postanowienia noworoczne

W zeszłym roku chyba nie było żadnego stricte noworocznego wpisu. Szkoda. Dobrze, że miałam przynajmniej karteczki, na których sobie wszystko podsumowałam i zaplanowałam. Czasem tak mam, że obrażam się na to, co robią wszyscy i nie chcę robić tego, co wszyscy, bo nie i już. Więc plany zrobiłam tylko w cichości serca (jak by powiedział jeden z moich wykładowców z magisterki) i ani słowem tu o nich nie napomknęłam. Teraz zrobimy inaczej.

Miałam różne pomysły na postanawianie. Jedno duże postanowienie, bo kilkanaście lub kilkadziesiąt małych to za dużo. Wtedy nie udało mi się go zrealizować, bo w ciągu roku poprzestawiały mi się priorytety. Widać u mnie się to nie sprawdza. Vision board nie mam w obecnym mieszkaniu gdzie powiesić, a list do siebie czeka jeszcze rok na przeczytanie. Dzięki książce Edyty Zając zrobiłam sobie listę stu celów i nawet kilka z nich wykreśliłam! Chcę ją zaktualizować, żeby rzeczywiście odzwierciedlała to, o czym w tej chwili marzę. Przy okazji okazało się, że jednak wolę mieć duuużo małych postanowień i celów, zamiast jednego wielkiego. Może jeden wielki mnie przytłacza? A tak, krok po kroku, powolutku dążę do celu (celów).

Podsumowanie 2017 roku – osiągnięcia:

2017 nie był jakiś super. Zbyt dużo przykrych rzeczy się wydarzyło w moim życiu, żebym mogła powiedzieć, że był super. Kilka dni temu przeglądałam swój instagram i pomyślałam, że chwała za niego i za to, że wrzucałam tam jakieś zdjęcia. Właśnie to uświadomiło mi, że było też bardzo dużo fajnych rzeczy, których doświadczyłam.

#1 Oboje z Olkiem byliśmy zdrowi (w miarę, bo ja parę ułomności mam) i nie przytyliśmy (Olek nawet schudł!).

#2 Przeniosłam bloga na swoje

postanowienia noworoczne

Trochę się z tym namordowałam (po ponad roku prowadzenia bloga jest co przenosić) i nawściekałam, że zasięgi mi spadły, bo Google nie mógł chyba się połapać w tej zmianie (mimo że mu pomagałam jak mogłam!). Ostatecznie jednak jestem bardzo zadowolona i te kilkanaście złotych miesięcznie za hosting uznaję za bardzo dobrą inwestycję. Początki z blogowaniem na wordpressie (com) są ok, ale po pewnym czasie człowiek zaczyna czuć, że nie jest do końca u siebie.

#3 Całkiem sporo podróżowania

Pomijając nasze comiesięczne podróże na Podlasie i z powrotem (do rodzinnych domów) i tak było ich całkiem dużo. Najpierw, w maju, polecieliśmy do Szczecina i jeden dzień poświęciliśmy na zwiedzanie Berlina (2h autobusem – nie można było nie skorzystać), a szczególnie mojego wymarzonego Muzeum Pergamońskiego (do którego swoją drogą muszę wrócić, bo ogromna część była zamknięta z powodu renowacji). W czerwcu mieliśmy okazję stewardować w konkursie piw domowych w Cieszynie, który jest naprawdę piękny i pięknie położony. A do tego pół godzinki i jest się w drogerii DM! Na początku lipca pojechaliśmy na Mazury w rodzinne spotkanie, więc było działkowanie i grillowanie <3 W sierpniu Goniądz nad Biebrzą i kolejny działking, ale tym razem z kajakingiem i hamakingiem, wycieczka w okolice Puszczy Białowieskiej, wyprawa nad morze do Gdańska i zupełnie inne podejście do zwiedzania, a także mały wypad do Kielc (bo byliśmy tam zaproszeni na wesele), które są przeurocze. Ej, całkiem nieźle było, jak tak teraz o tym myślę, naprawdę!

#4 Zrezygnowałam z jedzenia zwierząt

postanowienia noworoczne

Tak całkiem i ostatecznie. Nie, ryba nie jest wegetariańską potrawą. Nie, zupka na kiełbasce nie wchodzi w grę. Galaretka na żelatynie, ani żelki również. Dzięki Ci Borze za agar i karagen! 😉

#5 Zaczęłam używać kubeczka

I przekonałam się do niego całkowicie. Wygodna, zdrowa i ekologiczna alternatywa dla tzw. kobiecych środków higieny (uwielbiam te eufemizmy). Więcej możecie sobie poczytać tutaj.

#6 Kupiliśmy samochód

W końcu możemy sobie jechać na wycieczkę kiedy chcemy i nie przejmować się tłokiem w pociągu/brakiem miejsc/brakiem możliwości zatrzymania się na siku/smrodem z wc w autobusie. Nie zmienia to faktu, że w mieście naszym podstawowym środkiem transportu pozostaje komunikacja miejska, a samochód ma tylko cotygodniowe rozruszanie (większe zakupy/wyjazd na warzenie piwa/wyjazd do rodzinnego miasta/dojazd do beznadziejnego komunikacyjnie miejsca w Warszawie).

#7 Zrobiłam się bardziej samodzielna

I nie rozumiem tu samodzielności jako radzenia sobie z codziennymi sprawami, nigdy nie bałam się pójść na zakupy albo zarejestrować do przychodni. Za to miałam opór przed pójściem sama na wystawę, do kina, na kawę. W tym roku całkiem samodzielnie zwiedzałam Kielce, czekając aż mój Mąż do mnie dojedzie oraz poszłam tam sama do kawiarni. Czytałam sobie w kąciku książkę, nie było źle, chociaż nadal wolę kawiarnie traktować raczej jako miejsce towarzyskich spotkań 🙂 A w listopadzie sama udałam się do Pałacu pod Blachą, gdzie nigdy nie byłam, a żal mi było nie skorzystać z darmowego listopada. 🙂 Za to fobię telefoniczną jak miałam, tak mam nadal! Macie na to jakieś sposoby?

#8 Biłam rekordy asertywności

To jest temat zbyt osobisty, by tu się uzewnętrzniać, więc zostawię Was z tym. Dość powiedzieć, że ludzie mi wleźli na głowę, a ja w końcu poczułam się tak przygnieciona, że się dość ostro oswobodziłam.

#9 Pierwsze współprace, pierwsze wpisy gościnne, 52 TYGODNIE POZYTYWNOŚCI i rosnąca popularność

W tym miejscu chciałam bardzo podziękować markom: Make Me Bio, Jadwiga, Earthnicity, Bionigree, Youpibag, ale także blogerkom: Natalii z Naturalnie Niebanalnie i Kasi z bloga Zołza z Kitką. <3 Poza tym oczywiście dziękuję Wam, moje Czytelniczki i Czytelnicy (Panów tu nie jest tak dużo, ale nadal są, dlatego piszę w obu formach). Bez Was ten blog nie miałby racji bytu <3 Brzmi to może jak frazes, ale naprawdę tak jest!

Lekcja z 2017!

Zauważyłam, że im mniej boję się porażki, tym więcej jestem w stanie osiągnąć. Jaka z tego lekcja? Wszystko, co najlepsze jest po drugiej stronie strachu! <3

Postanowienia i cele na 2018

postanowienia noworoczne

Jak zapowiedziałam będzie ich dużo i wcale nie podaję ich w kolejności od najważniejszego do najmniej ważnego. 🙂 Oczywiście te najbardziej osobiste zostawiam dla siebie, ale to chyba całkiem zrozumiałe. Ciekawe, czy coś Was zainspiruje.

  1. Regularna medytacja. Znaczy w miarę możliwości 10 minut codziennie wieczorem. Jak na razie nawet do niej nie usiadłam, ale próbuję doczytać książkę z biblioteki, którą już bardzo długo przetrzymuję, a bardzo chcę ją przeczytać. [ciąża mi akurat w tym nie pomogła, bo chętniej wieczorem czytałam lub oglądałam coś, czy nawet rozmawiałam z mężem niż medytowałam]
  2. Więcej chodzić. Moja opaska licząca kroki odmawia mi posłuszeństwa i nie chce połączyć się z telefonem, ale najwyżej będę chodzić bez niej. Moje minimum to pół godziny spaceru dziennie. Może być do celu. 🙂 [udało się tak pół na pół, więc nie skreślam ;)]
  3. Przynajmniej kilkanaście razy przejść się na pływalnię. Dawno nie pływałam i choć nie umiem pływać „w stylu”, to bardzo za tym tęsknię.
  4. Regularnie ćwiczyć jogę i pogłębić swoją praktykę.
  5. Mieć przy sobie zawsze szklankę wody, bo dopiero wtedy ją piję. A w upały nosić ze sobą bidon, żeby ustrzec się przed kupowaniem wody w sklepie.
  6. Kupić dobry blender i samodzielnie robić wegepasty do kanapek i wegepasztety. Mój niestety nadaje się głównie do miksowania zup czy smoothie.
  7. Kisić więcej różnych rzeczy. Na razie moje umiejętności ograniczają się do ogórków, kapusty i buraków. Ale jest taka grupa Ferment All Things i oni tam naprawdę kiszą wszystko! [nie udało się – zostałam przy burakach ;)]
  8. Wiosną używać miejskiego roweru jako środka transportu (w miarę możliwości). [nope; bałam się jeździć na rowerze w ciąży, więc nie jeździłam ani swoim, świeżo po przeglądzie, ani veturilo]
  9. Pilnować zabiegów na ŁZS. Jak mi się o tym zapomina, to moja skóra zaczyna wariować.
  10. Zrobić wszystkie badania profilaktyczne. Zaczęłam w grudniu i będę kontynuować w styczniu i lutym. [och, ile ja się nabadałam w ciąży :P]
  11. Zamówić nowe wkładki do butów. Tak, mam płaskostopie – to jedna z tych moich ułomności. Sama nie rozumiem, czemu tak to odwlekam, obecne już dawno zdeptałam.
  12. Przynajmniej 3 razy w miesiącu robić sok warzywno-owocowy. [nope, nie chciało mi się i sitko nam się popsuło]
  13. Zrobić kilka kursów on-line. Na pierwszy ogień pójdzie kurs „Pewność siebie i autentyczność w relacjach”, bo czuję, że to będzie bardzo dobra podstawa, na której będę mogła budować coś więcej. Jeśli ktoś z Was interesuje się Mindfulness to zachęcam 🙂 [nope, nic więcej nie kursowałam, ciąża pozbawiła mnie mózgu ;)]
  14. Przeczytać 24 książki. 12 powieści i 12 książek inspirujących/ z zakresu rozwoju osobistego. Może pokuszę się też o przeczytanie całej serii o Ani Shirley. W zeszłym roku narzuciłam sobie przeczytanie całego „W poszukiwaniu straconego czasu” i… dopiero teraz czytam „W stronę Swanna”. Widać taki rygor mi nie służy.
  15. Obejrzeć 12 dobrych, ale naprawdę dobrych filmów.
  16. Oglądać przynajmniej 1 TED w tygodniu. Najlepiej w weekend, bo wtedy nie mam wymówki, że jestem zawalona pracą. 🙂 [obejrzałam kilka, trochę wstyd]
  17. Pójść do teatru. W zeszłym roku w ogóle nie byłam, wstyd! No, chyba że liczy się taki plenerowy.
  18. Kupić sobie jakąś fajną planszówkę – albo zażyczyć ją sobie w prezencie. Myślałam o Taboo. Znacie? [nope, kupowałam ubranka i kocyki ;)]
  19. Regularne dopieszczanie się: kąpiele stóp w soli magnezu, maseczki, peelingi, olejowanie włosów i malowanie paznokci.
  20. Co miesiąc planować przeżycia – w tym przynajmniej jedną nową rzecz z jakiejkolwiek dziedziny.
  21. Planować weekendy. Przy czym w zeszłym roku postawiłam na planowanie aktywne, w tym chcę też planować leniuchowanie. Jak sobie tego nie zaplanuję, to sobie na to nie pozwolę, wiem to.
  22. Uwzględniać w planowaniu swojego wolnego czasu kontakt z naturą. Bardzo mało chodzę po lasach, mimo że Podlasie odwiedzam właściwie co miesiąc, a i w Warszawie (i w okolicy) są bardzo ładne lasy.
  23. Zaplanować podróże: za granicę (jeszcze nie powiem gdzie), na mazurskie pole lawendy i podwarszawskie wrzosowisko. Fajnie byłoby też znów skoczyć na kilka dni (chociaż na weekend) nad jakąś polską wodę. 🙂 [skreślam, bo za granicą byłam, i nad jeziorem, i nad morzem, i na Podkarpaciu, ale to pole i wrzosowisko to nie wypaliły]
  24. Zacząć pisać do Was newsletter. Na razie pracuję nad bonusem do zapisu, więc jeszcze moment poczekacie, ale ogólnie będzie. Pewnie będzie też bardziej osobisty niż teksty na blogu. Co Wy na to?
  25. Poszukać różnych metod promocji bloga. Mam wrażenie, że obecne niespecjalnie posuwają mnie naprzód. Macie jakieś sprawdzone pomysły? [nope, przyznaję, że zaniedbałam bloga :(]
  26. Nagrywać więcej stories. Tak lubię je oglądać, a sama zapominam je nagrywać. Jeju. [nope 🙁 może w przyszłym roku?]
  27. Zacząć regularnie robić zdjęcia i wrzucać na instagram. [chyba wrzucałam mniej niż rok temu ;)]
  28. Rozważyć konferencję dla blogerów. Taka mała zmora introwertyka. Kto jest intro, a był na konferencji? Jak to znieśliście? [nie udało się, nie chciałam jeździć na konferencję czując się tak sobie]
  29. Planować i pisać teksty z wyprzedzeniem! Na przykład dzisiaj piszę ten tekst na ostatnią chwilę, gdy mam dosłownie godzinę do wyjścia. Serio, dobrze, że zaczęłam wczoraj. [tiaa]
  30. Pogłębiać wiedzę o blogowaniu i od razu wdrażać w życie. Polecacie szczególnie jakieś strony? [jw.]
  31. Odważnie banować hejterów. [nie było hejterów :)]
  32. Robić regularne prasówki blogowe przez Bloglovin’. Jak wyżej. W tym celu muszę też zaktualizować swój feed, bo kilka blogów mnie już zupełnie nie interesuje, ale w tym roku znalazłam kilka nowych, o których ciągle zapominam, bo nie mam ich w tym feedzie! Jeśli kiedykolwiek Wam powiedziałam, że zamierzam u Was buszować i tego nie zrobiłam, to mi się przypomnijcie, dodam Was tam. 🙂 [nie udało się, poza lekką aktualizacją feedu]
  33. Uszyć sobie woreczki do zakupów na wagę, ale też do chusteczek, bo nie chcę już kupować tych małych paczuszek, a kartonu przecież ze sobą nie wezmę. Przy najbliższej wizycie w rodzinnym mieście zabiorę maszynę (i tu dzięki Ci Borze za samochód! :)), która została po mojej babci. Firankowe na warzywa za to bym kupiła. Znacie jakąś fajną małą firmę, która zajmuje się takimi rzeczami?
  34. Kupować ubrania na ciuchu. No chyba, że jakaś nagląca potrzeba basicowego ciuchu mnie przypili, a nie będę mogła znaleźć na szmatach, to wtedy w sieciówce.
  35. Bardziej zadbać o relacje. Przez to, że jestem introwertyczką, czasami mi się wydaje, że moi znajomi myślą, że o nich nie myślę. A to nieprawda, myślę, tylko nie odzywam się tak często, bo nie chce mi się gadać o d**** Maryni. Chcę też zadbać o swoje granice w tych relacjach, bo np. jak do kogoś odzywam się pierwsza po raz piąty, to nie chce mi się tego ciągnąć, serio.
  36. Pójść z Mężem na 30 randek. Ciekawe co on na to. Może podzielilibyśmy się po połowie i zrobilibyśmy z części randki-niespodzianki? Co Ty na to, Mężu? 😀
  37. Pogłębić swoją wiedzę o piwie i uwarzyć pierwsze piwo z Mężem. To znaczy moje pierwsze, on warzy już od dawna i nawet ze wspólnikiem ma Browar. Jeśli jeszcze nie znacie ich piwa, to spróbujcie, bo w paru miejscach jeszcze leje się genialny Kwaśny Harry! <3
  38. Nauczyć się zasad ruchu drogowego. Znacie jakąś fajną stronę albo dobry poradnik? Na razie nie zamierzam jeszcze robić prawa jazdy, ale na rowerze przecież jeżdżę, a kartę rowerową robiłam jakieś 15 lat temu, więc wielu rzeczy niestety nie pamiętam. [inną razą, choć już w tym roku cierpiałam, że nie mam prawa jazdy]
  39. Zrobić coś dobrego. Jak co roku. Włosów tym razem nie oddam, bo nie zdążę tyle wyhodować, więc muszę wymyślić coś innego.

Słówko na rok 2018: Asertywność

Jak pisałam na początku, dość mocno dałam sobie wejść na głowę. Podobno człowiek uczy się z doświadczeniem, na swoich błędach. Ja jednak nie potrafiłam tak do końca swojego doświadczenia z 2016 roku przenieść na 2017. Może dlatego, że jestem naiwna i wierzę w ludzi, może dlatego, że jestem zbyt pobłażliwa, a może dlatego, że jestem zbyt tchórzliwa. W moim odczuciu jest to moja największa wada, choć pewnie moje otoczenie miałoby na ten temat inne zdanie. Rzecz w tym, że to jest cecha, którą najbardziej robię krzywdę sama sobie, a przez to, logicznie rozumując, robię także krzywdę innym ludziom, bo jak jestem zła i bezsilna, bo czuję się oszukana i wykorzystywana, to gryzę i niestety obrywa się moim najbliższym.

postanowienia noworoczne

W tym roku chcę nauczyć się mówić nie innym, ale i sobie. Nie może być tak, że piszę o tym, że trzeba kochać przede wszystkim siebie, a sama zaniedbuję swoje potrzeby, bo ktoś uważa, że jestem mu coś dłużna albo dlatego, że sama mam bzdurne poczucie winy. Na początku tego roku zostałam wręcz ukarana za swoją chęć niesienia pomocy. Tak, dobrze czytacie, ukarana. Nikomu nie życzę, by w zamian za poświęcenie swojego czasu i energii dostał w twarz tekstem, że jest „niewdzięczny” (jak na mój gust to przysługa, do której odnosiła się ta osoba już dawno została spłacona z nawiązką), że jego pomoc jest niewystarczająca oraz paroma innymi, których nawet nie będę przytaczać. To naprawdę nie jest moja wina, że ktoś jest zgorzkniały i egocentryczny. Nie muszę tego znosić.

A jakie jest Twoje słówko na 2018? Z czego, co wydarzyło się w 2017 jesteś najbardziej dumna/dumny? Jakie są Twoje plany na 2018?

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

    1. Jak efektywnie zaplanować kolejny rok + kilka poświątecznych przemyśleń
    2. Magia robienia nowych rzeczy – „30 dni do zmian” Edyty Zając
    3. Potęga wytrwania w decyzji, czyli postanów coś sobie | 52 Tygodnie Pozytywności
    4. Zaplanuj przeżycie | 52 Tygodnie Pozytywności
    5. Zorganizuj się! | 52 Tygodnie Pozytywności