Kup coś, co dawno za Tobą chodzi | 52 Tygodnie Pozytywności

zakupowe zachcianki a faktyczne potrzeby

Znacie uczucie chęci posiadania czegoś, któremu jednocześnie towarzyszy moralizatorski głosik z tyłu głowy: nie kupuj tego, to ci wcale nie jest potrzebne albo zastanów się i wróć do tego później? No więc ja je znam i nie wierzę w to, że jestem w tym osamotniona. I temu właśnie poświęcam ten tydzień.

Po ostatnim moim tekście na pewno już zorientowałyście/zorientowaliście się, że czasami mam mętlik w głowie związany z różnymi hasełkami motywacyjnymi i innymi poradami, jak tu lepiej żyć. Sprawa z kupowaniem sobie rzeczy jest u mnie podobna. Bo z jednej strony mamy np. hasło ciesz się z małych rzeczy, a z drugiej rzeczy nie przynoszą szczęścia – szczęście przynoszą chwile. Do materializmu mi daleko, nie uważam, że marka sama w sobie coś znaczy (no chyba że jest sprawdzona, jak w przypadku butów sportowych), nie mam parcia na gromadzenie rzeczy, ani podążanie za modami, ale wydaje mi się, że właśnie czasem przeginam w drugą stronę i trochę się umartwiam. Może nie po całości, ale jednak trochę.

Zapominam o zasadzie złotego środka

Ok, nie wszystko muszę mieć. Są rzeczy, których naprawdę potrzebuję i są takie, które są zbytkiem. Czasami jednak nie jestem pewna do której szufladki w swojej głowie upchnąć daną rzecz i gdzieś tam się z nią bujam dobre parę miesięcy, zanim zdecyduję, że skoro nie wychodzi mi to z głowy, to przydałoby się to mieć. Wydaje mi się, że utknęłam w pułapce odkładania zakupów na później. Lubię podejmować rozsądne decyzje – także zakupowe – i bywa, że to mnie mocno ogranicza. Bo dlaczego niby od czasu do czasu nie pozwolić sobie na małą przyjemność wynikającą z kupienia czegoś? Zwłaszcza, że uświadomiłam sobie, że minimalistką też nie jestem – lubię mieć w domu przytulnie, lubię mieć coś na ścianie, ramki ze zdjęciami na półkach, pierdółkę, którą zrobił mi mój mąż na walentynki, gdy jeszcze moim mężem nie był, a na lodówce przypominające miłe chwile magnesy.

zakupowe zachcianki a faktyczne potrzeby

Magiczny moment, kiedy mogę zdecydować się na zakup

No właśnie – kiedy on następuje? Czasem zdarza mi się natrafić na tekst dotyczący właśnie rozsądnych zakupów i znajduję tam radę w stylu: zanim coś kupisz, odłóż to na jakiś czas i jeśli o tym nie zapomnisz, to znaczy, że tego potrzebujesz/ warto to kupić. Tylko co to znaczy jakiś czas? U mnie jakiś czas potrafi wydłużyć się do nieskończoności. I jeśli też tak masz, zadanie (ło matko, już szesnaste!) na dziś jest dla Ciebie:

Zadanie #16 Kup TO w końcu

Skoro mamy cieszyć się z małych rzeczy, nie możemy non stop się ograniczać i umartwiać, i myśleć, że przecież mogłabym to odłożyć na coś fajniejszego, większego, droższego, czarną godzinę, przyszłość dzieci. Jeśli bardzo chcesz oszczędzać, rób to z głową (do tego zapewne jeszcze wrócę), zaplanuj domowy budżet, przelewaj co miesiąc konkretną kwotę na konto oszczędnościowe albo postanów sobie, że zawsze będziesz przelewać tam też zwrot podatku. Nie odmawiaj sobie każdej przyjemności. Nie odmawiaj sobie zakupu różowej torebki, która chodzi za Tobą od roku albo nowego komputera, bo stary przecież jeszcze zipie – to nic, że ma już 10 lat. Trzeba trochę pożyć.

Czasami to nasze odkładanie zakupów jest całkiem absurdalne. W moim przypadku na przykład. Wiecie czego nie mam w domu? Wazonu. Od roku chodzi za mną wazon do kwiatów, a teraz jego brak boli mnie szczególnie, bo ten bez i konwalie tak cudnie pachną, a ja mogę je wąchać co najwyżej na spacerze. Więc kupię sobie ten głupi wazon, mimo że mogłabym wziąć „kryształowy” po pradziadkach. Nie lubię „kryształów” i nie będę się umartwiać. Kupię sobie prosty wazon, a później włożę do niego kwiaty. I jestem pewna, że po roku zdecydowanie sprawi mi to radość. 🙂

zakupowe zachcianki a faktyczne potrzeby

Oczywiście jest milion powodów, dla których sobie czegoś nie kupujesz – to nie muszą być finanse. Może uważasz, że coś Ci nie przystoi albo że za odważne, albo że to zbytek, albo najpierw musisz schudnąć. Nie namawiam Cię, żebyś spełniał/spełniała każdą swoją zachciankę. Pamiętaj jednak, że życie masz jedno, a jego długość jest ograniczona. Na tyle, żeby uświadomić sobie, że te wszystkie argumenty tracą przy tym jakiekolwiek znaczenie. Dopóki bezpośrednio nie masz negatywnego wpływu na życie innych ludzi – nie przejmuj się tym, co o Tobie powiedzą, jeśli coś sobie kupisz. A nade wszystko pamiętaj, że piękne chwile przynoszą największe szczęście, ale czasem miło jest sobie kupić po prostu jakąś rzecz. To wcale nie musi się wykluczać.

Myślę, że dopiero takie podejście może być nazywane rozsądnym i umiarkowanym – minimalistyczne i materialistyczne podejścia do tematu, to zawsze będą ekstrema. Jeśli któreś z nich Cię uszczęśliwia, nie mam z tym żadnego problemu, bo nikt nie powinien mieć. Jednak nie rób nic na siłę i nie goń za trendami, które nijak nie pasują do Twojego życia, bo może Cię to unieszczęśliwić.

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Macie podobny kłopot? A może w jakiś ciekawy sposób sobie z nim poradziłyście/poradziliście? Dajcie znać 🙂

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ostatnie teksty z tego cyklu:

  1. Jeśli musisz z kimś konkurować – konkuruj ze sobą
  2. Dlaczego warto czytać książki o rozwoju osobistym
  3. Schematy i nawyki – czy to zawsze dobra droga?
  4. Nie rób z siebie męczennika

Pozostałe znajdziesz w zakładce: 52 Tygodnie Pozytywności

A na dokładkę: Terror pozytywności?

  • Często kupuje TO 😉 ale też często wychodzi że po zakupie już mi TO jakoś inaczej wygląda hehe ale zdecydowanie noe należy sobie zabraniać może jest nam to potrzebne w tym konkretnym momencie żeby poczuć sie lepiej:)

  • Niebezpieczne pomysły wkładasz do mojej głowy :>… Generalnie wychodzę z założenia, że oszczędzanie na wszystkim i skrybienie jest męczące na dłuższą metę. Ja lubię sobie wydać kasę na jakiś fajny obiad w restauracji, a często mi szkoda kasy, bo bym tydzień obiadów za to zrobiła:(

  • Ciekawie, że w dobie ogólnego przesytu i tej pasji zakupów zdarzają się jeszcze osoby, które toczą wewnętrzną batalię „czy warto” „a może później” „czy powinnam” „czy to potrzebne”, mam tak samo, choć wszystkie reklamy mówią „nie przejmuj się, kupuj”. I też zdarza mi się to nawet z niezbędnymi rzeczami, typu „trzeba wreszcie kupić tę baterię do laptopa, nieee, poczekam jeszcze trochę” 😀
    Pozdrawiam Cię ciepło i wczytam się dalej w bloga w pierwszej wolnej chwili 🙂

  • Krzysiek

    Mam tak z zegarkiem, którego nie kupuję już od trzech tygodni, choć codziennie przypominam sobie, jak wygląda 😉

    • Skoro już 3 tygodnie chodzi Ci po głowie, to czuję, że w końcu go kupisz 😀

  • Hm, chyba jestem spełnionym człowiekiem, bo daaawno nie byłam na żadnych zakupach i dziś się zorientowałam, że jak nie zrobię w tym miesiącu obrotu kartą płatniczą, to bank wlepi mi prowizję. Kiedy jest wiosna, lato, sklepy mogą dla mnie nie istnieć. Wystarczą góry, spacery po lesie, kwiatki polne, zioła i takie tam 🙂

    • Z całą pewnością jesteś ❤ Widzisz, a ja chciałam kwiatki ze sobą przynieść do domu i nie mogłam, bo ten nieszczęsny wazon 🙂

  • Na pewno zbytnie „umartwianie się” nie jest zdrowe, ale trzeba też uważać z zakupami. Mnie się często zdarza zbytnio sobie pofolgować po dłuższym okresie skąpstwa 😛 Trzeba też uważać, żeby zakupy nie stały się metodą na pozbycie się stresu – to jest bardzo niebezpieczne dla naszej równowagi psychicznej. Jednak zdrowy zakup raz na jakiś czas, choćby taki wazon – KONIECZNIE! 🙂

  • Mam tak samo!!! Czasem mija rok, a czasem nawet kilka, zanim kupię to, co za mną „chodzi”. Sama się z siebie śmieję, choć z drugiej strony, przyznaję, kiedy w końcu kupię tę „wychodzoną” rzecz, smakuje ona nieziemsko! Czekanie przecież zaostrza apetyt. 😉

    • To prawda – byleby nie czekać w nieskończoność 🙂

  • Dobre przyjemnosci są fajne, wprawiają człowieka w dobry nastrój.

  • Ja jestem typem który lubi mieć dobre rzeczy ale nie lubi wydawać kasy. A to nie idzie jedno z drugim w parze. Dałaś mi nieco do myślenia.

    • Dzięki za taki miły feedback 🙂 Pomyśl sobie tak, że za dobre rzeczy najczęściej trzeba trochę więcej zapłacić, ale to później się zwraca, bo dłużej Ci służą 🙂

  • Cieszę się z małych rzeczy, ale nigdy nie odmawiam sobie zakupowych przyjemności – z reguły dotyczą one książek i artykułów do rękodzieła 🙂

    http://przystanek-klodzko.pl

  • Mnie ostatnio bardzo wciągnął Aliexpress, szczególnie, że jest tam dużo pierdół do herbaty. Ale niestety muszę trochę uważać, żeby nie przepuścić tam całej wypłaty. Temat jest ciekawy, ostatnio sam się nad nim zastanawiałem – ile można dusić kasę, żeby kupić coś „kiedyś”? Ale z drugiej jednak strony, warto takie zakupy zawsze przemyśleć, bo jak ktoś ma tendencję do „płynięcia” to może sobie zbyt łatwo tłumaczyć szastanie forsą ;-).

    • Jasne, tyle że tekst właśnie raczej jest do osób, które mają problem z „duszeniem” na później. Z drugiej strony – jeśli ktoś szasta kasą, to może go na to stać, więc nie bardzo mogę się w to mieszać 🙂 Z mojej perspektywy najlepiej przemyśleć zakup, ale jeśli chodzi nam po głowie dłużej niż miesiąc, to chyba znak, że warto to coś kupić 🙂

  • Dobra. Idę TO kupić 😉
    A tak serio, każdemu potrzebne są drobne i te mniej drobne przyjemności. Nawet minimalistom. Poza tym, jak się już daną rzeczą nacieszymy, czy nam ona spowszednieje, to można ją dalej puścić w obieg.

    • 🙂 Pewnie, że tak! Oddać, sprzedać, jest sporo opcji 🙂