Pokonać prokrastynację – tablica i list do siebie

pokonać prokrastynację

Nie wiem, jak Wy, ale ja czasami potrzebuję sporej dawki motywacji, żeby coś zrobić. Nie żebym była jakoś specjalnie leniwa – po prostu niektóre rzeczy potrafią mi się jawić jako potwornie trudne i nie do przejścia. Wtedy pojawia się potrzeba, żeby pokonać prokrastynację!

Myślę, że każdy ma jakieś swoje „nie do przejścia” sprawy do załatwienia. Mogłoby się okazać, że gdybym ja powiedziała Wam o swoich problemach, parsknęlibyście śmiechem. I na odwrót. Przykładem może być fitness. Jak już może wiecie, ja jestem bardzo oddana swoim codziennym ćwiczeniom i jeżeli nie ćwiczę, to tylko w te dni, gdy mam bardzo dużo spraw do załatwienia lub mam jakoś zaplanowany dzień np. weekendu i w związku z tym nie ma czasu na żaden trening. Albo jeśli chcę poczuć, że mam kontrolę nad swoim życiem i że ćwiczę, bo po prostu chcę, a nie muszę. Być może czyta to ktoś, kto ma z tym problem.

A ja jestem tylko człowiekiem, więc mogłabym pomyśleć, że przecież to głupie. Bo przecież żeby ćwiczyć wystarczy wstać sprzed komputera, założyć wygodne ciuchy i trochę poskakać albo zrobić kilka przysiadów i wymachów rękami. Choćby 5 minut na początek. Bo przecież to takie proste. Taki jest obiektywny stan rzeczy – to jest proste. Ale jest taka jedna mała rzecz, która nas blokuje, a jest nią

Czym jest prokrastynacja?

Wikipedia twierdzi, że jest to zaburzenie psychiczne. Wspaniale. Czyli wszyscy mamy zaburzenia psychiczne. Chodzi ogólnie o odkładanie spraw na później. Oczywiście nie każdy zmaga się z tym w tym samym stopniu. Ja np. wcale nie do każdego egzaminu uczyłam się w ostatniej chwili, bo wiedziałam, że nic dobrego z tego nie wyniknie, a tylko zje mnie stres. Jednak ogólną tendencję do odkładania rzeczy, które wydają się danej osobie z jakiegoś powodu trudne, zauważyłam u większości osób, które w życiu spotkałam.

Powodem prokrastynacji najczęściej są trzy lęki:

  • przed porażką (dopóki nie zacznę, to niczego nie popsuję; brak wiary w siebie),
  • przed sukcesem (jeśli będę przeciętniakiem, to wszyscy będą mnie lubić – ta, jasne)
  • oraz przed utratą kontroli (no bo jak coś się nie uda, to zaraz świat się wali i wielka bezradność ogarnia i w ogóle, jak coś mi się nie uda, to wcale się za to nie będę brał/brała).

Najlepszym lekarstwem oczywiście byłoby olać to. Tego trzeba się nauczyć. Ja też ciągle się tego uczę i zachęcam Was, byście uczyli się ze mną. 😉

Do tego nie trzeba wiele – wystarczy za każdym razem sobie zadać pytanie, co tak naprawdę zrobi z naszym życiem konkretna porażka. Zobaczycie, że najczęściej tak naprawdę niewiele. Np. co się stanie, jeżeli zaczniecie się odchudzać, no i nie będzie Wam to szło, zjecie batonika, dwa dni nie poćwiczycie? Na początku nic się nie stanie. A potem, w miarę upływu czasu zaczniecie bardziej się kontrolować, zobaczycie pierwsze efekty i będziecie zadowoleni, że nie zrezygnowaliście. Oczywiście można tu podstawić każdą sprawę (egzaminy, pracę, rozwój osobisty, związki itd.). Ok, wyjaśniliśmy sobie ładnie, z czym mamy do czynienia, a teraz podsunę Wam dwa pomysły na to, jak zrobić z tym porządek – jeden to taka bomba nastawiona na długotrwałe rezultaty, drugi niekoniecznie, choć wszystko zależy od tego, jak do tej sprawy podejdziecie.

#1 List do siebie z przyszłości

pokonać prokrastynację

To jest właśnie ta bomba. 😉 Warto coś takiego zrobić przede wszystkim dlatego, że można sobie poukładać trochę w głowie. W ogóle akt pisania ma w sobie coś kojącego i porządkującego. Dlatego przecież ludzie robią listy zadań i piszą pamiętniki (i blogi, he he). Na początek jednak ważna sprawa: nie siadajcie przed pustą kartką i nie twórzcie byle czego. Nie o to chodzi. Moją strategią jest wypisanie sobie najpierw części życia, które są dla mnie istotne – np. zdrowie fizyczne i psychiczne, rodzina/związki, kariera, podróże itd. Dla każdego może być istotne co innego.

Dopiero wtedy zacznijcie pisać. I bez śmichów-chichów, poważnie zacznijcie list od „Kochana Asiu/Justyno/etc., z wielką radością piszę do Ciebie w 2019 roku (tak, tak, ma być za trzy lata). Cieszę się, że osiągnęłaś…” i rozpiszcie się jak tylko chcecie. Włączcie sobie jakąś przyjemną muzykę, zróbcie herbatę, zaspokójcie wszystkie swoje potrzeby, tak, aby nic Wam nie przeszkadzało. I dajcie się ponieść. Jednak piszcie tylko to, czego NAPRAWDĘ chcecie. Dla mnie jednym z ważnych marzeń są podróże, ale dla Was może to być w ogóle nieistotne. Może chcecie wieść spokojne życie, bez przygód. Albo chcecie mieć niesamowitą karierę w metropolii. Albo mieć szczęśliwą rodzinę i dobrze wychowane dzieci. I też super. Nie dajcie sobie wmówić, ze jakieś marzenia są lepsze od innych. Bo nie są.

#2 Tablica motywacyjna/ tablica inspiracji

pokonać prokrastynację

To jest ten sposób, który wymaga mniej zaangażowania. Pamiętajcie jednak, że im więcej wysiłku w coś włożycie, tym lepsze i bardziej długotrwałe będą wasze rezultaty. Zawsze macie wybór. Możecie zająć się tym po napisaniu listu, a możecie całkowicie oddzielnie i bez żadnych wstępów. Nadal jednak konieczne jest poświęcenie czasu, by zastanowić się, co jest dla Was ważne. Bez tego ani rusz. Dopiero wtedy złapcie za kolorowe gazety, jeśli takie macie, a jeśli nie, to otwórzcie Pinteresta lub inną stronę z inspiracjami. Poszukajcie inspirujących cytatów lub zdjęć. Moja tablica składa się głównie z wydrukowanych cytatów, ale są na niej także zdjęcia i nazwa portalu „duolingo” symbolizująca naukę języków obcych. Zaaranżujcie i ozdóbcie sobie ją wedle Waszego gustu. To jest Wasza tablica i Was ma motywować. Najlepiej byłoby ją powiesić gdzieś, gdzie będziecie często na nią zerkać, np. nad komputerem. Od tego momentu pozostaje już tylko

#3 Działanie

Teraz musicie sobie rozpisać strategie, czyli wziąć pod uwagę swój większy cel, rozpisać go na mniejsze i napisać sobie, jak będziecie do nich dążyć. Bez tego punktu poprzednie dwie rzeczy nie mają żadnego sensu. Bo do czego chcecie się motywować? Do efektywnego marnowania czasu na fejsbuku albo przy jakiejś grze? Do patrzenia w sufit? Gdy już dojdziecie do momentu rozpisywania sobie najmniejszych zadań, zajrzyjcie do mojego wpisu o organizacji czasu. Może akurat znajdziecie tam coś dla siebie.

Nie bójcie się, że coś Wam się nie uda. Oczywiście, nasz wielki cel może nas paraliżować. Ale właśnie po to rozbijamy go na mniejsze, planujemy konkretne czynności w ciągu dnia, by oswoić tego potworka. 😉 Jednak warto mieć zawsze gdzieś spisane te wszystkie cele, i po to właśnie napisaliście/napiszecie do siebie list. Wtedy, gdy ogarnie Was zwątpienie, zajrzyjcie tam i przypomnijcie sobie, do czego dążycie.

Po pewnym czasie tablicę prawdopodobnie będzie trzeba uaktualnić. Może zmienią Wam się plany, może coś już osiągniecie, może jakiejś przypominajki już nie będziecie potrzebować, ale przyda się Wam inna. Życie to ciągła zmiana, ciągły rozwój, tablica ma Wam w tym pomóc. Jeśli chodzi o list, uaktualnijcie go po trzech latach. Ja swój napisałam zeszłej jesieni, więc nie mogę Wam na sto procent powiedzieć, że jest skuteczny na takiej zasadzie, że osiągniecie wszystkie te cele. Może nie. A może osiągniecie jeden. Ale jedną ważną rzecz dzięki tym ćwiczeniom osiągnęłam – wiem, jakie rzeczy są dla mnie najważniejsze w życiu i wiem, do czego chciałabym dążyć. A to też jest niesamowicie istotne.

I wierzcie. Zawsze miejcie nadzieję, że Wam się uda. Wierzcie w siebie i swoje siły. Naprawdę, każdy z nas ma w sobie coś, co może ofiarować światu, trzeba to tylko odkryć. A jak to odkryć, jeśli nie próbuje się nowych rzeczy? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam Wam.

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. Czym dla CIEBIE jest pozytywność? | 52 Tygodnie Pozytywności
  2. Potęga wytrwania w decyzji, czyli postanów coś sobie | 52 Tygodnie Pozytywności
  3. 25 lekcji z 25 lat życia
  4. Emocjonalne siniaki, czyli jak mądrze uczyć się na błędach
  5. Pokonać marazm

20 thoughts on “Pokonać prokrastynację – tablica i list do siebie

    1. Widzę, że ten pomysł robi się coraz bardziej popularny, więc widocznie coś w tym jest 😀

  1. Myślę, że list do siebie z przyszlości to doskonały pomysł. 🙂 Można z perspektywy potem sprawdzić jak się zmieniliśmy, czy udało się to co planowaliśmy. A w ogóle samo pisanie listu jest super. 😀 Lepiej napisac list do siebie z przyszłości niż sms’a. 😀 Chociaż może to też nie głupi pomysł? 😉

    1. Może niedługo będziemy mieli i taką możliwość, żeby wysłać SMSa do siebie tak, żeby przyszedł za 5 lat 😀

  2. Tablice motywacyjną mamy wraz z mężem, działamy również razem ale listu nie pisałam nigdy do siebie. Może to będzie dodatkowy kop 🙂

  3. Żaden poradnik nigdy mi nie podpowiedział żeby napisać do siebie list z przyszłości. Genialne!

    1. Napisz i potrzymaj sobie przez kilka lat 🙂 Mnie aż korci, żeby do swojego spojrzeć i zobaczyć, czy jestem blisko swoich celów, ale poczekam cierpliwie 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *