jak obserwować swój organizm

Obserwacja organizmu, ciała i jego reakcji to dla mnie jeden z najważniejszych elementów dbania o siebie. Uważam, że nie ma tak, że wszystkim organizmom służy to samo. Istnieją różne teorie na temat tego, jak powinniśmy się odżywiać czy dbać o inne elementy życia, np. zgodnie z grupą krwi czy zgodnie z doszą. Pewnie coś jest w każdej z nich, ale po rozwiązaniu jakiegoś miliona testów na swój typ jakiś tam dochodzę do wniosku, że skoro i tak żadna z nich nie sprawdza się w stu procentach, to powinniśmy po prostu… wsłuchać się w siebie.

Przy takiej obserwacji uważam za niezbędne 3 aspekty:

#1 Zewnętrzne oznaki

Czyli wszystko to, co widzimy gołym okiem – wysypki, łamiące się paznokcie i włosy, wypadające włosy, trądzik, łojotok, przesuszenie skóry itp. Jasne, można iść do dermatologa i poprosić o magiczną maść czy tabletki, ale to nie leczy przyczyny danego objawu. To tylko zalecza objaw.

Kiedyś miałam potężny trądzik i bardzo tłustą cerę. Zaczęłam więc brać pewien lek uznawany za przeciwtrądzikowy cud i objawienie. Lista skutków ubocznych była zatrważająco długa, a najbardziej dokuczliwym z nich było wysuszenie skóry i błon śluzowych – zaprzyjaźniłam się nawet z żelem do nawilżania wnętrza nosa, nie mówiąc o kroplach do oczu. A do tego dochodziła konieczność stosowania antykoncepcji hormonalnej, której jestem przeciwniczką (nie walczmy o to, proszę, nie mówcie mi, że miałam źle dobraną, ja Was nie zmuszam do przerzucenia się na inne metody), która spowodowała, że wyglądałam jak opuchnięty ziemniak. I wszystko to dla kilku lat gładkiej cery. Tak, kilku, bo u mnie nastąpił nawrót. A do tego pojawił się ŁZS na głowie, którego wcześniej nie miałam. Pryszczy już nie było tak dużo, ale ciągle je miewam i moja cera odbiega dość znacząco od ideału.

Po latach stwierdzam, że nie było warto. Do dermatologa chodzę do kontroli albo gdy zobaczę jakąś niepokojącą mnie zmianę skórną. Ze swoimi zwyczajnymi, stałymi dolegliwościami radzę sobie sama – dietą i naturalnymi kosmetykami.

Gdy w wyglądzie Twojej skóry, włosów i paznokci, coś się widocznie zmienia, pomyśl o swoim trybie życia, sposobie jedzenia, stosowanej pielęgnacji. Może w tym wszystkim jest zbyt dużo sztuczności, może szkodzi Ci SLS? A może jesz szybko, byle co i byle jak? Może jesz syfiaste jedzenie? Może w Twojej diecie brakuje zdrowych tłuszczy, witamin albo mikroelementów? Rozważ to wszystko zanim pobiegniesz do dermatologa albo do apteki.

#2 Ból i inne nieprzyjemne reakcje organizmu

Dość oczywiste jest to, że jak zjemy za dużo – to boli żołądek; jak zjemy coś ciężkiego, to później nam to wyczuwalnie „leży na wątrobie” (i na woreczku, dodałabym). Dolegliwości ze strony układu pokarmowego najłatwiej zauważyć, a tam wszystko się zaczyna. W tym przypadku również warto przyjrzeć się swojej diecie. Jednak ja nie popadam w przesadę – owszem, rośliny strączkowe powodują lekkie wzdęcie, ale to jeszcze nie powód, żeby przestać je jeść. 😉

jak obserwować swój organizm

Inne bóle, które możemy odczuwać, a do których nie potrzebujemy lekarza, to bóle stresowe. Mnie od stresu boli brzuch (w sumie nie wiem, co konkretnie w nim), piersi i macica. Dlatego właśnie kobiety w ciąży nie powinny się stresować – tam się wszystko zaciska i przeszkadza płodowi prawidłowo się rozwijać. Może ktoś uważa to za temat tabu, ale dla mnie zdrowie i ogólnie ludzkie ciało, to nie są tematy, których się wstydzę. Jeśli tego typu miejsca Cię od czasu do czasu pobolewają, to może to mieć związek ze stresem. Ale jeśli nie czujesz u siebie tego związku, to lepiej idź się przebadaj. 🙂

Przy każdym bólu, który się utrzymuje warto iść do lekarza i naciskać na zlecenie badań, a nie tylko wypisanie końskiej dawki proszków. Poza tym co jakiś czas warto sobie zrobić generalny przegląd. Nie tylko podwozia. 😉

#3 Zwykły „czuj”

Czasami po prostu czujemy, że coś nam nie służy. Może np. zbyt intensywny wysiłek fizyczny? Może jakiś rodzaj pożywienia? Jeśli chodzi o takie rzeczy to sama zdecydowanie polegam na intuicji. Prawie 2 lata temu opublikowałam tekst o tym, jak schudłam, jak ćwiczyłam itd. Teraz, gdy czuję, że nie dam rady, to nie szarżuję, bo wiem, że można przegiąć. Nie ma już codziennych intensywnych ćwiczeń, za to przynajmniej 3x w tygodniu jest joga – która doskonale wpływa na organizm – a także chodzenie – również po schodach.

Podobnie jest z bieganiem – nie biegam, bo czuję, że to za bardzo obciąża mój organizm, a w szczególności moje stopy i kości nóg. Za to chwalę sobie pływanie i jazdę na rowerze (chociaż też bez szarży). Kiedy chodziłam do liceum, jazda rowerem stacjonarnym była na zaliczenie. Ja wówczas bardzo lubiłam rywalizację, więc pojechałam na szóstkę. Gdy zsiadałam z roweru autentycznie ugięły się pode mną nogi. Upadłabym, gdyby ktoś mnie wtedy nie podtrzymał. I po co to było? Dla tej szóstki? Na takiej samej zasadzie biegałam. Dobiegałam na tę 5 czy 6, a potem padałam na trawę wyczerpana. Dziś dużo bardziej o siebie się troszczę – m. in. dlatego wybieram spacer, pływanie czy jogę. Uważam, że forma i stopień intensywności ruchu powinny być dostosowane do osoby.

jak obserwować swój organizm

Z tego samego powodu ekstremalnie rzadko wyjmuję z szafy wysokie obcasy – raz lub dwa razy do roku. Po prostu bolą mnie od nich stopy i nie jestem w stanie długo wytrzymać. A nie zamierzam się katować, żeby sprostać jakimś dziwnym ideałom.

Myślę, że wystarczy już tych przykładów. Przed Tobą zadanie na 30. Tydzień mojego wielkiego, pozytywnego wyzwania:

Zadanie #30 Obserwuj swój organizm przez tydzień

Możesz skorzystać z gotowych narzędzi, takich jak Mały zeszyt osiędbania Justyny Kokoszenko czy Dziennik Obserwacji Organizmu Agnieszki LifeManagerki albo stworzyć coś własnego, np. poświęcić kilka stron swojego planera czy notesu i prowadzić tam dokładne notatki każdego dnia – jak wyglądała Twoja cera, jaki był stan Twoich włosów, czy i co Cię bolało, co jadłaś/jadłeś, czy i jaką formę aktywności wprowadziłeś/wprowadziłaś tego dnia, ile godzin spędziłaś/spędziłeś przed komputerem albo który to był dzień Twojego cyklu i czy spotkało Cię tego dnia coś stresującego. Później to podsumuj i sprawdź, czy można to jakoś połączyć.

Wiem, że temat został przeze mnie tylko liźnięty, ale tak jest tak naprawdę z każdym z tych wpisów. Chcę Wam za ich pomocą tylko zasygnalizować pewne aspekty pozytywnego życia. Dla mnie jest ono nierozłącznie związane ze wsłuchiwaniem się w siebie i dbałością o zdrowie.

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ostatnie teksty z tego cyklu:

  1. Zorganizuj się!
  2. Jedz pozytywnie
  3. Odpuść sobie ludzi, czyli nic na siłę
  4. Walcz o swoje

Pozostałe znajdziesz w zakładce: 52 Tygodnie Pozytywności