rzeczy których o mnie nie wiecie

Dziś wyjątkowo moja twarz zakłóca piękny krajobraz. 🙂 Ale jak o mnie, to o mnie! Tutaj jako dodatkowy „fakt o mnie” powinnam podać informację, że prawie nie prasuję ubrań. Chociaż ta bluza akurat pogniotła się w plecaku. No dobra, bez wielkich wstępów – zapraszam Was na 15 randomowych faktów o mnie 🙂

#1 Muszę mieć „poczucie kołdry”

Dosyć durna rzecz na początek. Nie umiem spać bez kołdry. I nawet nie chodzi o to, że muszę być nią przykryta. Nie. Gdy w nocy jest 25 stopni, wkładam ją sobie między kolana. Jest tu jeszcze ktoś z takim wariactwem? 🙂

#2 Nie znoszę grochówki i kapuśniaku

Za to kocham ziemniory w każdej formie (bezmięsnej). Zjem babkę ziemniaczaną, placki, kluski, zapiekanki, kopytka, pyzy, ziemniaki pieczone, ziemniaki smażone, ziemniaki gotowane, z masłem, bez masła, z koperkiem, z sosem. Zjem je wszystkie. A do grochówki nikt mnie nie przekona.

#3 Nie boję się myszy

rzeczy których o mnie nie wiecie

Myszy przypominają mi chomiki z ogonkiem. Za to od pająków uciekam na najwyższą półkę na regale. 😛 Żadnego z nich bym nie zabiła. Zabijam tylko komary, bo się bronię.

#4 Moje dzieciństwo było „poszatkowane”

6 pierwszych lat mojego życia spędziłam w małej podlaskiej miejscowości, 6 kolejnych lat – czyli okres podstawówki – w Warszawie, 3 następne (gimnazjum) znów w rodzinnej miejscowości. Do liceum przyjechałam do Warszawy i tu już zostałam. Ale kto wie, co życie przyniesie. Jestem przyzwyczajona do zmian. 😉 Zwłaszcza, że gdyby te zmiany nie nastąpiły w moim życiu, to nie poznałabym mojego Męża, ani mojej przyjaciółki. Dlatego wierzę w to, że wszystko jest dokładnie tak, jak ma być.

#5 (Nie do końca o mnie, ale…) Mój Mąż warzy piwo

Robi to głównie w domu, ale zabiera się także za działalność komercyjną wraz ze swoim kolegą-wspólnikiem (który jest btw. życiowym partnerem Naczelnego Zmieniacza :)). Jeśli chcecie obczaić, to wchodźcie na ich fejsiczka i instagram. Nazywają się Browar Monsters. 🙂 Irytuje mnie nieco podporządkowanie naszego życia pod warzenie, ale w sumie sama robię foty na instagram, gdy spędzamy razem czas, więc nie mogę mieć pretensji. W gruncie rzeczy jestem z niego bardzo dumna.

rzeczy których o mnie nie wiecie

#6 (W związku z tym) Pomagam w organizacji Warszawskich Bitew Piwnych

Głównie sprawdzam listę i ogarniam (nie sama) ich fanpage’a. I nawet trochę znam się na piwie. Ale tylko trochę, serio. 🙂 Choć pewnie nawet umiejętność wytłumaczenia, czym różni się lager od ale’a i co to jest brzeczka albo IBU, nie jest zbyt powszechna.

#7 Nie umiem żyć bez Earl Grey’a

#8 Uwielbiam tradycyjne polskie ciasta

Ba! Nawet umiem je robić. Szarlotka na kruchym, maślanym cieście, sernik, piernik, makowiec, keks, babka ucierana. Kiedyś pewnie wypróbuję brownie z fasoli, bo robiłam już ciasta, do których wpychałam musy z dyni, jabłek czy banana, a nawet z dodatkiem cukinii, ale jednak wolę te tradycyjne smaki. Uwielbiam też tradycyjny… włoski deser – tiramisu. Jego wytwarzania też się nauczyłam. 😀

#9 Jestem kiszonym potworem

Uwielbiam kiszonki. Mój Mąż zawsze mi grozi, że jak zjem ogórka kiszonego, to nie będziemy się całować. No cóż, więc… nie całujemy się tego dnia. 😛

#10 Nie chodzę w butach na wysokich obcasach

Mam dwie pary szpilek i dwie pary butów na koturnie. O ile te na koturnie jeszcze czasem latem zakładam do spódnic i sukienek, o tyle szpilki stoją w szafie i ich raczej nie zakładam – poza wyjątkowymi okazjami. Nude’owe pierwszy i ostatni raz założyłam ponad rok temu na swój ślub, a czarne… hm, kilka lat temu. Dobra, nie mówmy o tym. W ogóle mam ogromny problem z wyrzucaniem i oddawaniem/sprzedawaniem butów. Mam ich sporo, ale nazbierałam je przez kilka lat. W tych najwygodniejszych chodzę do zdarcia (do tej pory płaczę za różowymi tenisówkami z h&m, które kupiłam w liceum i za sandałami sportowymi, które kupiłam na początku studiów – ich obecne zastępniki nie są tak wygodne, ani ładne), reszta stoi i zakładam je od czasu do czasu.

#11 (A propos nie-minimalizmu) Nie umiem ograniczyć kupowania lakierów do paznokci

Po prostu nie umiem. Co roku postanawiam sobie, że koniec z tym, że będę mieć czerwony, beżowy i różowy/liliowy. Później przychodzi lato, a ja uznaję, że jednak muszę mieć jeszcze jakiś szałowy turkus. A w sumie to przydałby mi się głębszy odcień czerwieni. I w sumie jakiś srebrny brokatowy, którego użyję 2 razy do roku też. I tak to się później kończy. Na szczęście nie padam już ofiarą jakichś efektów piasku czy innych syrenek. Zwykle moje lakiery mają dosyć „płaskie” kolory i dobrze mi z tym.

#12 Intuicyjnie odrzucam pomarańczowy, zgniłozielony i brązowy przy wyborze ubrań w sklepie

Teraz robię to już z premedytacją, ale wcześniej, gdy jeszcze nie wiedziałam nic o typach urody uznawałam te kolory za brzydkie. Co ciekawe, zawsze uważałam, że moja mama wyglądała w nich fantastycznie, jak przystało na typową panią jesień. 🙂 Mój typ urody – przygaszone lato – jest bardzo „pomiędzy” i dosyć trudny. Szczególnie trudne jest przyzwyczajenie się do tego, że dużo lepiej wygląda się w takich jakby wyblakłych, zupełnie nie wyrazistych kolorach. Ale nauczyłam się doceniać beże, „babciny” lila i szarości. 🙂 Zdarza mi się też wybierać te bardziej wyraziste, ale nadal nie będzie to pomarańczowy. 😀

#13 Nigdy nie byłam w Tatrach

rzeczy których o mnie nie wiecie

Sama nie wiem, o co mi chodzi. Nie kręcą mnie góry, choć jednocześnie podoba mi się widok na nie. Za to nad Bałtykiem byłam jakiś milion razy. Wczoraj na przykład właśnie znad morza wróciłam.. 😉

#14 Kiedyś śpiewałam w chórze szkolnym

A wcześniej przez moment w miejskim chórku młodzieżowym. Do tej pory żałuję, że wtedy z niego zrezygnowałam. Później był ten chór szkolny, a w końcu śpiewałam już tylko na domowym karaoke. Btw., tak, moje (po)ślubne nazwisko to Hurko. Śmiejcie się sobie z tej ironii losu. 😉

#15 Nie noszę pierścionka zaręczynowego, ani obrączki przez cały czas

Pierścionek noszę właściwie tylko na specjalne okazje, a obrączkę tylko wtedy, gdy temperatura nie sprawia, że puchną mi palce. Mój Mąż nosi obrączkę jeszcze rzadziej, bo w laboratorium, gdzie pracuje na co dzień, nie można nosić biżuterii. Btw. rozmiar mojego palca to 7-8. Mam rączki dziecka. 🙂

A w prezencie jeszcze na koniec durne zdjęcie. 😀 Jak już się obnażać, to na całego. 🙂

rzeczy których o mnie nie wiecie

Jak Wam się podobała taka odmiana? Ostatnio czułam, że na blogu przydałoby się nieco więcej luzu. A jak Wy uważacie? Podzielcie się jakimś ciekawym faktem o Was! 🙂

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. 25 lekcji z 25 lat życia
  2. Liebster Blog Award
  3. Dlaczego nie lubię świętować „okazji”?
  4. Czym jest dla mnie piękno?