ślub cywilny czy kościelny

Wiecie co? Jest coś, co strasznie mnie wkurza, a może nawet boli. Nie spocznę, dopóki o tym nie napiszę i mam też nadzieję dowiedzieć się, co Wy na to. Temat poniekąd wiąże się z ostatnim opublikowanym tu tekstem, bo zahacza o poczucie wyższości związane ze swoimi wyborami i brak zrozumienia dla odmiennych wyborów innych ludzi.

Po co się stroić? To tylko cywilny!

Pierwszy raz zetknęłam się z tylko-cywilnym, gdy moja koleżanka mówiła coś o ślubie kogoś tam. Powiedziała, że nie może zrozumieć, dlaczego osoba, która ma być na tym ślubie gościem, tak bardzo zastanawia się nad swoim strojem i uczesaniem. Przecież to tylko cywilny! Pomijam kompletny brak taktu koleżanki, która chyba raczyła zapomnieć, że ja właśnie tylko-cywilny miałam wtedy w niedługim czasie wziąć. Uderzyło mnie co innego. Dlaczego osoba, która niespecjalnie przejmuje się religią, mówi o legalnym akcie zawarcia związku małżeńskiego per tylko-cywilny? I dlaczego niby gość na takim ślubie nie miałby się wystroić, jeśli ma ochotę, skoro ślub jest ku temu wspaniałą okazją? I co to w ogóle znaczy „tylko cywilny”? To znaczy, że to jakaś gorsza wersja ślubu? To znaczy, że ludzie, którzy świadomie decydują się na taki właśnie sposób przypieczętowania i uprawomocnienia swojego związku, podejmują jakąś gorszą/głupszą decyzję? Albo może to jakiś mniej ważny ślub? A może przysięga wymówiona na ślubie cywilnym jest mniej wiążąca niż na konkordatowym?

ślub cywilny czy kościelny

Na tym oczywiście nie koniec. Pewni znajomi (raczej dalsi niż bliżsi) wypytywali moją przyjaciółkę o różne fakty związane z moim ślubem. A dlaczego Magda nie bierze ślubu kościelnego? A dlaczego nie w swojej rodzinnej miejscowości? A dlaczego nie będzie miała długiej sukni ślubnej? Przede wszystkim, kochani, jeśli mnie czytacie i wiecie, że to o Was, to proponuję na przyszłość dopytywać się u osoby, która najlepiej będzie umiała Wam wytłumaczyć swoje decyzje, skoro już tak bardzo jesteście ciekawi. 😉 Na potrzeby tego artykułu odpowiem, że jestem tak próżna, że chciałam pokazać szczupłe łydki i uznałam, że gdybym kupiła typową suknię ślubną to równie dobrze mogłabym wrzucić do ognia 3-5 tysięcy złotych, które wolałam jednak wydać na wycieczkę do Londynu. Po odpowiedzi na pozostałe pytania zapraszam osobiście. 😉

Jeżeli człowiek decyduje się na zawarcie związku małżeńskiego w USC, a nie w kościele (innej świątyni), to najprawdopodobniej są ku temu dwa główne powody:

  1. Nie poważa instytucji Kościoła lub z jakiegoś powodu nie ma potrzeby mieć ślubu kościelnego;
  2. Ma w sobie dość odwagi, by przeciwstawić się rodzinie. 😉

Tyle. Nie ma żadnej tajemnicy, żadnego buntu, nie wiem czego jeszcze. To jest świadoma decyzja dwojga dorosłych ludzi. Owszem, zdarzają się sytuacje, gdy ślub jest wymuszony, ale chyba nie zdarza się wymuszanie na kimś konkretnie ślubu cywilnego. Z kościelnym jest wręcz odwrotnie. 😉

Nie lubię Kościoła

Powiem Wam jeszcze jaka jest moja perspektywa i od razu proszę, by osoby wierzące nie brały tego do siebie. 🙂 Jeżeli ja jestem raczej niewierząca (to się podobno agnostycyzm nazywa), a do tego nie lubię Kościoła (Franciszka lubię, ale Franciszek to nie Kościół), bo moim zdaniem ciągnie hajs za nic (cennik w kościele to jakaś kpina) – nie mówiąc już nawet o haniebnych czynach, których niektórzy księża się dopuszczają na dzieciach – to dlaczego niby obecność krzyży, posągów aniołków i malowideł Maryjki miałaby sprawić, że ceremonia moich zaślubin była dla mnie przyjemniejsza czy bardziej uduchowiona? W moim odczuciu jest to nielogiczne. Jak zaznaczyłam na początku, nie umniejszam wartości tych symboli dla osób wierzących, ale dla mnie one nie mają żadnego znaczenia. Równie dobrze mogłabym przysięgać pod posągiem Swarożyca.

Ta romantyczna przysięga!

Ktoś może jeszcze powiedzieć: „ale ta przysięga taka piękna! taka romantyczna!„. To ja Wam powiem, że po pierwsze, to ja niczego mojemu Mężowi nie muszę przysięgać na wieczność. Uważam, że na tym polega zaufanie, że nic sobie nie trzeba przysięgać na zawsze. Przysięganie, że będzie się ze wszystkich sił dbało o swój związek (jak to jest w przysiędze cywilnej), o, to co innego. Po drugie, jeśli macie ochotę mieć tę przysięgę, to śmiało. Ostatnio byłam na ślubie cywilnym, na którym przysięga była łączona. Można? Można.

ślub cywilny czy kościelny

Piękniejsze wnętrze

Ten argument w pewnej mierze rozumiem w przypadku małych miejscowości, gdzie ślub cywilny ostatnio ktoś brał 10 lat temu i Sala Ślubów woła o remont, a kościółek np. jest drewniany albo zabytkowy, albo z innego powodu piękny. Nie wiem, jak jest w dużych miastach, ale w Warszawie ten argument to śmiech na sali, Proszę Państwa. Wystarczy spojrzeć, jak piękne są Sale Ślubów w USC na starówce. A to wszystko za jedyne 85 zł! 🙂 Ślub kościelny to najczęściej wydatek rzędu 1000-1500 zł. Również tyle trzeba zapłacić Państwu, żeby mieć zezwolenie na ślub cywilny w miejscu innym niż USC. To wiecie co, tak w sumie? Jako niewierząca osoba żyjąca w małej miejscowości, wolałabym wydać te 1500 zł i mieć ślub zgodny z moim sumieniem gdzieś w plenerze lub w jakimś pałacyku.

Elegancja

Na koniec jeszcze dwa słowa o tym stroju na ślub cywilny. To naprawdę nie jest tak, że na kościelny wszyscy, z Panną Młodą na czele, wystrajają się jak stróże w Boże Ciało, a na cywilnym wszyscy ubierają się w to, w czym chodzą na co dzień. Nie. Ja akurat miałam bardzo prostą sukienkę, ale dziewczyna, która brała ślub tuż po mnie miała taką suknię ślubną z salonu. Zdarzają się śluby kościelne, na których panna młoda ma zwiewną sukieneczkę w stylu boho, na głowie warkoczyk, a na stopach sandałki. Tutaj naprawdę nie ma reguły. Gościa ślubnego/weselnego obowiązują zwyczajne reguły savoir-vivre’u, niezależnie od tego, czy jest to ślub cywilny czy kościelny. Po prostu trzeba się ubrać elegancko. Po poradniki dotyczące ubioru na wesele zapraszam gdzie indziej, bo ja nie jestem tu specjalistką. Ja mogę Wam powiedzieć tylko o kolorach sukienek, których nie powinnyście zakładać. Jak nietrudno zgadnąć są to: zarezerwowana dla Panny Młodej biel oraz żałobna w naszej kulturze czerń.

ślub cywilny czy kościelny

Ustalmy na koniec jedną rzecz. Ja w tym tekście, nie staram się nikogo przekonać do wzięcia ślubu cywilnego. Ja staram się przekonać Was do akceptacji, że ślub cywilny jest równie ważny i wiążący dla osób, które go biorą, a nie są wierzące, co ten kościelny dla wierzących. Jak również ślub cywilny może być naprawdę pięknie przeprowadzony. Pani, która udzielała nam ślubu była niesamowicie urocza i ujęła nas tym, że tak się przejmowała, żeby wszystko było dobrze, bo to nasz dzień. Na tę myśl czuję wzruszenie nawet w tej chwil. Pamiętajcie, wszystko jest dla ludzi. Nie bójcie się brać tego tylko-cywilnego. A jeśli decydujecie się na ślub kościelny, to postarajcie się zrozumieć niewierzące osoby, że im taki ślub nie jest potrzebny do szczęścia.

No, to ciekawa jestem, jakie macie zdanie na ten temat. 🙂

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Zajrzyjcie też do moich tekstów dotyczących organizacji wesela:

  1. Organizacja wesela po swojemu, cz. I: jak, gdzie, kiedy?
  2. Organizacja wesela po swojemu, cz. II: zaproszenia, prezenty, fotograf, obrączki i transport
  3. Organizacja wesela po swojemu, cz. III: co z tą suknią?
  4. Organizacja wesela po swojemu, cz. IV: dobre samopoczucie gości
  • Jako katoliczka nie bardzo rozumiem ideę ślubu cywilnego, co nie znaczy że ją hejtuję, broń Boże 😉 po prostu nie bardzo wiem, po co. Pewnie gdybym mogła, sama wzięłabym tylko kościelny.
    Bardzo dobrze że nie bierzesz na siłę ślubu kościelnego i to naprawdę się chwali. Nie ma nic gorszego, niż panny, które pytają na forach, który ksiądz podbije nauki i spowiedź tak, by nie musieli pójść, a w ogóle to nie lubią Kościoła, ale marzy im się czerwony dywan i sukienka, a babci ksiądz 🙂

    • Ale w jakim sensie nie rozumiesz? Ze swojego punktu widzenia? Ślub w świetle prawa, czyli cywilny, daje małżonkom różne prawa, np. dotyczące zdrowia czy nawet dowiedzenia się o stanie zdrowia, nie mówiąc już o regulacjach dotyczących dzieci. Ale jeśli tego nie potrzebujesz, to można wziąć ślub tylko kościelny, ktoś mnie ostatnio o tym uświadomił – trzeba mieć tylko zgodę jakiegoś ważnego kościelnego oficjela.

      • Nie rozumiem ze swojego punktu widzenia, bo ogólnie regulacje cywilno – państwowe średnio mnie obchodzą – prędzej po prostu wystarałabym się o potrzebne zgody u notariuszy. Tylko że to wyłącznie mój punkt widzenia, tak jak mówię, nikogo absolutnie nie krytykuję 😉 Mam ślub konkordatowy, nie kombinowałam, zwłaszcza że i tak brałam „mieszany” 😀

        • Jasne, to rozumiem 🙂 Ja że swojego punktu widzenia powiem tylko, dlaczego niewierzący jednak ten ślub biorą – po prostu chcą sobie wzajemnie przysiąc pewne rzeczy, a niekoniecznie chcą, żeby brało w tym udział jakieś bóstwo. Niestety nie mogę zrozumieć, dlaczego wierzący z jednej strony mówią, że tak, ślub kościelny to hipokryzja ze strony ateistów, ale w takim razie w ogóle powinni go nie brać, bo to żadna różnica. Tego nie rozumiem zupełnie i brzmi mi trochę jak dyskryminacja 😉 Przede wszystkim dlatego napisałam ten tekst.

  • Niech każdy robi jak chce po prostu 🙂 Ja nigdy nie podważam wyborów innych ludzi, nie neguję, ani nie okazuję wyższości, bo jest to dla mnie obce uczucie. Sama biorę za rok ślub konkordatowy i miałabym z tego powodu umniejszać komuś, kto bierze cywilny? Nonsens 🙂 Że też ludziom nie szkoda energii na to ciągłe wytrząsanie się i udowadnianie, że moja racja jest „najmojsza” i najnajnaj 🙂

  • Ja też mam „tylko” ślub cywilny. I wcale nie uważam, że jest on gorszy. To był nasz wybór.
    Sukienkę miałam skromną, ale za to nie darowałam sobie wizyty u kosmetyczki i fryzjera. A co tam! To był mój dzień i chciałam czuć się świetnie!
    Poza tym warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden dość istotny szczegół. Nie każdy może przystąpić do ślubu kościelnego i w pewnych przypadkach pozostaje jedynie ślub cywilny. Pozdrawiam 🙂

    • Haha też byłam u fryzjera 😀 Fryzjer był chyba nawet droższy niż moje buty 😀 Każdy powinien robić tak, jak uważa 🙂

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Ja miałam ślub kościelny , ale też szłam do niego w krótkiej kiecke, bez welonu i bez wielkiej pompy. Generalnie średnio mnie interesowała cała ta otoczka i najchętniej tuż po uroczystości wzięłabym męża za rękę i zwiala, gdzie pieprz rośnie 😉 To ma być święto pary młodej – a nie gości 😉 Dlatego polecam wszystkim przyszłym młodym parom zupełnie nie przejmować się tym, „co ludzie powiedzą”.

  • Brałam ślub kościelny trochę ze względu na religię, ale przede wszystkim ze względu na tradycję, która moim zdaniem jest piękna. Jednak nie neguję w żaden sposób ślubów cywilnych, ostatnio na takim gościłam i się nawet „wystroiłam” 🙂

  • Jeżeli w przyszłości zdecydujemy się na ślub ( a taki moment nadejdzie) to będzie to tylko ślub cywilny. Nie będę robiła czegoś, bo rodzina wymaga. Przecież to by była jakaś parodia w moim wydaniu 🙂

  • Dorota Cieslinska

    Na każdą uroczystą okazję wypada się ładnie ubrać

  • Tego dnia najważniejsze są tylko 2 osoby – te, które chcą przez kolejne lata być ze sobą bez względu na to, co się wydarzy. Ważne by ceremonia odbyła się w uroczystym miejscu, a takim są świątynie jak i USC. W zależności od tego jakie są przekonania przyszłych małżonków wybierają stosowną opcję, a goście powinni to szanować w każdy sposób – także swoim zachowaniem i właściwym strojem.

    Co do robienia biznesu z wszelkich ceremonii w parafiach. W wielu miejscach to naprawdę solidny zastrzyk gotówki, jednak sam znam kilka parafii, które ledwo domykają swoje budżety i gospodarują bardzo oszczędnie.

    Co do księży i ojców w Kościele. Mam takiego jednego znajomego ojca Bernardyna. Ze znajomymi mówimy na niego żartobliwie „Padre”. To jedna z najbardziej niesamowitych osób jakie miałem możliwość poznać w swoim życiu. Nawet gdy w drodze było dziecko, a przyszli rodzice byli jeszcze bez ślubu, on ich nie oceniał, nie wywyższał się wobec nich. Wręcz przeciwnie – wspomagał jak tylko mógł swoją i starał się wesprzeć zanim dziecko przyszło na świat. Takich kapelanów, życzę wszystkim.

    • I ja wszystkim wierzącym ludziom życzę takich księży 🙂 Niestety, co się odstawia wciąż w wielu kościołach to jest parodia chrześcijańskiej miłości.

  • Joanna Baranowska

    Do argumentu za tym, że ktoś bierze ślub w USC, dodałabym przeszkody stawiane przez Kościół (np. rozwód). Sama brałam ślub mieszany, bo mój mąż jest niewierzący, a ja kiedyś byłam bardziej praktykująca, a dziś pewnie pojechalibyśmy do Słupska wziąć ślub u Roberta Biedronia 😀 Ślub to ślub, jeśli jest w mocy prawa, to może być naprawdę w dowolnym obrządku czy bez obrządku. Choć kościelne mają ładniejszą oprawę niż w USC, nawet w Warszawie 🙂

    • Ja właśnie wczoraj byłam na ślubie kościelnym i niestety mnie strasznie dużo rzeczy tam denerwuje, bo mam dość feministyczne podejście, a jak słyszę, że mąż ma żonę miłować, a ona ma go czcić, albo że posłuszna i skromna żona to skarb albo że żona to skarb, a synowe to jakieś gałązki oliwne (a gdzie córki? nie ma miejsca na córki?), to niestety coś mnie trafia. W sumie teraz już bardziej się śmieję, jeszcze rok temu bardziej się o to wszystko wściekałam. Tym razem, jak usłyszałam o tej posłusznej żonie, to powiedziałam mężowi, że chyba ma prawo mnie oddalić. 😉

  • Ależ ja podzielam zdanie! Sama brałam slub w USC – jutro minie 7 lat i to była bardzo świetna decyzja 🙂 Pisałam o tym u siebie i jesli mogę zaspamować to proszę bardzo: http://motyw-kobiety.miejsce-akcji.pl/2015/09/02/ogarnac-slub-i-cala-reszte/
    Pisałam też w „Blondynka wychodzi za mąż” – i jesli potrzebujesz większego wsparcia, jutro o 9:15 wystartuje u mnie post na temat małżeństwa, który będzie zawierał wszystkie dotychczasowe „ślubno-małżeńskie” posty tzn.linki do 🙂

    Chce przy tym zaznaczyć, że biorąc ślub w USC nie bylismy ateistami i nie jesteśmy- wrecz przeciwnie 🙂

    • O, a to ciekawe! Dlaczego wobec tego zdecydowaliście się na ślub cywilny?

      • Ponieważ nie jesteśmy katolikami. Nie należymy też do żadnej innej denominacji. A Bóg jest wszędzie- i właśnie z takiego założenia wyszliśmy. I to przed Nim tak naprawdę czujemy się odpowiedzialni. No i przed soba nawzajem 🙂

  • Dla mnie ślub cywilny to tylko papierek zatwierdzony przez prawo. A podczas ślubu w kościele składa się przysięgę. Nie chodzi tu o jej piękność, ale o to, że składa się ją przed Bogiem i obiecuje się, że bierze się się kobietę/mężczyznę do końca życia. No, i wiadomo jednak, że żeby składać przysięgę przez Bogiem, trzeba mieć świadomość Jego istnienia. Więc jeśli jest się np. agnostykiem, nie powinno się brać ślubu kościelnego. A już zmuszanie kogoś do takiego ślubu, to rzecz haniebna.
    Tak samo jak cennik w Kościele. Ja mam tylko nadzieję, że on idzie na szlachetniejsze cele niż bonus dla księdza.
    Tak jak mówiłaś – księża to nie zawsze Kościół, a Kościół to nie zawsze Bóg.

    • Ależ składasz przysięgę w obliczu swoich najbliższych i w majestacie prawa. To jest przysięga. Przysięgasz dbać o swoje małżeństwo i być uczciwym wobec małżonka. Tyle że nie ma tego fragmentu o absolutnej nierozerwalności. 🙂 Dlatego rozwodów nie rozdaje się jak cukierków – świeckiemu Państwu również zależy na tym, by małżeństwa były trwałe. Tak, jak dla Ciebie ogromnie ważne byłoby przysięganie przed bogiem, tak dla mnie ogromnie ważne było przysięganie bez boga. Cennik w kościele to nie tylko rzecz haniebna, ale też bezprawna. Dopóki te „opłaty” nie są opodatkowane, to powinny być absolutnie zakazane.

      • Wybacz, ale nie trafia do mnie małżeństwo, w którym możliwy jest rozwód (chyba, że w grę wchodzi przemoc lub inne bardzo wyjątkowe sytuacje). A opłaty w Kościele akceptuję, pod warunkiem, że idą na właściwe cele.

        • Yyy, to znaczy, że nie respektujesz np. mojego małżeństwa? Czyli jeśli ktoś podejmuje inną decyzję niż Ty, to znaczy, że nie przysługuje mu prawo do Twojego szacunku?

          • Nie, skądże, nie o to chodzi. Nikomu nie odbieram prawa do miłości. Chodzi mi o to, że dla mnie prawdziwa przysięga małżeńska, to ta złożona przed Bogiem. Ale to absolutnie nie znaczy, że nie respektuję Ciebie i Twojego wybranka i odbieram Wam prawo do życia razem. Żyjcie sobie współnie i bądźcie szczęśliwi. 🙂

        • Andzia

          Z Twoich słów by wynikało, że wszystkie śluby zawarte w kościele są wieczne. Nie oszukujmy się. A co to znowu za wieczność, jeśli się rozwodzą, nie żyją razem i nierzadko toczą wojny. Proszę Cię…Naprawdę jedyną wieczną konsekwencją jest to, że nie wezmą drugi raz ślubu w kościele. Więc też ma to wartość „papierka” jak piszesz.

          • Rozwody w Kościele…
            Nikt małżonków z przysięgi nie zwalnia, dlatego też o rozwodach nie powinno być mowy. Obie strony powinny dążyć do naprawienia sytuacji, a rozstanie się powinno być ostatnią rzeczą, która przyjdzie im do głowy. Wyjątkiem są sytuacje kryzysowe. Wtedy każdy powinien działać według swojego sumienia, a ja nie mam prawa, aby cokolwiek oceniać albo się wtrącać.

      • Właściwie tę trwałość się sobie przysięga podczas ślubu.

    • Marcinie, przysięgę składa się drugiej osobie, a Bóg pobłogosławił małżeństwo mężczyzny i kobiety W OGÓLE. To ma już na „dzień dobry” Boże zatwierdzenie. I tu nie ma podziału na jego formę- równie dobrze nie muszę iść ani do urzędu, ani do kościoła a możemy zrobić uroczystość zawarcia małżeństwa (czyli ślubu, przysięgi) we dwoje na szczycie góry na przykład. I to będzie złożenie przysięgi, że zawsze i na zawsze. I Bóg traktuje to na poważnie – nieważne czy para jest wierząca czy nie(!).
      Biorąc ślub, teoretycznie nie muszę nikogo prosić o zgodę i czekać – to jest własciwie ogłoszenie decyzji, którą podjęło się wspólnie.

      • Bóg każde małżeństwo traktuje poważnie, bo to Bóg. Pytanie tylko, czy MY traktujemy je poważnie. Małżeństwo to obietnica bycia ze sobą na dobre i na złe, obojętnie co by się działo. Wydaję mi się, że osoby, które biorą ślub kościelny, bardziej zdają sobie z tego sprawę. Małżeństwo „z wygody”, bo dwóm osobom żyje się po prostu ze sobą dobrze, jest bardzo kruche. Bo co będzie wtedy, kiedy pojawią się problemy?

        • To już ich sprawa 🙂 Podobnie jak to, co osoby biorące ślub w kościele mają w swoich sercach. Nie można decydować za ludzi, jak mają rozwiązywać swoje problemy ; czy z Bogiem, z księdzem, terapeutą rodzinnym czy tak jak potrafią najlepiej. I też nie nasza w tym sprawa, na szczęście 🙂

        • Marcin, przepraszam Cię bardzo, ale Ty chyba jesteś niepoważny. Młodszych od siebie ludzi traktuję jak najbardziej z szacunkiem, bo mnie samą zawsze wkurzało, gdy ktoś mówił, że młoda jestem, to nie mam o czymś tam pojęcia. Moim zdaniem jednak nie chodzi o wiek, ale o doświadczenie. Ze swoim mężem wzięłam ślub po 7 latach związku, a teraz jesteśmy rok po tylko-cywilnym. Uważasz, że przez 8 lat nie pojawiły się problemy? Żadne? Czy to, że nie jestem wierząca w Boga, według Ciebie oznacza, że jestem niewierząca również w swój związek i siłę miłości, oddania i wzajemnego zaangażowania? Oświecę Cię. Ani moje życie nie jest łatwe, ani jego. Mieliśmy i mamy problemy, w których zawsze się wspieramy. Te wspólne w miarę możliwości rozwiązujemy najszybciej, jak się da. Nigdy nie kładziemy się spać obrażeni lub źli na siebie, choćbyśmy rano mieli wstać niewyspani. Nie mów mi proszę, że jestem ze swoim mężem, bo jest nam zawsze kolorowo, różowo i słodko. „Z wygody”, nie no bez jaj, proszę Cię. Ateiści żyją ze sobą z wygody i nie mają żadnej moralności, a chrześcijanie żyją ze sobą wyłącznie w trudzie i znoju. Tak, jasne.

          • Proszę nie przeinaczać moich wypowiedzi, bo nigdzie nie pisałem, że z tym „wygodnictwem” nawiązywałem do Ciebie. Nie znam Twojej sytaucji, więc jakim prawem mogę Ciebie oceniać?
            Aby się tak naprawdę zrozumieć, musielibyśmy chyba kilka lat ze sobą rozmawiać. Mamy kompletnie inny światopogląd. Twoje serce jest wyraźnie po lewej stronie, moje po prawej. To co jest oczywiste dla mnie, nie jest oczywiste dla Ciebie, i na odwrót. Najlepiej będzie jeśli zakończymy już dyskusję i rozstaniemy się w miłej atmosferze.

          • Ależ nikt Cię tu nie trzyma na siłę 😉 Jeżeli piszesz/mowisz o czymś ogólnie, to musisz nauczyć się ponosić tego konsekwencje. Jeżeli piszesz, że osoby wierzące bardziej szanują instytucję małżeństwa, to nie dziw się, że osoba niewierząca wytyka Ci, że nie masz racji. Piszesz, że nie ma w kościele rozwodów. No nie ma. A ludzie i tak się w świetle prawa rozwodzą i wchodzą w nowe związki, tyle ze te związki nie są akceptowane przez Kościół. Poczytaj sobie, pogrzeb w statystykach, jeżeli mi nie wierzysz. To nie są moje opinie, to są fakty.

          • Powiesz mi w którym momencie pisałem, że ludzie wierzący się nie rozchodzą?
            Powtórzę raz jeszcze:
            – Kościół nie akceptuje rozwodów. Przed Bogiem przysięgało się wierność aż do końca.
            – mimo to, katolicy i tak się rozchodzą. Żeby to wiedzieć nie trzeba być specjalnie bystrym obserwatorem. Grzebanie w statystykach też nie jest konieczne.
            – jeśli katolicy się rozchodzą „bo miało być tak pięknie, ale nic z tego nie wyszło”, wtedy Kościół słusznie tego rozwodu nie uznaje.
            – Bywają jednak sytuacje wyjątkowe, o których wspominam po raz któryś – takie jak ciągła przemoc w małżeństwie. Co wtedy? Teoretycznie istnieje specjalny urząd w Kościele, który może stwierdzić nieważność małżeństwa już na samym początku.
            Czy to jest dobre?
            Rozwód zawsze jest zły. „Co Bóg złączył, człowiek niech nie rodziela”. Bywają jednak takie sytuacje, w których nie mam serca namawiać kogoś do pozostania w małżeństwie, widząc, że ono wyniszcza któregoś z małżonków. I właśnie dlatego powstał specjalny kościelny organ.

  • Ula De

    Najważniejsze w tym wszystkim być przejrzystym, nie dla innych, ale dla siebie, dla zdrowego serca i głowy. Także zastanawia mnie fakt, że są osoby niewierzące, które z pobudek czysto estetycznych decydują się na ślub kościelny, mimo, zadeklarowanego ateizmu. Jak wiadomo do takiego ślubu trzeba się tam jakoś przygotować (nauki itp) i zadeklarować swoją wiarę, odbyć spowiedź i w końcu przysięgać przed ołtarzem w obliczu Boga. A więc wchodzą w pewien rodzaj hipokryzji, robiąc i deklarując rzeczy, w które nie wierzą – taka szopka. Wierzę w Boga i nie mam problemu mówić o tym, ale staram się przede wszystkim dla higieny zdrowia psychicznego w życiu być spójną z tym co mówię i co wyznaję (choć nie jestem ideałem i czasami (oj często) mimo starań robię błędy, których czasami żałuję).
    Rażąca jest czasem niespójność tego co robią chrześcijanie z tym co wyznają (w tym niestety niechlubne przykłady księży), lecz często Ci co to wytykają będąc zadeklarowanymi ateistami postępują…identycznie, decydując się m.in. na taką szopkę jak powyżej i o jakiej wspomniałaś w tym tekście. To tak jak z hasłem tolerancja: ci co zarzucali nietolerancję środowiskom chrześcijańskim, sami są nietolerancyjni często wobec chrześcijan właśnie. Dlatego słowo tolerancja jest tak wyświechtane i utopijne, jak cytowała moja prof. od estetyki: „tolerancja – w poczuciu wyższości akceptowanie innych”.
    Pozdrawiam 🙂

    • Andzia

      Bardzo rozsądnie. Ja nie chodzę do kościoła, nie wierzę i nie czuję żadnego sentymentu czy przywiązania do tradycji katolickiej – wzięłam więc ślub cywilny. Za to faktycznie obserwuję wokół siebie osoby, które podzielają moje podejście do religii, ale jednak ślub biorą w kościele i przysięgają wychowywać dzieci w tradycji katolickiej :O

    • Niestety tego rodzaju słowa stają się wyświechtane przez właśnie kłamliwe ich używanie. Miałam takiego kolegę, który wszystkich „szanował”, a później za plecami obmawiał, i to ostro. Właśnie dlatego ten jego „szacunek” znaczył tyle, co nic. I coś w tym jest, bo ktoś może „tolerować” mój ślub, ale w duchu myśleć, że to taki jakiś pół-ślub, świstek papieru, gdy dla mnie to było wielkie wydarzenie, chodziłam w nerwach aż do momentu, gdy usiadłam w końcu za stołem na obiedzie weselnym. 🙂 I tak, jak ja, bardzo nie lubię tego, co się głosi w kościele i otwarcie to mówię, to jednak szanuję decyzję osoby wierzącej o ślubie kościelnym i jak najbardziej ją rozumiem, bo to jest właśnie życie i podejmowanie decyzji w zgodzie ze sobą.

  • Pamela Moskalik

    Świetny wpis! Również nie zamierzam nigdy brać ślubu w kościele. Mam takie samo stanowisko co Ty jeśli chodzi o Kościół. Chyba będę pierwsza osoba w rodzinie, która nie weźmie ślubu kościelnego. 😂 Babcie są przerażone, gdy z chłopakiem tak mówimy. Wcześniej nie miałam zamiaru właśnie w ogóle brać ślubu. Jednak raz będąc na cywilnym, który odbywal sie w pałacyku Branickich w Białymstoku- zakochałam się w takim klimacie bez krzyży itp . ❤️

    • O! Jesteś z Białegostoku czy tylko byłaś tam na weselu? Ja jestem spod i wiele razy widziałam Pałac Branickich, ale nigdy nie weszłam do niego do środka. Założę się, że sceneria ślubna musiała być piękna <3 O, tak, moja babcia wręcz dawała na msze, żebym się nawróciła i poszła wziąć ślub w kościele. Niestety, pokolenie naszych dziadków ciężko… hm, nawet nie przekonać. Wydaje mi się, że im jest po prostu trudno pojąć nasz – tak bardzo nowoczesny dla nich – punkt widzenia.

  • Ja nigdy nie zamierzam brać ślubu, ale w 100% rozumiem osoby biorące tylko ślub kościelny, zwłaszcza, że na szczęście pojawia się co raz mniej osób wierzących lub kościelnych.

  • Też jestem zdania, że ślub to ślub, a jaki to już wybór wyłącznie narzeczonych i nic nikomu do tego.

  • Grażyna Zaborska-Szmajda

    Czy kościelny, czy cywilny – ślub to ślub. Każdy ma prawo do decyzji, jak ma jego uroczystość wyglądać.

    • ❤ popieram!

    • Również popieram. Para powinna sama podejmować decyzję, nie rozumiem dlaczego wszyscy w otoczeniu chcą udzielać rad w tym temacie. 🙂 Ciekawy wpis!

  • Strasznie nie lubię gdy ktoś narzuca swoją wolę innym, dlatego geż nie planuję brać ślubu w kościele.

  • Paula T

    Zupełnie jakbym czytała własny punkt widzenia tylko ładnie i zgrabnie ujęty w słowa. Brawo. Nic dodać nic ująć. Choć po przeczytaniu samego tytułu myślałam, że tekst będzie szedł w drugą stronę 😉

    • Dzięki! 🙂 Myślałaś, że jestem z tych „tylko-cywilnych”? 😂 Cieszę się, że Cię rozczarowałam, hihi

      • Paula T

        No już myślałam, ze będę musiała wejść tu w jakąś grubą polemikę na bazie własnych doświadczeń 😀 całe szczęście mogę tylko przyklasnąć 🙂

  • Zupełnie nie rozumiem uznawania ślubu cywilnego za mniej ważny niż ten połączony z religijną ceremonią. Ja jestem wierząca, więc dla mnie ślub kościelny ma po prostu duchową wartość. Za hipokryzję uznaję jednak branie ślubu kościelnego, gdy w kościele bywa się tylko przy okazji „obowiązkowych” sakramentów i rodzinnych uroczystości. Ślub to ślub – ten w kościele, innej świątyni czy urzędzie niesie za sobą ten sam ładunek uczuć i zobowiązań.

    • Twoje ostatnie zdanie jest kwintesencją tego, co chciałam wyrazić w tym tekście ❤ Ja uważam podobnie, jakoś nie umiałabym tak sobie zakpić z czegoś, co dla wielu osób jest bardzo ważne i święte.

  • Doskonale Cię rozumiem. My borykamy się teraz z podobnymi pytaniami i szeptami za plecami, bo nie puściliśmy córki na religię w szkole!

    • A córka chciała iść na religię? Bo zastanowiło mnie słowo „puściliśmy”.

      • To skrót myślowy! 😉 W przedszkolu to była nasza decyzja. W zerówce i teraz zapytaliśmy ją o zdanie- i to już był jej wybór 🙂

      • Hm. A czy gdyby chciała, to rodzic ma obowiązek ją „puścić”?

        • Ja sądzę, że tak. Przecież na religii jej nie zjedzą, a zawsze może zrezygnować. Plusem będzie to, że pozna ludzi o nowych poglądach, zobaczy różne punkty widzenia, na własnej skórze odczuje, że świat nie jest czarno-biały. Choć u małych dzieci może być też tak, że chcą iść na religię, bo inne dzieci chodzą. Ale nie ma w tym nic złego. A jeśli zacznie wierzyć i będzie jej z tym dobrze – to co w tym strasznego?

          • Ja od razu zaznaczę, że wypowiadam się za siebie i nikogo do niczego nie namawiam, bo zawsze się boję, że ludzie tak myślą. Za światopogląd dziecka odpowiadają w dużej mierze rodzice, a dzieje się to przez tworzenie dziecku pewnych ram świata, zakazów i nakazów, a także oczywiście obserwację i naśladowanie rodzica. W moim świecie nie ma miejsca na religię. Nic nie mam do wiary, absolutnie, ale ja te rzeczy rozgraniczam. Sama chodziłam na religię i wiem, czego dzieci i młodzież na religii się uczą. Wiem też, że krytycznie zaczęłam patrzeć na podawaną mi wiedzę dopiero w okolicach gimnazjum. Na religii jest zbyt wiele rzeczy, z którymi się nie zgadzam i których nie chciałabym by moje hipotetyczne dziecko się uczyło, żeby pozwolić mu na nią uczęszczać. Przykładem jest chociażby podejście kościoła katolickiego do seksualności – ja po prostu się z nim nie zgadzam. A sprawę rozwiązuje fakt, że jestem konsekwentna – ja sama biorę ślub cywilny, więc nie chrzczę dziecka, więc nie prowadzam go do kościoła, więc nie idzie na religię, ani komunię. A wierzyć sobie może, jeśli zechce. Ba, nawet jeśli zechce w pewnym wieku chodzić do kościoła, to niech sobie chodzi, a jak będzie dorosłe to zadecyduje, czy chce się ochrzcić. 🙂

          • Tak z ciekawości – jaki byłby to wiek? A gdyby dziecko zapytało, dlaczego nie może chodzić na religię? Autentycznie mnie to ciekawi, bo to chyba trudny orzech do zgryzienia, odpowiedź na takie pytanie.

          • W moim przypadku było to naście lat, ale myślę, że to dosyć indywidualna kwestia 🙂 Myślę, że po prostu wytłumaczyłabym dziecku, po ludzku, swój punkt widzenia.

  • Magda

    dobrze, że zrobiłaś tak jak chciałaś, jestem wierząca ale szanuje poglądy innych