korzyści z medytacji

Na Facebooku zapowiadałam Wam #slowchristmas i #slowdecember. A co może być bardziej slow od medytacji? Jeśli powątpiewacie w skuteczność/pomocność medytacji w życiu, albo nie umiecie się za nią zabrać, bo tyle jest rodzajów itd., zapewniam Was – byłam w tym miejscu. Teraz za każdym razem żałuję, gdy zapomnę o tych 10 minutach, albo jestem na nie zbyt zmęczona.

Właśnie. Sama już jakiś czas nie medytowałam, więc ten wpis będzie dla mnie dobrą przypominajką i motywacją. Jak choruję, to część objawów zwykle ciągnie się się przez jakieś 3 tygodnie, może nawet miesiąc. Gdy się ma taki dyskomfort fizyczny, trudno myśleć o trosce o jakieś duchowe sprawy. Jakoś nawet prędzej wezmę się za jogę, aniżeli za medytację. Z niecierpliwością czekam na moment, gdy nie będzie mi przeszkadzał katar i kaszel i sobie w spokoju usiądę w moim kąciku. 🙂

Medytacja, moje pierwsze podejście

Po raz pierwszy do medytacji robiłam podchody będąc jeszcze na studiach, gdy zainteresowałam się buddyzmem, a jednocześnie chciałam zacząć lepiej radzić sobie ze stresem. Nie jestem pewna, na podstawie, której książki zrobiłam to pierwsze podejście. Chyba były to „Trzy filary zen”, ale pewności nie mam. Pamiętam jeszcze, że trzeba było usiąść na kocyku, przodem do ściany i patrzeć w dół, ale nieco w kierunku ściany, a do tego należało dążyć do pozycji lotosu. Moje nogi i plecy po niedługim czasie były tak obolałe, a na razie wspomniałam tylko o fizyczności. Nie wiem, czy dobrze pamiętam, ale jestem prawie pewna, że były dwie opcje, jeśli chodzi o to, co robi się ze swoim myśleniem podczas medytacji – ćwiczyć koan albo liczyć oddechy. Koan to w ogóle nie na mój poziom duchowości, a liczenie oddechów z kolei jest zbyt mechaniczne. Łatwo się zniechęcić, zaczynając tak intensywnie, prawda? I oczywiście mnie też do dotknęło.

korzyści z medytacji

Drugie podejście – Mimi Ikonn

Później było długo nic, aż na mojej drodze „stanęła” Mimi Ikonn. Nie jakaś oświecona buddystka, tylko po prostu szczęśliwa dziewczyna. Tacy ludzie, jak ona, niesamowicie do mnie trafiają. Imigrantka z Azerbejdżanu, której rodzice walczyli o lepsze życie w Kanadzie. Musiała dorabiać po szkole i pracowała w wielu miejscach. Wydaje mi się, że na jej kanale jest cała historia, jeśli Was to interesuje, bo nie o tym ten tekst. 🙂 W tym momencie Mimi wraz ze swoim mężem i – od niedawna – córeczką mieszkają w Londynie, mają dwa biznesy – jeden włosowy, drugi duchowy, jeżdżą sobie po świecie i ogólnie mają fajnie. To dla mnie żywy dowód na to, że jeśli czegoś się chce, wystarczy mocno się tego trzymać, nie ustawać w staraniach, ale też nie zamykać na nowe możliwości i można osiągnąć bardzo wiele. To nie jest tak, że ja się z nią (czy nimi) zgadzam w każdej sprawie, bo absolutnie nie, ale naprawdę z wielu rzeczy, które ona robi dla swojego rozwoju, warto skorzystać.

Medytacja jako jeden z porannych i wieczornych rytuałów

I właśnie na jej kanale trafiłam na bardzo modne swego czasu jutubowe tytuły, czyli my morning routine i my night routine. Zainspirowały mnie one niesamowicie do tego, żeby stworzyć sobie takie własne rytuały, uporządkować wieczory i poranki, nie rzucać się tak na internet i po prostu zwolnić. Jednym z jej rytuałów jest poranna i wieczorna medytacja. Nie wiem, na ile się to zmieniło po urodzeniu dziecka. Podejrzewam, że trochę mogło. 🙂 Jednak dopóki nie mamy małego dziecka, to chyba warto robić dla siebie tyle, ile tylko się da. 🙂 Mimi opowiadała też o medytacji w kontekście jej ataków paniki, taki filmik też znajdziecie na jej kanale. Dla mnie największą zachętą do powrotu do medytacji był fakt, że wcale nie muszę siedzieć prosto bez podparcia, ani ćwiczyć koanów, ani patrzeć w listwę ścienną, ani siedzieć w tym potwornie bolesnym lotosie. Wystarczy, że oprę się sobie o kanapę, usiądę po turecku, zamknę oczy i przez 10 minut pozwolę swoim myślom płynąć.

Korzyści płynące z medytacji

Na pewno w internecie znajdziecie tonę korzyści płynących z regularnej medytacji. Ja mogę Wam powiedzieć, co sama odczuwam.

korzyści z medytacji

#1 Uspokojenie, czy nawet ukojenie

Przede wszystkim medytacja jest dla mnie niesamowicie uspokajająca. W zależności od poziomu/nasilenia różnych emocji, które odczuwam tuż przed medytacją, uspokajam się całkowicie lub tylko częściowo. Jeśli wcześniej byłam dosyć spokojna, to po 10 minutach medytacji, czuję się jak nowo narodzona. Oczywiście regularna medytacja czyni ten stan bardziej permanentnym.

#2 Uporządkowanie i jasność myślenia

Chodzi tu o takie uporządkowanie swoich myśli. To znaczy, ja ich podczas medytacji nie porządkuję. One same się porządkują. 🙂 Po prostu nie blokuję ich w żaden sposób, o czym jeszcze za chwilę i dzięki temu mam większy porządek w głowie. Wydaje mi się też, że wpływa to także na moje uporządkowanie w codziennym życiu.

#3 Nieoceniające spojrzenie

Jak pisałam, pozwalam swoim myślom płynąć. Nie przywiązuję się do żadnej (a przynajmniej staram się). Dzięki temu nie oceniam swoich myśli od razu jako złe lub dobre, ale pozwalam sobie je wszystkie mieć. Gdy się już w głowie poukładają, jakoś tak samo wychodzi, co właściwie jest dla mnie odpowiednie. W ten sposób uczę się nie oceniać siebie, tylko pozwalać sobie być, no właśnie, sobą.

#4 Trwanie

Dzięki medytacji pogłębiam swoją umiejętność bycia tu i teraz. Lepiej mi idzie nie wybieganie myślami w przyszłość. Mniej się zamartwiam tym, co będzie i tym, co było. Uwierzcie, na początku naprawdę trudno jest wysiedzieć te 10 minut. Po pewnym czasie, gdy dzwoni mój minutnik, zaczynam się dziwić, że to już. 🙂

#5 Fizyczne korzyści

Medytacja ma także fizyczne korzyści, które wypiszę Wam tu tylko pokrótce, bo nie mi oceniać, czy u mnie wystąpiły: obniża ciśnienie, redukuje bóle związane z napięciem (migreny, nerwobóle), ale i problemy ze stawami, zwiększa produkcję serotoniny (a więc poprawia nastrój) i wspomaga odporność. Nieźle jak na 10 minut siedzenia, co? 🙂

Zadanie #45 Medytuj codziennie po chociaż 5-10 minut

korzyści z medytacji

Proponuję sposób, który jest według mnie najbardziej przyjazny. Wieczorem, gdy już szykujesz się do snu, usiądź sobie wygodnie na podłodze po turecku, oprzyj się o kanapę albo szafkę (jak Ci wygodnie). Ogólnie zrób tak, żeby było Ci ciepło i wygodnie, żeby się niepotrzebnie nie rozpraszać tym, że zimno Ci w stopy. 😉 Możesz nawet przykryć nogi kocykiem. Nastaw sobie minutnik na 10 minut (koniecznie wybierz jakąś łagodną melodię), zamknij oczy i po prostu siedź tak sobie, aż minutnik zadzwoni. Pozwól swoim myślom płynąć sobie w dowolnym kierunku, w dowolnym tempie. Gdy zorientujesz się, że na jakiejś się skupiasz, odpuść ją. I to już, to wszystko. Może jest to medytacja początkującego, ale mi to nie przeszkadza.

Jeśli nawet to do Ciebie nie trafia, to może popróbuj medytacji prowadzonej. Znajdziesz coś takiego na YouTube, ale są także specjalne aplikacje do medytowania, chociażby Headspace.

To jak, zachęciłam Was? A może ktoś chciałby się podzielić swoim doświadczeniem z medytacji? Wszystkie komentarze są bardzo mile widziane <3

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ostatnie teksty z tego cyklu:

  1. Stwórz weekendowy rytuał
  2. Antyporadnik prezentowy, czyli „jak” zamiast „co”
  3. Porzuć życie na pokaz
  4. Bądź „tu i teraz”, bądź uważny
  5. Słuchaj dobrej muzyki

Pozostałe znajdziesz w zakładce: 52 Tygodnie Pozytywności