jak przestać narzekać

Czytając moje poprzednie teksty pewnie zauważyłyście/zauważyliście, jak ogromny nacisk kładę na wdzięczność – a właściwie na praktykowanie wdzięczności. Wszyscy mamy jakieś – większe czy mniejsze – problemy. Najłatwiej byłoby się cały czas wpieniać na wszystko, co nam nie wychodzi, kląć na czym świat stoi i obarczać innych winą za nasze niepowodzenia. Tylko czy najlepiej? Ja uważam, że nie. I to nie tylko dla nas samych, ale także dla naszego otoczenia lepiej by było, gdybyśmy skupiali się na dobrych stronach życia.

Ostatnio zauważyłam trend przeciwny pozytywnemu nastawieniu w ogólności. Trend ten skupia się na wytykaniu ludziom, którzy pozytywne nastawienie praktykują i zachęcają do tego innych, że nie pozwalają ludziom mieć problemów. Ależ nieprawda. To znaczy, nie mogę odpowiadać za ogół, ale za siebie mogę. Oczywiście, że każdy z nas może mieć swoje problemy. Skoro zauważam, że niektórzy ludzie wyolbrzymiają swoje problemy, żeby umniejszyć moim i sprawić, żebym zaniedbała rozwiązywanie swoich, żeby zająć się ich problemami, to przecież wiem, że sama mogłabym zrobić to samo. A nawet trochę czasem to robię. W głowie.

jak przestać narzekać

Nie po to, żeby kogoś w taki właśnie niecny sposób wykorzystać, tylko właśnie, żeby samej nie dać się wykorzystać i zająć się swoim własnym życiem, rozwiązać swoje problemy, bo naprawdę uważam, że człowiek powinien w pierwszej kolejności zająć się sobą. Wtedy, gdy wystarczy mu czasu, a jego potrzeby są zapewnione, może (ale nigdy nie musi!) pomóc innym ludziom (ale nie załatwiać za nich wszystkiego zawsze i wszędzie czy też domyślać się, czegóż to X i Y mogą dziś potrzebować).

Masz prawo mieć swoje problemy – choćby były najbardziej trywialne na świecie

Czyli ustalone – każdy z nas ma prawo mieć swoje problemy oraz ma prawo zająć się ich rozwiązywaniem. Oraz ma prawo być szczęśliwym, nawet wtedy, gdy ktoś inny jest nieszczęśliwy. Nie rozumiem pretensji do lekarzy, że nie wczuwają się w każdego pacjenta. Wyobraź sobie, że np. jesteś onkologiem. Wyobraź sobie, jaki ciężar emocjonalny by Cię przygniótł, gdybyś nieszczęście każdego pacjenta brał do siebie. Depresja murowana. Dlatego lekarze muszą wytworzyć jakieś mechanizmy obronne. Po prostu. Nie miejmy do nich pretensji. Przecież najważniejsze, by lekarz był rzeczowy, uprzejmy i wiedział, co robi. Po to jest lekarz. Żeby wyleczył lub ulżył w cierpieniu, a nie po to, by się nad pacjentem użalał.

Wracając do tematu sprzed dygresji. Nie tylko masz prawo mieć i rozwiązywać swoje problemy. Masz również prawo się nad sobą użalać. Nikt Ci tego prawa nie odbiera. Jak dla mnie? Jak sobie chcesz i jak lubisz, to się sobie użalaj do woli.

Ale ja nie mam obowiązku użalać się wspólnie z Tobą.

Nieszczęście i szczęście to pojęcia relatywne (względne)

Wiem, że nie ma czegoś takiego jak obiektywny, mierzalny poziom nieszczęścia, bo to jest bardzo relatywne i indywidualne. Wiem, że ludzie nie lubią tego frazesu o głodnych murzynkach. Ale ludzie, taka jest rzeczywistość. Nie wiem, co trzeba mieć w głowie, żeby nie rozumieć, że na świecie istnieje głód i nędza. Slumsy i favele. HIV. Rak. I to wszystko naprawdę, ale to tak naprawdę jest straszliwsze niż jakikolwiek problem pierwszego świata. Ja mam ŁZS, nadciśnienie w oczach i płaskostopie. Ostatnio także drzazgę w pięcie, która mnie bardzo uwiera. A to nadciśnienie może prowadzić do ślepoty. Czy to jest powód do rozpaczy i użalania się nad sobą? Nie. Robię, co w mojej mocy, żeby sobie pomóc.

Tak, uważam te problemy zdrowotne za jak najbardziej realne i tak, przejmuję się nimi. Uważam je również za szalenie upierdliwe (krople do oczu 2x dziennie, wkładki ortopedyczne do obuwia, jakieś kombinacje ze skórą głowy i pilnowanie, żeby się nie drapać). Mam też inne problemy, ale to już są bardziej osobiste sprawy, o których tu pisać nie będę. Albo może kiedyś, oględnie. Rzecz w tym, że doceniam to, że mam ubezpieczenie, aptekę, pieniądze na leki, refundację na leki i opiekę lekarską. Ktoś, kto nie ma dostępu do leczenia zmniejsza swoje szanse na wyzdrowienie (czy dociągnięcie dłużej) tylokrotnie, że nawet nie chcę o tym myśleć.

jak przestać narzekać

Na warszawskim Mokotowie, gdzie często bywam, widywałam takiego bezdomnego pana, który miał wózeczek ze swoim (podejrzewam) całym dobytkiem. Jakiś czas temu były straszliwe mrozy. Teraz nie widuję pana, widzę tylko ten wózeczek bez właściciela. Wniosek, co się z panem stało, możemy raczej z niewielkim prawdopodobieństwem błędu wysnuć. Ale tak, trądzik to na pewno większy problem. Ej, serio. Tu chodzi po prostu o wagę problemu. Też miałam wstrętny trądzik i wiem, jak to jest. Bardzo niefajnie. Kurację też miałam niefajną, bo cała schłam. Ale jak to się ma, na litość, do takich sytuacji?

Depresja czy zwykłe jojczenie?

Albo – umówmy się – jakieś jojczenia, że życie jest do niczego, że wszyscy są przeciwko Tobie. Co one mają wspólnego z prawdziwą depresją czy z innymi chorobami psychicznymi? Nic. Niemniej zająć się nimi trzeba. Ale nie użalać się permanentnie! Nie licytować się, kto ma gorzej i z jakiego powodu. Na przykład, jeśli uważasz, że Twoje życie jest do niczego, to weź coś z nim zrób! A jeśli uważasz, że wszyscy są przeciwko Tobie to może przedefiniuj swoje myślenie, zmień swoje działania, bądź milsza/milszy dla ludzi albo zaakceptuj to, że nie jesteś w stanie się dostosować. Chyba że naprawdę sobie nie radzisz i czujesz, że to depresja. Wtedy idź do lekarza.

Ja czasem nie jestem w stanie dostosować się do ludzi albo do tego, co jest popularne itd. i później cierpię, ale to jest mój wybór. Na przykład tutaj mogłabym pisać o szminkach* czy innym bardziej nośnym temacie i miałabym tonę obserwatorów, a tak mozolnie pracuję nad poczytnością i jestem wdzięczna za wspaniałe Czytelniczki i Czytelników, których już mam. <3

*Sama czasem czytam o szminkach, więc proszę się nie obrażać, tu chodzi tylko o nośność tematów.

Grunt to nie przeginać w żadną stronę

Każdy ma prawo czasem pojojczeć. Byleby to nie było stałe. Człowiek sam sobie robi w ten sposób krzywdę. Nie poznałam jeszcze nikogo, kogo negatywne myślenie napędzałoby do działania. Sama odkąd zmieniłam swoje nastawienie, odkąd staram się szukać dobrych rzeczy nawet w beznadziejnych chwilach (czasem da się tylko przez odniesienie – np. przynajmniej nie dotknęło mnie to albo za to zdarzyło mi się to), żyje mi się dużo lepiej. Może nawet łatwiej. Mimo tego, że życie jest trudne i upierdliwe. I czasami nie wiem, gdzie właściwie jest w nim sens. Czasami patrzę na ludzką megalomanię i nie rozumiem. To zostawianie po sobie syfu na planecie, która prawdopodobnie będzie istnieć jeszcze długo po tym, jak już coś zmiecie nas z powierzchni ziemi. Taka radosna bezmyślność, wygoda, hedonizm.

jak przestać narzekać

Chodzi o to, żeby zawsze pamiętać o tym, że jest coś więcej niż czubek Twojego nosa i że nie jesteś pępkiem świata. A jednocześnie dla siebie powinieneś być najważniejsza/najważniejszy. Powinieneś dbać o siebie i swoje sprawy. Dbać o swoich bliskich i pozwalać im o siebie dbać. To jest trudny stan do osiągnięcia, bo teoretycznie przeczy sam sobie, ale uwierz, że da się. A już na pewno warto do tego dążyć. Możesz dbać o siebie, jednocześnie nie będąc egoistą/egoistką.

I tak, uważam, że czasem warto przyznać przed sobą, że są ludzie, którzy mają gorzej. A Ty jak uważasz?

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. Pokonać marazm
  2. 26 rzeczy, za które jestem wdzięczna w 26 urodziny
  3. Nie możesz mieć kontroli nad wszystkim, ale to jest OK
  4. 25 lekcji z 25 lat życia
  5. Nie marnuj dnia, nie marnuj życia… Ale co to właściwie znaczy?
  6. Potęga wytrwania w decyzji, czyli postanów coś sobie | 52 Tygodnie Pozytywności