de gustibus non est disputandum

Odnoszę wrażenie, że każdy wie, co znaczą te słowa: o gustach się nie dyskutuje. To jedna z podstawowych zasad dobrego wychowania. Postawiłabym ją gdzieś obok tej o niezaglądaniu ludziom do talerza. Według mnie najważniejsze zasady savoir-vivre’u to te, które chronią innych ludzi przed ośmieszeniem i przed nieuprzejmymi uwagami.

Nie uważam, że istnieją na świecie tematy, o których nie można rozmawiać. Jak na mój gust to można rozmawiać i o pieniądzach, i o seksie, i o śmierci. Rzecz w tym, żeby nie włazić ludziom z buciorami w ich decyzje, ich upodobania i nie oceniać ich jako gorsze niż swoje. Jesteśmy ludźmi, więc większość z nas coś takiego robi w duszy (choć i nad tym można pracować). Jednak nie musimy przecież o tym informować drugiej osoby. Bo po co to komu?

Moralność, wartości i emocje

Z drugiej strony są tematy, na które lepiej nie rozmawiać. A właściwie lepiej przestać rozmawiać, gdy zaczyna się wchodzić na grunt wartości i silnych emocji. Po prostu, dla własnego zdrowia psychicznego, starajcie się tego unikać. Nie zmuszę Was, oczywiście. Sama mam z tym problem i czasami wdam się w jakąś absurdalną i bezwartościową dyskusję, która właśnie zahacza o temat gustu czy przekonań moralnych, na które ludzie reagują silni emocjonalnie (typu: aborcje, eutanazje, kary śmierci, ale też weganizm czy feminizm). W przypadku takich dyskusji jest tak, że ja nie mogę zrozumieć, dlaczego jakaś grupa ludzi chce narzucać innej grupie ludzi (lub wręcz całemu społeczeństwu) pewne decyzje, a osoba, z którą dyskutuję nie może sobie z taką abstrakcją poradzić i jak rzep czepia się swojego przekonania moralnego na temat tego, jak się ludzie powinni lub nie powinni zachowywać. Ja uważam, że należy żyć tak, by nie krzywdzić innych, a druga osoba powie mi, że podejmując pewne decyzje jednak krzywdzę ludzi lub siebie. Takie dyskusje donikąd nie prowadzą. W teorii każdy to wie, w praktyce trudno nie dać się ponieść.

O gustach się nie dyskutuje

Podobnie jest właśnie z gustem. Ostatnio niestety nie mogłam się powstrzymać i skomentowałam na Facebooku (to jest najgorsze, dyskusje na Facebooku to zło) coś dotyczącego właśnie gustu. Właściwie zostałam zaatakowana (choć pewnie ktoś chętnie zarzuciłby mi brak dystansu), w tej dyskusji popełnione zostało jakieś 5 błędów logicznych w argumentacji, pomieszanie z poplątaniem i jak dla mnie jeden wielki absurd. Nie chciałabym tutaj mówić o szczegółach, bo w tym tekście nie chodzi o atakowanie ludzi. Chodzi o sam sens. Komuś coś się nie podoba i od razu atakuje kogoś innego, że jest debilem, skoro mu się to podoba. Serio?

de gustibus non est disputandum

Podam Wam przykład: gust filmowy. Jestem z moim Mężem już ponad osiem lat i nasze gusta w różnych kwestiach pokrywają się tylko częściowo. M. in. należy do tych kwestii właśnie kino. Oboje lubimy kino wciągające (seriale Gra o Tron czy Breaking Bad), pełne akcji (produkcje Marvela) albo absurdalnie śmieszne (Klopsiki kontratakują czy Lego The Movie). Natomiast są filmy i seriale, które podobają się wyłącznie jemu albo wyłącznie mnie. Na przykład ja uwielbiam kino Almodovara. Mój Mąż tego kina nie trawi. Nie mówiąc już nawet o tym, że nieustannie pyta mnie, jak ja w ogóle mogę oglądać Twin Peaks (nad tym akurat sama się zastanawiam, szczególnie po zakończeniu najnowszego sezonu). Czy uważa, że w związku z tym jestem idiotką? On z kolei uwielbia serial How I Met Your Mother, a ja tego serialu nie rozumiem, nie widzę jego sensu i nie mam ochoty go oglądać. Czy to, że ten serial jest według mnie głupi, przekłada się na to, że mój Mąż jest głupi? Według mnie te dwa pytania są retoryczne, ale na wszelki wypadek odpowiem:

Absolutnie NIE.

Czytadło i wielkie dzieło w parze?

Powiem wprost: uważam, że nie jest idiotyzmem oglądanie serialu czy filmu głupiego, a nawet dennego (choć to zawsze są subiektywne odczucia). Idiotyzmem jest ocenianie ludzi na podstawie tego, co oglądają, co czytają, co i jak jedzą oraz czy uwielbiają operę, czy jej nienawidzą (itp.). Należy odróżnić krytykę utworu od krytyki człowieka, który ten utwór z jakiegoś powodu lubi. Mi się na przykład zdarza czytać romanse Sparksa. Czytałam Zmierzch. Ba, nawet z ciekawości przeczytałam serię o Greyu oraz całą tonę książek przeznaczonych dla młodzieży (i czytałam je, o zgrozo!, po 20 roku życia)! Nie znoszę utworów Żeromskiego oraz Orzeszkowej (Boże, ratuj, jak to mnie zachwyca, kiedy mnie nie zachwyca ;)). Za to wielbię Dostojewskiego, Nabokova, Tołstoja, Vargasa Llosę, Cortazara oraz autora cytatu umieszczonego w nawiasie. To co, ocenicie mnie na podstawie tego, że czytałam z przyjemnością Pamiętnik Sparksa albo Szeptuchę Miszczuk czy tego, że porusza mnie Lolita albo Bracia Karamazow?

de gustibus non est disputandum

Zadanie #32 Powstrzymaj się od komentarza

Zasadniczo uważam, że warto w ogóle przemyśleć ocenianie innych ludzi na temat tego, czy wolą van Gogha, Stubbsa czy w ogóle raczej grafitti. Tak, teraz też oceniam. Zdaję sobie z tego doskonale sprawę. Jednak w moim odczuciu jest to ocena bardziej racjonalna. Gdybyśmy nie oceniali pewnych rzeczy jako nieuprzejme i nie starali się ich wyeliminować z relacji międzyludzkich, to podejrzewam, że byśmy się wzajemnie pozabijali. A jeżeli już nawet masz taką myśl, że uważasz, że jednak van Gogh forever (co akurat rozumiem ;)) i jeśli ktoś go nie lubi to ćwok, to błagam, nie dziel się tą myślą. Bo właściwie po co być wobec kogoś nieuprzejmym? Żeby wydać się bardziej inteligentnym? Żeby podkarmić swoje ego? Żeby pokazać, kto tu rządzi?

Zostawię to Wam do przemyślenia, bo też ciekawa jestem, co Wy uważacie na temat oceniania innych ludzi przez pryzmat ich gustu. Co nie zmienia faktu, że jestem zdania, że czasem lepiej jednak powściągnąć język i zachować pewne rzeczy dla siebie. 😉

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ostatnie teksty z tego cyklu:

  1. Odpuść sobie ludzi, czyli nic na siłę
  2. Pielęgnuj dobre wspomnienia
  3. Walcz o swoje
  4. Obserwuj swój organizm
  5. Celebruj codzienność

Pozostałe znajdziesz w zakładce: 52 Tygodnie Pozytywności

  • Ciekawy artykuł. 🙂

  • Anna Żak-Jegła
  • Super tekst, dzięki. 🙂

  • Uważam, że nie powinno oceniać się gustu innych osób. Nigdy nie zrozumiem, że na przykład bardzo łatwo oceniać nam gust czytelniczy innych osób. Przecież ważne jest to, że ktoś w ogóle czyta i odnajduje w tym przyjemność – to jest piękne. A co czyta, to już jego indywidualna sprawa!

  • Wydaję mi się, że to wynika z silnego przekonania w to, że „mój” gust jest najlepszy, trochę narcyzm ?

    Rozumiem są różne smaki, super, że każdy jest inny, ale często mi się zdarza, że ktoś nie potrafi zaakceptować mojej inności, dlaczego?
    Usilnie narzucić swoje poglądy. Nie, nie jeszcze raz nie. Chcę być sobą, chce lubić moje rzeczy, chcę słuchać mojej muzyki.

    To jest najpiękniejsze, że jesteśmy inni, że lubimy inne rzeczy – dlatego jest tak cudowna różnorodność na świecie 😉

    Spróbujmy się wsłuchać w drugiego człowieka z odsłoniętymi uszami 🙂

    • Ładnie to ujęłaś 🙂 Przedostatnie zdanie to jedna z moich ulubionych myśli – świat byłby bardzo nudny, gdybyśmy wszyscy byli tacy sami 🙂

  • Joanna Lendzion

    Świetnie napisane,w pełni się zgadzam i popieram;-)Pozdrawiam

  • Kasia

    A ja uważam, że gust jest sprawą indywidualną i warto o nim dyskutować, ale inteligentnie, słuchając się wzajemnie i bez niekonstruktywnej krytyki.

    • Oczywiście. Choć akurat w przypadku gustu nie ma czegoś takiego jak konstruktywna krytyka, bo każdy ma prawo lubić to, co lubi i już. Ładne nie jest to, co ładne, ale co się komu podoba. 🙂

  • Zazwyczaj jestem ciekawa innych gustów, więc o gustach podyskutuję z przyjemnością. A jakby doszło do tego, że mój rozmówca wystawiłby na tej podstawie ocenę, to chyba bym nie marnowała na niego swego czasu następnym razem.

  • Bardzo lubię dyskusje, w których uczestnicy mają odrębne gusta. Mam grono znajomych, z którymi mocno się pod tym względem różnię, potrafimy godzinami rozmawiać nie obrażając się jednocześnie. Tego typu rozmowy wcale nie musza iść w parze z obrażaniem siebie nawzajem.

    • Owszem, masz rację. Ja miałam na myśli powstrzymywanie się od ocen, obrażania kogoś innego ze względu na jego gust i prób przeciągania na „swoją stronę”. Z takich dyskusji czym prędzej się wypisuję. Jeżeli naprawdę chcemy kogoś zrozumieć, to takie dyskusje są niesamowicie ubogacające. 🙂

  • Marysia

    Lubię dyskusje z osobami które mają inny punkt widzenia, to otwiera nas na innych 🙂

  • Fajnie napisane. Masz rację. „Bo właściwie po co być wobec kogoś nieuprzejmym?” No właśnie, po co?:) Można się nie zgadzać w niektórych sprawach, ale po co zaraz obrażać, albo się kłócić.

    • Dzięki! 🙂 Ja zauważyłam, że najczęściej jest tak, że jeżeli ktoś ma taki sam gust jak ja, to okazuje się, że ma inne poglądy polityczne albo moralne. Gdybym tak chciała, żeby każdy miał takie same poglądy i gust, jak ja, to chyba nie miałabym żadnych znajomych, nie mówiąc nawet o mężu 😀 Trzeba zaakceptować, że każdy z nas jest inny i tyle 🙂

  • Problem w tym, że dyskutowanie o gustach zawsze sprowadza się do oceniania drugiej osoby. Choćbyśmy nie wiem, jak tego unikali, nigdy do końca się tego nie pozbędziemy.
    Poza tym często próbujemy drugą osobę „przeciągnąć” na naszą stronę, albo druga osoba na swoją i rodzą się konflikty. Smutne to, ale prawdziwe.

    • Pewnie w dużej mierze masz rację. Dlatego w takich dyskusjach dobrze trzymać rękę na pulsie i w razie czego szybciutko się wycofać. 🙂

  • Dobrze to wszystko ujęłaś 😉 Ja ostatnio staram się otwierać na nowe gatunki muzyki i książek, malarstwo jeszcze wciąż przede mną. Lubię czasami coś lekkiego, a czasami coś „bardziej ambitnego”, bo jedno i drugie może okazać się niezłą rozrywką i jest tak samo potrzebne.

    • Właśnie! Ja zauważyłam, że jeśli czytam zbyt dużo takich lekkich książek albo oglądam zbyt dużo lekkich filmów, to nagle zachciewa mi się czegoś mocnego, dobrego, co wbije mnie w fotel. I na odwrót – jeśli przytłaczam swoją głowę samymi mocnymi, niesamowitymi dziełami, to trochę zaczyna mi brakować powietrza i znowu przesuwam się w stronę tych lekkich. 🙂

  • Danuta Brzezińska

    Krytyka gustów chyba bierze się z braku akceptacji drugiego człowieka, kiedy jest inny niż my. Dyskusja, zdrowa dyskusja o gustach natomiast jest jak najbardziej ok. Każdy wyraża swoje zdanie i każdy akceptuje zdanie drugiego.

  • Ja myślę, że po prostu wiele osób nie potrafi zrozumieć czyjejś „inności”. Bo gdyby tak rozmawiać o gustach Ale kulturalnie? Na zasadzie „o lubisz książkę X? Serio? Ja jakoś nie … A co Ci się w niej posoba?”. Możnaby wtedy prowadzić świetne dyskusje, uczyć się świata i patrzeć na jedna sprawę z wielu perspektyw! Ale niestety, żeby móc tak dyskutować potrzeba też zrozumienia dla drugiej strony, otwartości. A nie tylko „moje zdanie jest najmojsze”. Niestety, no. Nie czuję jakoś, żeby sytuacja mogła ulec zmianie. Dlatego mocno popieram Twoje słowa! Czasami lepiej nie odezwać się nic, nie wchodzić na pewne tematy ☺ PS. Ale się cieszę z disqusa u Ciebie! ☺

  • Ja również jestem zdania, że lepiej w takie dyskusje się nie wdawać, bo nic nie wniosą w życie rozmówców, a tylko działają na nerwy, bo przecież nikt nie będzie zmieniał własnego przekonania pod wpływem innej osoby. Każdy jest inny, każdy ma swoje zdanie i niech je trzyma dla siebie, a nie na siłę próbuje kogoś „przekierunkować”

  • Unikam takich dyskusji jak ognia. Szczególnie w Internecie. Dla niektórych wyrażenie własnego zdania to atak w ich osobę. Po prostu szkoda nerwów 😉

    • A tu są dwie sprawy. Możesz wypowiedzieć zwyczajnie swoje zdanie i ktoś się obrazi, że masz inne niż on (czyli bez sensu). Albo możesz wyrazić swoje zdanie obrażając kogoś – i wtedy ma on słuszność, jeśli poczuje się urażony 🙂

  • Holly Lu

    Ja nie wchodze dlatego w dyskusję w sieci. Bo na żywo to jeszcze można kogoś przekonać śmiechem, gestem , a w sieci jak się nie zgadzasz to jesteś wróg.

    • Dokładnie! Może nawet niekoniecznie chodzi o to, że można kogoś przekonać, ale w ludziach na żywo nie włącza się taki agresor jak w sieci.