konsumpcjonizm

Jeśli jesteś z małego miasta, to zdecydowanie lepiej zrozumiesz mnie dzisiaj, niż ktoś, kto nie miał nigdy kontaktu z taką mentalnością. Bardzo specyficzną mentalnością. Jednym z jej elementów jest obczajanie wszystkiego i wszystkich oraz obgadywanie ich od góry do dołu (np. po mszy, bo czemu nie). W sumie takie też trochę Jante – bo se nie myśl, że możesz być inny niż my! Chyba Ci się we łbie poprzewracało, że chcesz się wyróżniać. I w końcu coś, co z obu tych punktów bardzo mocno wynika – chęć przypodobania się innym, którą można łatwo zamknąć w jakże popularnym tamże zwrocie „co ludzie powiedzą?”.

No i tak to właśnie, jako „młodzież gimnazjalna” nie miałam prawa nosić innych skarpetek niż białe. Bo innych „się nie nosi”. Wyśmieją cię. No i może rzeczywiście by mnie wyśmiali. A teraz sobie odbijam. Skoro 13 lat temu nie mogłam nosić kolorowych, to teraz noszę na potęgę. 🙂 Na szczęście ja z tego wyrosłam. I chodziło tylko o skarpetki. A mogło o samochód. Wybór mebli do domu. Kolor ścian. Mój styl ubierania się po całości. Z tym wszystkim ludzie mogą mieć problem. I później wyrastają tam takie mieszaniowo-ubraniowo-samochodowe klony.

A ja się teraz pytam: to Wy te ubrania nosicie dla siebie, żeby czuć się pięknie i/lub wygodnie, czy dla innych? Samochód kupujecie dla siebie, żeby służył wam tak, jak tego potrzebujecie, czy dla innych, żeby mogli popatrzeć i pozazdrościć? Meble do mieszkania wybieracie dla siebie czy dla okazjonalnych gości?

konsumpcjonizm

Chciałam tylko przypomnieć, że żyje się dla siebie. A nie dla innych. Nie żyjemy po to, by spełniać potrzeby innych ludzi. Żyjemy po to, by coś do tego życia wnieść. Coś prawdziwego. Coś swojego i wyjątkowego. Zainspirować innych. A nie tylko kopiować się i zastanawiać czy na pewno sąsiadka się nie obrazi, jak jej podam herbatę w kubku zamiast filiżanki. Pijesz z kubków, prawda? To będziesz specjalnie dla tej sąsiadki kupować filiżanki, mimo tego, że one kompletnie, w ogóle, nic a nic Cię nie kręcą? No bez jajec, proszę.

To może dotyczyć wszystkiego. Za każdym razem, jeśli coś przygotowujesz, kupujesz, zakładasz…, to zwróć uwagę na taki mały dzwoneczek alarmowy. Pytanie: „czy to na pewno się … (wstaw osobę) spodoba?”. Jeśli je sobie zadajesz, to zadaj sobie drugie „a co mnie to właściwie obchodzi?”. Uwierz, życie od razu staje się łatwiejsze. A co ona sobie pomyśli, jak ja zrobię tak? A co ludzie powiedzą, jak ja wybiorę taką karierę, a nie inną? A co ciotki powiedzą, jak zrobię skromne wesele zamiast wywalonego na 200 osób? A czy ja na pewno będę się wszystkim podobać w tej sukience? W tej fryzurze? W tym makijażu? W tym braku makijażu? Wiesz co?

Serio?!

Żyjesz dla siebie, do cholery!

A przyszło mi to wszystko do głowy trochę w kontekście świąt i powoli zaczynających nas zalewać ofert pożyczkowych. Trochę nie rozumiem. To święta są w końcu po to, by spędzić czas z rodziną w spokojnej i przyjemnej atmosferze (a dla wierzących – i w podniosłej i uświęconej), czy po to, żeby coś komuś udowodnić? Czy naprawdę, skoro człowieka nie stać na uginające się od jedzenia stoły, choinkę zastawioną drogimi prezentami i miliony ozdób świątecznych, to jego święta są gorsze? Ludzie, zastanówcie się! Szczególnie że symbolika tych świąt jest zupełnie inna – o tym nie chcemy pamiętać. Kolęda „Ach, Ubogi Żłobie” coś Wam mówi? Drodzy wierzący, Wasz Bóg, nie pochwalał bogactw. Wasz Bóg nie wybrał sobie za Matkę bogatej żony faryzeusza. On sobie wybrał biedną żonę cieśli.

konsumpcjonizm

I nie chodzi o to, że ja mam coś przeciwko bogactwom, bo akurat nie mam nic. Jeżeli kogoś stać, zarobił czy oszczędził i w taki sposób chce spędzić święta, to nikomu nic do tego. Jeżeli natomiast Ty, Mój Czytelniku/Moja Czytelniczko, tych pieniędzy nie masz, to po co chcesz udawać, że je masz? Bo co? Bo Twoi bliscy będą mieli pretensje? To dlaczego im na to pozwalasz? Czy tak chcesz wychować swoje dzieci? Tak, że to drogie prezenty są ważne, a nie bliskość rodziny? Nie cieszenie się wzajemnie swoim towarzystwem? Zastanówcie się nad tym, bardzo Was proszę. Konsumpcjonizm świąt uderza mnie – osobę niewierzącą, a już na pewno nie religijną – ale w kontekście wiary ten konsumpcjonizm jest chyba jeszcze gorszy.

Zadanie #42 Zadawaj sobie pytanie o to, czy kupujesz/organizujesz/nosisz/itp. coś dla siebie i Tobie ma się to podobać czy innym

Chociaż spróbuj. Pomyśl o tym w kontekście tego, co jest ważne. Bo w dostosowywaniu się do innych i zadowalaniu innych całe życie jest WSZYSTKO źle. Wszystko. My, kobiety, mamy z tym szczególny problem, choć znam całe mnóstwo facetów, po których także to widzę, bo świat się zmienia. Człowiek kończy sfrustrowany, siwy, pomarszczony i wściekły na cały świat. I na starość robi się zgryźliwy i uważa, że wszystko mu wolno i odreagowuje swoje wszystkie nieszczęścia. Nie wierzę, że szczęśliwi ludzie, którzy przez całe życie stawiali swoje potrzeby na pierwszym miejscu, a dopiero później innych, na starość mogą stać się zgorzkniali. Ale jak to! Przecież to egoizm! Figa, a nie egoizm. Dopiero, gdy Twoje potrzeby są zaspokojone, możesz dać z siebie dobro innym. To już nie brzmi, jak egoizm, prawda?

Jak życie na pokaz/tak, żeby innym się podobało, ma się do egoizmu?

konsumpcjonizm

Czy jeśli założysz dżinsy, T-shirt i trampki albo puchówkę i „emu”, to jesteś egoistką? Nie, koleżanko. Nie jesteś ozdobą w męskim świecie. A Ty, mężczyzno, nie musisz zakładać codziennie koszul i eleganckich butów (no, chyba że do pracy ;)). To nie o to tu chodzi. Chodzi o to, żebyśmy czuli się dobrze we własnej skórze i w swoim otoczeniu. Chodzi o to, żebyśmy znaleźli ludzi sobie podobnych, którzy nas akceptują, a nie ludzi, którzy chcą nas wepchnąć w jakieś ramy, które im odpowiadają.

A może bardziej egoistyczne jest organizowanie małych uroczystości weselnych i niezapraszanie na nie wszelkich ciotek i znajomych rodziców „u których dzieci oni byli na weselu”? To już tak bardziej egoistycznie brzmi, co nie? Ano nie! Jak dobrze pójdzie, to będziesz mieć jeden ślub w życiu. Czy chcesz go sobie zepsuć dostosowywaniem się do wszystkich? Tu nic nie jest egoistyczne. Nie żyjemy po to, by zaspokajać potrzeby innych ludzi, powtarzam. A mój ulubiony w tym całym kontekście cytat, którym chcę podsumować mój wywód, to ten z Fight Clubu:

„Chodzisz do pracy, której nienawidzisz, żeby kupować rzeczy, których nie potrzebujesz, za pieniądze, których nie masz, żeby zaimponować ludziom, których nie lubisz.”

Czy tak chcemy żyć?

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ostatnie teksty z tego cyklu:

  1. Pozwól sobie na niewesołe emocje
  2. Zrób test inteligencji wielorakiej
  3. Pomyśl o śmierci
  4. Stwórz weekendowy rytuał
  5. Antyporadnik prezentowy, czyli „jak” zamiast „co”

Pozostałe znajdziesz w zakładce: 52 Tygodnie Pozytywności