Organizacja wesela po swojemu, cz. II: strona techniczna

organizacja wesela strona techniczna

Po dłuższej przerwie uznałam, że to już właściwy moment, żeby opublikować drugą część mojego ślubnego mini-przewodnika. Podstawy mamy już za sobą, więc możemy przejść do detali związanych z oprawą ślubu. Zaraz, zaraz, ale co transport dla gości ma wspólnego z tym tematem? Oczywiście niewiele, na upartego mogłabym powiedzieć, że zorganizowanie transportu dla gości weselnych wiąże się z oprawą ślubu w sensie emocjonalnym – że tak dbacie o gości i to na zawsze pozostawi ciepełko w ich sercu. Dobra, co ona w ogóle gada. 😉 Prawda jest taka, że niespecjalnie wiedziałam, gdzie by tu ten transport wtrynić. I znalazł się tu. Pewnie powinien znaleźć się w poprzednim wpisie, ale już za późno na tak daleko posuniętą edycję. No to jedziemy.

#1 Zaproszenia (i winietki) – własny projekt czy wybór już istniejącego?

organizacja wesela strona techniczna

Wybór pomiędzy tymi dwoma opcjami będzie zależał od kilku czynników. W moim mniemaniu trzech, ale może ktoś ma jeszcze jakieś swoje własne, więc nie piszę, że trzech. 😉 Po pierwsze i najważniejsze – zależy od czasu, który chcecie na przygotowanie zaproszeń poświęcić. Celowo nie piszę: „ile macie czasu”, bo każdy czasu ma tyle samo i od nas zależy jak go wykorzystamy. Jeśli robicie zaproszenia w ostatniej chwili, to jasne jest, że wybierzecie cokolwiek, byle mieć to z głowy. To zrozumiałe.

Jeżeli zaproszenia nie są dla Was specjalnie istotne, to po prostu przytulicie gotowca, a sami zajmiecie się czymś, co bardziej Was cieszy. Po drugie, jeśli chcecie robić własne zaproszenia, to musicie mieć specjalny program (albo sprawdzić, czy drukarnia, której chcecie zlecić przełożenie Waszego projektu na papier, akceptuje program, który już w komputerze posiadacie). My – a w zasadzie głównie mój Mąż 😉 – robiliśmy je w Corelu. I po trzecie, czy w ogóle Wam na tym zależy. I tu wracamy do punktu pierwszego – jeśli nie, to po prostu wybierzecie cokolwiek. I też dobrze.

My wybraliśmy własny projekt, głównie ze względu na to, ze zależało nam na oryginalności i prostocie zaproszeń. Trudno byłoby znaleźć idealny projekt, który zgadzałby się w stu procentach z naszą wizją – no przecież sprawdzałam. Wzięliśmy więc sprawy w swoje ręce i skończyliśmy z najpiękniejszymi minimalistycznymi zaproszeniami, jakie mogliśmy (hm, mogłam?) sobie wymarzyć. Idealne czcionki, dostosowany do nas tekst, ekologiczny papier. Jeżeli jesteście zainteresowani projektem zaproszenia i wskazówkami, jak takie zaproszenia zrobić, skąd pobrać czcionki itd., to dajcie znać w komentarzach. 🙂

Nasze winietki były po prostu złożonymi na pół karteczkami z takim samym motywem graficznym jak na zaproszeniach. Tak, takimi zwykłymi, wydrukowanymi na odpowiednio zagospodarowanej kartce A4. Koszt, jak się domyślacie, był śmiesznie niski w porównaniu do zaproszeń, które i tak w końcu trzeba wysłać do drukarni – chyba że macie cały sprzęt potrzebny do ich wycięcia i złożenia – a to nie jest tani interes bez względu na to czy projekt był Wasz czy drukarni. Mało tego! Nam drukarnia zrobiła „przysługę”, że wydrukowała mniej niż 50 sztuk, bo zwykle to jest właśnie minimum. To trochę dyskryminacja, nie uważacie? 😉 Jeśli znacie jakieś drukarnie, które bezproblemowo drukują zaproszenia bez żadnych minimów – też dajcie znać. Dzielmy się wiedzą dla potomnych.

Kiedy w ogóle warto robić winietki? Wtedy, kiedy macie do rozdysponowania miejsca przy jednym, długim stole. Przy większej liczbie – mniejszych czy większych – stołów wystarczy przy wejściu wywiesić „przyporządkowanie” do stołów. O ile w takiej sytuacji dowolnie się sobie przy ustalonym stole usadzą, to w przypadku jednego stołu warto zastanowić się nad usadzeniem gości tak, by było to dla wszystkich jak najbardziej komfortowe.

#2 Kwiaty i prezenty

organizacja wesela strona techniczna

Tutaj warto wykazać się asertywnością. Nie chcecie tuzina garnków, patelni, żelazek, kompletów pościeli, itd.? Dajcie o tym znać gościom. Macie do wyboru dwie opcje – lista prezentów lub dyskretna prośba o „kopertę”. Mówiąc „dyskretna”, mam na myśli przekazanie tego z pomocą zabawnego wierszyka w zaproszeniu. Ludzie raczej nie lubią, jak się im wali między oczy tekstem „chcemy kasę”. Zaleta „kopert” jest taka, że pieniądze możecie wykorzystać dowolnie – odłożyć na lokatę, zainwestować np. w biznes, zrobić z nich „wkład własny” do kredytu, pojechać za nie w podróż (poślubną?), kupić sobie takie AGD, z którego będziecie zadowoleni. I tak dalej.

Druga opcja – lista prezentów – jest trochę bardziej upierdliwa, bo o ile w przypadku młodych gości można to załatwić tworząc listę w jakichś Google Docsach, gdzie każdy może na bieżąco zaznaczać, który prezent wybiera, to starsi musieliby dogadać się między sobą drogą tradycyjną. 😉 No chyba że macie bardzo ogarniętych technologicznie starszych członków rodziny, to też możliwe. Ogólnie rodzi to problemy, ale da się. Jedyną zaletą tej opcji, według mnie, jest to, że oszczędzacie czas na zastanawianiu się, który mikser by tu wybrać.

Jeśli morze kwiatów zalewające Wasze mieszkanie po ślubie nie jest czymś, o czym marzycie, to o tym też gości powiadomcie. Możecie poprosić ich, by w zamian przynieśli wino, książkę, kupon totka (to chyba najpopularniejsza opcja), czy cokolwiek przyjdzie Wam do głowy, choćby planszówki na zimowe wieczory. 😉 Możecie, jak my, zrobić mini lub całkiem sporą (w zależności od rozmiarów wesela) rzeczową zbiórkę dla domu dziecka, schroniska czy innej organizacji dobroczynnej. Zapewne zdarzy się, że ktoś z gości i tak przyniesie kwiaty, ale to będzie wówczas miła niespodzianka, a nie problem. 🙂

#3 Fotograf

Tu też jest kilka możliwości. Możecie po prostu zaangażować do robienia zdjęć kogoś z rodziny. Możecie zatrudnić profesjonalnego fotografa (chwila prywaty: zajrzyjcie do tej sympatycznej pary). Możecie też poprosić utalentowanego znajomego lub znajomą – taki też był nasz wybór.

Ja niespecjalnie lubię sesje ślubne plenerowe czy tam studyjne. Właściwie to one są poślubne – to nie są zdjęcia ze ślubu, a według mnie tylko te ze ślubu wywołują wspomnienia ze ślubu (bądź je przywracają, w takim nieuleczalnym przypadku jak mój, kiedy byłam tak zestresowana, że właściwie nie wiem, co się działo :)). Zdjęcia z sesji zdjęciowej wywołują wspomnienia z sesji zdjęciowej. Kropka. Jeśli ktoś lubi i czuje taką potrzebę to ok, jednak ja po parku, lesie, łące etc. mogę sobie pohasać bez białej sukienki, a ślubną oszczędzę sobie na inne okazje (o czym następnym razem). Po prostu to do mnie nie trafia, jak i nie trafiają do mnie sesje zaręczynowe (no przecież nikt nie zabiera ze sobą fotografa, żeby się oświadczyć, więc w ogóle nie rozumiem po co komu taka ustawka).

Z kamerzystą nie mam żadnego ślubnego doświadczenia, więc i nie mam do tego szczególnie pozytywnego bądź negatywnego stosunku. Sama pewnie obejrzałabym sobie swój ślub raz i to by było na tyle. Tak, jak nie wracałam, do filmu ze studniówki. No dobra, może raz. A po to, żeby obejrzeć film raz, nie zdecydowałabym się na wydanie dużych pieniędzy. A muszą to być duże pieniądze, bo pamiętajmy, że praca kamerzysty, to nie tylko samo nagrywanie, ale także mozolny montaż – tak jak obróbka zdjęć w przypadku fotografa. A zatem – każdemu według potrzeb. 😉

#4 Obrączki

organizacja wesela strona techniczna

Moją skłonność do minimalizmu (czyżby mojego Męża też?) widać i tutaj – nasze obrączki są standardowe. To takie bardzo zwyczajne złote kółka od jubilera całkiem niesieciowego. Szczerze, nie bardzo rozumiem czym różni się biżuteria jubilerów sieciowych od niesieciowych, a sieciowe sklepy jubilerskie są droższe. Złoto to złoto. Obrączka to tylko symbol. To nie jest jakiś stróż moralności Waszego przyszłego małżonka. A już na pewno nie ustrzeże go bardziej ta ze sklepu na A. 😉 Nie namawiam Was teraz, abyście wszyscy kupili sobie zwykłe kółka. Jestem daleka od takich zakusów. Rozważcie jednak kupno od „zwykłego” jubilera, bo on raczej nie każe sobie słono płacić za „markę”. Od niego też otrzymacie gwarancję i certyfikat. A nawet ściereczkę do czyszczenia biżuterii. 😉

My byliśmy w sprawie obrączek dosyć nieogarnięci – zgłosiliśmy się do jubilera… tydzień przed ślubem. Popatrzył na nas jak na przybyszów z innej planety. 🙂 W istocie, trochę nimi jesteśmy. Jednak niezależnie od tego, czy jesteście nieco pokręceni czy całkiem standardowi, udajcie się do jubilera na jakiś miesiąc przed ślubem. Tak dla spokoju ducha.

#5 Transport dla gości

Ok, ja wiem, że to nie jest niezbędny element ślubnej układanki. Jeśli bierzecie ślub w małej miejscowości i wesele ma się odbywać dwa kroki od kościoła czy urzędu – a więc można tam bez problemu dotrzeć pieszo – lub jesteście pewni, że wystarczy samochodów, by wszyscy Wasi goście z łatwością dotarli na miejsce, to rzeczywiście nie macie się czym martwić. Jednak jeśli zdecydujecie się na restaurację, która znajduje się w znacznym oddaleniu od miejsca, gdzie planujecie się pobrać, ro warto o tym pomyśleć.

Jak się za to zabrać? Po pierwsze, policzcie ilu gości będzie bez samochodu. Po drugie, sprawdźcie, czy ktoś będzie miał w swoim aucie miejsce, by kogoś zabrać (i czy się na to zgadza!). Po trzecie, przejrzyjcie oferty firm przewozowych, podzwońcie, powysyłajcie mejle. Busik to opcja dużo lepsza niż zdanie się na taksówki. Łatwiej wtedy o przybycie wszystkich gości we w miarę zbliżonym czasie. A już absolutnie nie zwalajcie przejazdu na gości. O ile mogą sami przyjechać na ślub, to nie powinni przejmować się dostaniem się ze ślubu na wesele. A na ślub weźcie ze sobą listę pasażerów busika – pozwoli to uniknąć niezręcznej sytuacji, gdy kogoś przeoczycie…

Wydaje mi się, że najlepiej załatwić transport na miesiąc, no, trzy tygodnie, przed ślubem, żeby nie obudzić się z ręką w nocniku. W Warszawie przewóz 20-osobowym busem kosztuje ok. 300 zł. Nie jest to wygórowana kwota – zwłaszcza biorąc pod uwagę różnicę w cenie „talerzyka” (tym bardziej w porównaniu do jego zawartości) w dzielnicach w pobliżu Śródmieścia, a oddaloną np. Falenicą. Chociaż dla mnie wspomnienia z restauracji są bezcenne. I wcale nie uważam, że zrobiliśmy to wszystko „po taniości”, a jedynie „z głową”. A restauracja, w której odbył się nasz obiad weselny, naprawdę pobiła na głowę pozostałe – nie tylko cenami.

Ok, to byłoby na tyle, kolejny tekst z tego minicyklu będzie skierowany przede wszystkich do przyszłych panien młodych. 😉

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Pozostałe części:

  1. Organizacja wesela po swojemu, cz. I: jak, gdzie, kiedy?
  2. Organizacja wesela po swojemu, cz. III: co z tą suknią?
  3. Organizacja wesela po swojemu, cz. IV: dobre samopoczucie gości
  • Dejw

    Wbrew pozorom coraz więcej starszych ludzi sprawnie korzysta na co dzień z Internetu, więc ten pomysł z listą prezentów jest zdecydowanie dla wszystkich. W czerwcu, na ślubie mojego brata świetnie się to sprawdziło. Młodzi zrobili taką listę na iWisherze, rozesłali ją po znajomych i wyszło ekstra. Dostali to, co chcieli, a goście nie musieli główkować… Jakby ktoś potrzebował do tego apki, to polecam właśnie iWishera. https://iwisher.pl/landing/how-it-works