Jedz pozytywnie | 52 Tygodnie Pozytywności

najlepsza dieta pozytywna

Mamy takie czasy, że odżywianie stało się naszą obsesją. Zastanawiamy się, ile jemy, co jemy, jakie to ma makro, ile kalorii, jaki ma indeks glikemiczny, czy zawiera gluten, cukier, tłuszcz…

Nie jestem z tych, co mówią, że kiedyś było lepiej, bo nie uważam, że było. Możliwości, które mamy teraz są nieograniczone i pod kątem zdrowia to… kiedyś było po prostu mniej zanieczyszczeń. Ot i wszystko. Ale ludzie niekoniecznie odżywiali się zdrowo, bo o tym raczej nie myśleli. To nie był priorytet. Teraz popadamy inną skrajność i nie dość, że poświęcamy mnóstwo uwagi swojemu jedzeniu, to jeszcze zaglądamy w talerz innych i próbujemy ich nawracać, na swoją zdrową drogę.

Szczerze? Ja mam to gdzieś, czy czyimś podstawowym napojem jest kola, to jest jego zdrowe i jego życie. Jednak jeśli później będzie miał kłopoty zdrowotne – będzie to na jego własne życzenie. Pod tym względem jestem bezkompromisowa – każdy ma to, na co sobie zasłużył (absolutnie wyłączam z tego choroby, na które człowiek nie ma żadnego wpływu, ale, nie oszukujmy się, cukrzycy w wieku 40-50 lat nie będzie miał człowiek, który unikał rafinowanych cukrów, fast-foodów i prowadził aktywny tryb życia – jesteśmy odpowiedzialni za nasze życie. Tylko ja za moje i tylko ty za swoje).

Chciałabym Wam zaproponować inną drogę – drogę środka. Moja propozycja to pozytywne jedzenie. Czym w skrócie jest dla mnie pozytywne odżywianie? Jest to świadome jedzenie. Tak, trochę czasu trzeba poświęcić na poszukiwanie tego, co mogłoby nam służyć, testowanie i w końcu na tej podstawie dobieranie pożywienia. Uważam jednak, że to się bardzo opłaca – wierzę w takie odżywianie dużo bardziej niż w krótkoterminowe diety niskokaloryczne.

Jak nauczyć się jeść pozytywnie?

#1 Jedz to, co sprawia ci przyjemność

Przede wszystkim: nie odmawiaj sobie wszystkiego, co lubisz. Pozwól, by te zmiany nadeszły stopniowo. Na pewno znasz przynajmniej jedną osobę (albo sama nią jesteś), która przeszła na rygorystyczną dietę, schudła, a następnie rzuciła się na wszystko, czego przez kilka miesięcy sobie odmawiała i przytyła dwa razy więcej. Ja jestem zwolenniczką innej koncepcji – albo w jeden ustalony dzień jesz coś, na co masz ochotę, a nie jest to specjalnie zdrowe, albo jesz takie rzeczy okazyjnie, albo zdajesz się po prostu na zdrowy rozsądek.

Ja sama lubię ciasta, ciastka i inne słodycze. Kiedy jest okazja, żeby je zjeść (i nie jest to wyjście do sklepu ;)), to nie odmawiam, ale nie jem też jak szalona. Staram się też szukać zdrowych zastępników, ale niestety sernika, piernika i brownie nie zastąpi mi żadne ciasto z fasoli. Nawet się nie oszukuję, że jest to możliwe, choć jak najbardziej sięgam po takie opcje. Podobnie nie oszukuję się, że bananowe nice cream, smakują jak lody, bo tak według mnie nie jest.

#2 Jedz to, co Ci służy

najlepsza dieta pozytywna

Jeśli poświęcisz odrobinę uwagi swojemu organizmowi, to zaczniesz zauważać, jakie jedzenie Ci służy, a jakie niekoniecznie. Osoby z chorym układem pokarmowym są zmuszone, żeby to robić, dlaczego więc nie wprowadzić tego nawyku wcześniej i oszczędzić sobie nieprzyjemności? Mi na przykład niespecjalnie służą jajka – obserwuję znaczne pogorszenie stanu cery po porządnej jajecznicy, ale jajko wbite do ciasta – takiego słodkiego czy np. na makaron już mi tego nie robi. – albo np. mleko – no cóż, wzdęcia. Dlatego też, jak ktoś mówi, że kotlecik jest zdrowy, że kurczaczek zdrowy, że mleczko zdrowe, to u mnie natychmiast występuje reakcja alergiczna. Jeśli Tobie służy, to super. Mi nie służy.

Nie rozumiem, jak np. babcia może wiedzieć, co jest dobre dla organizmu wnuczka. Nie może. A za najbardziej karygodne uważam wciskanie dzieciom jedzenia na siłę. Akurat intuicja dziecka w sprawie jedzenia jest wspaniała – je to, czego potrzebuje i tyle, ile potrzebuje. Nie wciskaj swojemu (ani tym bardziej cudzemu!!!) dziecku żarcia na siłę, bo zafundujesz mu traumę.

#3 Nie traktuj swojego organizmu jak śmietnika

najlepsza dieta pozytywna

Po pierwsze, nie żryj jak świnia. Brzydkie porównanie, ale obrazowe. Chociaż mam wrażenie, że świnia ma czasem więcej rozumu, jeśli chodzi o stosunek do jedzenia. Dla większości zwierząt jedzenie to po prostu źródło substancji odżywczych, które pozwalają im przetrwać. Lew, gdy upoluje antylopę, to przecież jej całej nie zżera. Można by pomyśleć, że marnotrawstwo, ale nie. Przylecą sępy, zejdą się hieny i zeżrą to, co zostało. Dzika przyroda dąży do równowagi. Człowiek ma z tym większy problem. Czasem żre za dużo, bo jest po prostu łakomy. Czasem – bo boi się, że się zmarnuje. Innym razem wpycha komuś dokładki albo wielkie porcje z „troski”.

Po drugie, wybieraj bardziej pełnowartościowe opcje. Jeśli masz samochód, to pewnie wybierasz lepszą benzynę, nie? W ten sposób o niego dbasz. To teraz powiedz mi, skoro dbasz o swój samochód, to dlaczego nie dbasz o siebie i w siebie wlewasz i wpychasz to gorsze paliwo? To nie musi być quinoa, acai i chia. Równie dobrze swoją rolę spełnią rodzime: kasza jaglana, jagody leśne i siemię lniane. Na białym chlebie, dżemie i cukierkach daleko nie zajedziesz. Nie mówiąc już o frytkach i smażonych kotletach. Tylko nie przeginaj i nie odmawiaj sobie tego przez cały czas (patrz punkt #1). Chyba że tego nie potrzebujesz, to wtedy nie daj sobie wmówić, że potrzebujesz (patrz punkt #2).

#4 Skup się na sezonowym żarełku

najlepsza dieta pozytywna

Temu poświęciłam już cały artykuł, więc nie będę się powtarzać. W skrócie: polskie truskawki jedzone w czerwcu są o wiele zdrowsze niż hiszpańskie (?) truskawki hodowane w szklarni (czy co oni tam z nimi robią, żeby rosły i się czerwieniły) kupowane w lutym. Latem bardziej Ci przysłuży świeży pomidor, zimą – domowy przecier pomidorowy (zrobiony latem w szczycie sezonu). Latem jedz świeże ogórki, zimą kiszone. Korzystaj z tego, co jest tanie, lokalne i na czasie, a Twój organizm Ci podziękuje. 🙂

#5 Nie podążaj za kulinarnymi modami

Paleo, raw, dieta Dukana… Ileż tego już było. I wszystko jakoś tak przemija. Olej to wszystko – zaufaj intuicji. Nie wierzę w diety, które polegają na wyłączaniu produktów, na niskim indeksie glikemicznym, na ograniczaniu tłuszczu. Wierzę w podstawowe, intuicyjne zasady: jeść nieprzetworzone produkty, gotować w domu, jeść to, co mi służy i w stare, dobre, wszystkim znane: MŻ*.

*mniej żreć

#6 Przemyśl swój styl odżywiania

Przestań jeść bezmyślnie. Nie mówię, że masz od razu ćwiczyć zen, jedząc poranną owsiankę. Byłabym hipokrytką, bo jak jem sama, to raczej z YouTubem, blogami czy książką. Po prostu myśl, co wrzucasz do koszyka, gdy robisz zakupy. Zadaj sobie pytanie: „czy naprawdę tego potrzebuję?”, „czy nie ma zdrowszej dla mnie opcji?”, „czy naprawdę chcę wydawać pieniądze na bezwartościowe produkty?”. Miej po prostu z tyłu głowy myśl, że chcesz przecież dobrze się czuć. Nie słuchaj ludzi, którzy mówią, że Twoje wybory jedzeniowe to „wybrzydzanie”.

Zbyt długo udowadniano mi, że muszę jeść mięso, którego całe życie szczerze nie cierpiałam. Jadłam je na siłę i zawsze czułam, że to nie w porządku. Może chociaż Ciebie uchronię  przed poczuciem winy, że „robisz innym kłopot, bo muszą dla Ciebie ugotować coś specjalnego”. Nigdy więcej. Skoro jestem dla kogoś kłopotem, to po co mnie zaprasza? Niekoniecznie chodzi mi tutaj o mięso – to po prostu mój przypadek i moje uczucia. Jak chcesz sobie jeść mięso, to jedz. I tak Cię nie przekonam. 🙂 Niemniej codzienne jedzenie mięsa jest nieekologiczne i o tym możesz sobie poczytać u Kasi Gandor, która jest w tej materii mądrzejsza ode mnie.

#7 Nie nagradzaj się jedzeniem

Nie traktuj jedzenia jako nagrody ani kary – postaraj się wyzbyć emocjonalnego stosunku do jedzenia, który jest bardzo typowy dla ludzi niezamożnych. Robiono kiedyś badania (nie mogę ich teraz znaleźć, wybaczcie – choć podejrzewam, że było tych badań więcej) dotyczące stylu życia w zależności od zamożności i okazało się, że z jakiegoś powodu bogatsi ludzie są szczuplejsi – na pewno stać ich na lepsze jedzenie i na siłownię. Jednak czy to wszystko? Otóż nie.

Człowiek biedniejszy częściej myśli krótkoterminowo i nagradza się jedzeniem (albo pociesza jedzeniem lub – co gorsza – alkoholem). Bo teraz nie stać go na wakacje, ale na ciastka już tak. Nie widzi, że gdyby tych ciastek nie kupował, to mógłby zaoszczędzić i gdzieś pojechać. Często też biedniejsi ludzie bardziej skupiają się na gromadzeniu dóbr i konsumowaniu, niż na zdobywaniu przeżyć. Gdy widzisz już, jak ten mechanizm działa, może możesz spróbować go u siebie wyplenić?

Nie obrażajcie się o te uogólnienia – badania zawsze są uśrednione i zawsze są wyjątki od reguły. Tak jak jednemu artyście uderza woda sodowa do głowy, a innemu nie.

#8 Zawsze myśl długoterminowo

Jak mnie irytuje, gdy ktoś mi mówi, że jestem młoda, więc mogę … (jeść nieograniczone ilości słodyczy, czipsów, nie ćwiczyć, nie odpoczywać itp.). Otóż nie. Dziś jedna z bliskich mi osób powiedziała, że jej wszystko jedno, co będzie na starość, bo i tak na starość człowiek się sypie. Owszem, ale a) możesz zacząć „się sypać” później, b) możesz uniknąć co poważniejszych chorób, c) mi na przykład nie jest wszystko jedno. Uważam, że wszystko ma znaczenie i że coś jest w efekcie motyla. Jeżeli mam 26 lat i mam już pierwsze siwe włosy (i to nie dwa na krzyż), to oznacza, że za bardzo się denerwuję i za dużo biorę sobie na głowę, więc teraz staram się bardziej o siebie dbać i być bardziej asertywną. Spokojny w młodości człowiek, będzie zdrowszy psychicznie i fizycznie na starość. Podobnie zdrowo odżywiający się człowiek – będzie zdrowszy na starość (chyba że dotknie go choroba, która jest niezależna od stylu życia).

I w końcu…

#9 Zajmij się swoim talerzem

najlepsza dieta pozytywna

I nie wtrącaj się do cudzych. To tyczy się zarówno tego, w jaki sposób ten człowiek je (zwracanie uwagi jest tu po prostu niegrzeczne), jak i tego, co je. Nie zamierzam się czepiać innych z tego powodu, że jedzą wołowinę i oczekuję tego samego z ich strony – moja dieta to moja sprawa. Ja się nie określam jako wegetarianka, bo ciągle zdarza mi się zjeść coś rybnego i wciąż muszę tłumaczyć ludziom, o co tu chodzi i co ja właściwie jem. Jem to, co mi służy i co uważam za słuszne. Koniec tematu.

Jedzenie jest tak kontrowersyjnym tematem, że dyskutowanie o nim nie ma najmniejszego sensu – chyba że ktoś jest otwartym człowiekiem i pyta, bo go naprawdę to interesuje, a nie po to, żeby mi wytłumaczyć, że białko, które jem jest niepełnowartościowe. To tak, jakbym ja pytała katolika o to, dlaczego przystępuje do sakramentu komunii tylko po to, żeby mu wytłumaczyć, że ja uważam, że to głupie i zabobonne. Serio, dajmy ludziom żyć po swojemu i sami nie pozwalajmy innym włazić z brudnymi buciorami w nasze życie. Szanujmy siebie i innych ludzi.

Zadanie #26 Wprowadź chociaż jedną zmianę do Twojego stylu odżywiania, która poprawi funkcjonowanie Twojego organizmu w długiej perspektywie

Jak to ugryźć? Przejrzyj jeszcze raz wszystkie 9 moich podpowiedzi (może ta 9. to akurat niekoniecznie ma na to bezpośredni wpływ, ale ją warto wprowadzić tak czy inaczej) i pomyśl, co możesz zrobić. Może przygotujesz jakieś przetwory z tego, co teraz mamy w sezonie? Dżemy też nie są takie złe, o ile jedzone z umiarem. Ja wolę zjeść domowy dżem truskawkowy, który składa się wyłącznie z truskawek i cukru żelującego (1:1, bo mniej sztucznych konserwantów), niż jeść zimą jakieś sztuczne truskawki.

Może za każdym razem, jak zechcesz kupić batonika i Twoja silna wolna wygra – odłożysz te 2 złote do słoika, który podpiszesz swoim marzeniem i w końcu na nie uzbierasz. Win-win. Może postawisz się rodzinie i powiesz, że po prostu nie będziesz czegoś jeść i masz prawo do tego wyboru. I nie ma, że cioci przykro, że nie chcesz spróbować jej ciasta. Wprowadź chociaż jedną zmianę, a zobaczysz, o ile lepiej będziesz się czuć.

A teraz… przede wszystkim ciesz się latem! Bo w końcu nadeszło <3 I nie marudź, że upały i że Ty już chcesz chłodu. Ciesz się tym, co masz!

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ostatnie teksty z tego cyklu:

  1. Nastawienie do życia – masz na nie wpływ
  2. Załóż Dziennik Wdzięczności
  3. Rób to, co kochasz
  4. Zorganizuj się! | 52 Tygodnie Pozytywności

Pozostałe znajdziesz w zakładce: 52 Tygodnie Pozytywności

  • MŻ – piękne 😀

  • Jak zawsze w punkt <3 Bardzo zdrowe podejście do odżywiania. Szkoda, że tak mało osób ma taką świadomość. Słuchanie reakcji organizmu to tak naprawdę klucz do zdrowia, bo każdy inaczej trawi, ma inny typ metaboliczny, po prostu każdemu co innego służy. Jedni będą pić mleko litrami, inni będą się zwijać na kiblu. Jedni schudną na paleo, będą mieć masę energii, a inni na paleo będą mieć zgagę.

    • ekopozytywna

      Dzięki <3 I Ty mądrze prawisz! Mnie z kolei bardzo bawi, jak ktoś się upiera, że mleko jest dla niego dobre, mimo widocznych (i słyszalnych) jak na dłoni dowodów, że wcale tak nie jest. I w imię czego?

  • Podpisuję się pod tym każdą kończyną! Mam bardzo podobne podejście do kwestii jedzenia. Przelałaś moje myśli na „papier” 🙂

    • ekopozytywna

      Bardzo mi miło 🙂

  • Dobry tekst a co ważniejsze bardzo prawdziwy i mi bliski. Jest kilka rzeczy które mogła bym zmienić. Choć i tak uważam się za bardzo świadomego konsumenta to nad kilkoma powinnam się zastanowić, dzięki !

    • ekopozytywna

      Dzięki! Zawsze warto uczyć się nowych rzeczy – ale trzeba mieć świadomość, że nigdy nie nauczymy się wszystkiego o wszystkim 🙂

  • Mama z wyboru

    Bardzo fajny wpis. Ja stosuję ogólnie zdrowy styl życia. Nie lubię mega eliminować niczego, ani narzucać innym co mają jeść lub nie jeść. 🙂

    • ekopozytywna

      I ja optuję za opcją nieeliminowania, bo – jak mówi piękny cytat – wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną. 🙂

  • Fajnie i mądrze napisane. Ja też nie podążam za modą jeśli chodzi o odżywianie i coraz częściej sięgam po sezonowe produkty. Najgorzej idzie mi z nienagradzaniem się jedzeniem, to moja największa wada 🙁

    • ekopozytywna

      I już robisz więcej niż wielu ludzi! Na szczęście nad wszystkim można pracować – sama pracuję nad wieloma jedzeniowymi kwestiami. 🙂 Dzięki!

  • Ja Zwykła Matkaa

    Nie najadaj się jak świnia…..
    Konkretnie i odważnie.
    Uwielbiam warzywa sezonowe i takie staramy się używać w naszej kuchni. Wsłuchuję się w swój organizm……… Coca cola to ZŁO nie wiem jak matki mogą dawać to świństwo swoim dzieciom

    • ekopozytywna

      Super, że słuchasz swojej intuicji i korzystasz z sezonowości <3 To jest najważniejsze!

  • Z tym myśleniem długoterminowym u mnie krucho 🙂 Zdecydowanie jem to co sprawia mi przyjemność i nie sugeruję się, że cos akurat jest modne!

    • ekopozytywna

      Ale jesz w zgodzie ze sobą – to jest najważniejsze 🙂

  • Bardzo, bardzo ważny i wartościowy wpis, gratulacje 🙂 Zgadzam się ze wszystkim, co napisałaś, a szczególnie podpisuję się pod #9 – w kontekście jedzenia nie ma chyba nic gorszego, niż ktoś, próbujący Ci wmówić, że robisz źle bo nie jesz mięsa/cukru/czegoś innego. Szkoda, że każdy nie pilnuje swojego talerza, może miałby wtedy czas na zastanowienie się nad swoją dietą i tym, czy naprawdę odżywia się dobrze. Porównanie z wyznaniem katolickim jest bardzo trafione, będę używać jako kontrargumentu, jeśli ktoś zacznie wkładać swój nos do mojego talerza 😀

    • ekopozytywna

      Prawda? Bardzo Ci dziękuję za ten komentarz – niesamowicie mnie podbudował <3 To tak ze wszystkim - gdyby ludzie bardziej pilnowali swojego nosa, to wtedy mieliby czas na myślenie o swoim własnym życiu i własny rozwój.

  • Czytając stwierdzam, że nie mam co zmieniać. Wszystkie punkty są moje.

    • ekopozytywna

      Super! 🙂

  • Bardzo dobry wpis. Myślę podobnie jak ty. Ja nigdy nie byłam na żadnej diecie, choć z natury jestem wegetarianką ale nie w pełnym sensie bo dopuszczam mleko, czy też jajka. Nie jadam w ogóle mięsa ani przetworów typu pasztet.

    • ekopozytywna

      Z tego, co piszesz, to jak najbardziej jesteś wegetarianką 🙂 Ja ze swojej diety odrzuciłam też żelatynę – na szczęście mamy teraz różne agary i karageny, więc można „na legalu” jeść wege-galaretki <3

  • Quembec – lifestyle po włosku

    Nie mogłabym się bardziej zgodzić z punktem 9. Nic mnie tak nie denerwuje, jak zaglądanie innym do talerza. Sama nie jem mięsą (też nie nazwałabym się raczej wegetarianką, bo jem świadomie sery z podpuszczką), ale nie krytykuję innych za to, że jedzą mięso. A już najbardziej nie lubię tzw. vegan terroru i haseł w stylu „gwałty na krowach” czy „picie ropy z krowich wymion” 🙂

    • ekopozytywna

      O ropie z krowich wymion nigdy nie słyszałam :O Gwałt to może mocne słowo, ale te krowy muszą być pokrywane, żeby mogły się ocielić i ciągle dawać mleko – takie niestety są realia przemysłowej hodowli zwierząt 🙁 Nikt nikogo nie przekona na siłę do żadnych swoich przekonań – dotyczących polityki, religii, ani jedzenia – dlatego wyznaję zasadę, że po prostu szkoda czasu.