nagle to małe zwierzątko przeistacza się w małego człowieczka, który się do ciebie uśmiecha, gada, wspina się po tobie, zaczyna akceptować czapkę czy wózek. Do niczego się nie przyzwyczajam, bo już wiem, że wszystko mija. Czasem szybciej niż bym chciała, a czasem niestety wolniej. 😉

A konkretnie?

#6 Że łokcie są chwytne

i nie ma żadnego problemu, żeby zetrzeć cukinię do placuszków trzymając dziecko na ramieniu. Bo przecież dziecko MUSI być na rękach, podłoga parzy i chyba ty sobie matko nie wyobrażasz, że ja tu na dole będę sobie sam i zajmę się sobą.

#7 Że czas to zdecydowanie pojęcie względne.

Tak szybko mijają miesiące, że wydaje mi się, że jeszcze przed chwilą zaczęliśmy rozszerzać dietę, że jeszcze przed chwilą wysiadywałam dziurę w kanapie z nieodkładalnym dzieckiem, a teraz ono już sobie staje przy meblach. A jednocześnie czas do powrotu mojego Męża z pracy dłuży się w nieskończoność. 😉

#8 Że dzieci są NA MAKSA różne.

Że jedno nawet nie chce, żeby je nosić i przytulać i zasypia w łóżeczku od urodzenia, a inne mówi NOŚ i w ogóle jakie zasypianie w łóżeczku. Że jedno kocha wózek, a inne nienawidzi. Że są dzieci, które boją się obcych, a są takie, które ten lęk jakby ominął. Że niektóre maluchy kochają jeść z piersi i wiszą na niej godzinami, albo przy niej zasypiają, a inne pożywiają się w kilka minut i do widzenia. Nie przewidzisz jakie będzie Twoje dziecko, nie oceniaj też matek dzieci, które są inne niż Twoje. No bo zastanów się, jak możesz oceniać kompetencje matki na podstawie zachowania niemowlęcia? To nie jest etap w życiu człowieka, kiedy można go nauczyć konsekwencji na przykład. Albo akceptowania czegoś, czego nie lubi. Na to jeszcze przyjdzie czas.

#9 Że mogę robić około 5 rzeczy naraz,

tylko po to, żeby za chwilę poświęcić absolutnie całą swoją uwagę dziecku.

#10 Że noszenie uszlachetnia. 😛

I rzeźbi ramiona 😛

#11 Że potrafię zrobić miliony kilometrów lasem,

tylko po to, żeby dziecko miało spacer i drzemkę w jednym. Oczywiście z tymi wszystkimi kilogramami w chuście, bo młodzieniec nie lubi wózka.

#12 Że śpiące dziecko to najpiękniejszy widok świata,

Z różnych powodów 😛

czego nauczyło mnie bycie mamą

#13 Że 5:30/6 rano to doskonała godzina, żeby wstać.

Drzemki tak dobrze się spinają, a i można się jakkolwiek ogarnąć przed wyjściem Męża do pracy 😉

#14 Że mój Mąż to super tata

i że bardzo dobrze wybrałam!

czego nauczyło mnie bycie mamą

#15 Że trzeba się dużo nakombinować w poszukiwaniu rozwiązań.

Jak funkcjonować, gdy dziecko wisi na tobie cały dzień? Jak wykorzystywać 20 minut, które wpada, gdy czasem daje się odłożyć? Jak usypiać dziecko, żeby przy tym nie płakało? Jak je odkładać? Po jakim czasie przekładać z chusty do łóżeczka, żeby się nie obudziło? Itd. itd.

#16 Że nie miałam pojęcia do jakiego stopnia rodzicielstwo jest poświęceniem.

Zwłaszcza, jeśli masz pewne zafiksowane idee, których nie odpuścisz, choćbyś była nie wiem, jak zmęczona (typu karmienie piersią na żądanie, bez mieszanek, smoczków i niestety nawet odciągniętego mleka, bo akceptacji brak; albo spacer musi być, nie wózek to chusta, bo nosidło dopiero dla dziecka siedzącego; albo opieka w domu do 3 roku życia).

#17 Ale że się da.

Da się ogarnąć w domu COKOLWIEK, da się wytrzymać, da się nauczyć chusty mimo pierwszych frustracji, da się załatwiać rzeczy za pomocą telefonu, gdy się stoi z dzieckiem w chuście nad łóżeczkiem przepisowe 8 minut, da się organizować w głowie rzeczy będąc na spacerze, da się nawet przygotować w domu jedzenie, karmić metodą BLW i nigdy nie podać dziecku słoiczka.

#18 Ale nie wszystko się da.

Nie wszystko jest kwestią organizacji. Nie znoszę. jak matka matce matką (rozszerzona wersja „kobiety kobiecie kobietą”) i bredzi coś o tym, że wszystko się da. Szanowne superbohaterki, doprawdy nie wiem, skąd czerpiecie siłę, bo ja często wieczorem nie mam siły kiwnąć palcem. Czy Wasze dzieci NIGDY nie domagają się Waszej uwagi? Ja naprawdę rozumiem, że są dzieci łatwiejsze, ale nawet one ząbkują czy chcą, żeby im poczytać albo odrobić z nimi lekcje (zależnie od wieku). No więc może nie wszystko się da, ale macie inne priorytety? Ja jestem zafiksowana na pewne sprawy i na przykład chętnie oddałabym dziecko mężowi pod opiekę na dłużej niż 2-3h, ale że dziecko nie akceptuje odciągniętego mleka, a ja nie akceptuję mieszanki, to w ostatecznym rozrachunku tego też się nie da i czekam do roku.

#19 Że to jest miłość obezwładniająca,

jakiej wcześniej nie znałam. Podejrzewam, że bez niej nie byłabym skłonna do takich poświęceń.

A Was czego nauczyły Wasze niemowlaki? 🙂

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. Droga mamo wymagającego dziecka
  2. Rodzicu, dlaczego chciałbyś mieć łatwo?
  3. Macierzyństwo to nie bajka
  4. Ulubieńcy ciążowi
  5. Moja ciąża tydzień po tygodniu
  6. Jestem w ciąży! Cała prawda o pierwszym trymestrze