nadgorliwość gorsza od faszyzmu

No cześć. 🙂 Chciałam tu do Was wrócić po tak długiej nieobecności z jakimś milszym tekstem, ale jak to często w życiu bywa, najbardziej zainspirowało mnie wkurzenie. Jak pisałam na fanpage’u (bo jakby co, to tam też już wracam) – z nieobecności wytłumaczę się Wam w swoim czasie, a na razie próbuję na nowo wrócić do codziennego, typowego dla mnie wcześniej rytmu. No dobrze, a czymże się tak wkurzyłaś, dziewczyno? Ano właśnie fanatycznym podejściem do idei.

nadgorliwość gorsza od faszyzmu

Wcześniej fanatyzm kojarzył mi się głównie z religią. Chyba wszyscy wiemy doskonale, co się na przykład wyprawia w Polskim Kościele Katolickim (celowo tak piszę) i do czego szanowni biskupi się ostro wtrącają. Na przykład do życia ateistów oraz wyznawców innych religii, którzy także Polskę zamieszkują, a to jest bardzo niefajne. A w tym wszystkim ten nasz Polski Kościół wybiera sobie z zasad chrześcijaństwa, to, co dlań w danej chwili wygodne, o ironio, najczęściej grzebiąc w Starym Testamencie zamiast w Nowym. Zapomniało się o najważniejszym przykazaniu. Zapomniało się o uczynkach miłosierdzia względem ciała i duszy (np. jak trzeba było uchodźców przyjąć). Bardzo się zapomniało. I przy okazji dupą się odwróciło od swojego najwyższego zwierzchnika, który jest światełkiem w tunelu tego myślowego średniowiecza, a który do dobitnie o tym miłosierdziu przypomina.

W kontrze do skrajności… bądźmy skrajni w drugą stronę (brilliant!)

nadgorliwość gorsza od faszyzmu

Okazuje się jednak, że ten fanatyzm często dotyczy też osób, które teoretycznie są wyznawcami idei bliskich memu sercu. Na przykład szeroko pojętego ekologicznego podejścia do życia, wegetarianizmu (choć bardziej weganizmu) czy minimalizmu. Z czepialstwem skrajnych minimalistów zetknęłam się już dawno temu, dlatego na żadnej grupie tego typu nie jestem. Naprawdę nikt mi nie będzie wytykał, ile mam ciuchów w szafie albo ile mam kubków, kompletów pościeli czy butów. Ale w ostatnich dniach zderzyłam się z czymś takim w dwóch pozostałych grupach. Nie będę Wam pisać w jakich, bo one same w sobie są bardzo fajną przestrzenią do dzielenia się czy szukania inspiracji i ludzie z tych grup często stają w obronie tych objechanych osób. Ale do rzeczy.

Sytuacja I – grupa wegańska

Dziewczyna wrzuca zdjęcie, które przedstawia zapiekankę wegańską, przy czym 3/4 tej zapiekanki jest wyłożone śmietaną, a 1/4 nie. A było tak dlatego, że dziewczyna poszła w gości do wegetarian i oni po prostu chcieli być mili, a ona chciała tym zdjęciem pokazać, że się da. I co? Post niezgodny z regulaminem, bo ta nieszczęsna śmietana! Pomyślałam sobie, aha, czyli gdybym poszła z koleżanką weganką na kawę do jakiejś kawiarni i ona by chciała na tej grupie pokazać „o patrzcie, w tej kawiarni jest np. mleko sojowe oraz ciasto wegańskie”, to nie mogłaby na tym zdjęciu umieścić mojej kawy z krowim mlekiem oraz mojego ciasta prawdopodobnie zawierającego jajka, no bo przecież to koniec świata! Post ostatecznie został usunięty, a „adwokaci” zostali przez adminów oddaleni, by „zajęli się swoimi sprawami”. O, jak ja bym bardzo nie chciała, żeby świat wyglądał tak, że nikt nie staje w niczyjej obronie, bo wszyscy są zajęci swoimi sprawami. Zapewniam Was, nikt by takiego świata nie chciał. A przecież w tych wszystkich ideach o lepszy świat chodzi, nie?

Sytuacja II – grupa proekologiczna

nadgorliwość gorsza od faszyzmu

Dziewczyna jedzie nad morze i jest zrozpaczona tym, że we wszystkich budach królują plastikowe, jednorazowe sztućce, a swoich z domu nie wzięła. Kto z nas wolał umierać w upał z pragnienia, zamiast kupić sobie wodę w plastikowej butelce, bo zapomniał swojego bidonu, niech pierwszy rzuci kamieniem, serio. Owa dziewczyna kupiła zatem wielorazowe sztućce plastikowe i chyba była dumna ze swojego pomysłu. Otóż źle! Niedobrze! Trzeba poświęcić się dla idei (cytuję jedną z komentujących osób) i mieć ze sobą zawsze i wszędzie bidon, kubek, sztućce, szklane pojemniki i absolutnie żadnego plastiku, plastik to zło i szatan (tu już nie cytuję, to mój odbiór). No ja nie wiem. Moja wielorazowa butla jest szklana, w związku z czym jest ciężka. Gdybym np. w deszczowy dzień chciała gdzieś pojechać, to musiałabym mieć parasol, książkę (tak, lubię mieć książkę), moją butlę (o tym staram się pamiętać zawsze – brałam ją nawet pustą do Rzymu), może jakieś żarcie w oczywiście szklanym pojemniku (nie mam w domu takiego ani jednego) i na wszelki wypadek jakiś kubek, najlepiej szklany. Na pewno byłoby to bardzo zdrowe dla mojego kręgosłupa. Oczywiście – post usunięty.

Małe kroki ZAWSZE zasługują na pochwałę

Może ja się odniosę najpierw do sytuacji drugiej, bo można ją szerzej ugryźć. Jeżeli ktoś robi mały krok w stronę bycia lepszym dla świata, w jakimkolwiek zakresie, to zawsze zasługuje na pochwałę! Ja naprawdę nie wiem, kto jest taki idealny, że poświęca tej idei całe swoje życie, czas i zdrowie. Myślę sobie o sobie o swojej ekologicznej spowiedzi, którą kiedyś napisałam. No nie jestem idealna. Firanka i maszyna ciągle czekają na mnie, aż zdecyduję się zrobić sobie woreczki, ale nie kupuję na przykład w pewnym sklepie spożywczym online, z którego warzywa i owoce przyjeżdżają popakowane w folie. No przepraszam, ale banany ani bakłażan nie potrzebują folii czy styropianowej tacki. Tak, maluję paznokcie, zmywam je wacikiem jednorazowym, ale makijaż ściągam za pomocą olejku i ściereczki. Głowy mydłem nie myję, bo na mój gust ona jest wtedy brudna (a do tego ja mam problematyczną skórę głowy), ale za to dłonie myję mydłem, które sami z mężem robimy. Staram się kupować używane ciuchy, ale po spodnie czy majtki idę do sieciówki.

Jest cała masa ludzi, którzy, mimo wyższych opłat, nie segregują śmieci, bo im się nie chce! Jak – mając takie porównanie – można krytykować ludzi, którzy przynajmniej się starają, którzy ograniczają bezsensowne zużycie plastiku tam, gdzie mogą? Rozumiem, że ci wszyscy święci piorą, zmywają i myją się w rzece, poruszają się wyłącznie siłą własnych mięśni i nie mają w domu lodówki (która żre prądu najwięcej ze wszystkich urządzeń), na pobieranie krwi przynoszą własną wielorazową strzykawkę, a leki bojkotują, bo mają plastikowe opakowania? To nie jest droga do uratowania świata!

Odczarujmy plastik

A plastik wcale nie jest taki zły. Jeżeli można go używać wielokrotnie (z głową oczywiście, np. trzymając go z dala od mikrofali – weźcie sobie do pracy talerz i miseczkę), a później można go oddać do recyklingu, to w czym problem? Są plastiki, które tak działają, a które jednocześnie są bezpieczne dla naszego zdrowia (pod kątem przechowywania żywności). Sprawdzajcie po prostu na spodzie opakowania, jaki to jest rodzaj tworzywa sztucznego i tyle. Szukajcie oznaczeń PP (najlepiej), HDPE i LDPE.

Jesz śmietanę, więc jesteś złym człowiekiem i trzeba Cię zbanować!

A nie, sorry, to Twoi znajomi… I tak Cię zbanujemy!

A weganizm? To jest dla mnie najtrudniejsze, bo zawsze broniłam wegan (i nadal większości bronię), ale widać, że i wśród nich zdarzają się niereformowalne przypadki. Przede wszystkim ostatnio dowiedziałam się, że wbrew pozorom to wegetarianie robią więcej dobrego dla zwierząt z jednego prostego powodu – jest ich więcej. Co więcej, wielu wegetarian np. kosmetyki kupuje także wegańskie, bo przecież tak samo nie chcemy krzywdy zwierząt. Ja przynajmniej kupuję. A jak nie wegańskie, to przynajmniej nietestowane, bo np. nie jestem przeciwna woskowi pszczelemu. No ale ten nieszczęsny nabiał, jajka (nazywane czasem przez wegan kurzą menstruacją) czy miód po prostu nas z góry dyskwalifikują.

Czy można dbać o zwierzęta i jeść mięso?

A ja uważam, że nawet ktoś, kto je mięso, może troszczyć się o dobro zwierząt – będąc odpowiedzialnym konsumentem. Jeśli kupi się to mięso z odpowiedzialnego źródła, gdzie na pewno wiadomo, że te zwierzęta miały szczęśliwe życie (choć krótkie i nieszczęśliwie zakończone – no jednak jestem wegetarianką, nie;)), to jest to także lepsze niż kupować mięso w markecie. Podobnie jak ja chętnie kupowałabym jajka prosto od szczęśliwej, wiejskiej kurki. Widzę, że wielu ludzi nie da się przekonać do tego, by mięsa nie jeść, ale gdyby dało się ich przekonać choćby do takiej zmiany, to już byłoby lepiej. Ja jestem na wygranej pozycji, bo mięsa nigdy specjalnie nie lubiłam, ale jeśli są tu jacyś wegetarianie lub weganie, którzy przed rezygnacją z mięsa lubili jego smak, to podzielcie się, proszę, w komentarzu, jak to zrobiliście – może kogoś zainspirujecie. 🙂

Zdrowie, czas i przypadek – tak, to Cię rozgrzesza

Są jeszcze kwestie zdrowotne czy czas. Wezmę sobie za przykład osobę, która z powodów zdrowotnych nie może jeść strączków. To jakim sposobem ona może przejść na weganizm? Tzn. nie jestem pewna, może jest taka możliwość, ale zakładam, że byłoby to bardzo trudne. A ekologia i czas? Bywa tak, że zrobimy coś nieekologicznego przez zagonienie, przez to, że mamy na głowie masę spraw i nie jesteśmy w stanie nie popełnić żadnego ekologicznego błędu. Bywają też przypadki. Tak jak przez przypadek można np. zapomnieć bidonu albo jak weganin może przez przypadek kupić niewegański balsam do ciała, albo jak rodzice nieekologicznie zapakują nam wałówkę. Albo bywa tak, że czasowo bardziej nam się opłaca pojechać gdzieś samochodem niż pociągiem (+ nie trzeba taszczyć bagaży). Choć codziennej jazdy samochodem po mieście – w sensie do pracy – to ja nie polecam, bo nie jest to wcale szybkie ani wygodne. W małym mieście o wiele lepiej sprawdzi się spacer, a w dużym komunikacja miejska. Albo w obu przypadkach – rower.

Umiarkowanie JEST cnotą

nadgorliwość gorsza od faszyzmu

Zostałam już w życiu skrytykowana za to, że nie mam dosadnych poglądów. No przykro mi, moim zdaniem umiarkowanie (związane jednocześnie z przemyśleniem i zrozumieniem sprawy) zawsze będzie lepsze od skrajności. Nie mówiąc już o tym, że dla całej masy ludzi i tak cała masa moich poglądów jednak jest skrajna. Kiedyś, żeby uzyskać obiad „wegetariański” musiałam wydłubywać mięso z potrawy (oczywiście całkowicie przesiąkniętej mięsnym smakiem). Teraz przynajmniej mam odwagę powiedzieć, że niczego nie będę wydłubywać i że po prostu tego nie zjem i ja poproszę same ziemniaki z surówką, bo ten tekst z wydłubywaniem to był właśnie totalny brak szacunku dla mojego „skrajnego” poglądu. Taką odwagę miejcie, bardzo Was proszę. Miejcie odwagę odeprzeć to całe wymuszanie, niezależnie od tego, z którego „obozu” ono płynie.

W związku ze wszystkim powyższym mój apel jest taki:

Ludzie! Nie da się bardziej zniechęcić osoby do wprowadzania pozytywnych zmian niż ganiąc go za błędy, które popełnia! Zachęcajmy, chwalmy, bądźmy wzorem zamiast narzucać swoje racje. Nigdy niczego na nikim nie wymuszajcie. Włącznie ze sobą. A już na pewno nie krytykujmy swoich poglądowych pobratymców. Weganie, nie krytykujcie wegetarian, feministki niezależne i pracujące na siebie, nie gańcie feministek, które zdecydowały się na rezygnację z kariery na rzecz rodziny. Itd. Wszyscy gramy do jednej bramki, trzeba tylko chcieć to zauważyć.

nadgorliwość gorsza od faszyzmu

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

    1. Spowiedź niewystarczająco ekologicznej dziewczyny
    2. 8 prostych i tanich sposobów na to, jak być eko, cz. I
    3. 8 prostych i tanich sposobów na to, jak być eko, cz. II
    4. Wyboista droga do asertywności, czyli o tym jak się uczyć na cudzym… jadzie