puszcza białowieska i okolice

O Puszczy Białowieskiej ostatnio głośno. Szczerze mówiąc niespecjalnie wiem, jak się do tego ustosunkować, bo nie mam wystarczającej wiedzy, żeby Wam powiedzieć: tak, ta wycinka jest potrzebna (tak twierdzą leśnicy) lub powinno się natychmiast powstrzymać tę wycinkę (tak twierdzą ekolodzy). Zawsze mówiło się, że Puszcza powinna radzić sobie sama i jako taka Puszcza Białowieska jest ostatnim takim terenem zalesionym na naszym kontynencie. Ale zostawmy to. Fakty są takie, że tamte tereny warto odwiedzić. 🙂

Jestem z Podlasia. I wiecie jakie miasto wojewódzkie znam najgorzej ze wszystkich, w których byłam? Tak, zgadliście – Białystok. Jakoś nigdy nie było okazji, żeby tam pojechać tylko po to, żeby pozwiedzać. Zawsze jechałam do kogoś na imprezę, ewentualnie ze szkołą na jakąś sztukę, a ostatnio to wyłącznie po zakupy i to samochodem. Nie wiem, dlaczego, ale te tereny zawsze były przeze mnie uważane za mało interesujące. Cudze chwalicie, swego nie znacie. 🙂  Jakieś 2 lata temu postanowiłam to zmienić i wybrałam się z mężem na jednodniową, samochodową wycieczkę wielokulturową – objazdówkę po powiecie sokólskim. Nie było tutaj o tym tekstu, ale mogę Wam już teraz powiedzieć, że warto. Warto wejść do meczetu w Bohonikach lub w Kruszynianach, zajrzeć na mizar (muzułmański cmentarz), poszwendać się po uroczych Krynkach i zobaczyć, jak w takich małych miejscowościach niszczeją cmentarze żydowskie.

cmentarz żydowski w krynkach

Wielokulturowość turystyczna na Podlasiu

Musicie wiedzieć jedno: Podlasie nie jest tolerancyjne. Tam występuje zjawisko zwane wielokulturowością turystyczną. Wmawia się nam, że och, tyle kultur, ach, w takiej żyją zgodzie. Ale nie. Z pewnością są osoby, które są tolerancyjne i żyją w zgodzie ze swoimi sąsiadami odmiennego wyznania. Bohoniki się tym chwalą na przykład. Jednak bardzo polecam Wam przeczytanie reportażu „Białystok. Biała siła, czarna pamięć” Marcina Kąckiego, który szerzej wyjaśni Wam, o co mi tu właściwie chodzi. Na ten moment powiem Wam tylko, że Białystok zbudowali Żydzi i większość jego mieszkańców to byli Żydzi. Czy Białystok się tym chwali? Nie. Białystok usuwa wszelkie ślady żydowskości. A 3 lata temu na ścianach meczetu w Kruszynianach pojawiła się świnia i inne sprejowe bazgroły.  Szkoda. Szkoda, że ciągle nie potrafimy być tolerancyjni.

Koniec dygresji, przejdźmy do wycieczki. W tym roku wybraliśmy się… już wiecie gdzie – w okolice Puszczy Białowieskiej. Tam częściowo sięgają moje korzenie, bo urodził się tam mój dziadek i jego siostra. Tyle powodów, żeby jechać i ani jednej wymówki. 🙂 Ależ przyjemnie się tam jechało. Ok, może podlaskie drogi zostawiają wiele do życzenia, ale widoki… Mówię Wam, sierpniowe słońce, złote pola, niebieskie niebo, a później jeszcze Puszcza. Natura w w swej najprostszej i najpiękniejszej postaci. Podlaskie wsie mają swój urok – te ławeczki wystawione przed domkami, wolniej płynący czas. Zupełnie co innego niż Warszawa. 😉

Przystanek I: Topiło

Wyprawę zaczęliśmy od samego dołu i pojechaliśmy do maciupeńkiej miejscowości Topiło. Liczba mieszkańców to 46. 🙂 Odnieśliśmy wrażenie, że mieszkają tam tylko leśnicy i ich rodzina. Ostatni odcinek trasy to była mordęga – bardzo puszczowo i mieliśmy wrażenie, że zaraz nam się rozpadnie samochód. 😉

puszcza białowieska i okolice puszcza białowieska i okolice

W tej miejscowości (nie umiem odmieniać jej nazwy – ktoś umie?) znajduje się sztuczny zbiornik wody, który wcale nie wygląda jak sztuczny, tory (i przystanek) kolejki wąskotorowej i naprawdę ładny pomnik leśników pomordowanych podczas II Wojny Światowej.

puszcza białowieska i okolice

Taki trochę koniec świata w sercu Puszczy.

Przystanek II: Białowieża

Stamtąd pojechaliśmy prosto do Rezerwatu Pokazowego Żubrów, który mieści się pod Białowieżą. Mieliśmy to szczęście, że akurat większość zwierząt miała młode, więc mogliśmy poobserwować sarniątka, łosiątko i żubrzątko. 🙂 Do tego jeleń, który akurat ścierał poroże (to stąd jest krew na drzewach, jelenie same to sobie robią) – nie jest to może piękny widok, ale taka jest natura – i śpiąca, przytulona do siebie para dzików <3 Naprawdę bardzo Wam polecam! Przed wejściem do Rezerwatu stoją sprzedawcy miodu – nie wahajcie się zatrzymać, bo wybór jest spory i miody są przepyszne! Wybrałam klonowy, bo podobno charakteryzuje się dużą zwartością żelaza i potasu. Samo zdrowie 🙂

puszcza białowieska i okolice

Chcieliśmy później pojechać do Białowieży na kawę, ale wszystkie kawiarnie były zamknięte. Był to wtorek, środek dnia, środek lata. Nie wiem o co chodzi. Ruszyliśmy więc dalej.

Przystanek III: Hajnówka

Do Hajnówki pojechaliśmy właściwie tylko zjeść i obczaić Sobór Świętej Trójcy (który wygląda jak dom krasnoludków – zdjęcie poniżej), ale jeżeli macie ochotę na więcej, to znajdziecie tam przynajmniej dwa ciekawe obiekty – Park Miniatur Zabytków Podlasia oraz Muzeum i Ośrodek Kultury Białowieskiej.

puszcza białowieska i okolice

Ja koniecznie chciałam też zobaczyć Pomnik Żubra, ale zdecydowanie bardziej podobało mi się takie oto żubrowe coś. Nie wiem, z czego oni to zrobili, ale jest cudne. 🙂

puszcza białowieska i okolice

Jedliśmy w Babushka Bistro – pyszne, tłuste, podlaskie jedzenie. Ja wybrałam pierogi, a Olek jakiś mięsny gulasz, ale znajdziecie tam naprawdę sporo takich typowych ziemniorowych dań. Oprócz tego na spółkę wchłonęliśmy pyszny chłodnik litewski – było bardzo gorąco, więc ten chłodnik był jak zbawienie. Ogromny plus za to, że mają regionalne, rzemieślnicze piwo z Browaru Markowego (którego nie piliśmy, bo Olek prowadził, a ja nie miałam akurat ochoty).

Jednak mam dwa spore zarzuty. Po pierwsze – „zastawa”. Niestety jedliśmy na styropianowych talerzach. Nie spodziewałam się tego idąc tam, ale to jest, kurczę, nie do przyjęcia. Knajpa w takim miejscu wypina się na środowisko? Serio? Pomijam już fakt, że jedzenie na takich „talerzach” nie jest specjalnie przyjemne. Druga sprawa to już podlaskie kuriozum – kawa. Chciałabym w końcu na pytanie „jaką macie kawę” usłyszeć odpowiedź choćby „espresso lub z mlekiem”, nie mówię nawet o żadnych kapuczinach. 🙂 Niestety w tym momencie słyszę „sypaną czy rozpuszczalną” (dla nieświadomych: sypana oznacza zalewajkę z mielonej kawy), a na pytanie o mleko słyszę: „śmietanka jest” (taka w małych plastikowych opakowankach, of kors.  Babushko, jeśli mnie czytacie, zróbta coś z tym. 🙂

Nażarci pojechaliśmy w dalszą drogę – w stronę Zalewu Siemianówka i po drodze, w Dubinach, znaleźliśmy kolejną uroczą cerkiew. 🙂

puszcza białowieska i okolice

Przystanek IV: Zalew Siemianówka

Jak tam jest cudnie, mówię Wam. To nie jest morze ani naturalne jezioro, a jednak coś w sobie ma. Mnóstwo ludzi tam sobie kempingowało i plażowało. A jak przyjemnie było włożyć stopy do chłodnej wody po całej tej wycieczce! W dodatku tworzą się tam fale <3 Jakiś czas później byłam nad morzem i wiem, że nie ma mowy, żeby taki zalew zastąpił morze, ale jeśli nie macie tam daleko, to polecam. Jest tam spokojnie, czysto i przyjemnie.

puszcza białowieska i okolice

Opalone ręce i trupioblade nogi w połowie sierpnia. Cała ja. 😉

Przystanek V: Narew

Nie mam na myśli rzeki tylko wieś o liczbie ludności 1,5 tysiąca, gdzie prawie że na przeciwko siebie stoją kościół i cerkiew.

puszcza białowieska i okolice

A ta cerkiew jest XIX-wieczna i przepiękna. Właściwie tylko dla niej tam pojechaliśmy. Dostaliśmy też jednak w bonusie piękny widok na rzekę Narew.

puszcza białowieska i okolice

Przystanek VI: Kraina Otwartych Okiennic

Na deser przejechaliśmy się po podlaskiej trójwsi. 😉 We wsiach Puchły, Soce i Trześcianka znajdują się drewniane cerkwie i drewniane domki z przepięknymi okiennicami. To tyle. Mi wystarczy. <3

puszcza białowieska i okolice

Co sądzicie o Podlasiu? Wybrałybyście/wybralibyście się na taką objazdową wycieczkę?

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. Jak tanio podróżować po Polsce?
  2. Wypad Szczecin-Berlin – pomysł na majowy weekend
  3. Londyn – miasto możliwości