jak cieszyć się życiem

Wielkie słowa: celebrować, celebracja. Słownik Języka Polskiego tłumaczy je jako uroczyste obchodzenie jakiejś okazji albo robienie czegoś z namaszczeniem. Myślę, że w odniesieniu do codziennego życia to będzie coś pomiędzy. Krótko mówiąc, według mnie celebracja codzienności, to wybieranie sobie priorytetów, olewanie niepotrzebnych (nam!) rzeczy i robienie tego, na co się zdecydowało w skupieniu.

Bądźmy realistami

No bo hej! Ja doskonale wiem, że każde z nas ma milion rzeczy codziennie do zrobienia. Ba! Nawet lubimy się licytować na to, kto jest bardziej zajęty! To jednak nie jest temat na dziś. Każdy ma swoje zobowiązania, rodziny, przyjaciół, pracę, inne zajęcia. Nie licytujmy się. Tak, wiem, jak się ma dzieci to się nie zrobi tego i tamtego. I ja Ci tu wcale nie każę być mamą, co robi przysiady między praniem a myciem podłóg. I wcale Wam nie każę medytować i stawać na głowie, jeśli to nie jest to, co Was jara. Podstawowa sprawa, jeśli chodzi o podejście do celebracji codzienności jest taka: sposób, w jaki celebrujesz, ma odpowiadać Tobie. A nie mi. Chociaż ja do różnych aktywności zachęcam, wcale nie jestem jakimś ideałem i czasami po prostu spędzam przed komputerem cały dzień, a na koniec dnia, zamiast zrelaksować się na spacerze albo rozciągać się w pięknych asanach, oglądam serial. Aktualnie Breaking Bad. Ktoś lubi? 😉

Jak poznać, że nie celebrujesz tego, co robisz?

Przede wszystkim wściekasz się. Zostawmy czas PMS-u – ja się wtedy na wszystko wściekam. Taka prawda. 😉 Ale jeśli masz świetny nastrój i decydujesz się na coś, co uważasz, że będzie wspaniałe, jeśli to zrobisz, np. projekt DIY, który będzie zdobił Twój przedpokój, bierzesz się za to i… od początku się wściekasz. Że nie wychodzi, że masz dwie lewe ręce, że po co Ty to robisz, przecież nie masz czasu, że o Borze szumiący, trzeba przecież zrobić kolację, … (tu wstaw swój sposób na dowalenie sobie).

Teraz pytanie: dlaczego tak się dzieje?

Prawdopodobnie kierują Tobą niewłaściwe pobudki. A całkiem najbardziej prawdopodobne jest to, że kierujesz się zazdrością, chęcią dorównania komuś innemu albo zaimponowania ludziom których nie lubisz (znasz to powiedzenie, prawda?) – w każdym razie jest to skierowane na zewnątrz. A, bo Helenka ciągle piecze te ciasta, to ja też powinnam. A powinno być odwrotnie – potrzeba robienia czegoś powinna wynikać z Twojego wnętrza. Wtedy to już prosta droga do prawdziwej celebracji.

Unikaj rozpraszaczy

Godzina internetu dziennie?

W tym przypadku zdecydowanie łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Szczególnie jako blogerka dostrzegam ogromną trudność. Bo z jednej strony bardzo chcę wiedzieć, co słychać na moich kanałach Social Media, chcę się angażować w rozmowy z Wami – moimi Czytelnikami – a z drugiej wiem, że powinnam znaleźć czas na to, by naprawdę odpocząć, by się rozwijać, by pozwolić na dopływ świeżych przemyśleń do mojej głowy, bo wtedy będę mogła dzielić się z Wami bardziej wartościowymi treściami. Jednak kiedy jeszcze nie byłam blogerką, potrafiłam być bardzo zasadnicza w tej sprawie. Godzina internetu dziennie i koniec. To były jeszcze takie czasy, gdy nie miałam internetu w telefonie i sprawy dodatkowo się skiepściły, gdy dostałam tablet, który bardzo dobrze służył mi jako jedno urządzenie do sporządzania wszystkich notatek na studiach, ale równie dobrze grało mi się na nim w Simsy i Candy Crush… Teraz tablet w domu leży, ale raczej z niego nie korzystam, więc pod tym względem się poprawiłam, ale dla odmiany jest internet w telefonie i stado powiadomień atakujących mnie, gdy tylko włączam internet. I sprawy nie załatwia usunięcie powiadomień, bo np. na Messengerze jest irytująca cyferka, która krzyczy „patrz, masz tyle, a tyle konwersacji, włącz, pogadaj sobie, to tylko chwilka”. Jasne. 😉

jak cieszyć się życiem

Albo praca – albo rozrywka

Najlepiej po prostu w pewnych momentach tego internetu (czy konkretnych stron w przeglądarce na komputerze) nie włączać. Gdy się uczysz, gdy nad czymś pracujesz (albo pracujesz albo przeglądasz Social Media), gdy sprzątasz. [O spotkaniach z ludźmi nawet nie wspominam, bo to jest po prostu brak szacunku.] Wszystko zajmie Ci 2-3 razy więcej czasu niż gdybyś poczekał/poczekała aż skończysz albo do końca bloku czasowego Twojej pracy (np. w technice pomodoro). Skończ pracę albo zrób przerwę i dopiero wtedy włącz Facebooka czy Instagram. Największym złodziejem czasu jest Pinterest. Do tego stopnia, że ostatnio przestałam na niego wchodzić, bo się boję, że mnie pochłonie. Mam wrażenie, że muszę sobie opracować jakąś metodę samokontroli, jeśli chodzi o tę stronę. 😀 Nie uważam, że strzelam sobie w stopę pisząc to, bo zdecydowanie wolę, by mój blog był na Twojej liście ulubionych, niż żebyś wpadał/wpadała na niego, rzucał/rzucała okiem i żeby ginął Ci gdzieś w zalewie internetowych treści. Wszystko z umiarem i biorę pełną odpowiedzialność za to, jeśli spadną mi zasięgi. 😉

Jak ja sobie wyobrażam celebrację codzienności?

Powoli

Wcale nie musi być fancy. Wcale nie musisz tego wszystkiego pokazywać na Instagramie, żeby udowodnić wszystkim, jak Ty pięknie celebrujesz. To nawet nie musi Cię dużo kosztować. Ani pieniędzy, ani zachodu. Ja sobie bardzo chwalę powolność. Gdy tylko łapię się na tym, że zaczynam biegać i robić milion rzeczy, a co za tym idzie, przejmować się, że nie ogarniam zatrzymuję się i pytam „co ty wyprawiasz, wariatko?”. Po czym siadam, przerywam tę szarpaninę ze samą sobą i zaczynam planować. To mi niezwykle pomaga w ogarnięciu siebie i rzeczywistości. Powoli zapisuję sobie swoje cele, rzeczy do zrobienia (te które trzeba zrobić i już – płacenie rachunków nikomu chyba nie sprawia przyjemności, ale niepłacenie ich, to nie jest dobry pomysł), przyjemności, którym chcę w najbliższym czasie się oddać, jadłospis na najbliższy miesiąc. Dzielę sobie tę wielką, przerażającą dorosłą rzeczywistość  na mniejsze kawałki, co sprawia, że natychmiast wszystko staje się bardziej wyobrażalne do wykonania.

W skupieniu

jak cieszyć się życiem

Poza tym pozwalam sobie na skupienie na jednej rzeczy naraz. Gdy odkurzam, to odkurzam, nie myślę, o tym, co będę robić za chwilę. Jeśli gdzieś mnie gna, gdy sięgam po książkę i przeczytam dwie strony, przypominam sobie, że zawsze jęczę, że nie mam czasu na czytanie książek i pytam siebie, czy naprawdę chcę jęczeć dalej. No jasne, że nie chcę. I jakoś świat się jeszcze nie zawalił. Powiedziałabym raczej, że przez tą antywielozadaniowość bardzo zyskuję. Bo jeśli robię coś w skupieniu, to najczęściej nie muszę tego poprawiać, bo od razu jest zrobione porządnie. Poza tym, jeśli staram się zrobić coś szybko, to zaczynam się stresować. Też tak masz? Jeśli tak, to może sobie odpuść. Wiem, że są w życiu sytuacje, gdy po prostu inaczej się nie da i choćbym milion razy powiedziała, że wszystko zależy ode mnie itd., to ich nie przeskoczę, więc muszę spiąć tyłek i działać szybko. Ale to nie powinna być codzienność.

Zwyczajnie

Staram się też doceniać małe rzeczy. Moment z kawą i książką. Pyszny obiad (i gotowanie go też). Grzeszne ciacho ze śliwkami. Rozmowę z Mężem i to, że tak dobrze się rozumiemy, że czasami się zastanawiam, jak to w ogóle możliwe. Albo głupie, ale nasze poczucie humoru. To właśnie te wszystkie małe rzeczy składają się na naszą codzienność. Nie wyjazdy do zagranicznych kurortów. Nie wielkie słowa i wyznania (jak to wygląda w filmach). Nie piękne stroje i błyskotki za tysiące złotych. Codzienność jest taką zwykłą domową pomidorówką – ale czy właśnie to nie jest w niej piękne? Nie wiem, gdzie to dopadłam, ale wiele lat temu przeczytałam gdzieś, że jeśli powiesz komuś wystarczająco dużo razy, że go kochasz, to te słowa staną się równie powszednie, co kanapka z serem. No więc my się bardzo kanapka z serem i ja moją codzienność też jak najbardziej kanapka z serem. 🙂 Może zwyczajność to nie jest słowo, które często pojawia się w towarzystwie celebracji, ale skoro nasze życie jest tak zwyczajnie piękne, to dlaczego nie mielibyśmy tym się cieszyć?

Zadanie #31 Wypróbuj celebrację codzienności. Po swojemu

Znasz już moje 3 podstawowe atrybuty celebracji codzienności: powolność, skupienie i zwyczajność. Zastanów się, czy Tobie również odpowiadają, a jeśli nie – stwórz swoje własne. To Twoja celebracja i Twoja codzienność. Tylko Ty wiesz, co sprawi, że zacznie Ci się ona wydawać wyjątkowa. A kiedy już zdecydujesz – po prostu wprowadź to w życie. Jeśli potrzebujesz w życiu więcej piękna – wprowadź je, idź na wystawę i zadbaj o swój ubiór. Jeśli potrzebujesz więcej spokoju – słuchaj relaksującej muzyki, głaszcz kota. Jeśli więcej kontaktu z naturą – idź do lasu albo poprzycinaj gałęzie w swoim ogrodzie. Zasada jest jedna – nie pozwól by Twoje życie pochłonął wir obowiązków (albo rozpraszaczy) do tego stopnia, że stracisz i siebie, i umiejętność cieszenia się z małych rzeczy. Po prostu zauważ, że żyjesz i że życie jest całkiem spoko. 🙂

Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielisz się swoimi sposobami na celebrację codzienności. Co dla Ciebie właściwie znaczą te słowa?

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ostatnie teksty z tego cyklu:

  1. Jedz pozytywnie
  2. Odpuść sobie ludzi, czyli nic na siłę
  3. Pielęgnuj dobre wspomnienia
  4. Walcz o swoje
  5. Obserwuj swój organizm

Pozostałe znajdziesz w zakładce: 52 Tygodnie Pozytywności

  • Celebracja codzienności jest wtedy, kiedy świętuję picie porannej kawy, tak po prostu, bez okazji 🙂 Wszystko może być ogromną przyjemnością, nawet pójście na zakupy do Biedronki – wiem, że tu już przeginam ale właśnie ostatnio przyłapałam się na delektowaniu się takim zwykłym faktem, że wkładam do koszyka produkty na nowe pyszne obiady 🙂 A co do Breaking bad to ja! Ja lubię 😀

    • ekopozytywna

      Oj tam, ja lubię robić zwyczajne spożywcze zakupy (w odróżnieniu od tych ciuchowych). A na bazarze to już w ogóle! Nie wydaje mi się, że można przegiąć w tej kwestii 🙂 Czyli jednak całkiem popularny jest ten serial!

  • W ostatnim czasie zawsze celebruję każde piwo, które piję. Może się to wydawać dziwne, ale po zmianie z wielkokoncernowych na piwa rzemieślnicze warto to zrobić. Paradoks sytuacji polega na tym, że w tych piwach jest więcej wszystkiego – chmielu, słodów i różnych dodatków. To sprawia, że nie śpieszymy się tak, jak przy piwach wielkich marek, które są bardzo do siebie podobne. Piwo schładzam, wybieram odpowiednie szkło, a ostatecznie odbieram je większa ilością zmysłów – wzrokiem, słuchem, smakiem. Efekt finalny piwa pije mniej niż po zmianie na te rzemieślnicze, bo nie pije się dla samego picia i wejścia w stan upojenia, tylko dla przyjemności odkrywania smaków i aromatów tego niezwykłego trunku. 😉

    • ekopozytywna

      Całkowicie się zgadzam i nie ma tu nic dziwnego 🙂 Odkąd z mężem wkroczyliśmy na drogę Piwnej Rewolucji (a właściwie to on wkroczył, a ja za nim), doceniam piwo najbardziej ze wszystkich trunków. 🙂 Gorzej, że przez to trochę się zblazowaliśmy i naprawdę trudno o tzw. „sztos” i jedno wielkie wow 😀

  • Masz 100% racji! Często marnujemy czas na zupełnie bezsensowne rzeczy lub robimy to, by komuś coś pokazać. Dokładnie tak jak piszesz, powinniśmy robić to co lubimy, co chcemy, a nie na przekór sobie. Zgadzam się z Twoimi wskazówkami jak celebrować codzienność, a wtedy zapewne będziemy szczęśliwsi i zadowoleni z efektów jakie osiągamy. 🙂

    • ekopozytywna

      O <3 Mam nadzieję, że rzeczywiście moje wskazówki mają taka moc - byłoby super! 🙂

  • Staram się dostrzegać każdą chwilę z dnia, czasem ulegam wielkim emocjom, niekiedy poszukuję wyciszenia, ale najważniejsze, abym wiedziała, że żyję, pełną piersią. 🙂 Staram się przeplatać książki z buszowaniem w internecie, choć na pierwszą czynność przeznaczam jak najwięcej czasu. 🙂

    • ekopozytywna

      To Ty jeszcze masz czas na buszowanie w internecie? Szok w trampkach przy liczbie czytanych przez Ciebie książek! 🙂

  • Ja też staram się być „tu i teraz” i mieć czas dla siebie na odpoczynek. 🙂 Każdy potrzebuję chwili, żeby się ‚zresetować” i zregenerować siły. 🙂

    • ekopozytywna

      Oj, gdyby jeszcze ten każdy o tym pamiętał 🙂 Niestety tak często ludzie gubią się w zaspokajaniu potrzeb innych, że zapominają o swoich, aż w końcu dochodzi do tego, że zaczynają mieć poczucie winy, gdy pozwalają sobie na odpoczynek.

  • Ama Nda

    Świetny post, dobrze piszesz! 🙂 Powodzenia !

    • ekopozytywna

      Bardzo dziękuję <3 Zapraszam częściej w takim razie <3

  • Ula

    Mój mały rytuał to wieczorem, gdy dzieci śpią, dzbanek melisy z rumiankiem, świeca z bergamotką i rozmowa z mężem albo czytanie zaległych książek 🙂 uwielbiam to 🙂

    • ekopozytywna

      Wspaniały rytuał <3 Zachwycacie mnie, dziewczyny <3

  • Zgadzam się, że w dzisiejszych czasach trudno jest zrezygnować z internetu. Jednak przez minimum 2h dziennie robię sobie czas tylko dla siebie. Teraz jest mi łatwiej go wygospodarować, bo syn jest starszy i chodzi do przedszkola. Co robię w tym czasie? Zdecydowanie pierwszą rzeczą jest odpalenie świeczki w domku zapachowym z relaksującym olejkiem, chwytam za książkę lub zwyczajnie kładę się na plecach, zamykam oczy i nie dopuszczam (przynajmniej staram się nie dopuszczać) żadnych negatywnych myśli

    • ekopozytywna

      Najlepiej <3 Też ostatnio bardzo staram się mieć czas na książki 🙂 To zbrodnia nie wygospodarowywać czasu na to, co się lubi! 🙂

  • ja akurat odkąd zaczęłam blogowanie i pracę w mediach, bardziej doceniam czas offline. w weekendy potrafię w ogóle nie włączać kompa ani nawet pakietu danych w smartfonie.

    • ekopozytywna

      O kurczę, może też do tego kiedyś dojdę! Na razie staram się, jak mogę 🙂

  • Dokładnie tak. – Celebrujmy każdą chwilę naszego życia a będzie nam się żyło dużo lepiej 🙂 Sama zawsze rano celebruje moment kiedy mała śpi, a ja siadam z ciepłą kawą – lubię te chwile. Czasem sięgnę po książkę a czasem po laptopa 🙂

    • ekopozytywna

      <3 Najfajniejsze jest to, że doceniasz małe rzeczy :)