• jak sobie radzić z negatywnymi emocjami

Jeśli obserwujecie mnie na instagramie, to wiecie, że niedawno opublikowałam post człowieka zmęczonego życiem. 🙂 Im starsza jestem, tym bardziej uświadamiam sobie, jak życie jest trudne. I nie, nie jestem z tych, którzy uważają, że jak sobie pomyślę, że życie jest łatwe, to będzie łatwe. Nie będzie. Potwornie irytuje mnie podejście wielce intelektualnych pesymistów, którzy uważają, że narzekanie (albo sarkazm) jest oznaką inteligencji, a pogodne usposobienie jest oczywistym wskaźnikiem niskiego IQ. To ja Was pytam, siriusli? Wasz świat jest aż tak czarno-biały? Ludzie dzielą się na mądrych życiowo pesymistów i optymistycznych półgłówków?

Pozytywne NASTAWIENIE zamiast pozytywnego MYŚLENIA

Zasadniczo uważam, że do osiągnięcia stanu pogodzenia się ze sobą i z życiem potrzebne jest kilka składników. Nie wystarczy nie narzekać. Nie wystarczy myśleć pozytywnie. Nie wystarczy pożegnać się z osobami, które ściągają nas w dół. Potrzeba nieco bardziej kompleksowego działania i właśnie dlatego powstał ten cykl. Każda z tych rzeczy, o których w nim do tej pory pisałam – włącznie z porządkiem w szafie i rozsądnym (proszę, nie czepiajcie się o to słowo, nie chcę tu snuć filozoficznych dysput) podejściem do finansów – składa się na pewną harmonię, którą nazywam Pozytywnym Życiem. Oczywiście nie z każdym z moich do tej pory 37 składników musicie się zgodzić, bo to jest moja Wizja. Taka czy inna – jest niezbędna do osiągnięcia jakiegokolwiek celu w życiu. I jeśli taka Wizja ma oznaczać pozytywne myślenie, to ja się na takie pozytywne myślenie zgadzam. A nie jakieś tam „jestem zwycięzcą”.

Oderwane od jakiegoś fundamentu pozytywne myślenie nie zmienia w życiu nic. Tak jak związek, który nie jest oparty na solidnych fundamentach przyjaźni i zobowiązania, tak wpieranie w siebie rzeczy, w które się nie wierzy, nie ma większego sensu i do niczego trwałego ani głębokiego nie doprowadzi. Dlatego polecam myślenie. Myślenie w sensie przemyśliwania różnych spraw w życiu. Przemyśliwania tego, z czym się zgadzam lub nie zgadzam i dlaczego. Czy moje poglądy są naprawdę moimi poglądami, czy wygłaszam je, bo obecnie elegancko jest takie właśnie mieć? Pozytywnie nastawić się można dopiero wtedy, gdy ma się tegoż głęboką potrzebę. Ja swoją potrzebę każdego dnia umacniam zapisywaniem sobie tego, za co jestem wdzięczna i tego, co dobrego przyniósł mi dzień. Działa tu mechanizm potrzeba -> działanie -> umacnianie -> dalsze działanie. (kółeczko)

Emocje inne niż radość także są pozytywne

Brzmi bez sensu? Ależ to jak najbardziej ma sens. Jeżeli człowiek dusi w sobie pewne emocje, bo uważa, że są niewłaściwe, to w końcu wybuchnie. Albo stanie się zgorzkniałym cynikiem. Czy nie lepiej przyznawać się przed samym sobą do swoich emocji? Czy nie lepiej byłoby mówić o swoich emocjach otwarcie i szczerze, dopóki nie mają jeszcze takiej skumulowanej siły rażenia? Ludzie, ja też bywam wściekła. Bywam wściekła na sposób, w jaki traktuje się w naszym kraju kobiety. Bywam wściekła na polityków za kompletny brak zainteresowania środowiskiem. Też zdarza mi się narzekać (tyle że ten stan nie jest permanentny i sama nie uważam narzekania za dające cokolwiek poza upustem frustracji). Też płaczę. Czasami jest mi smutno i przykro, bo np. się na kimś zawiodę. Czasami moja ekscytacja czymś wychodzi poza stan zen. 😉 Czasami moje uczucia są skrajne. Jestem człowiekiem, więc mam emocje. To powinien być hasztag. 🙂

jak sobie radzić z negatywnymi emocjami

W moim rozumieniu pozytywna jest równowaga – także między tymi wszystkimi emocjami. Tak, jak powinniśmy przeplatać odpoczynek z pracą, tak powinniśmy również pozwalać sobie na smutek czy złość. Nie chodzi mi nawet o jakieś osiągnięcie stanu zen i unoszenia się nad ziemią. Chodzi mi o takie zwykłe, ludzkie pogodzenie się ze sobą i z tym, kim się jest. To jest osiągalne dla każdego, kto tylko zechce włożyć w to wysiłek.

Chcesz coś osiągnąć? Musisz w to włożyć wysiłek

W sobotę, podczas miłego jesiennego spaceru po lesie, dyskutowałam z Mężem o dorosłości. Doszliśmy do wniosku, że wszystkie te rzeczy, które ostatnio udaje nam się zrobić „ponad”, są po prostu wyszarpane. Moglibyśmy sobie leżeć na kanapie i żreć czipsy, ale podejmujemy wysiłek, żeby ruszyć tyłek i później jesteśmy zadowoleni, że jednak wyszliśmy. Obojgu nam zdarza się pracować w weekend, bo w tygodniu nie zdążyliśmy wszystkiego załatwić, a jednak robimy też choć jedną rzecz tylko dla nas. Robimy przetwory, gotujemy i pieczemy w domu, zamiast karmić się niezdrowymi gotowcami. Te wszystkie starania, dodatkowe aktywności i wyszarpywanie czasu mają jeden skutek uboczny: zmęczenie.

Jasne, kłania się też sztuka odpuszczania, ale ja pewnych rzeczy po prostu nie chcę odpuścić. Nie chcę odpuścić rozwoju, nie chcę odpuścić książki, nie chcę odpuścić spaceru po lesie, ani domowego obiadu. Mam więc następujące opcje: albo odpuścić pewne rzeczy, na których mi zależy i być na siebie złą, że to zrobiłam; albo robić te rzeczy i wściekać się, że przez to jestem zmęczona; albo zaakceptować to zmęczenie jako naturalną konsekwencję rozwoju i życia w zgodzie ze swoimi wartościami. I ja właśnie tę trzecią opcję wybieram. Czy zmęczenie samo w sobie brzmi pozytywnie? No nie. Ale jeśli spojrzymy na to szerzej, to dojdziemy do wniosku, że to tylko zmęczenie. Sama sobie to wybrałam, nikt mi nie kazał. A dzięki temu posuwam się ze swoimi celami do przodu. Nie jestem typem, który zadowala się tym, co przeciętne.

Chciałabym też zostać dobrze zrozumiana. Nie chodzi o to, że człowiek, który lubi przeciętność, jest w jakimś sensie gorszy. Nigdy w życiu! Zachwyca mnie proste i zwyczajne życie, ale na tym etapie swojego wiem, że nie jest ono dla mnie. Podejrzewam, że w pewnym momencie swojego życia się nasycę albo będę zbyt zmęczona, żeby przeć dalej, ale to jeszcze nie teraz. 🙂

Zadanie #37 Pozwalaj sobie na pozornie negatywne emocje i przyglądaj się im

Ohoho, jesteśmy bliżej niż dalej na naszej drodze do Pozytywnego Życia. Jesień jest zdecydowanie najbardziej refleksyjną porą roku, więc decyduję się na poruszanie trochę bardziej niekonwencjonalnych aspektów pozytywności. Na za 2 tygodnie szykuję coś całkiem poważnego. Chyba najpoważniejszego w całym tym cyklu. Tymczasem, w ramach wprowadzenia, proponuję właśnie przyglądanie się swoim emocjom. Wiem, że to brzmi jak psychologizm, ale to określenie ładnie ilustruje, o co chodzi.

jak sobie radzić z negatywnymi emocjami

Wystarczy zwrócić uwagę na swoje odczucia. Gdy poczujesz się w jakimś sensie źle, to „weź” tę emocję, „przyjrzyj się” jej i rozłóż ją na czynniki pierwsze. Dlaczego jestem smutna/smutny? Co dokładnie sprawiło, że tak się czuję? Jak się czuję z tym moim smutkiem? Czy on jest nie do przejścia? Jak mogę unikać sytuacji, w których tak się czuję? A jeśli nie mogę unikać, to co mogę z takim smutkiem zrobić? Może mogę go jakoś okiełznać? Może mogę zrobić dla siebie coś dobrego? Może mogę powiedzieć osobie, która sprawiła, że mi smutno, żeby więcej tego nie robiła? Dlatego właśnie na początku tekstu mówiłam o myśleniu. Przyglądanie się swoim emocjom wiąże się raczej z rozwijaniem inteligencji emocjonalnej niż tej związanej z intelektem, ale to nadal jest myślenie.

Czasem przyglądam się różnym osobom, które wyglądają mi na zagubione i dostrzegam, że wspólnym elementem dla nich wszystkich jest właśnie oderwanie od swoich emocji, brak przemyśleń i zastosowania wyniesionych z trudności doświadczeń w przyszłości. Czasem dochodzi do tego, że jedyną osobą, która może pomóc jest specjalista – psycholog. Dlaczego nie zacząć nad tym pracować, gdy jeszcze nie jest za późno? 

Co sądzicie? Czy na „negatywne” emocje można patrzeć pozytywnie? Jak sobie radzicie z tymi trudnymi emocjami?

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ostatnie teksty z tego cyklu:

  1. Celebruj codzienność
  2. Nie masz czasu?
  3. Zacznij prosić o pomoc
  4. Zaproponuj komuś pomoc
  5. Naucz się oszczędzać pieniądze

Pozostałe znajdziesz w zakładce: 52 Tygodnie Pozytywności

  • Emocje w życiu są bardzo ważne. Trzeba pamiętać, że większość z nich jest wywołana przez nasze otoczenie, które wpływa bezpośrednio i pośrednio na to,, jak się czujemy, jak się zachowujemy i troszkę też na to, jak myślimy 😉 Ja wierzę, że jestem wypadkową 5 osób, które najczęściej spotykam w swoim otoczeniu – od nich biorę najwięcej, choć niekoniecznie one mają tak samo 😉

  • ma.kesz

    Dopiero po czterdziestce nauczyłam się cieszyć życiem bez względu na to ze sobą niesie. Długa droga za mną. Pomogło zajęcie się sobą i rozwijanie pasji.

  • Marek Minimalista

    Uświadomienie sobie, że w życiu mamy cały wachlarz zdarzeń pozytywnych i negatywnych i co za tym idzie towarzyszą temu odpowiednie emocje, sprawia, że lepiej znosimy te negatywne.

  • Pięknie napisane… W moim odczuciu rozmowy (nawet takie wewnętrzne monologi) o swoich emocjach, pozwalają poznać siebie i swoje potrzeby jeszcze bardziej. A to z kolei jeden z elementów udanego związku.

  • Wszystkie emocje są nam potrzebne w życiu, takie mieszanki odczuć, jednak radzenie sobie z nimi, odpowiednie do nich nastawienie, wymaga pracy nad sobą.

  • Mamnatooko.pl.

    Czasami trzeba się zatrzymać , chocby na chwilkę, by przemyśleć i tak jak piszesz „przyjrzeć się emocjom”. Warto!

  • Grażynka Zaborska

    Bardzo ciekawy artykuł.

  • Też jestem zdania, że nie warto ukrywać emocji. Warto umieć nad nimi panować, ale nie oznacza to bycie wyprutym nawet z negatywnych emocji. One muszą mieć też swoje ujście, bo pewnego dnia będzie tego za dużo i wtedy faktycznie jak się wybuchnie to może być groźnie.