Zorganizuj się! | 52 Tygodnie Pozytywności

organizacja czasu

Ostatnio wysłuchałam świetnego podcastu Edyty Zając o cechach i nawykach szczęśliwego człowieka. Okazuje się, że jednym z takich nawyków jest… planowanie! 🙂

Jeśli nie masz zielonego pojęcia o tym, jak ugryźć temat zarządzania czasem, to dobrym wstępem dla Ciebie będzie tekst o 4 metodach organizacji czasu, który opublikowałam już dosyć dawno temu na blogu, aczkolwiek jest nadal jak najbardziej aktualny! Przeczytaj albo chociaż przejrzyj go sobie, a wtedy wróć tutaj i zagłębmy się bardziej w temat! 🙂

Dlaczego planowanie jest super?

Według mnie? Bo przestałam mieć poczucie, że mam tyle roboty, że nie wiem, w co ręce włożyć. Bo zyskałam poczucie kontroli nad własnym życiem i poczucie decyzyjności – to ja wybieram, co jest dla mnie ważne. Jasne, zawsze może mi wyskoczyć coś nieplanowanego, albo czasem muszę zrobić coś, na co nie mam w ogóle ochoty, co jest np. dla mnie nudne, ale to nie jest codziennie. Jednym z niesamowitych skutków tego wszystkiego jest zwiększone poczucie sprawczości i poczucie własnej wartości. Wbrew pozorom, dzięki planowaniu oszczędzamy czas. Dzięki niemu nauczyłam się też rezerwować sobie czas na odpoczynek, który u mnie najczęściej sprowadza się do czytania, oglądania filmów i spacerów. Lubię proste przyjemności.

Dlaczego pomaga w osiągnięciu pozytywnego stylu życia?

Właśnie dlatego, że zyskujemy poczucie wpływu na własne życie. Jeżeli zadasz sobie ten trud i zapytasz siebie, czego chcesz od życia, co właściwie chcesz osiągnąć, a później każdego dnia będziesz ku temu zmierzać, to szybko zorientujesz się, że rzeczywiście płyniesz w kierunku, w którym chciałaś/chciałeś płynąć. A czy to samo w sobie nie uszczęśliwia? A jakże! Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że nie ma lepszej drogi do szczęśliwego, pozytywnego życia.

Jak ja planuję?

  • Robię listę celów długoterminowych (powtarzalnych i takich, które chcę osiągnąć do konkretnego momentu w czasie).
  • Robię listę celów na rok (z tym że jeden musi być najważniejszy).
  • Listę celów na miesiąc (korzystam wtedy z dwóch poprzednich list i ewentualnie dopisuję nowe rzeczy, bardziej na czasie).
  • Na podstawie tej listy planuję sobie tygodnie w planerze produktywności i w kalendarzu rodzinnym, który pobieram co miesiąc od Niebałaganki (i jw. – ewentualnie dopisuję to, co jest pilne, np. opłacenie rachunków, wizyta w urzędzie, wizyta u lekarza itp.).

organizacja czasu

Poza tym sprawdzam, czy moje listy są aktualne, czy nadal chcę osiągnąć takie cele, a może mam jakieś inne. Zauważyłam, że ostatnio mocno zmieniają mi się cele – po prostu chcę więcej, więc stają się one bardziej ambitne. Dlatego też warto od czasu do czasu wrócić do tych swoich „wiodących” list i sprawdzić, czy to wszystko zgadza się z naszymi obecnymi oczekiwaniami wobec siebie i naszego życia.

Co planuję?

  • Codzienność, zadania na dany dzień (jw.).
  • Posty (i inne rzeczy, których nie widzisz) na bloga i działanie na Facebooku (to nie jest taki spontan, jak Ci się wydaje – chociaż np. mój Instagram jest całkiem spontaniczny – to wg mnie nadaje mu zupełnie inną jakość).
  • Nawyki. Jeśli chcę wyrobić w sobie jakiś nawyk, na początku muszę go zaplanować. Inaczej nici z tego. 🙂
  • Weekendy. Szukam darmowych atrakcji w Warszawie i później wspólnie decydujemy, czy z którejś z nich  skorzystamy. Latem korzystamy z dobrodziejstw natury. Przedwczoraj np. poznawaliśmy Mokotów, dzięki doskonałemu przewodnikowi Lifemanagerki. Czasami w weekendy wypadają jakieś wesela, spotkania rodzinne albo wyjazdy.
  • Jedzenie. Odkąd przeczytałam książkę „30 dni do zmian”, planuję menu na każdy miesiąc z góry. Jasne, czasem są jakieś obsuwy, bo czegoś tam zostanie, a to nie było czegoś w sklepie, ale zawsze można mieć awaryjny przepis w głowie
  • Wycieczki. Nie lubię wycieczek zorganizowanych. Ok, fajnie, czujesz się bezpiecznie i nie musisz nic załatwiać, ale a) musisz pilnować się grupy, b) nie możesz spędzić tyle czasu, ile chcesz, w miejscu, które szczególnie Cię interesuje, c) przewodnik czasem daje ciała i nie informuje o różnych rzeczach. Więc szukam tanich lotów i noclegów, pożyczam przewodniki, czytam blogi podróżnicze, szukam dobrych knajp itp. U mnie poczytasz sobie o Londynie, Berlinie i Szczecinie, a także o tanich podróżach po Polsce (do których zachęcam Cię zwłaszcza, jeśli masz zniżkę studencką).
  • Przyjemności. Od jakiegoś czasu robię sobie nawet listę przeżyć na dany miesiąc.

organizacja czasu

Jaki powinien być cel?

Według koncepcji S.M.A.R.T.:

  • Konkretny (specific) – np. zamiast „będę pić więcej wody” – „wypiję 5 szklanek czystej wody dziennie” – konkretny cel łatwiej osiągnąć;
  • Mierzalny – j.w. – ważne, żeby dało się jakoś zmierzyć, czy rzeczywiście został osiągnięty;
  • Ambitny i istotny – musisz mieć poczucie, że to dla Ciebie ważne i po prostu mieć do czego dążyć;
  • Realistyczny – jednocześnie nie może być zbyt ambitny, bo to podkopuje Twoją wiarę we własną sprawczość – Twój cel musi być możliwy do osiągnięcia;
  • Terminowy/ określony w czasie (time-bounded)

+ .E.R. (S.M.A.R.T.E.R.)

  • Ekscytujący – żeby Ci się go fajnie realizowało 🙂
  • Zapisany (recorded) – to, co zapisane, łatwiej zapamiętać.

Skala ważności zadań a organizacja czasu

Codziennie realizuję rzeczy, które są ważne i pilne, ale zawsze wygospodarowuję czas na przynajmniej jedną ważną, ale niepilną, czyli taką, która posuwa moje dalekosiężne cele o krok do przodu. Przede wszystkim musisz określić, co jest dla Ciebie ważne, a co nie. Bo jeżeli będziesz całe dnie spędzać na odpisywaniu na mejle, które wydają się Ci pilne, ale w gruncie rzeczy nie są ważne, albo latać całymi dniami ze ścierą, byleby nikt nie zobaczył u kurzu na Twoich półkach, albo pilnować swojego nienagannego wyglądu (ach nie, moje włoski na nogach mają już 2 mm, a paznokcie lekko odprysły, muszę natychmiast się tym zająć!), to wypalisz się w mgnieniu oka. Zatrzymaj się i ustal swoje priorytety. Odpryśniętego lakieru prawdopodobnie i tak nikt nie zauważy. A jeśli zauważy – trudno. Nie urodziłaś się po to, by być ozdobą w męskim świecie. Nope.

Zadanie #25 Weź swój czas w swoje ręce! Zacznij się organizować!

organizacja czasu

Po pierwsze:

Znajdź najlepszą dla siebie metodę: bullet journal, kalendarz, terminarz, planer produktywności, listy. Możesz mieszać metody. Jak pisałam wyżej – ja stosuję listy, a później, na ich podstawie, wypełniam swój planer produktywności na każdy tydzień i każdy dzień.

Planer produktywności ściągnęłam od moich ulubionych Ikonnów. Takie ładne coś można sobie kupić gotowe, ale ja w domu mam tyle pustych notesów, że naprawdę szkoda byłoby mi kasy (mimo całej sympatii do autorów) na gotowiec. Nie mówiąc już o dokładaniu kolejnych cegiełek do zagracania domu. A szkielet do niego mogę sobie wypisać i wyrysować np. wtedy, gdy oglądam film (a że zwykle oglądam przynajmniej jeden na tydzień – choćby odcinek serialu – to spokojnie mogę sobie taki szkielet wyrysować). Nie chcę Was zachęcać do wielozadaniowości, bo w większości przypadków jest to głupota, ale nad takim szkieletem ani nie muszę, ani nie chcę myśleć. Tu możecie obczaić sobie, jak to wygląda w oryginale i jak działa:

Po drugie:

Zacznij od czegoś prostego: zrób listę zadań na jutro. Jednak niech to nie będzie zwykła lista – ponumeruj konkretne działania, tak, żeby najważniejsza rzecz miała nr 1. To Twój priorytet. Zobacz, jak Ci pójdzie i przejdź do czegoś trudniejszego – zaplanuj tydzień. W takiej formie, w jakiej sobie życzysz. Nieważne, że zaczniesz od środy – zaplanuj tydzień do wtorku. Znów sprawdź, jak Ci poszło i – w końcu – zaplanuj miesiąc. Uwzględnij wszystko, co chcesz – pracę, odpoczynek, menu, przeżycia. Co tylko chcesz.

Po trzecie:

Nie zapominaj o przyjemnościach. Jeśli jesteś osobą, która doskonale radzi sobie z równowagą między obowiązkami, a przyjemnościami, pewnie nie musisz tego planować. Ja muszę i czasami potrzebuję wcześniej zgromadzić cały nakład asertywności, żeby odmawiać innym ludziom różnych rzeczy (no ale przecież masz czas! – znacie to?). Powoli się tego uczę, ale to temat na inny tekst. Wracając do tematu – przeczytaj sobie poprzedni tekst tego cyklu i zacznij robić to, co kochasz. Przestań zazdrościć innym ludziom, że robią takie fajne rzeczy. Doba każdego z nas trwa tyle samo – 24 godziny. Tylko od Ciebie zależy, jak wykorzystasz swoje!

Po czwarte:

Stwórz swoją listę celów! I patrz, jak Twoje życie będzie ewoluować! 🙂 Jak przestaniesz dryfować w nie wiadomo jakim kierunku, a zaczniesz decydować, dokąd właściwie zmierzasz.

A Ty? Lubisz planować? Jaki wpływ ma planowanie na Twoje życie? A może doskonale radzisz sobie bez planowania? Podziel się swoim doświadczeniem! 🙂

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ostatnie teksty z tego cyklu:

  1. Zaplanuj przeżycie
  2. Nastawienie do życia – masz na nie wpływ
  3. Załóż Dziennik Wdzięczności
  4. Rób to, co kochasz

Pozostałe znajdziesz w zakładce: 52 Tygodnie Pozytywności

36 thoughts on “Zorganizuj się! | 52 Tygodnie Pozytywności

  1. Kiedyś planowałam z wielką skrupulatnością, dzięki czemu nie tylko nastawiałam się pozytywnie do życia, ale i więcej osiągałam, teraz koncentruję się już tylko na wieczornym spojrzeniu na to, co przede mną do zrobienia i przeżycia. 🙂
    Bookendorfina

    1. Uważam, że to też bardzo mądra metoda. 🙂 Rozmyślania nad swoim życiem wymagają jakiegoś szerszego oglądu, a to z kolei wymaga skupienia – bardzo slowlife’owe 🙂

  2. Znakomity wpis, bardzo przydatny. Planowanie wspomaga realizację zadań bo rzeczywiście czasem jak myślę ile jest do zrobienia nie wiem od czego zacząć i wiecznie czasu za mało. Dzięki takiej opcji z pewnością jest łatwiej gdyż można podzielić zadania na te pilne oraz takie które można odłożyć na inny czas.

    1. Bardzo dziękuję! Przemiłe słowa – i dowartościowujące! To prawda, gdy zaczynamy planować, zadania nagle przestają nas przytłaczać i zyskujemy poczucie kontroli.

  3. Taki mały tip: Planuję każdy kolejny dzień wieczorem i to mi mega pomaga. Zwłaszcza gdy wstaje rano i jeszcze jestem nie ogarnięta. A tak, to widzę, co mam pierwszego do zrobienia i zamiast fb i itp. do prosto do pracy siadam 🙂

    1. Zgadzam się, dobry tip 😀 Ja też rano jestem nieogarnięta, więc zastanawianie się rano nad tym, co powinnam zrobić najpierw, jest dla mnie co najmniej kłopotliwe. 🙂

  4. Zauważam u siebie, że mam okresy kiedy planuję i mam okresy, kiedy o tym jakoś zapominam. Za każdym razem, jak odpuszczam, produktywność spada.

    1. Coś w tym jest. Jednak wydaje mi się, że życie non stop na wysokich obrotach to też nie jest dobra rzecz. Mi właśnie po krótkich okresach prawdziwego wypoczynku, wypełnionego tym, co lubię robić wyłącznie dla przyjemności, wzrasta kreatywność! 🙂 Ale takie okresy też planuję!

  5. Brak planu to zaplanowanie porażki, dlatego również staram się mieć zawsze plan – inaczej czas przecieka mi przez palce i nad nim nie panuje. Jestem fanką pięknych organizerów, ale tych papierowych – muszę przelać myśli na papier. Lecę słuchać podcastu Edyty 🙂

    1. Świetne są jej podcasty! <3 Szkoda tylko, że takie ciche... No chyba że to problem tylko moich urządzeń?
      Mam bardzo podobnie - pisanie po papierze długopisem działa na mnie zbawiennie 🙂

  6. Nauczyłem się planowania jeszcze na studiach i ułatwiło mi to bardzo życie. Bez planu człowiek szamocze się i nie wie dokąd zmierza – kiedy ma cel przed oczami (nawet daleko), wtedy może podjąć decyzję kierującą go w dobrą stronę. Podświadomość też pracuje tu na naszą korzyść.
    Drugą zaletą planowania jest to, że nagle nam się dzień wydłuża 😀 Jeśli zaplanujemy dzień, nabieramy kontroli i okazuje się, że można dużo więcej zrobić.

    1. Ja planować uczniowskie rzeczy zaczęłam już… w gimnazjum! 3 miesiące przed egzaminami zaczęłam sobie powtarzać materiał i z tej ważniejszej dla mnie części miałam maksimum punktów. Bardzo mnie to zachęciło do dalszego planowania 😀 Teraz udoskonalam planowanie i bardziej je personalizuję 🙂 Masz rację, nie tracimy wtedy czasu na głupoty (albo tracimy go mniej, bo z tyłu głowy jest takie „wychodź z tego Facebooka, chcesz jeszcze zrobić to i to i to” 🙂

  7. Lubie takie posty. Od mniej więcej 5 lat doskonale moje formy planowania – mam jednak tendencje do porzucania medoty zbyt szybko i branie sie za inną. Przez to w moich szufladach wala się mnóstwo notesow, kalendarzykow, zeszytów, karteczek i nawet specjalnych drogich plannerow sprzed kilku lat, które sa zapisane tylko w niewielkiej części. Mam tendencje do stawiania sobie tak dużej ilości celów ze osoba taka jak ja – mało ambitna, leniwa i mało systematyczna, po prostu nie może ich wszystkich spełnić. Aktualnie pilnuje stawiania sobie właśnie celów realnych i takich, które fizycznie można wykonać w ciagu danego dnia/tygodnia itp.

    1. Dobrym pomysłem dla takich osób, jak Ty, jest wykreślanie sobie od razu jakiegoś procenta zadań, które wyznaczyłaś na dany dzień 🙂 Wtedy także uczysz się swoich priorytetów i masz satysfakcję z tego, co rzeczywiście zrobiłaś. Cieszę się, że mój tekst Ci się podobał 🙂 I trzymam kciuki!

  8. Ja muszę się przyznać, że podchodzę do planowania troszkę jak przysłowiowy pies do jeża. 😉 Ale powoli zaczęłam to zmieniać, choć na razie tylko w głowie.
    Twój system wygląda na bardzo sprawny!

    1. I jest! Choć jestem tylko człowiekiem i może nie każdego dnia zrobię wszystko, co chciałam, ale zawsze pamiętam, jakie są główne cele, które mi przyświecają 🙂 Trzymam kciuki, że się przełamiesz i planowanie wkrótce przelejesz na papier 🙂

  9. Trochę mnie zmobilizowałaś… jestem wybitnie chaotyczną osobą! Biorę się w garść, to jest naprawdę dobry moment! Super, że trafiłam na Twój post!

    1. Cieszę się, że mogłam się przydać <3 Małe wyzwanie w ogarnianiu chaosu zawsze jest dobrym pomysłem 🙂

  10. Nigdy nie planowałam nic, zawsze od początku z mężem żyjemy chwilą i całkowitym spontanem. Dzięki temu jestem szczęśliwa. Ale od września zaczynam pracę więc będzie inaczej więc jeszcze wrócę do Twojego artykułu żeby nauczyć się planowania.

    1. Ja tam uważam, że to można pogodzić. 🙂 Może nie będzie to już całkowity spontan, ale nadal można cieszyć się chwilą 🙂 Zapraszam Cię serdecznie, ile tylko razy zechcesz <3

  11. SMART Goals są żywcem wyciągnięte z rzeczywistości korporacyjnej. I wiesz co jest najlepsze? Tak jak napisałaś – mogą z powodzeniem być wykorzystane w życiu! Jeśli chodzi o działanie według tej metody, to w pracy rozróżniam dwa główne typy współpracowników. Osoby, które ustalają cele i je spełniają i osoby, które po ustaleniu celów zapominają o nich i na miesiąc przed oceną roczną szybko przypominają sobie co zrobili, aby te cele osiągnąć. Nie muszę Cię pewnie przekonywać, że ta druga grupa jest liczniejsza.

    Mam jednak jedną obserwację. Członkowie pierwszej grupy robili coś, czego grupa druga nie robi. Jest to praktycznie zasada. Członkowie pierwszej grupy mieli wpisane w kalendarzach godzinne spotkanie o tytule „SMART Goals” w regularnych interwałach. Spotkanie mieli sami ze sobą, lub ze swoim managerem. Skąd to wiem? Nie, nie mam dostępu do kalendarza każdego współpracownika. Wiem to dzięki oldschoolowej umiejętności, która zanika. Rozmowie z nimi.

    Jak to przenieść na grunt prywatny? Najlepiej w formacie 1 do 1. Co dwa tygodnie, miesiąc, kwartał – jak już chcesz – zaplanuj sobie taki właśnie godzinny check. Co zrobiłem, czego nie zrobiłem i co mogę zrobić, aby ten cel osiągnąć.

    Tak jak Magda sugeruje – dodanie literek E i R na końcu pozwoli Ci uczynić osiąganie celów zabawą, chociaż samo poczucie osiągnięcia czegoś jest nagrodą samą w sobie.

    Powodzenia w wyznaczaniu mądrego celu i spełniania go! Pozdrawiam!

    1. Bardzo dziękuję za tak obszerny komentarz! Czytałam już wcześniej o takim „biznesowym” spotkaniu samej ze sobą i muszę przyznać, że coraz bardziej mi się ten pomysł podoba. Bardzo dziękuję za te życzenia! 🙂

  12. Wszystko planuję od bardzo dawna. Układa mi to świat i pozwala nie zwariować, gdy dzieją się niespodziewane rzeczy. 🙂 Mogę więc tylko powiedzieć, że warto! Zdecydowanie.

  13. Są rzeczy, których nie da się zaplanować, albo których planowanie jest stratą czasu. Wszystko pozostałe planuję. Dzięki temu jestem bardziej produktywna, a to oznacza więcej czasu na to wszystko co kocham i co sprawia mi przyjemność.

  14. Planowanie to świetna sprawa, która wiele ułatwia. Oszczędza nam chaosu – zarówno w czynnościach dnia codziennego, jak i – jak w moim przypadku – ogarnięciu podróży. Plan, choćby najbardziej prowizoryczny jest lepszy niż jego brak, a wszystko idzie sprawniej i szybciej.

  15. W planowaniu jestem mistrzem! Uwielbiam tworzyć listę, punkty i podpunkty, a nawet podpunkty podpunktów… gorzej u mnie z konsekwencją. Z natury jestem spontaniczna i nie potrafię iść według planu.

  16. Planuję wiele spraw i widzę, że z wiekiem coraz trudniej o spontaniczność. Uczę planowania innych, ale czasem warto odpuścić.

    1. Ja zawsze myślałam, że to po prostu kwestia osobowości – chociaż zobowiązań też, a ich z wiekiem zdecydowanie przybywa. To prawda, czasem warto, choć ja bez planowania pracuję jak mucha w smole 🙂

  17. Ja też planuję. Bez tego nic nie jestem w stanie zrobić. I dzielę cele. Wolę zjadać żabę niż słonia.
    Jednak mam problem z planowaniem posiłków. Chętnie bym o tym poczytała

    1. O to to! Może sama się pokuszę kiedyś o taki tekst? Moim zdaniem najlepiej mieć gotową listę ulubionych dań – sezonowych i neutralnych sezonowo – i na tej podstawie sobie planować 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *