Muszę Wam powiedzieć, że mam dziki problem z tym wpisem, bo ciąża sprawia, że nic nie pamiętam. Co gorsza, nie pamiętam również,  by sobie fajne rzeczy zapisywać… Muszę więc polegać na swojej bardzo ograniczonej pamięci. Zobaczymy, co z tego wyniknie, choć jestem prawie pewna, że dużo tego nie będzie.

Ulubieńcy września 2018

Urodzinowa wycieczka na Podkarpacie (i do Zamościa)

Odkąd mamy samochód, używaliśmy go głównie jako transporter zakupów do domu oraz naszych tyłków do naszej miejscowości rodzinnej. A no i jeszcze Małż jeździł nim do browaru. A ja zawsze uwielbiam wycieczki objazdowe (a jakich wycieczek ja nie uwielbiam? chyba tylko tych organizowanych przez biuro podróży ;)). Byliśmy już na takiej (korzystając z samochodu teściów) szlakiem tatarskim, a w zeszłym roku także w powiecie hajnowskim – czyli Podlasie. A tym razem pojechaliśmy własnym samochodem w daleki, podkarpacki świat – taki sobie wybrałam prezent urodzinowy, z którego oboje mogliśmy skorzystać. 😉 Odwiedziliśmy Rzeszów (i pod Rzeszowem spaliśmy, hotel Hetman, polecam :D), Łańcut, Przemyśl, Kosinę i… Hurko. 😉 To ostatnie było bardziej radochą dla mojego męża, no bo, umówmy się, człowiek jest bardziej przywiązany do nazwiska, które nosi od urodzenia, niż do takiego, które nosi od 2 lat. 😉 A co było najfajniejsze na tych wycieczkach?

Piktonówka w Łańcucie

No, oczywiście, wiadomo, muszę zacząć od jedzenia. W porze obiadowej byliśmy akurat w Łańcucie, więc wybraliśmy się do najbardziej polecanej tam knajpki, czyli Piktonówki właśnie – i nie zawiedliśmy się. Oboje pochłonęliśmy po burgerze – Małż zeżarł mięsny, a ja oczywiście bezmięsny, z jakimś oscypkowym serem i żurawiną. Pycha było i napchałam się po dach. Polecam zatem, o ile nie macie jakichś szczególnych ograniczeń żywieniowych (w sensie np. idących dalej niż wegetarianizm).

Wozownia w Łańcucie

ulubieńcy września

I w ogóle ten kompleks pałacowo-parkowy, ślicznie tam jest. Uważam, że jesień (czy koniec lata) to super moment na odwiedzenie tamtych okolic, bo park wygląda naprawdę malowniczo. Są tam też ciekawe, rzadkie gatunki drzew, których oczywiście zapomniałam poszukać, ale znalazłam np. miłorząb, którego nie widziałam nigdy wcześniej na własne oczy. O Wozowni prawdę mówiąc nie ma co za wiele pisać, nie mam też zdjęć, bo słabe wychodzą w środku, ale uważam, że warto zobaczyć. Trochę przykra była dla mnie sala z trofeami „myśliwskimi” np. z afrykańskiego safari, ale mniejsze sale z powozami naprawdę super.

Kościółek w Kosinie

Stary drewniany, pachnący kościółeczek. Zawsze mnie oczarowują takie rzeczy. Na wycieczce po okolicach Hajnówki „polowałam” na cerkwie, a tym razem padło na kościółek. Polecam tam zajrzeć, jeśli macie chwilę czasu, np. po drodze z Rzeszowa do Przemyśla. Minus jest taki, że ciężko stamtąd wyjechać, bo trochę internet traci zasięg i trzeba polegać na intuicji. 😉

Konie w Hurko 😀

ulubieńcy września

No dobra, umówmy się – tam nic nie ma. Po prostu mój Małż chciał zobaczyć tę miejscowość z oczywistych względów, więc pojechaliśmy. Za to przy okazji ja zaprzyjaźniłam się z koniem, który miał przyjemność być pierwszym głaskanym przeze mnie w całym moim życiu. Przyjemne uczucie. 🙂

Muzeum Dobranocek w Rzeszowie

ulubieńcy września

Malutkie, ale urocze. Muzeum, w którym obejrzycie autentyczne lalki z bajek takich jak Miś Uszatek czy miś Colargol 🙂

Widoki w Przemyślu

ulubieńcy września

Co tu dużo gadać – wydaje mi się, że Przemyśl to jedno z najpiękniej położonych miast w Polsce. Nawet jak się do niego wjeżdża to widok jest niesamowity. I mają tam pyszne pączki 😀

Wrzosowisko na Roztoczu

ulubieńcy września

Jeśli czytaliście mój noworoczny wpis, to wiecie, że w moich planach było m. in. pojechanie na pole lawendy (nie pojechaliśmy, bo w lipcu jeszcze źle się czułam), ale też pojechanie na wrzosowisko pod Warszawą. Ostatecznie wylądowaliśmy na wrzosowisku roztoczańskim, a to podwarszawskie może uda się „zaliczyć” za rok? W ogóle ciąża krzyżuje różne plany i już wiem, że całej masy z nich nie wykonam, ale trudno. To trochę taki czas, gdy trzeba się cieszyć tym, co jest, bo jest zupełnie inaczej niż dotychczas i wszelkie plany można sobie wsadzić. 😉 Pewnie z dzieckiem jest jeszcze trudniej, ale sama chciałam. 😀

Rynek w Zamościu

ulubieńcy września

ulubieńcy września

Prawdę mówiąc, jak Sandomierzem byłam zachwycona, tak Zamościem jestem okrutnie rozczarowana. Ok, piękny rynek, kamieniczki, fajne przejścia między budynkami, urocze małe podwóreczka, ale… to tyle. Do Sandomierza spokojnie wróciłabym na kolejny weekend, w Zamościu spędziliśmy może 2 godziny i to tylko dlatego, że miałam nadzieję, że może jeszcze jednak coś, cokolwiek ciekawego się znajdzie. No dobra, może 3, bo jedliśmy obiad. W każdym razie polecam tylko jako miejsce, do którego zagląda się przejazdem, żeby obczaić ten ładny rynek. No, jakoś nie było między nami chemii. 😉

MEZZE na warszawskim Starym Mokotowie

Nigdy w życiu nie nażarłam się tak hummusem, jak tam. Jedna rada – jeśli zastanawiacie się miedzy Talerzem Hummus a Hummusem Royal, weźcie to pierwsze. Po prostu fajniejsze i bardziej sycące, a cena taka sama. Ja coraz bardziej się przekonuję, że kocham bliskowschodnie smaki. Oczywiście w wersji wegetariańskiej. Aha, bo to jest knajpka wegetariańsko-wegańska.

Ciucholandy, vinted…

… i inne miejsca, gdzie można kupić używane ciuchy! Przez to, że jestem w ciąży, mam nagle problem z garderobą, braki w niej i w ogóle. Jak się nosi dopasowane bluzki, spodnie, kurtki i płaszcze, to w ciąży bardzo szybko wszystko robi się za krótkie i za wąskie. Nie wiem, czy we wpisie ciążowym Wam to pisałam, ale biodra poszerzyły mi się automatycznie, więc nawet za specjalnie nie miałam kiedy wypróbować triku na gumkę do włosów, ale na szczęście szybko udało mi się kupić spodnie ciążowe na vinted i kilka sukienek na ciuchu. We wrześniu natomiast rzuciłam się na długie bluzki i… ponczo, które też jest zdecydowanie moim ulubieńcem, bo doskonale nadaje się do zasłonięcia niedopiętych guzików w płaszczu 🙂 Ciekawe czy zimą też mi wystarczy. Ubrania ciążowe i ubranka niemowlęce mają to do siebie, że nowe są bardzo drogie, dlatego opcje z ciuchami używanymi są naprawdę super. No i to jest podwójnie eko – ekonomiczne i ekologiczne. 🙂

Uro i jedyny tekst wrześniowy

Jakoś, o ironio, w tej ciąży nie jestem specjalnie płodna blogowo. 😉 Za to z okazji urodzin napisałam tekst, o tym, co powiedziałabym sobie młodszej o 10 lat. Zachęcam do przeczytania go szczególnie bardzo młode dziewczyny – piszę tam o tym, co chciałabym, żeby ktoś mi powiedział właśnie w takim licealnym, przełomowym czasie.

Chlebek bananowy z borówkami

ulubieńcy września

W ogóle chlebek bananowy! To jest odkrycie życia. Tyle czasu się za niego brałam i się zabrać nie mogłam, a to jest najlepszy sposób na wykorzystanie bananów, których w innej formie już raczej nie ma się ochoty jeść. W sensie takich czarnych i bardzo dojrzałych. Jak sobie w internety wpiszecie chlebek bananowy albo banana bread, to znajdziecie mniej więcej milion przepisów. Bez problemu da się też zrobić wersję bezjajeczną – wegańską. Ja robiłam po prostu z najbardziej apetycznie wyglądającego przepisu z Pinteresta.

Przeciery pomidorowe i pomidory „jak z puszki”

Jedyne przetwory, jakie udało nam się ogarnąć we wrześniu i to w bardzo niedużej ilości. Ale i tak jestem dumna, że nam się udało je zrobić, bo ze sklepowymi nie ma porównania. No i „puszkowe” pomidory nie siedzą w puszce i niczego z niej nie wchłaniają. Ja wiem, że puszki są wygodne, nie tłuką się jak słoiki, więc bardziej się opłacają producentom, ale jeśli tylko będziecie pamiętać, to w przyszłym roku zróbcie masę swoich własnych przetworów pomidorowych. Już dziś zacznijcie zbierać słoiki 😀 Ja trzymam sama za siebie kciuki, że przy dziecku też się w miarę da te przetwory ogarnąć.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Magdalena Hurko (@ekopozytywna)

Książek w tym miesiącu nie będzie, bo nie chcę tu pisać o książkach ciążowo-porodowo-dziecięcych, bo o tym na pewno będą oddzielne wpisy, a nie chcę zanudzać niezainteresowanych tematem. 😉

Filmy

Mój kuzyn Vinny

To taki typowy romantyczny film z lat 90. Ale nie romantyczny w sensie, że romans czy tam komedia romantyczna (które z lat 90. akurat uwielbiam), tylko w takim bardziej ogólnym sensie. Jeśli obejrzeliście trochę filmów z tamtego okresu, to na pewno wiecie, o co mi chodzi. Taki typowo obyczajowy, z uroczym humorem, z nutką absurdu, ale też dający nadzieję. Mam wrażenie, że większość filmów z lat 90. takie cechy ma. 🙂

Milion sposobów jak zginąć na zachodzie

Baaaardzo specyficzny film. Bardzo absurdalny. Myślę, że dlatego ma taką niską ocenę na Filmwebie – po prostu nie jest dla każdego. Niemniej – jeśli uwielbiacie absurdalność w filmach, tak absurdalnie głupie sceny, że to aż śmieszne – to obejrzyjcie. 🙂

YouTube

Coś mi się ostatecznie udało wygrzebać z pamięci 🙂 A jak Twój wrzesień?

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ulubieńcy z wcześniejszych miesięcy:

  1. Ulubione w sierpniu
  2. Ulubieńcy ostatnich miesięcy (maj, czerwiec, lipiec)
  3. Ulubione w kwietniu
  4. Ulubione w marcu, czyli nie ma tego złego…
  5. Ulubione w lutym
  6. Ulubione w styczniu
  7. Ulubione w grudniu
  8. Ulubione w listopadzie
  9. Ulubione w październiku