Dziecko, Ty nic nie wiesz o życiu!

narzekanie

Ja naprawdę lubię starszych ludzi. Starszych-starszych – w wieku dziadkowym, ale też po prostu starszych ode mnie, o lat 5, 10, 20. Młodzi też są super – tak tylko dopowiem, żeby nie było wątpliwości: każdy może mieć coś ciekawego do zaoferowania.

Starsi najczęściej mają do zaoferowania dużo – prawdopodobnie nagromadzili ogromną ilość doświadczeń (a przynajmniej więcej niż my sami) i być może coś z nich wyciągnęli. Może – bo na pewno nie zawsze i nie ze wszystkich. I ogólnie fajnie jest z nimi pogadać – bo to inne pokolenia, inne poglądy i sposób na życie. Starsi często mogą pomagać nam piąć się w górę i udzielać dobrych rad – być naszymi życiowymi mentorami.

Ale nie zawsze

Czasami starsi ludzie (zwłaszcza starsi-starsi) są schorowani, nieszczęśliwi i zaczynają mieć wszystko gdzieś, bo przecież już im życie się kończy, to już o nic nie warto się starać (to nie są moje wnioski, to są autentyczne słowa pewnej starszej osoby). Marudzą, narzekają i/lub zachowują się nieporadnie, a gdy im człowiek pomoże, to nie potrafią tego docenić. No i wymagają nie wiadomo czego. A jak już się im poda rozwiązanie na tacy, to wolą dalej narzekać. Może po prostu lubią. Może boją się zmian i działania w ogóle. Tak czy inaczej, warto im pomagać, choćby dla własnego czucia-się-dobrze-ze-sobą. Jasne, miło mi, gdy zostanę pogłaskana po główce, ponieważ zrobiłam coś dobrego, ale zwykle wystarcza mi świadomość, że to zrobiłam.

nic nie wiesz o życiu

Ok, ja wiele rozumiem. Narzekają, bo są chorzy, bo dzieci daleko, bo im smutno, nudno, a wzrok już nie ten, więc nawet czytanie książki idzie niemrawo. Nie odważę się schorowanej osobie powiedzieć, że większość jej chorób jest wynikiem niezdrowego stylu życia, ani że jakieś tam odżywianie było zawsze i ludzie „jakoś” żyli, to nie oznacza, że było to dobre dla niej oraz – idąc dalej tym torem – dla mnie. No dobra, powiem, wytłumaczę, dlaczego unikam mleka, mięsa i białego pieczywa, ale będzie to okupione dyskusją, z której obie strony wyjdą z takimi samymi przekonaniami, jakie miały przed wejściem w nią, bo wszyscy jesteśmy uparci jak jasna cholera. Niektóre choroby przychodzą mimo największych starań, by żyć zdrowo. Albo wypadki. Jasne. Z jednej strony trudno się dziwić, że ludzie narzekają i że jest im źle, prawda? A z drugiej tak bardzo kłóci się to z moimi przekonaniami…

Jeśli wpadłeś między wrony… Nie kracz, przecież żadna z Ciebie wrona!

Nie będę motywować swoich – czy cudzych – dziadków. Wam też to odradzam. Nie da się uszczęśliwić ludzi na siłę. Jest taka złota zasada, której hołduję – żyj i daj żyć innym. Chcecie narzekać? Proszę uprzejmie! Ja po prostu odmawiam udziału w tym procederze. Nie będę kiwać główką i mówić „no tak, no tak, życie jest beznadziejne”, bo nie jest. Bo jeśli ktoś przeżył 20, 30, a tym bardziej 70 lat, to z pewnością przeżył wiele wspaniałych i niesamowitych chwil – a jeśli ich nie zauważył, to już jego sprawa. Może zachorował dopiero po 50-tce lub nawet 60-tce. Czy 60 lat względnie zdrowego życia to nie cud? Uważam, że cud i dlatego tą główką nie kiwam.

Jakże więc z tymi dziadkami postępować? Jak się Wam trafili pozytywni – tylko się cieszyć. A jeśli się trafili potwornie narzekający? Cóż, trzeba się odziać od stóp do głów w zbroję nieprzepuszczającą negatywizmu i pomyśleć sobie „moi dziadkowie żyją”. Nie każdy ma to szczęście. Dziadkowie wielu osób zmarli mając po 50 lat, a moi już przeżyli 70. Pewnie wiele doświadczyli w życiu – i tych dobrych rzeczy i tych niekoniecznie dobrych i długo żyli w dobrym zdrowiu. I co najważniejsze – nie bierzcie sobie do serca wszystkiego, co mówią, bo często przemawia przez nich zgorzknienie. To oni mają w głowie jakiś problem, nie Wy.

Dziecko, ty jeszcze życia nie znasz!

Piszę ten tekst głównie dlatego, że ostatnio usłyszałam w swoją stronę bardzo  typowy dla starszych ludzi banał: „ty jeszcze życia nie znasz”. Jeszcze kilka lat temu zaczęłabym się awanturować, że owszem znam i podałabym milion ku temu powodów. Teraz tylko lekko kpiąco – co chwalebne wcale nie było – zapytałam dlaczego. I czego się dowiedziałam? Kiedy człowiek zna życie? Gdy pracuje (oczywiście tej osobie umknął fakt, że nie jestem nieskalana pracą, ale tu chyba chodziło o porządny etat albo pracę w kopalni, nie wiem, nie drążyłam) oraz gdy ma dzieci (zaznaczę tylko, że owa osoba dzieci nigdy nie miała; być może dlatego, że nie mogła i teraz uważa, że jeśli ktoś może, to musi i to koniecznie w wieku 25 lat najpóźniej).

nic nie wiesz o życiu

Oczywiście, oba te składniki – praca i dzieci – sprawiają, że się to życie poznaje trochę lepiej. Jak również choroba własna, bliskiej osoby, albo utrata bliskiej osoby. Albo wychowanie się w domu dziecka. Albo w patologicznej rodzinie na przykład. Albo rozwód rodziców (który ma swoje i złe, i dobre strony). Ale też każde pozytywne doświadczenie jak podróż lub poznanie osoby należącej do innego kręgu kulturowego, albo udział w wolontariacie, albo skończenie studiów. Powiem wprost, jasno i dobitnie: każde doświadczenie sprawia, że poznajemy życie lepiej. Nie ma wyższości jednych doświadczeń nad innymi. Koniec, kropka. Dlatego robiący kariery ludzie, którzy nie mają dzieci nie są gorsi ani lepsi od tych, którzy mają piątkę, a jedno z rodziców zajmuje się wyłącznie domem i dziećmi.

Stereotypy, stereotypy… I jeszcze raz: stereotypy

Są wśród ludzi utarte przekonania, schematy, które potem wychodzą takiemu konserwatywnemu komuś z ust i mogą zranić. A przemyślane to one nie są, oj, nie są. Ludzie nie analizują każdej swojej myśli – upraszczając sobie w ten sposób życie (już o tym pisałam i pewnie napiszę jeszcze jakiś milion razy). Dlatego weźcie to pod uwagę, gdy ktoś Wam w ten sposób dopiecze. Jestem pewna, że macie mnóstwo wartościowych doświadczeń za sobą – niezależnie od tego czy macie lat 18 czy 45. Poza tym: życie to dużo więcej niż jakaś licytacja na doświadczenia. Jak już musicie się czymś licytować, to nauczcie się grać w brydża – tam będzie ku temu wiele okazji.

Spróbujcie wybaczyć tej starszej osobie, która tak do Was mówi. Może ona naprawdę jest zmęczona i ma wszystkiego dość? Czasem tak jest, czasem każdy z nas, nawet „najdoskonalszy”, ma takie myśli. Nie uda się Wam jej zmienić na siłę, a wybaczyć warto, bo to zawsze służy wybaczającemu. 🙂

A choćbyście nie wiem co robili, to i tak zawsze zdarzy się ktoś, kto powie you know nothing, Jon Snow. 😉

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. Czym dla CIEBIE jest pozytywność? | 52 Tygodnie Pozytywności
  2. Jak sobie radzić z negatywnymi ludźmi?
  3. Olej złote rady innych ludzi | 52 Tygodnie Pozytywności
  4. Człowieku, pomagaj swoim dziadkom
  5. Czy wszystko można wybaczyć?
  • Od jakiegoś czasu dochodzę do wniosku, że tekst „co ty wiesz o życiu” – jest jednak prawdziwy. Chociażby dlatego, że starsi ludzie, którzy mają bliską / bliższą perspektywę śmierci – inaczej patrzą na życie. Przewartościowują je. Wiedzą, co tak naprawdę jest ważne, a co jest zwykłą bzdurą.

    • Powtórzę to, co już napisałam wyżej w komentarzu: uważam, że wszystko zależy od osoby. Bo widzę takie, które rzeczywiście robią się bardziej refleksyjne w taki mądry sposób, ale także takie, które zaczynają dowalać z jakichś idiotycznych powodów. Bo im coś w życiu nie wyszło, to teraz dowalą mi. Albo bo kiedyś ktoś dla nich był niedobry, to teraz w końcu oni mogą. Znam też osobę, która otarła się o śmierć i najpierw wszem i wobec oznajmiała, że zmieni swoje życie. I co? I dalej żyje tak samo głupio i bezmyślnie, jak żyła. Ludzie łatwo zapominają.

  • Świetny artykuł. 😜 Dobrze to ujęłaś. Starzy ludzie rzeczywiście w większości wypadków gorzknieją na starość. To dowodzi wyłącznie temu, że nigdy nie podążali za własnymi marzeniami. I mówią, że z wiekiem przybywa mądrości. Właśnie nie! 😀 haha wręcz przeciwnie, ludzie głupieją. Haha 😂

    • Niestety, wielu ludzi na starość dziecinnieje. Myślę, że w sprawie zgorzknienia to mocno zawinił tradycyjny model wychowania, bo ja to akurat najczęściej widzę u starszych kobiet.

  • Każdy z nas ma swój bagaż życiowych doświadczeń, które w znacznym stopniu go zdefiniowały. Jeśli tylko czerpie się nauki z lekcji dawanych przez życie, potrafi się z dystansem podejść do trudnych czy bolesny spraw, wzbogacamy się wewnętrznie. Teraz, kiedy już jestem dawno po przekroczeniu połowy życia, jakbym chętnie wsłuchiwała się w to, co mają do powiedzenia starsi ludzie, bardziej ich rozumiem, więcej chcę się od nich dowiedzieć. Czasem wystarczy długa rozmowa, a czasem tylko kilka zamienionych słów, aby stały się one źródłem głębszych przemyśleń. 🙂
    Bookendorfina

    • To wszystko prawda. Ja zawsze lubiłam towarzystwo starszych ludzi – może dlatego, że byłam jedynaczką i więcej takich właśnie osób było w moim otoczeniu. Jednak mam wrażenie, że wiele zależy od osoby. Znam (lub znałam) takie, od których wiele można się było nauczyć, ale i takie, które nie miały według mnie nic ciekawego do przekazania.

  • Dobry post. 🙂
    Ja nie mam już dziadków od lat, ze strony mamy nigdy nie poznałam, ze strony taty, zmarli jak byłam małą dziewczynką. Nie mam także taty. Dlatego dość dotkliwe są dla mnie serie narzekań w stronę wymienionych właśnie członków rodziny. Pomijając przypadki patologiczne, uważam, że powinno się doceniać sam fakt posiadania czy to rodziców, czy dziadków… Przymknąć oko na wszelkie ich wady, bo „niestety stety”, rodziny się nie wybiera, za to, tym razem już tylko „niestety”, życie jest ulotne i ludzie szybko odchodzą… I dopiero potem doceniamy ich obecność.

    Pozdrawiam.