Organizacja wesela po swojemu, cz. III: co z tą suknią?

organizacja wesela suknia ślubna

Moje ślubne wpisy cieszą się niezgorszą popularnością, więc tym chętniej kontynuuję temat. Było już co nieco o ogólnych kwestiach organizacyjnych, a także o konkretach dotyczących otoczki ślubu. Dwa pierwsze teksty przydadzą się dla obojga przyszłych małżonków. Natomiast dziś, jak zapowiadałam wcześniej, tekst będzie skierowany raczej do Panien Młodych, bo pogadam sobie o ubieraniu czy też – będąc trochę złośliwą – przebieraniu i przystrajaniu się. O wyglądzie po prostu. Nadal w duchu „po swojemu”, bo  masz czuć się dobrze w tym dniu, a nie udowadniać coś zebranym gościom.

#1 Z grubej rury: czy suknia ślubna „z prawdziwego zdarzenia” jest Ci absolutnie niezbędna?

Jeśli tak, nie czytaj dalej. Prawdopodobnie dalszy ciąg nie przypadnie Ci do gustu. O ile będąc licealistką jeszcze jarałam się sukniami ślubnymi i nawet miałam swój wymarzony krój, to później jakoś mi przeszło. Nie jestem typem księżniczki i w sukni ślubnej czułabym się jak w przebraniu. A skoro czułabym się tragicznie i nie mogłabym nawet (o zgrozo!) samodzielnie się wysikać (no chyba że jakieś Panny Młode nie mają potrzeb fizjologicznych), to ja dziękuję za taki wydatek. Nasze babcie w ogromnej większości brały ślub w zwykłych sukienkach, a my się dajemy omamić konsumpcjonizmowi i dodatkowo go napędzamy. Bo właśnie, poza tym wszystkim, według mnie kupowanie tak drogiej sukni na raz to czysty konsumpcjonizm.

Moja sukienka jest dobrej jakości… zwykłą, kremową kiecką ze sklepu z kieckami. Wygodną, z przyjemnego materiału, skromną i klasyczną kiecką. Tylu komplementów, ile usłyszałam w dniu ślubu na temat mojego ubioru, nie usłyszałam nigdy wcześniej. Najczęściej powtarzało się sformułowanie „z klasą”, co, nie będę kłamać, mile połechtało moją próżność, bo właśnie tak chciałam wyglądać. Z klasą. I uwierz, że nie ma żadnego znaczenia, czy bierzesz ślub cywilny czy kościelny. Masz pełne prawo do tego, by czuć się dobrze w swojej skórze i swoich ciuchach. Jeśli suknia ślubna to dla Ciebie strzał w dziesiątkę, to załóż ją sobie na ślub cywilny. Nie daj sobie wmówić, że na cywilny nie pasuje. Wszystko pasuje – to Twój dzień.

organizacja wesela suknia ślubna

Gdybym miała jednak zdecydować się na jednorazowy ogromny wydatek na rzecz jednorazowego użytku, to kupiłabym garnitur ślubny. Takie białe spodnium. Uważam wręcz, że jest on dużo bardziej kobiecy niż suknia. 🙂 A tak… mam sukienkę, którą jeszcze nie raz założę w zestawieniu z kolorowymi dodatkami.

#2 Kwiatki, wianki, welony…

Obiło mi się o uszy, że ktoś niezwykle zdziwiony pytał „dlaczego Magda nie miała kwiatków?” (a także „dlaczego Magda nie chciała sukni ślubnej” – odpowiedź w punkcie #1 – oraz „dlaczego Magda nie brała ślubu kościelnego” – po odpowiedź na to pytanie, zapraszam pofatygować się osobiście). Nie miałam ani bukiecika, ani wianka, ani welonu. Może gdybym miała jakąś boho-stylówkę, to pomyślałabym o wianku, ale ja najlepiej czuję się w prostej i klasycznej wersji, więc stanęło na torebce, którą i tak nosiła moja mama.

W skrócie:

Kwiatki do ręki? Niewygodne. A jeśli to tylko po to, żeby dobrze wyglądało na zdjęciach, to wręcz głupie.
Wianek? Nie pasował mi.
Welon? Jw.

Kolejny raz jedyna moja rada jest taka: trzymaj się tego, co do Ciebie pasuje i co będzie tworzyło spójną stylizację. Suknia ślubna wiąże się z welonem, a styl boho i romantyczny – z wiankiem. A co z tym nieszczęsnym bukiecikiem? Do mnie to nie trafia, ale jeśli mieści się on w Twojej estetyce, to przecież go sobie zamów!

#3 Co z butami? Druzgocąca klęska 😉

Mnie buty pokonały. Coś musiało. Chciałam kupić sobie beżowe pantofle o wygodnym obcasie, no ale… Zobaczyłam je. Najpiękniejsze beżowe szpilki EVER. A potem zobaczyłam, jak wygląda w nich moja noga. I to był mój koniec. 🙂 Moja logika i rozsądek nie wytrzymały presji przepięknych DZIESIĘCIOcentymentrowych (bez żadnej platformy) szpilek. Prawda jest jednak taka, że ledwo w nich łaziłam i po kilku godzinach zamieniłam je na baleriny. Dodam jednak, że gdybym miała długą suknię, to z całą pewnością kupiłabym niższe buty, bo w długiej i tak nie widać nóg, a byłoby wygodniej. No, ale z gołą łydką… 😉

Z butami jest tak, jak z welonami i innymi dodatkami. Trzymajcie się stylizacji. Moja była klasyczna, więc buty też musiały być klasyczne. Gdyby była bardziej szalona, to może kupiłabym sobie jakieś fantazyjne fioletowe albo czerwone pantofelki. Do boho super pasują płaskie sandałki, a do czegoś luzackiego (tak, tak też można) – nawet trampki. 🙂

#4 Biżuteria

W sprawie biżuterii to ja mam do powiedzenia tylko kilka słów. Sama jej prawie nie noszę – poza kolczykami – więc miałam tylko sztuczne perełki w uszach. I czułam się super. Co prawda, w sprawie biżuterii wyznaję zasadę „im mniej – tym lepiej”, ale znam kilka osób, których nie wyobrażam sobie w skromnej sukience zestawionej ze skromnymi dodatkami. Wtedy dopiero wyglądałyby na przebrane! Więc jeśli na co dzień nosisz dużo biżuterii i jest ona masywna, to nie przejmuj się minimalistycznymi „zasadami”. Powtarzam – to Ty masz czuć się dobrze.

#5 Makijaż, paznokcie i fryzura

Tak, w jednym punkcie, bo ile można o tym gadać! U fryzjera byłam, bo jeśli chodzi o koki i upięcia to jestem w stanie co najwyżej skręcić włosy i związać to coś gumką, a nie taki efekt chciałam osiągnąć. 😉 Ważne to dogadać ze swoim zaufanym fryzjerem czy dana fryzura będzie nam pasować albo i nawet zrobić próbną (tak, wiem, dodatkowy wydatek, ale to wbrew pozorom może oszczędzić dużo nerwów). A teraz prawda o mojej fryzurze: została uzgodniona na miejscu z fryzjerem, u którego byłam pierwszy raz w życiu, w dniu ślubu, a fryzjer dopiero w połowie wykonywania jej zrozumiał, że to jest fryzura na MÓJ ślub (więc dowalił trochę więcej „betonowego” lakieru). Ale całkiem dobrze na tym wyszłam! 🙂 Jeśli umiesz sobie zrobić włosy sama albo masz zaufaną koleżankę (może kuzynkę?), która zawsze układa Ci włosy, to nie wahaj się wykorzystać tych opcji. Tylko kup sobie dobry lakier i dużo wsuwek. 😉

Paznokcie? Hybrydy wykonane przez koleżankę za 50 zł. Kolor: Semilac 138 Perfect Nude. Jest nieco jaśniejszy niż na zdjęciach i miał drobinki, których nie było widać, ale odbijały światło. Myślę, że wystarczy tych szczegółów.

organizacja wesela suknia ślubna

Makijaż zrobiłam sobie sama. Teraz trochę żałuję, że nie zrobiłam mu zdjęcia w zbliżeniu, ale trudno, czasu nie cofnę. Był bardzo prosty, wykonany przy pomocy kosmetyków i pędzli, które systematycznie gromadziłam od jakiegoś czasu i używałam ich wcześniej (i później). Były to kosmetyki z kategorii tanie (albo chociaż niedrogie), ale dobre. A jeden nawet był domowy! Oto lista:

Narzędzia:

  • Pędzel do podkładu Hakuro H50 (36 zł)
  • Aplikator (puszek) do pudru sypkiego Inglot  (7 zł)
  • Pędzel do różu Hakuro H21 (29 zł)
  • Płaski rossmannowy pędzelek do cieni (pewnie jakieś grosze, mam go od wieków)
  • Pędzelek do blendowania Hakuro H69 (30 zł)
  • Palec – do nakładania baz pod makijaż oraz rozświetlacza na kości jarzmowe 😉

Kosmetyki:

  • Rozświetlająca baza pod makijaż Golden Rose (24 zł)
  • Podkład Bourjois Healthy Mix, nr 51 (35 zł w promocji w Rossmannie)
  • Baza pod cienie Catrice (15 zł)
  • Korektor Catrice Camouflage Cream 010 Ivory (kilka zł?)
  • Puder do twarzy DIY (chcecie “przepis”?)
  • Puder do brwi Golden Rose, nr 107 (11 zł)
  • Żel do brwi Catrice (kilkanaście zł)
  • Paletka cieni Make Up Revolution ICONIC 3 (20 zł)
  • Beżowa kredka na „linię wodną” MySecret (kilka zł)
  • Tusz do rzęs Golden Rose (10 zł)
  • Róż do policzków Catrice Multi Matt 020 La-Lavender (15 zł)
  • Rozświetlacz MySecret (kilka zł)
  • Matowa pomadka do ust w kredce Golden Rose – mój idealny kolor nr 10 (12 zł)
  • Utrwalacz makijażu Inglot (21 zł)

Chciałam też mieć sztuczne rzęsy, ale nie nauczyłam się ich przyklejać. Życie.

No i to by było na tyle, jeśli chodzi o wyglądowe sprawy. Posumowując – zrób tak, żeby czuć się ze sobą dobrze. Chcesz być księżniczką? Bądź! Wolisz trampki? Nie wahaj się! Po prostu bądź sobą, naprawdę, najpiękniej człowiek wygląda, gdy ubierze się (i umaluje itd.) w zgodzie ze swoimi upodobaniami, a nie wtedy, gdy przebierze się za kogoś kim nie jest.

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Pozostałe wpisy z tego cyklu:

  1. Organizacja wesela po swojemu, cz. I: jak gdzie, kiedy?
  2. Organizacja wesela po swojemu, cz. II: zaproszenia, prezenty, fotograf, obrączki i transport
  3. Organizacja wesela po swojemu, cz. IV: dobre samopoczucie gości
  • Zgadzam się ze wdzystkimi punktami. Slub tylko cywilny i bez udziwnień. Kiecka prosta i skromna, szpilki beżowe i delikatna biżuteria i włosy najlepiej czesane wiatrem:)

    • Moje włosy czesane wiatrem, to akurat nie jest dobry pomysł (grube i niesforne), ale ogólnie idea takiej zwiewności bardzo mi się podoba <3

  • Bardzo podoba mi się ten fragment, gdzie piszesz o tym, że ślub to niekoniecznie początek czegoś epokowo wielkiego, najważniejszy dzień w życiu, bla bla… 🙂 Cieszę się, bo taka presja bycia „najbardziej zakochaną panną młodą” i nadawanie temu jednemu dniu jakiejś niemożliwej rangi może jeszcze bardziej stresować i odbierać przyjemność. Swój ślub mam zamiar wziąć po swojemu 🙂
    Pozdrawiam ciepło!