jak uciec od świątecznej gorączki

Byłam wczoraj na zakupach. Takich ogólnych, spożywczych. Chciałam zaopatrzyć się w część rzeczy już przed świętami, żeby nie wwalić się w największy tłum. A tłum i tak był. Stoiska z milionem rodzajów ciast. Pudła z wielkimi zabawkami po kilkaset złotych. Kolejki. Na szczęście prezentów nie muszę już kupować, ale nawet w hipermarketach i dyskontach (byłam w Lidlu i Auchanie) tłok jest niesamowity. Kilka razy słyszałam wzywanie rodziców do dziecka, które czeka w recepcji przy wejściu (oczywiście każde dotyczyło innego dziecka). No przepraszam, ale jak dla mnie to jest niestety masakra.

Po co są święta?

Po to, żeby się nażreć? Po to, żeby goście mogli popatrzeć na lśniące mieszkanie? Po to, żeby popisać się drogimi prezentami? Po to, żeby dziecko kupić tymi drogimi prezentami? A po drodze w poszukiwaniu tych prezentów zgubić to dziecko w sklepie? Ja rozumiem chodzenie z dziećmi do sklepu – nie rozumiem takiego szału, żeby je aż zgubić. Albo to sprzątanie. Ja wszystko rozumiem, też lubię mieć czysto. Jednak zabijaniu się ze ścierą i mopem mówię stanowcze nie.

„Wszystko kupić!”

Ostatnia moja rozmowa z pewnym starszym członkiem mojej rodziny była dla mnie zupełnie abstrakcyjna. W te święta jest nas zdecydowanie mniej. Ktoś jest ciężko chory i nie przyjedzie. Kto inny nie przyjeżdża, bo od jakiegoś czasu ma swoją rodzinę (znaczy nas) gdzieś. Zawsze była z nami też babcia, ale babcia odeszła zimą tego roku. Poza tym w tym roku obchodzimy Wigilię wspólnie z rodziną mojego Męża. A jednak osoba, z którą rozmawiałam nadal uważa, że trzeba nagotować jedzenia dla pułku wojska. Na moją propozycję, że może by tak śniadania i kolacje w święta zrobić zwyczajne, nieodświętne i najnormalniej w świecie jeść, to co zwykle i to kupić, zareagowała „wszystko kupić!”. Zbaraniałam. Robię w tym roku (sama lub z Mężem) SZEŚĆ ciast. Sześć. Oraz ciasteczka. Oraz robimy pierogi, barszcz (nawet na własnym zakwasie), kompot, rybę, krokiety. Oraz kapustę zrobi teściowa. I pewnie coś jeszcze.

Ale tak. Wszystko kupić. I ja się pytam, po co w takim razie są święta? Żeby się napracować, aż się padnie, a potem z poziomu tej podłogi lub kanapy, na którą się padło, jeść?

Nie.

Przedświąteczna gorączka asertywność

Niezależnie od tego, czy masz takie wewnętrzne poczucie, ktoś Ci je w wpoił czy ktoś inny próbuje Cię wmanewrować w swój samobójczy świąteczny kołowrotek, to zatrzymaj się na chwilę. I powiedz nie. Wyjdź spokojnie z tego kołowrotka i rób swoje. Pozwól sobie na spokój i prawdziwą celebrację świąt. Tak, żebyś czuła/czuł się dobrze. Ja na przykład bardzo lubię robić te ciasta, pierogi i barszcz sama. Trochę dlatego, że wiem, co jem, a trochę dlatego, że domowe ciasta po prostu bardziej mi smakują. Ale nie lubię zupełnie i w ogóle na siłę i na chama dostać jeszcze dodatkowej roboty, której efektem będzie stado tłustych, majonezowych potraw. Serio, kupię sobie hummus i będzie okej.

jak uciec od świątecznej gorączki

Podobnie rzecz ma się ze sprzątaniem. Lubię, jak w domu jest czysto. Ale nie lubię z szaleństwem w oczach szukać miejsca, gdzie jeszcze nie jest idealnie. Wolę, żeby w domu było tak zwyczajnie czysto, ale mieć jeszcze siłę na to, by ubrać choinkę, zrobić stroik i powiesić światełka. Żeby wypić w spokoju gorącą kawę.

Obowiązki czy i przyjemności

Obserwuję taki kanał „Clean My Space” (no i teraz wyjdzie, że jestem szaloną czyścioszką, skoro oglądam kanały o sprzątaniu – ale ja go oglądam właśnie dlatego, żeby je sobie usprawnić, żeby sprzątać sprytnie). Ostatnio Melissa, założycielka owego kanału, nagrała filmik o tym, jak mieć takie święta, by się dobrze czuć, a jednocześnie mieć czysto. Po prostu trzeba ustalić sobie priorytety (so obvious! ;)). Najlepiej zrobić dwie listy – obowiązków do zrobienia i świątecznych przyjemności. A później odwalić z listy wszystkie obowiązki, które nie są niezbędne i wstawić w ich miejsce przyjemności 😀

Ej, serio. Od tego są święta, żeby je celebrować. Poza tym, hej! Nie wiem, jak Ty, ale ja na pewno lubię wyglądać w święta odświętnie. Lubię być świeża, umalowana, ładnie ubrana. A jak miałabym tego dokonać, gdybym się zabijała sprzątaniem i gotowaniem? I przypominam, szczególnie Tobie, kobieto, nie jesteś niezastąpiona. Twój Mąż, Twoje dzieciaki i ogólnie cała Twoja rodzina może równie dobrze wykonywać domowe obowiązki. Daj im szansę.

Zadanie #46 Powiedz stanowcze NIE zaorywaniu się w święta

Sobie, ale i innym. Masz prawo do tego, żeby odpocząć. Masz prawo robić święta w swoim domu po swojemu. Jeżeli ktoś chce dodawać sobie roboty, to niech sobie dodaje, ale mu nie pomagaj. To jego wybór. Ty masz prawo wypić w spokoju kawę, piwo, ziółka czy co tam pijesz. Masz prawo wyjść na spacer i ponapawać się piękną, zimową pogodą (tak, zaklinam rzeczywistość). Pobawić się ze swoim psiakiem. Ubrać piękny stroik i choinkę W SPOKOJU i naprawdę się tym cieszyć. Pomalować paznokcie i zrobić maseczkę, słuchając świątecznej playlisty. Ułożyć sobie tę playlistę. Zrobić z dzieciakami nowe świąteczne ozdoby albo ulepić bałwana (zaklinania ciąg dalszy…). I tak dalej, i tak dalej, co Ci tylko w duszy gra. To naprawdę nie musi być idealistyczne myślenie, możesz sprawić, że właśnie te święta będą wyglądały tak, jak chcesz, żeby wyglądały.

jak uciec od świątecznej gorączki

Zrób sobie te listy. Sprawdź, które „obowiązki” możesz olać i jakie przyjemności wstawić w ich miejsce. Sprawdź, czy jakichś obowiązków nie dałoby się już teraz wykonać. Ale przeplataj je przyjemnościami. Ja na przykład przeuwielbiam pakować prezenty. Może nie jestem tego mistrzynią, ale naprawdę się staram i bardzo to lubię. Puszczam sobie świąteczną playlistę, wyciągam wszystkie nagromadzone przez lata papiery i wstążeczki, łapię taśmy, nożyczki, klej, etykiety, długopis i jadę z tym koksem! 🙂 A potem grzecznie pójdę pozmywać… Tak a propos, Mikołaju, czy nie mógłbyś mi przynieść pod choinkę zmywarki? 😀

Naprawdę, zarezerwuj trochę czasu na rzeczy, które normalnie robisz, a które sprawiają Ci przyjemność. Nie rezygnuj podczas świąt z jogi, spacerów, ćwiczeń, czytania książek, oglądania filmów, odwiedzania przyjaciół itp., bo nie ma takiego obowiązku. Po prostu. Kiedyś słyszałam taką wersję, że harmonogram świąt wygląda następująco: Wigilia, no wiadomo, dla rodziny; pierwszy dzień Świąt (niespodzianka!) dla rodziny; dopiero w drugi można odwiedzić przyjaciół. Ale wiecie co, mam to gdzieś. Jeśli będę chciała spotkać się z moimi przyjaciółmi wieczorem po Wigilii, to się spotkam. Jeśli będę chciała w pierwszy dzień, to też się spotkam. Uważam, że trzymanie się tego rodzaju konwenansów jest przestarzałe. Choćby dlatego, że moi przyjaciele są dla mnie jak rodzina (a czasem nawet bliżsi) i w moim przypadku to rozgraniczenie mocno się zaciera.

jak uciec od świątecznej gorączki

wiesz dlaczego przede wszystkim Twoje święta powinny Ci służyć? Dlaczego powinnaś/powinieneś je w swoim klimacie, w swoim tempie i na swoich warunkach celebrować?

Bo masz prawo kochać siebie i siebie stawiać na pierwszym miejscu. Bo jak wszyscy dawno wiemy – z pustego i Salomon nie naleje. Innymi słowy – człowiek wypruty, raczej się nie przysłuży innym. A szczęśliwy i spełniony będzie to szczęście przelewał na innych. Czy tak nie jest lepiej?

To jakie będą Wasze święta? Trzymacie się (nadal) wersji #slowchristmas i #slowdecember? Mi na razie idzie nienajgorzej. 🙂

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ostatnie teksty z tego cyklu:

  1. Antyporadnik prezentowy, czyli „jak” zamiast „co”
  2. Porzuć życie na pokaz
  3. Bądź „tu i teraz”, bądź uważny
  4. Słuchaj dobrej muzyki
  5. Medytuj

Pozostałe znajdziesz w zakładce: 52 Tygodnie Pozytywności