Olej złote rady innych ludzi | 52 Tygodnie Pozytywności

jak reagować na nieproszone rady

Oj, człowieki lubią decydować o życiu innych człowieków, oj, lubią. „Wspomnisz moje słowa!”, „Zobaczysz, jak będziesz starsza”, „Ani się obejrzysz, a…”, „tak trzeba”, „przecież to nie jest normalne”, „nie wyłamuj się”, „nie wychylaj się”, „miej dzieci wtedy i wtedy”, „tylko studia techniczne i informatyczne mają sens” i takie tam. Znacie to? No ja też. To dziś sobie o tym pogadamy.

Zacznę z grubej rury bardzo ważnym przypomnieniem: nie żyjemy wiecznie. Każdy z nas ma tylko jedno życie o ograniczonej długości, bardzo kruche i ułomne – naprawdę niewiele trzeba, by zostało brutalnie zakończone. Każdy z nas jest odrębnym człowiekiem, mającym swoje własne przekonania, przemyślenia, wartości, charakter, potrzeby, możliwości, marzenia itd. Dlaczego więc mielibyśmy komukolwiek pozwolić maczać w nich palce?

Wczoraj zapytałam swojego Męża, co według niego jest we mnie wyjątkowe – powiedział m. in. to, że nie boję się iść pod prąd albo to, że nie zna nikogo innego, kto podróżowałby w taki sposób jak ja (jak najwięcej chodzenia, cudowny ból stóp, zwiedzanie i wcześniejsze wyszukiwanie najciekawszych knajp). Myślę, że na świecie znalazłyby się takie osoby, ale widocznie po prostu nie jest nas tak dużo. Jeżeli ja nie widzę powodu, żebym musiała jeździć na wspaniałe wakacje all-inclusive, żeby leżeć do góry brzuchem, to znaczy, że znajdzie się jeszcze parę osób, które wolałyby się sobie poszwendać i grubą kasę wydać np. tylko na żarcie. Ważne, żebyście wiedziały/wiedzieli, czego w ogóle chcecie – w kwestii podróży, pracy, rodziny, organizacji wesela, religii, miejsca zamieszkania, sposobu życia itd.

A propos podróży, przypomniała mi się sytuacja, gdy ktoś zapytał mnie, co robiliśmy z Olkiem w Londynie. Jako że pierwszego dnia naszego pobytu padało, postanowiliśmy pozwiedzać londyńskie muzea (cudne zresztą, możecie o nich poczytać tutaj). W związku z tym swoją opowieść zaczęłam właśnie od tego, chronologicznie i nagle usłyszałam „to wy tam pojechaliście do muzeów?” z taką oceną w głosie, przyganą, szokiem, sama nie wiem czym, ale nie było to przyjemne, bo prowokowało do tłumaczenia się. A więc tak. Jeżeli w mieście, do którego jadę są wspaniałe muzea, to owszem, zwiedzam je. Widocznie jestem jakąś kulturową wariatką. 😉 I milionowy raz powiem to na blogu: do Berlina i Londynu wróciłabym dla samych muzeów. Bo JA tak właśnie lubię podróżować.

Pamiętaj: tylko TY wiesz, co dla ciebie dobre. Tylko TY znasz swoje wartości i wiesz, jak chcesz żyć, gdzie chcesz żyć, jak się odżywiać i na kogo głosować w wyborach. Nie daj sobie wciskać kitu, że ktoś wie lepiej od Ciebie, bo jest doświadczony, starszy czy jakim tam jeszcze innym „autorytetem” jest. Nie chodzi o to, że ja nie uznaję autorytetów. Moje autorytety to ludzie, którzy nie mówią mi, jak mam żyć, tylko swoim przykładem pokazują, że można inaczej. Bo np. jak ktoś starszy i podobno mądrzejszy mówi mi, że przez ludzi takich jak ja, którzy głosowali na niszową partię, inna partia przegrała, to mi ręce opadają. Rozumiecie, jakaś partia przegrała, bo ja głosowałam na inną. Nie np. dlatego że połowa Polaków nie pofatygowała się do urn. Żeby było śmieszniej, ta osoba do nich należała. Także tego.

jak reagować na nieproszone rady

Dobra, dosyć tych wstępów i tak już wiecie, o co mi chodzi 🙂

Zadanie #18 Przestań pozwalać innym ludziom decydować o swoim życiu i zacznij w końcu żyć po swojemu

W sytuacji, gdy ktoś nie proszony zaczyna udzielać Ci rad, masz dwie możliwości: albo mówisz „mhm, mhm”, a potem robisz swoje, albo – w wersji odważnej – mówisz, że tak nie zrobisz i tłumaczysz dlaczego. Przy drugiej opcji istnieje niebezpieczeństwo, że ten ktoś Cię nie zrozumie, bo a) nie chce Cię zrozumieć – tak jest zatwardziały w swoim poglądzie na (Twoje) życie lub b) nie potrafi Cię zrozumieć, bo nie ma odpowiednich informacji. Muszę przyznać, że sama akurat zauważyłam, że mimo wszystko część tych zatwardziałych mięknie, gdy widzi, że wychodzi mi mój sposób na życie i że jestem szczęśliwa.

Nie ukrywam, że jestem zwolenniczką drugiej możliwości. Lubię być szczera wobec siebie i innych ludzi. Nie lubię niczego zamiatać pod dywan, bo wtedy gromadzi się tam całkiem spora kupka, którą w końcu i tak będzie trzeba posprzątać. Poza tym chcę zmieniać świat i jeżeli nie będę otwarcie mówiła o tym, że można inaczej, że są różne sposoby na życie, to odcięłabym główną drogę ku tej zmianie. Oczywiście jest ten minus, że konfrontacja staje się nieunikniona. Ja jednak nie boję się dyskusji. Jeśli Ty masz z tym problem i wolisz „mieć spokój”, to spróbuj najpierw pierwszej opcji. Może z czasem przekonasz się do drugiej. Z doświadczenia wiem, że robienie rzeczy dla świętego spokoju, kończy się ogromną frustracją i pozwoleniem innym na wejście Ci na głowę – jednak to moje doświadczenie i nie każdy musi podzielać ten pogląd. 🙂

Końcówkując już – wszyscy mają pomysł na to, jak powinno wyglądać Twoje życie, ale pamiętaj o tym, że masz je jedno i nie daj się wmanewrować w coś, co później uznasz za stratę czasu. A jeśli tylko masz takie przeczucie, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że tak właśnie będzie. Działaj w zgodzie ze sobą, a wszystko się ułoży. Naprawdę 🙂

A może macie jakieś swoje pomysły na radzenie sobie z nieproszonymi radami, które świetnie się sprawdzają?

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ostatnie teksty z tego cyklu:

  1. Schematy i nawyki – czy to zawsze dobra droga? | 52 Tygodnie Pozytywności
  2. Nie rób z siebie męczennika | 52 Tygodnie Pozytywności
  3. Kup coś, co dawno za Tobą chodzi | 52 Tygodnie Pozytywności
  4. Kochaj swoje ciało | 52 Tygodnie Pozytywności

Pozostałe znajdziesz w zakładce: 52 Tygodnie Pozytywności

A na dokładkę: Terror pozytywności?

  • Niestety, ludzie, zamiast słuchać wolą dawać rady. Z drugiej strony, jeżeli mamy zdrowe poczucie wartości, to możemy się dobrymi radami nie przejmować. Ja na dobre rady odpowiadam: „ok. Takie jest twoje zdanie, ja mam inne” lub jeżeli rada wydaja się niegłupia „Dziękuję, przemyślę”

    • Ja teraz już wiem, że tak powinnam reagować, ale długo po prostu się wściekałam. Mam nadzieję, że ktoś jeszcze zobaczy ten tekst i przemyśli sprawę 🙂

  • Czasem nawet jeśli z czystego serca próbujemy zadowolić wszystkich wokół, ugiąć się do ich oczekiwań, na siłę wpasować w ich ramki, po chwili zatracamy siebie i tak się dusimy w tych narzuconych schematach, że przestajemy lubić siebie, swoje życie, a to jest wręcz niebezpieczne. Sama kiedyś byłam przewrażliwiona na punkcie dbania o emocje innych. Do krytyki podchodziłam wręcz na płaszczyźnie próby jej zrozumienia: zazdrość? niepokój bo moim zachowaniem neguję czyjś ugruntowany tok rozumowania? próba zwrócenia na siebie uwagi? Ale życie mnie nauczyło, że trzeba znać granice między empatią, dyplomacją i poczuciem własnej wartości i tożsamości. Najlepsza zatem reakcja? Wysłuchać, spróbować spojrzeć z punktu widzenia tej osoby, może znaleźć jakich łącznik w jej rozumowaniu, uśmiechnąć się i robić swoje. A potem któregoś dnia wcale nie rzadko okaże się, że właśnie ta osoba zacznie podążać w nasze ślady 😉 ale na szczęście udepcze własną ścieżkę, bo nikt nie jest identyczny i to jest magia życia właśnie i społeczeństwa

  • Hej 🙂 Bardzo wartościowy tekst… „Moje autorytety to ludzie, którzy nie mówią mi, jak mam żyć, tylko swoim przykładem pokazują, że można inaczej” – najważniejsze zdanie. I właśnie z tego powodu nie uważam, by wyjaśnianie swoich pobudek nalegającym było konieczne (nie dobre czy złe, ale konieczne). Oczywiście można, ale właśnie pytanie jaką wartość się z tego ma. Czasem wartością jest własna satysfakcja – wytłumaczenie komuś, że mój sposób jest równie ok, ambicja zmiany czyjegoś światopoglądu na lepszy, to znaczy np. bardziej tolerancyjny. I ja tak właśnie kiedyś miałam. Teraz jestem spod znaku „mhm”, „mhm” – nie dlatego, że brakuje mi argumentów, zwykle podchodzę do moich wyborów dość świadomie i potrafię je umotywować. Ale dlatego, że moją ambicją przestała być zmiana cudzego myślenia. Bo zaczynam myśleć, że to wojowanie tę samą bronią, przed którą tak się broniliśmy.

    • Tą* samą bronią 🙂

    • Coś w tym jest, jednak mi bardziej chodzi o krzewienie tolerancji dla wyborów innych ludzi. Np. jak tłumaczę komuś, dlaczego nie jem mięsa, to nie dlatego, żeby przekonać go, żeby też to nie jadł, tylko dlatego, żeby zrozumiał, dlaczego ja decyduje się na taką a nie inną dietę 🙂 Bardzo Ci dziękuję za komentarz, zwłaszcza, że nie wpadłam na to, że także to może kryć się za przytakiwaniem 🙂

  • Wśród moich znajomych jest mnóstwo cioci i wujków dobrych rad i zawsze chcą mi służyć poradą. Wtedy słucham ich, analizuję i jeśli faktycznie jest w tym jakiś sens i czuję, że się z tym zgadzam to się stosuję 😉

    • Wiadomo, czasem warto posłuchać czyjejś rady, ale decyzja czy to zrobić powinna należeć do tego, kto o nią prosi 🙂

  • Kolejny świetny tekst! 🙂 Nie rozumiem, jak można nie szanować odrębności drugiego człowieka i jego prawa do własnych wyborów. Swoją drogą, też lubię się włóczyć po muzeach lub godzinami fotografować budynki, czego wiele osób ne rozumie. Niestety.

    • Najlepsze jest to, że przecież nie muszą sami uwielbiać artystycznych zajęć, żeby dać innym ludziom robić ze swoim życiem i czasem, co im się zywnie podoba. Niestety brak poszanowania dla odrębności i inności człowieka wciąż jest problemem. Bardzo Ci dziękuję 🙂

  • Oj, tak, tak! Świetny tekst 🙂 Najlepszy jest mój mąż, z którym żartujemy sobie tak, mąż mówi: po męsku powiem Ci – zrób tak i tak, a po kobiecemu – ojej, ale masz kłopot 🙂 więc jak ktoś mi udziela dobrych rad, to mówię, bądź kobietą, bądź po prostu empatyczny 🙂 i to działa!

    • Albo można po prostu zapytać, czy zwierzający się z kłopotu potrzebuje porady 🙂

  • Większość takich doradców nie powie nawet „gdybym był na Twoim miejscu…” albo „Myślę, że możesz popełnić błąd”, tylko od razu z grubej rury „Masz zrobić tak i tak bo jak zrobisz inaczej to zniszczysz sobie życie!” – zupełnie jakby wizja dobrze przeżytego życia była jednakowa dla każdego 🙂 To jest trochę fascynujące jak się tak dłużej nad tym zastanowić. 😮

    P.S.: Co do Londynu – chcę go zwiedzić tylko ze względu na Muzeum Historii Naturalnej i tak, każdy robi ogromne oczy kiedy to słyszy. Czasem czuję się jak kosmitka 😀

    • Muzeum Historii Naturalnej jest wspaniałe! Myślę, że oni po prostu nie wiedzą, co tam jest i dlatego tak reagują 😀
      O tak, „co ty robisz ze swoim życiem”, „nic nie wiesz o życiu”, „jak będziesz starsza, to zrozumiesz” – kocham to. Obawiam się, że tacy ludzie naprawdę myślą, że jest jedyna słuszna droga życia 🙁

  • Nie nawidzę gdy ktoś próbuje decydować o moim życiu, gdy próbuje mi je umeblowac po swojemu. To moje życie i nikt mi w nim bałaganu robił nie będzie. Stawiam sprawę jasno i każdy, wie na ile może sobie u mnie pozwolić. Wczoraj teść mi próbował coś tam narzucić ale szybko bo zgasiłam.

    • Ja robię już to chyba dosyć automatycznie – ostatnio Mąż zwrócił mi uwagę, że kogoś zgasiłam, kiedy to wcale nie było moim zamiarem, bo tylko wypowiedziałam swoje zdanie 🙂

  • Wszystkie te rady są słuszne, tylko zawsze na końcu każdy musi sam sobie odpowiedzieć: „Jak ja się z tym czuję?”… I tylko tyle.. i aż tyle 🙂

  • Ja jak ktoś mnie wyjątkowo zirytuje mówię coś w rodzaju „Dziękuję za radę, na pewno przekazaną w dobrej wierze, natomiast nie jesteś dla mnie autorytetem w kwestii (np) odżywiania, więc zostanę przy swoim rozwiązaniu” 😀

  • dobra rada – skąd ja to znam, a szczególnie jeśli chodzi o wychowanie dzieci///

  • Ja lubię się często radzić w kwestii różnych wyborów, ale są to osoby, które mnie dobrze znają i któym ufam

    • Co innego prosić o radę, gdy jej potrzebujesz, a co innego musieć wysłuchiwać rad, które są Ci wciskane na chama 🙂

  • Olej! Pieknie to zatytulowalas! Jak najbardziej jestem fanka olewania ludzi nieszczerych, zazdrosnych i zawistnych, a mam bardzo dobra intuicje do ich rozpoznawania. Bo po co sobie zycie zatruwac 🙂

    • Wydaje mi się, że dużo większy problem sprawiają bliscy ludzie, którzy w sumie chcą dobrze, ale nie rozumieją, że dla mnie to samo niekoniecznie również oznacza „dobrze”.

  • Każdy jest kowalem swojego losu tylko nie każdy potrafi nim być.

    • Coś w tym jest – rzeczywiście nie każdy chce brać odpowiedzialność za swoje życiowe wybory. Lepiej zwalić wszelkie swoje niepowodzenia na okoliczności zewnętrzne i mieć „święty spokój”.

  • Przyznam się, że nie cierpię cioć i wujków dobra rada, którzy mają 1000 rad na każda okazję i dają ci je nieproszeni i nie pytani o zdanie. Zawsze staram się dać do zrozumienia tej osobie, że nie pytałam się go/jej o zdanie, także niech się nie czuje uprawniony/a do doradzania ;).