Trafiłam do rozwojowo-motywacyjnego raju

strefa zmian

Właśnie tam byłam w ostatnią sobotę. Tym rajem na ziemi był cały dzień wykładów-spotkań z osobami, które zajmują się zawodowo rozwojem osobistym i motywacją, czyli jednym z głównych obszarów moich zainteresowań, a tym samym jednym z głównych obszarów tematycznych mojego bloga. To właśnie oferują organizatorzy konferencji Strefa Zmian – Jadwiga Korzeniewska z Laboratorium Zmieniacza i Igor Rotberg z Psychologii Współczesnej. 8 października, między 10:15 a 16:45 można było wysłuchać 6 prelekcji, które uczestnicy sami sobie wybierali spośród 3 stref – ciało i umysł (odkrywanie i rozwijanie swojego potencjału), motywacja (poruszenie trybików ;)) oraz relacje (komunikacja i te sprawy). Nie chciałabym tu opisywać* wszystkich, w których uczestniczyłam, a jedynie trzy, które najbardziej mnie urzekły. 🙂

* nie wszystko, co jest w „opisie” to słowa prelegentki – częściowo są to moje spostrzeżenia i przemyślenia

#1 Być sobą, czyli kim? O tym, jak zachować wewnętrzną harmonię i nie zwariować (Katarzyna Bogusz-Przybylska, Babskie Tabu)

Nie oszukujmy się – w 45 minut nie odnajdziemy swojego prawdziwego ja, ani nie ustalimy, czego właściwie chcemy od życia. Ale może zrobimy jeden mały kroczek naprzód. Mój Mąż słusznie zwrócił uwagę, że skierowane było to głównie do kobiet. Dojdziemy do tego – dlaczego, ale chciałabym zacząć od początku.

Słyszeliście kiedyś takie ładne hasło „work life balance”? Jestem przekonana, że tak – a na pewno większość z Was słyszała. Ma ono sugerować dążenie do równowagi między pracą, a życiem rodzinnym. Wszystko pięknie, tylko że to się nie spina. Dlaczego? Po pierwsze – jaka równowaga? To się nie da po równo. Choćby dlatego, że te sfery się przeplatają, dlatego, że czasem nie da się nie przynieść pracy do domu albo dlatego, że ktoś jednej sferze może i chce lub musi poświęcić więcej swojego czasu. Ale moment, moment… Czujecie już, co jest nie tak? Czego tu brakuje? Praca i rodzina – to całe życie? A ja? Gdzie jestem ja? Gdzie jest czas dla mnie, na mój rozwój, moje zainteresowania albo poznawanie siebie?

I tu są właśnie kobiety. Nie zadajemy sobie tego pytania. Mężczyznom odłożenie obowiązków na później przychodzi z większą łatwością. To nie jest oskarżenie. Wiem, że panowie często czują się atakowani, gdy słyszą coś takiego, ale ja tu nie zachęcam do nienawiści czy bojkotu tylko do inspirowania się. My mamy wbudowany taki śmieszny mechanizm: robię coś dla siebie -> jest miło -> żaróweczka -> czy aby nie jestem teraz egoistką? -> pójdę lepiej pozmywam po obiedzie. Czasem zastanawia mnie, czy feminizm  nie dał nam pozornej wolności. Podobnie jak odkurzacz (no chyba że taki, który sam jeździ) i pralka (no chyba że mamy robota, który segreguje, wstawia i rozwiesza pranie). Nie zrozumcie mnie źle, jestem feministką. Wydaje mi się po prostu, że ciągle brakuje nam tego jednego elementu układanki. Mogę pracować lub nie, wyjść za mąż lub nie, mieć dzieci lub nie. Gdy dokonam swojego wyboru nagle dowiaduję się, że za dużo pracuję i zaniedbuję rodzinę albo siedzę w domu i oglądam seriale. Mnóstwo kobiet nadal pracuje zawodowo I jednocześnie wykonuje wszystkie domowe obowiązki. Gdzie wtedy jestem ja? Nie mama, nie córka, nie pani domu, nie pracownica firmy X. Jesteśmy kimś więcej.

Katarzyna rozpoczęła swój wykład prostym (czy aby na pewno?) ćwiczeniem. „Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie najszczęśliwsze wspomnienie z dzieciństwa (…), poczujcie emocje i uczucia, które mu towarzyszyły i zapamiętajcie trzy główne”. To są prawdopodobnie najcenniejsze dla nas emocje i uczucia, dzięki którym możemy odkryć swoje najważniejsze wartości. Może to jest dobry punkt wyjścia, by dowiedzieć się kim jestem i co ja właściwie chcę w życiu robić. I żeby upewnić się, że nie zboczyliśmy z trasy. A jeśli tak, może warto wprowadzić jakąś zmianę?

strefa zmian

#2 Seks bez tajemnic – fakty i mity na temat bliskości (Anna Gulczyńska, Prohominis)

W przypadku tej prelekcji, nie będzie specjalnie głębokich myśli. Jeśli chcecie zgłębić swoją wiedzę na temat seksualności, to koniecznie odwiedźcie bloga Proseksualnej. To taka jedna, która mówi, że „tam na dole” to ma stopy. 🙂

Anna poprowadziła wykład fantastycznie, opowiadając ciekawostki i niesamowicie angażując słuchaczy. Wiadomo, gorący temat. 😉 Nie zapisywałam tych ciekawostek, bo bardzo dobrze się bawiłam. Zafascynowała mnie panująca atmosfera wyluzowania. Przecież temat seksu to w naszym społeczeństwie ciągle temat tabu, a oto znalazłam się w miejscu, gdzie mówi się o nim na luzie, bez spiny, ale i bez głupich żartów.

strefa zmian

Najciekawsza ciekawostka? Hohoho, coś, co mieliście pod nosem, a na pewno nigdy nie zwróciliście na to uwagi. Wiecie jaki narząd służy tylko do przyjemności? Na pewno wiecie. Jest to łechtaczka (ojej, napisałam to i to całkiem publicznie). A teraz przypomnijcie sobie podręcznik do biologii i rozdział o rozrodczości. Każdy narząd ma przypisaną swoją funkcję, no nie? Każdy, oprócz łechtaczki (ojej, znowu). No bo po co o tym informować? 😉

Ze spraw głębszych – powiązanie faz związku z przemianą w zakresie seksualności. Opowiem w dużym skrócie. 😉 Gdy jesteśmy zakochani, zauroczeni, funkcjonujemy jak na kokainie i (cóż, taka prawda) to, co nas nakręca, to fizyczność i namiętność. Po jakimś czasie dochodzi do tego intymność, bliskość, chęć wzajemnego odkrywania się i tak dalej. Aż w końcu dopinamy to zaangażowaniem, zainteresowaniem i przywiązaniem. Naturalną koleją rzeczy jest to, że z czasem namiętność zaczyna wygasać i dobrze by było ją podsycać – to najważniejsza rzecz, którą fajnie by było, żebyście zapamiętali. Nie czujcie się źle z tym, gdy u Was nadejdzie taki moment. Dla takiej bliskości i miłości, jaką ma się z wieloletnim partnerem lub partnerką warto trochę się postarać.

#3 10 kroków do katastrofy (Jadwiga Korzeniewska, Laboratorium Zmieniacza)

strefa zmian

No i gwóźdź programu! Jadwiga Korzeniewska! Znamy się skądinąd i od momentu, gdy dowiedziałam się, że jest trenerką motywacyjną, koniecznie chciałam zobaczyć ją w akcji. Nie zawiodłam się – po prostu petarda! I nie tylko ja, bo wypowiedzi Jadwigi były co chwila przerywane rykiem śmiechu słuchaczy, a jej wystąpienie zaowocowało gromkimi brawami. Ludzi przyszło tylu, że część musiała siedzieć na podłodze. To zdecydowanie o czymś świadczy.

Podejście do tematu na opak = nauka przez zabawę. Myślę, że Jadwiga doskonale zdawała sobie z tego sprawę i taki był jej cel – by nam to wszystko dobrze wbiło się do głowy. 🙂 Doskonała prezentacja i angażowanie słuchaczy dopełniły całości. Byłam zachwycona. A teraz pokrótce opiszę Wam główną oś prelekcji – za co, mam nadzieję, nie zostanę oskarżona o pogwałcenie praw autorskich. 😉 Opisy pod nagłówkami są tylko inspirowane, bo moja pamięć jest niedoskonała – Jadwigi były lepsze. 🙂

10 kroków do katastrofy wg Jadwigi Korzeniewskiej

1. Czekaj na idealny moment

Wiadomo, jeszcze nie jesteś gotowy. Musisz trochę poczekać, jeszcze trochę się podszkolić, jeszcze trochę poczytać, bo przecież jeszcze nie jesteś doskonale przygotowany. Na pewno będziesz wiedział, gdy nadejdzie ta magiczna chwila, gdy poczujesz się pewnie.

2. Czekaj na zaproszenie

Gdy już tak sobie poczekasz, to… poczekaj jeszcze trochę. Na pewno ktoś w końcu zapuka do Twoich drzwi i powie „Witaj! Czekaliśmy właśnie na Ciebie. Chodź, razem zbudujemy wspaniałą przyszłość”. Na pewno tak będzie. Tylko jeszcze trochę poczekaj.

3. Zazdrość innym

Sukcesy innych są naszymi porażkami, a porażki innych są naszymi zwycięstwami. Wiadomo. Nie można dać komuś kawałka tortu i mieć nadal cały tort! Na tej zazdrości na pewno daleko zajdziesz.

4. Bądź czujny. Zawsze

Nikt Ci dobrze nie życzy. Uważaj. Każdy czyha na Ciebie, bo przecież tak się nie da, żeby wszyscy odnieśli sukces. Sukces zawsze odnosi się kosztem porażki kogoś innego. Dlatego musisz się pilnować. I nie ufaj nikomu!

5. Słuchaj chóru maruderów

Otaczaj się ludźmi nieszczęśliwymi. Oni najlepiej Ci doradzą, pomogą piąć się w górę i rozwijać Twój potencjał.

6. Poddawaj się. Totalnie.

Po co się starać? I tak nie wychodzi.

7. Rób ciągle to samo. Zwłaszcza wtedy, gdy nie działa

Znasz sposób na rozwiązanie problemu. To, że siedem razy nie wyszło, nie oznacza, że dziewiąty też nie wyjdzie. Próbuj do skutku. Po co szukać nowych rozwiązań? To strata czasu i ogromne ryzyko. Lepiej zostań przy starych, sprawdzonych sposobach.

8. „Porażkuj” się

Taplaj się w błotku niepowodzeń. Najlepiej w otoczeniu chóru maruderów. Możesz też się biczować witkami brzozowymi, maruderzy będą zachwyceni.

9. Szukaj winnych

Odniosłeś porażkę? To na pewno wina niesprzyjających warunków. Szefa, męża, kałuży na chodniku. Absolutnie nie odpowiadasz za swoje niepowodzenia, ani trochę, nigdy.

10. Nie doceniaj postępów. Nigdy

Małe kroczki się nie liczą. Ważne są tylko duże postępy, kroki milowe i wielkie osiągnięcia. Nikt nie doszedł do celu małymi kroczkami, wszyscy osiągnęli sukces od razu. Po co komu jakaś cierpliwość?

Trochę zabawnie, trochę smutno. Niby się śmiejemy, ale na pewno każdy z nas zna kogoś, kto co rusz powtarza właśnie te kroki i odrzuca wszystkie nasze szczere chęci, by coś zaradzić. Bo lepiej się „porażkować” – taplać w błotku swojej nieszczęśliwości. Albo nawet sami czasem się na tym łapiemy.

Mam nadzieję, że teraz wiecie trochę lepiej, jak tę katastrofę ugryźć.

P.S. Jadwiga napisała też książkę o zmianie nawyków. 🙂

A na koniec jeszcze powiem, że na konferencji czułam się naprawdę super. Czułam się tak, jakbym trafiła do jakiejś bańki życzliwych, uśmiechniętych i wyluzowanych ludzi! Och, bańko, poszerz się trochę na resztę Warszawy!

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

A ja zapraszam Cię do swojego pozytywnego cyklu:

  1. Potęga wytrwania w decyzji, czyli postanów coś sobie | 52 Tygodnie Pozytywności
  2. Szacunek i tolerancja, czyli podstawa wszelkich relacji | 52 Tygodnie Pozytywności
  3. Odgruzuj swoją przestrzeń i poczuj przypływ energii | 52 Tygodnie Pozytywności
  4. Stwórz swoje własne rytuały | 52 Tygodnie Pozytywności
  5. Wiosenne zmiany | 52 Tygodnie Pozytywności
  6. A może by tak… nieco profilaktyki | 52 Tygodnie Pozytywności
  7. Rezygnacja – jak to ugryźć? | 52 Tygodnie Pozytywności