serum oczyszczające bionigree

Jesień i zima to bardzo, bardzo złe pory dla skóry głowy i włosów. Ogrzewanie, czapki i gwałtowne zmiany temperatur zdecydowanie nie wpływają na nie korzystnie. Moja głowa, mimo że latem była całkiem znośna, teraz na powrót zrobiła się złośliwa. Mam ŁZS i jakieś 2 lata temu postanowiłam porzucić leki z niekończącą się listą skutków ubocznych. Przez większość czasu jako środki zapobiegawcze wystarczają mi naturalne produkty, które opisuję w tym wpisie, a gdy zrobi się źle ratuję się dziegciowym domowym mazidłem. 🙂

Ostatnio Bionigree zaoferowało mi przetestowanie swojego serum oczyszczającego, więc nie omieszkałam go wypróbować w trudnym, jesienno-zimowym okresie. To serum zawojowało internety już jakiś czas temu, więc zastanawiałam się, czy rzeczywiście jest tak dobre jak wszyscy głoszą. Miałam wobec niego wysokie oczekiwania i muszę powiedzieć, że się nie zawiodłam.

Ale od początku. Co oferuje producent?

Serum ma przede wszystkim usuwać nadmiar zrogowaciałego naskórka i rozpuszczać łój zalegający w mieszkach włosowych, czyli zachowywać się jak peeling enzymatyczny. Poza tym powinien regulować pracę gruczołów łojowych i łagodzić podrażnienia skóry. Ma się to wszystko wydarzyć dzięki magicznym składnikom: mydłu kastylijskiemu, kwasom AHA, estrom oleju z czarnej porzeczki, wiesiołka, ogórecznika i lnu. Brzmi bomba!

serum oczyszczające bionigree

Czy rzeczywiście działa?

Serum przychodzi w szklanej, pięknej buteleczce z pipetką, która zdecydowanie ułatwia jego dozowanie i równomierne rozprowadzanie. Już samo to mnie cieszy. Pachnie według mnie przyjemnie, ziołowo. Tak, że mam wrażenie, że będzie działało. Pierwsze aplikacja była zdecydowanie trudna do zniesienia. To nie było delikatne mrowienie, to było hardkorowe mrowienie. 😉 Ale da się przeżyć – zdecydowanie wolę to niż tę niekończącą się listę skutków ubocznych z leków na ŁZS. Po zmyciu szamponem mrowienie się utrzymało, ale było bardzo delikatne. Kolejne aplikacje nie były już tak traumatyczne – podejrzewam, że skóra głowy nieco się przyzwyczaiła.

serum oczyszczające bionigree

W sumie zastosowałam serum chyba 7 razy. Pod rząd (myję włosy co drugi dzień), z różnymi szamponami. Trzymałam 30 minut zgodnie z zaleceniem producenta (choć można i dłużej). Po pierwszych kilku razach zaczęłam zauważać łuszczącą się intensywnie skórę głowy, więc zastosowałam bardziej intensywny szampon, żeby ten martwy naskórek z głowy usunąć. I przeżyłam szok. Miałam zdrową skórę. To znaczy, jak się ma ŁZS, to się nigdy nie ma całkiem i na zawsze zdrowej skóry, bo to jednak schorzenie przewlekłe. Ale na mojej głowie nie było ani jednego strupka, ani odrobiny nadprogramowego łoju. Coś wspaniałego. I muszę powiedzieć, że ten stan utrzymuje się dość długo bez stosowania niczego (oprócz szamponu) na skórę głowy.

Zdecydowanie jestem na tak

O ile nie zamierzam całkowicie przerzucić się na jeden kosmetyk, to muszę powiedzieć, że zdecydowanie polecam Wam ten. Szczególnie jeśli szukacie jakiejś naturalnej alternatywy, która a) jest prosta w użyciu, b) nie śmierdzi (fani octu jabłkowego wiedzą, o czym mówię ;)), c) naprawdę działa.

serum oczyszczające bionigree

Mam jeszcze około 1/3 buteleczki, więc zamierzam także wypróbować trzymać je przez całą noc. Na początku trochę się bałam, ale teraz wiem, że serum żadnej krzywdy mi nie zrobi. 🙂

Serum możecie nabyć na stronie Bionigree w dwóch wielkościach 50 ml za 59 zł  i 100 ml za 96 zł.

Znacie to serum? Stosujecie? Sprawdza się Wam? Dajcie znać! 🙂

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. Domowe sposoby na łojotokowe zapalenie skóry głowy
  2. Intensywna kuracja na ŁZS – domowe mazidło dziegciowe
  3. Szampon oczyszczający Bionigree [+ KONKURS]
  4. Spowiedź niewystarczająco ekologicznej dziewczyny