tolerancja w praktyce

Dziś chciałabym ugryźć temat, który jest bardzo trudny do ugryzienia. O tolerancji bardzo łatwo jest mówić i pisać w ogólnikach. Wtedy też wszyscy jesteśmy tolerancyjni, zgadzamy się że trzeba ludzi szanować i dawać im prawo do wyrażania siebie. Wiemy, że mamy wolność słowa, wolność wyboru. Ale co jeśli nagle natykamy się na wartości kontrowersyjne? Nagle jakieś prawdy stają się bardziej prawdziwe?

UWAGA: W tym tekście będę zdradzać częściowo swoje poglądy, które prawdopodobnie przez dużą część społeczeństwa uważane są za kontrowersyjne. Dlatego jeśli nie chcesz – nie czytaj dalej.

Oczywiście, nawet nawoływanie do tolerancji jest subiektywne. W kwestii poglądów moralnych nie ma czegoś takiego jak prawda absolutna, obiektywna i niezmącona. Tak, uważam, że pozwolenie człowiekowi na decydowanie o sobie na podstawie swojego własnego sumienia jest lepsze niż wpychanie swojego nosa w czyjeś sprawy. Oczywiście, potrzebujemy jakichś prawno-moralnych regulacji odnośnie takich kwestii jak kradzież, gwałt, pedofilia czy morderstwo. I w tej sprawie chyba w ogromnej większości się zgadzamy – to są czyny, które należy potępić – czyny złe. Schody zaczynają się, gdy mówimy o kradzieży jedzenia – bo ktoś był głodny. Albo o zabójstwie w obronie własnej. Takie osoby jesteśmy bardziej skłonni usprawiedliwić, bo im po prostu współczujemy.

tolerancja w praktyce

Wszystkie odcienie szarości

Tyle że jest też cała masa spraw kontrowersyjnych. Na przykład pornografia albo prostytucja. Czy pornografia sama w sobie jest zła? I czy każda pornografia jest zła? Na pewno jest zła dla rozwoju młodzieży, bo rozwija nieprawdziwe i szkodliwe pojęcie na temat seksu. Jednak czy jest zła dla dorosłych ludzi, którzy doskonale wiedzą, jak seks wygląda i np. poszukują urozmaicenia? Nie wiem. Pamiętam pytanie na jednym z moich egzaminów na studiach, które dotyczyło prostytucji – czy moim zdaniem jest ona zła. No i właśnie moim zdaniem sama w sobie nie jest, bo człowiek ma prawo decydować o tym, co robi ze swoim życiem i ciałem. Zła jest wtedy, gdy wynika z przymusu i wykorzystywania. Kiedyś miałam bardziej radykalne poglądy w takich sprawach, ale może z wiekiem człowiek zaczyna dostrzegać więcej szarości w życiu.

„Dobra” seksualność i „zła” seksualność

Z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu cała masa ludzi uwielbia wręcz wtrącać się w sprawy łóżkowe innych ludzi. Tak jakby to, kto z kim sypia i w jaki sposób, miało jakiekolwiek znaczenie. Fetysze uważa się za obrzydliwe, a transseksualizm czy homoseksualizm wciąż wielu ludzi uznaje za dewiacje. W moim odczuciu transseksualistom należy pomóc – dać im wszelkie możliwości do tego, by mogli wieść godne życie w zgodzie ze sobą (w tym przypadku nabiera to podwójnej mocy), a od homoseksualistów należy się po prostu odczepić. Nawet jeśli to nie jest „normalne” w biologicznym sensie – no bo normalne mogą być tylko związki, z których mogą być dzieci! – to i tak to nie jest Twoja, ani moja sprawa. Ktoś mi powiedział, że jak będę miała dzieci, to zmienię zdanie. Czekam z niecierpliwością, aż dowiem się dlaczego. A może będę wstrętną dewiantką i wcale nie będę miała dzieci. 😉

Nie musisz rozumieć cudzych wartości, żeby je szanować

Powiem Wam szczerze, że mimo mojej dość sporej tolerancji, mam duży problem z nawiązywaniem głębszych relacji z ludźmi o odmiennych poglądach niż moje. Myślę, że dzieje się tak dlatego, że do utworzenia głębokiej relacji potrzebne jest wzajemne zrozumienie i możliwość, no właśnie, wyrażenia siebie. Dlatego dość trudno jest mi nawiązać nić porozumienia na głębszym poziomie z zagorzałym katolikiem, a chyba jeszcze trudniej z katolikiem-hipokrytą. Przez katolika-hipokrytę rozumiem osobę, która bardzo wybiórczo traktuje przykazania i zalecenia z Biblii – tak, jak mu wygodnie. Z tym pierwszym mam po prostu prawie że skrajnie różne poglądy – ale cenię jego konsekwencję. Z tym drugim… nawet nie wiem, o jakich poglądach mówimy. Chyba wygodnych – i dlatego się nie dogadamy.

Po jedenaste: nie forsuj swoich wartości

tolerancja w praktyce

Niemniej uważam, że i ja z moim agnostycznym „wyznaniem” (które może kto inny uzna za wygodne właśnie), i zagorzały katolik, i ten hipokryta, mamy pełne prawo do funkcjonowania w zgodzie z naszymi poglądami, dopóki nie wtrącamy się wzajemnie w swoje życie. Dopóki nie próbujemy forsować naszego punktu widzenia. Ja nikomu nie mówię na przykład że ślub kościelny jest głupi, mimo że jak słucham kazania na ślubie kościelnym, to mam ochotę uciec, tak mnie uszy bolą od stereotypów płciowych. Staram się wtedy nakierować swoje myślenia na takie tory, że to przecież nie mój ślub i że przyszłam tu uczestniczyć w radosnym wydarzeniu, którego formę wybrały te dwie osoby, które tam siedzą pod ołtarzem, więc po prostu puszczam te stereotypy mimo uszu. Podobnie, oczekuję od innych ludzi, że nieproszeni nie będą się wtrącać w moje wybory. I w ogóle w ludzkie wybory.

Specjaliści ds. ocen moralnych

Piszę to wszystko dlatego, że ostatnio już po prostu wymiękłam. Przy okazji sprawy Nanga Parbat oraz okładki Wysokich Obcasów przeczytałam całe mnóstwo komentarzy, z których wylazł właśnie brak tolerancji. Bo nawet nie zrozumienia. Nikt nam nie każe wszystkich rozumieć. Ja nawet nie wierzę, że wszystkich można zrozumieć, bo sama wielu rzeczy i wielu ludzkich zachowań czy decyzji nie rozumiem. Na przykład demonizowania aborcji nie rozumiem. Już tłumaczę w jakim sensie, bo podejrzewam, że wielu z Was już serce zaczęło bić niebezpiecznie szybko (znam to).

tolerancja w praktyce

Bardzo przypadł mi do gustu jeden z komentarzy. Pewna osoba napisała, że nie znosi wpychania dramatu do ust kobiet – bo to nie musi być dramat. Skoro mamy wyznania osób, dla których to nie był dramat, tylko ulga, to chyba to może być prawdą, nie? Podobnie, jak uznajemy za prawdziwe wyznania tych, dla których to była trauma. Czy możliwe jest, żebyśmy uznali obie te opcje za prawdę?

Po dwunaste: nie oceniaj

To nie jest łatwy temat. Ciągle zmagamy się z tym, kiedy zaczyna się „dziecko”. Jestem pewna, że gdybym starała się o dziecko, to byłoby to moje dziecko od pierwszego zlepka komórek. Jednak czy myślałabym o nim tak samo, gdyby ktoś mnie zgwałcił? Czy myślałabym tak samo, gdybym nie chciała mieć dziecka? Czy myślałabym tak samo, gdyby ten zlepek komórek mógł doprowadzić do mojej śmierci lub poważnego uszczerbku na zdrowiu? Nie wiem. I właśnie dlatego – że nie wiem – nie osądzam.

Łatwo nam jest mówić o rzeczach, o których nie mamy pojęcia. Łatwo jest powiedzieć, że trzeba było się zabezpieczać, trzeba było się nie „puszczać”, bla, bla, bla. Nie mamy wglądu w sploty okoliczności, które doprowadziły do danej sytuacji – dlatego nie powinniśmy się na ich temat wypowiadać. A już naprawdę nie powinno być mowy o „puszczaniu się” i obarczania całym ciężarem sytuacji tylko kobiety. Bo z jednej strony mówi się o tym, że mężczyzna też powinien mieć wpływ na decyzję o aborcji, ale z drugiej „puszcza się” tylko kobieta. No to jest hipokryzja w całej okazałości.

tolerancja w praktyce

Nie chcę nikogo przekonywać do zmiany poglądów w kwestii ważnych dla każdego z nas wartości. Każdy z nas jest inny. Każdy z nas ma prawo do swoich poglądów. Ja tylko apeluję o to, żeby tych wartości nie przekładać na cały świat. Żeby dojrzeć, że nie ma jednej prawdy, jednej moralnej słuszności. Życie nie jest czarno-białe. A tolerancja to nie powinno być puste słowo.

Mimo swojej niereligijności, wiele cytatów z Nowego Testamentu uważam za cenne. Dlatego właśnie zostawię Was ze słowami „kto z Was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem”. Niech to nie będą puste słowa.

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. Szacunek i tolerancja, czyli podstawa wszelkich relacji | 52 Tygodnie Pozytywności
  2. Jak zrozumieć konflikt? | Koło konfliktu Moore’a
  3. Pozwól sobie na niewesołe emocje | 52 Tygodnie Pozytywności
  4. Jak sobie radzić z negatywnymi ludźmi?
  5. De gustibus non est disputandum | 52 Tygodnie Pozytywności