ulubieńcy ostatnich miesięcy

Wybaczcie, że nie pisałam ulubieńców bardziej regularnie, ale mam nadzieję, że stan, w jakim byłam, a później musiałam się z niego długo otrząsać i wracać do normalności, trochę mnie tłumaczy (możecie sobie o tym więcej poczytać tutaj). Prawdę mówiąc, ciągle nie mogę dojść do regularności ze swoim codziennym czy tygodniowym rytmem. Może upały też maczały w tym palce? Trzymajcie za mnie kciuki, bo od lutego to myślę, że ten rytm na jakiś czas całkiem zaginie. 😉

Ulubieńcy ostatnich miesięcy: maja, czerwca i lipca

Przeprowadzka

Przeprowadziliśmy się w maju z pięknego Żoliborza do równie pięknego Wawra (nie powiem gdzie dokładnie, no bo bez przesady). Trafiło się nam jak ślepej kurze ziarno, bo czynsz (a właściwie opłatę za wynajem) mamy niewiele wyższą niż w żoliborskiej kawalerce, a metrów mamy więcej o prawie 30. I jest łóżko, i balkon, i zmywarka, i suszarka do ubrań w razie czego, i bliskość lasu. Trochę tu mamy takie 2w1 – małe miasto w metropolii. Czasem warto skorzystać z kapitału społecznego (brzydziej zwanego znajomościami). Tęsknię tylko za oddzielną kuchnią, ale mam wrażenie, że to przy obecnym budownictwie właściwie niewykonalne. To, co fajne, w wielu przeprowadzkach w życiu, to a) możliwość zorientowania się, co nam się podoba, a co nie i wykorzystania tego, kiedy (i jeśli) będziemy urządzać własne lokum, b) większe skupienie na ograniczeniu ilości posiadanych rzeczy (bo jak to potem dźwigać).

Wiadomix, że pozytywny test ciążowy i USG…

… na którym zobaczyłam RĄCZKĘ. Tylko przyszli rodzice zrozumieją tę obsesję na punkcie rączki. Prawdę mówiąc wynik testu wywołał we mnie bardziej zdumienie niż ekscytację: „jak to, tak od razu?”, ale już USG, zobaczenie serduszka, a przy kolejnym usłyszenie tegoż serduszka i to machnięcie rączką, to było coś. Przyniosło mi świadomość, że ja naprawdę w środku hoduję nowego człowieka, który później będzie całkowicie odrębną jednostką ludzką, za której późniejsze życie ponoszę ogromną odpowiedzialność – w sensie, że wychowanie ma tak ogromny wpływ.

Odpoczynek od dużego miasta

W lipcu sobie pojechaliśmy do naszego rodzinnego miasta i delektowaliśmy się spokojem. Pomijając sytuację, gdy sąsiedzi moich teściów postanowili o 6 rano układać jakieś drewienka, rzucać nimi i drzeć się przy tym wniebogłosy, zupełnie jakby dzieliła ich odległość 500 m. A dzieliły ich 2. Ja tej mentalności nigdy nie zrozumiem, nie każcie mi. Poza tym chyba dzięki świeżemu powietrzu i ostatecznie większej dawce ruchu, poczułam się lepiej. Nawet wybraliśmy się nad jezioro, ale oczywiście miałam strasznego pecha, bo pomyślałam, że może wypożyczymy rowerek wodny… 10 minut po zamknięciu wypożyczalni. Nadrobię to w tym miesiącu! Za to trafiliśmy idealnie na dojrzałe wiśnie, więc zrobiliśmy i ciacho i kompot. I nawet trochę tych wiśni zapakowaliśmy w słoiki. Małe miasteczka i domy jednorodzinne mają swoje zalety. 🙂

Poranki z książką i wodą na balkonie

Po powrocie do Warszawy znowu zrobiło mi się nie do końca dobrze, więc zaczęłam wszystkie poranki spędzać na balkonie, żeby mnie trochę powietrze ożywiło. I udało się! Tak się do tego przyzwyczaiłam, że teraz każdy poranek spędzam w ten sposób – albo ewentualnie siadam tam nieco później z mrożoną kawą zamiast wody. Trzeba się nacieszyć balkonem, skoro już go mam. 🙂

ulubieńcy ostatnich miesięcy

Sukienki!

Zawsze lubiłam zamieniać latem spodnie na sukienki, ale to głównie dlatego, że nie trzeba długo rozmyślać nad ubiorem. Wkładasz sukienkę, i tyle. A do tego ma się fajny przewiew. 😉 Teraz to prawie konieczność i doceniłam je na nowo. Po prostu w ciąży tak niesamowicie poszerzają się biodra, że wszystkie dotychczasowe spodenki i spódnice można spokojnie cisnąć wgłąb szafy. A sukienki są jak znalazł! I to jest jeden ze sposobów na niewydawanie dodatkowych pieniędzy na ciążowe ciuchy. 😉

ulubieńcy ostatnich miesięcy

Chwast Food

Jak ja lubię tę knajpę. Wegeburger to była chyba taka trochę zachcianka ciążowa. Nigdzie nie jadłam lepszych burgerów. Tym razem oboje zeżarliśmy po burgerze meksykańskim, a na zdjęciu możecie sobie zobaczyć, jak go pochłania mój małżonek. 😉

ulubieńcy ostatnich miesięcy

Gofry z jagodami!

Zdjęcia nie mam, ale musicie uwierzyć mi na słowo. Domowe gofry z bitą śmietaną i z jagodami, to jest to <3 Olek w pewnym momencie powiedział mi: „patrzysz na tego gofra, jakbyś się w nim zakochała”. No cóż…

Lampa i lakiery do hybryd

Nie planowałam posiadać takich rzeczy, ale dostałam je w „spadku”. Koleżanka chce kupić nową lampę i oddała mi starą. Mi 2 minuty czekania nie przeszkadzają, a możliwość zrobienia sobie samodzielnie trwałych paznokci jest super. 🙂 Nie sądzę, żebym miała jej używać często, ale przy okazjach – czemu nie. 🙂 Nie sądzę też, żebym stała się ekspertką i zaczęła wychwalać nagle jedne firmy nad innymi, bo wtedy chyba naprawdę trzeba mieć sporo więcej doświadczenia.

ulubieńcy ostatnich miesięcy

Olejek pod prysznic

Kupiłam go w zasadzie pod kątem większego uelastyczniania ciała w ciąży (wiecie, rozstępy i te sprawy – podobno liczy się głównie genetyka, ale wolę na wszelki wypadek całkiem tego nie olewać), ale myślę, że bardzo dobrze nadałby się dla suchej skóry (albo po prostu przesuszonej opalaniem czy zimnym powietrzem zimą) i do tego przepięknie pachnie <3 Jaki to olejek – każdy widzi. Bez problemu do dostania w drogeriach ekologicznych.

ulubieńcy ostatnich miesięcy

Filmy/seriale

Patrick Melrose

Podobno dla ludzi o mocnych nerwach. Mi po prostu było tego pana głównie żal. No i jak ktoś igieł nie lubi, to może nie polecam, bo to serial o bogatym panu, który lubi sobie dobrze zaćpać. Przykro się na to patrzy – sama nie wiem, czy bardziej na jego dzieciństwo czy dorosłość – ale serial bardzo dobrze zrobiony i aktor przewspaniały (Benedict Cumberbatch).

Contratiempo

O matko, matko jakie to jest dobre! Doskonały thriller, w którym karty są odsłaniane bardzo powoli. Nie do końca wiadomo, jak to w końcu było, ale jak się człowiek zaczyna różnych rzeczy domyślać, to się robi fajnie. Co prawda na końcówce domyśliłam się za bardzo, ale i tak polecam!

Świadek oskarżenia (1957)

A to świetny kryminał na podstawie powieści Agaty Christie. Jeśli ktoś bardzo nie lubi starych filmów, to i ten może być ciężki do przełknięcia. Niemniej jest to po prostu bardzo wdzięczna historia – jak większość tych napisanych przez Christie. Choćby dlatego warto. Dla porównania całkiem nowe „Morderstwo w Orient Expressie” jest co najwyżej takie sobie.

Ruchomy zamek Hauru

Piękna animacja Hayao Mizayakiego. Jeśli widzieliście „Spirited Away”, to wiecie czego się spodziewać. Jeśli nie widzieliście – obejrzyjcie koniecznie. Te historie są bardzo metaforyczne, nieoczywiste, ale też trochę straszne i przez to piękne. I jak ktoś mi mówi, że nie lubi animacji, a myśli o „Kopciuszku”, to czuję się tak, jak mój mąż, gdy ktoś mu mówi, że nie lubi piwa, myśląc o komercyjnym lagerze. Animacji jest cała masa. Są disneyowskie, są piksarowskie, są francuskie (nie wiem, czy one mają swoją nazwę zbiorczą, ale naprawdę są zupełnie inne – polecam „Sklep dla samobójców” albo „Trio z Belleville”) i są japońskie. Ja ogólnie lubię je wszystkie, co nie zmienia faktu, że Pocahontas i Księżniczka Mononoke, to są zupełnie inne księżniczki. Delikatnie mówiąc.
Ok, okazuje się, że to też Disney. Ale to nie taki Disney jak myślisz. 😉

Książki

Angole, Ewa Winnicka

Nie mam pojęcia, na ile ten obraz Anglików i polskich imigrantów w Anglii jest adekwatny, ale na pewno jest bardzo interesujący. Nic więcej nie będę zdradzać, poczytajcie sobie.

Z nienawiści do kobiet, Justyna Kopińska

Przerażające, rozdzierająco smutne historie. Nigdy nie byłam zdania, że należy udawać, że wszędzie wszystko jest w porządku i tylko myśleć pozytywnie, bo to do niczego nie prowadzi, niczego nie zmienia. Nie chcę się godzić na zło czy niesprawiedliwość, które istnieją, dlatego też zdarza mi się wyjść na ulicę i manifestować. Wiem, że teraz jest bardzo modna książka Kasi Nosowskiej, której utworów swego czasu lubiłam słuchać. Przeczytałam tam fragment o tym, jak głupie (może niedosłownie) są kobiety, które wychodzą na ulice bronić swoich praw. Tak? To ja polecam poczytać trochę reportaży. Na przykład historię o księdzu pedofilu-gwałcicielu, który wcale nie został odsunięty od nauczania w Kościele. Mamy godzić się na wszystko, co serwuje nam władza i np. myśleć sobie o gwałcie „sama sobie była winna”? No przepraszam, ale bez jaj.

Ania na Uniwersytecie, Lucy Maud Montgomery

Ania to ukochana książka mojego dzieciństwa (poza serią o Harrym). Kiedyś przeczytałam wszystkie tomy, dziś znów do tego wracam i sprawia mi to ogromną przyjemność. Tom trzeci to tom przełomowy dla życia Ani. Jest tam cała gama emocji, uczuć, a do tego wiele mądrych cytatów i morałów (np. o tym, że czasami nie widzi się najpiękniejszego, co znajduje się pod nosem i szuka się nie wiadomo gdzie i nie wiadomo czego).

Ciężarówką przez 9 miesięcy, Kaz Cooke

No musi być jakaś ciążowa książka. 🙂 Teraz to mam już ich trochę dosyć i ewentualnie poczytałabym coś o opieką nad niemowlakiem albo o wychowaniu dzieci, ale tę książkę polecam każdej ciężarnej. 🙂 Jest przezabawna, dużą część stanowi „dziennik pokładowy”, który pokazuje ciążę od tej ludzkiej strony. Nie medycznej, nie metafizyczno-nie-wiadomo-jakiej, tylko właśnie ludzkiej. Normalna kobieta mówi o swoich lękach, o swoich uczuciach, o swoim obżeraniu się lodami. 😉 O wszystkim, co odczuwa, tydzień po tygodniu. Dzięki niej bardzo się oswoiłam z ciążą.

Tomik wierszy Tuwima

Jedyna książka, którą byłam w stanie czytać w czerwcu, gdy było mi tak niedobrze. 🙂 Aż Wam zaserwuję jeden z wierszy, a co mi tam (ostrzegam, że one są obrazoburcze, a ten chyba jest najdelikatniejszy z nich wszystkich):

Sprzeczka z żoną

Lojalnie mówię do żony:
„Małżonko, jestem wstawiony”.

Odrzekła z pogardą: „Błazen!
Uważam, że jesteś pod gazem”.

Mówię: „Przesady nie lubię.
Przysięgam Ci, że mam w czubie”.

Powiada: „Kłamiesz, kochany.
Twierdzę, że jesteś pijany”.

„Nie przeczę – mówię – żem hulał,
Lecz jam się tylko ululał”.

Odrzekła: „Łżesz jak najęty.
Po prostu jesteś urżnięty”.

„Ja – mówię – nic nie skłamałem;
Doprawdy, pałę zalałem”.

„Kłamstwo – powiada – co krok!
Jesteś urżnięty w sztok”.

„Oszczerstwo – oświadczam z gestem –
Pijany jak bela jestem”.

„Baranek – krzyczy – bez winy!
A kurzy mu się z czupryny”.

Wyję: „Niech Pani przestanie!
Ja jestem w nietrzeźwym stanie”.

„Łżesz – mówi znów – jak najęty!
Trynknięty jesteś, trynknięty!”

„Nieprawda – ryknąłem na to –
Ja jestem pod dobrą datą!”

„Gadaj – powiada – do ściany,
Wiem dobrze: Jesteś zalany!”

„Jędzo – szepnąłem – przestaniesz?
Ja zryty jestem! Ty kłamiesz!”

————————————————

Godzinę trwała ta sprzeczka,
Aż poszła na wódkę żoneczka.

A ja, by się nie dać ogłupić,
Także poszedłem się upić.

Teksty

Przyznam się Wam, że zbyt wielu tekstów dla ludzi nie ogarniętych odpieluszkowym zapaleniem mózgu (czy też w moim przypadku odłożyskowym zapaleniem mózgu) to ja w tym czasie nie przeczytałam. Trochę się to wiąże z tym, że chyba mi się jakoś Bloglovin’ popsuł, bo jakoś mało tekstów wyłapuje. A o tym, czego nie jeść w ciąży (tu, aby nie popaść w paranoję, polecam akurat filmik Segritty/Mamati), jakie objawy są normalne w ciąży, czy można uprawiać seks w ciąży (zwykle można), jak nie wydać krocia na ubrania ciążowe każdy może się dowiedzieć od wujka Google. 🙂 Ale jaki wózek kupić sobie, żeby pasował do hatchbackowej Fabii, to ciągle się nie dowiedziałam. Ktoś może ma doświadczenie i może coś mi poleci? Wolałabym jednak dokupić wózek pasujący do samochodu, niż samochód pasujący do wózka 😛

Przepraszam, jednak nie mogę, mąż mi nie pozwolił | Segritta

Healthism: czy o zdrowie można troszczyć się za mocno? | Calm Station

Jak mówić do niemowląt i dlaczego tak dziwnie | Mataja

YouTube

A czym fajnym/dobrym/mądrym Wy możecie się podzielić? Co dobrego ostatnio Was spotkało?

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ulubieńcy z wcześniejszych miesięcy:

  1. Ulubione w kwietniu
  2. Ulubione w marcu, czyli nie ma tego złego…
  3. Ulubione w lutym
  4. Ulubione w styczniu
  5. Ulubione w grudniu
  6. Ulubione w listopadzie
  7. Ulubione w październiku