Czym jest dla mnie piękno?

czym jest piekno

Co – a właściwie kogo – widzisz, gdy myślisz „piękno”? Amandę Seyfried? Monicę Bellucci? Marilyn Monroe?* W każdej kulturze istnieje coś takiego jak kanony piękna. Na pewno to wiesz. Wiesz też, że one się zmieniają. Tak mniej więcej co 10 lat. Tak, jak zmienia się moda.

A myślałaś/ myślałeś kiedyś o tym w ten sposób, że kanon piękna to tylko taka moda, która po prostu przemija (w podwójnym znaczeniu tego słowa)? Uwierz, że tak jest. Były czasy, gdy piękno oznaczało coś, co dziś określiliśmy bezlitośnie mianem otyłości. Były czasy, gdy królował chłopięcy wygląd. W latach 50. modne było mieć talię osy – jak Brigitte Bardot. 10 lat później królowała chuda Twiggy. Później nastała moda na atletyczną sylwetkę, która dziś ewoluowała w coś, co nazwałabym „wysportowaną kobiecością”. Za kilka lat modne będzie coś innego.

Czy warto więc ślepo podążać za tym, co obecnie uważane jest za piękno?

Nie warto. Zwłaszcza, jeśli w głębi duszy czujesz, że to nie jest dla Ciebie. Jeśli jesteś chuda i od lat starasz się przytyć, by wszystkim się podobać (co btw. Ci się nie uda). Jeśli masz taką figurę, że schudnięcie nie będzie dla Ciebie oznaczało wyglądu eterycznej nimfy, tylko po prostu będziesz wyglądać mizernie.

Dlaczego nie docenisz tego, co masz? Dlaczego nie odpowiesz wszystkim Tuwimem – z góry przepraszam za mało pozytywne wyrażenie – „(po)całujcie mnie wszyscy w dupę” i nie zaczniesz podkreślać swojej urody? Nie że cieniem i tuszem do rzęs, o nie, nie. Jesteś chuda? Olej dekolt, pokaż plecy! Typowa z Ciebie klepsydra, pin-upowa szczęściaro? Pokaż biodra, nie wstydź się!

Pewna dziewczyna, którą mam przyjemność znać, ma dość obfite usta. Jej ciotki lubowały się w komentowaniu ich i sugerowaniu, że powinna je jakoś ukryć. W szkole też nie miała łatwo, wiesz, „wary-obciągary”. Najpierw rzeczywiście, pudrowała je, używała jasnych szminek itd. Ale wiesz, co zrobiła, gdy poszła po rozum do głowy (i trochę samoakceptacji)? Zaczęła malować je na intensywne kolory. Żeby jeszcze bardziej je uwydatnić. I wiesz co? Wygląda zjawiskowo!

czym jest piękno

Jeżeli ktoś bezczelnie komentuje Twój wygląd i cechy, na które nie masz wpływu – chyba że za pomocą operacji, to może oznaczać dwie rzeczy. Albo po prostu jest zazdrosny albo powiela pewien społeczny schemat stereotypem zwany. Duże usta? A ja mam taką cienką kreseczkę… Albo, jw., „wary-obciągary”. Nic więcej. Jeżeli komuś po prostu się nie podobasz, to nie będzie Cię o tym informował. Bo po co. Ludzie dowalają innym ludziom po to, żeby się dowartościować. Pamiętaj, że co innego sensowna krytyka. Jeśli pytasz koleżankę, czy dobrze Ci w tej sukience, a ona z duszą na ramieniu powie Ci, że nie, to posłuchaj jej, ona chce dla Ciebie dobrze. Chyba że rzeczywiście świetnie się w tej sukience czujesz.

Wiesz, ja bardzo wierzę w ludzi. Cieszą mnie działania proekologiczne, prozdrowotne, kampanie społeczne. Ale wystarczy poczytać na Facebooku komentarze pod linkami do takich akcji i wraca myślenie „homo homini lupus est”. Jestem pewna, że to dlatego, że większość ludzi jest zbyt leniwa, żeby trochę głębiej się nad czymś zastanowić, a nie że są po prostu z gruntu źli i paskudni. Dlatego uważam, że jeżeli ktoś chce zmienić świat, to powinien zmienić siebie. Jeżeli chce kogoś przekonać do swoich przekonań – to rozmową, swoim działaniem, a nie a siłę.

Zgadzasz się ze mną? To dlaczego dajesz sobą pomiatać jakimś ludziom, którzy coś na Tobie wymuszają? Jakiś ideał piękna, który jest lansowany przez osoby, które czerpią z tego korzyści – pieniądze, władzę itd. Weź to pod uwagę.

No dobra, to czym jest dla mnie piękno?

Mniej więcej od gimnazjum sama chciałam być szczupła. Gruba nie byłam, ale brzuch zawsze jakoś tak wystawał. Miałam też pryszcze i chciałam mieć gładką twarz. Długo nie podobała mi się wysportowana sylwetka, sześciopak, umięśnione ramiona. Chciałam być tylko szczupła. Więc ćwiczyłam niedużo i niedużo jadłam. I jedzenie kończyłam o 17. A potem byłam głodna. Po drodze do tego „miejsca”, w którym jestem teraz wyleczyłam pryszcze – a teraz mam je z powrotem, schudłam do widocznych na dekolcie żeber, a teraz mam więcej tkanki tłuszczowej. Nie wiem, ile ważę. Wiem, że głód mnie stresuje i głodna nie myślę. Podoba mi się u innych osób sześciopak, podoba mi się też jego brak. Zachwycają mnie modelki XXL.

czym jest piękno

Podoba mi się różnorodność

O dziwo, wobec faceta nigdy nie miałam wyśrubowanych wymagań (dotyczących wyglądu, cechy osobowości i charakteru to zupełnie inna para kaloszy…;)). Zawsze chciałam, żeby był wyższy ode mnie o przynajmniej jeden centymetr, ale myślę, że gdybym spotkała na swojej drodze (nie będąc z Tobą, mój Mężu, mam nadzieję, że mi wybaczysz ten wtręt) Petera Dinklage’a to zmieniłabym zdanie na ten temat. Brzydzę się opiniami typu „prawdziwy mężczyzna zaczyna się od 180 cm”. Dobrze, że nie od 20 cm. Bo prawdziwy burak zaczyna się od 5 cm. 😉

Zróbmy sobie takie małe, banalne ćwiczonko. Wyobraź sobie swoje ulubione drzewo. Może to dostojny kasztanowiec? Może chroniąca przed upałem lipa? 😉 A może zgrabna brzózka, z której można uzyskać superzdrowy ksylitol? A teraz wyobraź sobie, że na całym świecie – no dobra, ograniczmy się do Twojego miasta… Wyobraź sobie, że w całym Twoim mieście zostają wycięte wszystkie inne poza Twoim wybrańcem. Nuda, co? Fajnie, gdy na swojej drodze spotykasz różne drzewa. Rozłożyste i skromne. Ja nie lubię drzewek rosnących pod przymusem od linijki.

To niedoskonałość czyni piękno

Ok, pryszcze może w to się nie wliczają. Szalone loki, których nie lubisz, inni uznają za urocze. Noszenie krótkich paznokci, których nie możesz „zahodować”, wielu uzna za przejaw elegancji. Masz mały biust? Ktoś zachwyci się Twoją smukłością. Duży? Komuś zaprze dech w jego własnej piersi. 😉 Zadarty nos? Słodziak. Duży, zwracający uwagę? Dostojny, arystokratyczny. Można tak długo i w zasadzie o wszystkim.

Wiesz, co mi się jeszcze podoba? Starzenie się. Nie w sensie zniedołężnienia. Nie. Sam proces. Zmarszczki, siwe włosy. To są w pewnym sensie ozdoby. Zmarszczki znaczą, że jesteś człowiekiem, że myślisz. Że miałaś odwagę śmiać się na całe gardło. Że miałaś odwagę pokazać swoje emocje. Siwe włosy są bardzo dostojne. Uwielbiam też stare dłonie. Młodość też jest piękna, taka świeża i niewinna, jeszcze nieświadoma. Piękne są dłonie spracowane i piękne są dłonie pianisty.

czym jest piekno (3)

Wszystko zależy od spojrzenia

A wiesz, co ze wszystkiego jest najpiękniejsze? Twoje serce, dusza, wnętrze, charakter, osobowość – jak tylko chcesz to nazwać. Najpiękniejsze jest połączenie dobrego serca i pewności siebie. To promieniuje na zewnątrz. Jasne, nie ma nic złego w dążeniu do piękniejszego wyglądu, to nie jest żadna próżność. Ważne, żeby to było TWOJE piękno, a nie jakieś bezczelnie Ci narzucone kanonowe piękno. Ważne, żebyś czuł/ czuła się dobrze i zdrowo ze sobą.

Jesteś piękna.
Jesteś piękny.

Naprawdę.

*P.S. Ja teraz widzę Gemmę Arterton. A jeszcze kilka lat temu za ideał piękna uważałam Marilyn Monroe. To się wszystko bardzo zmienia. 🙂

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. Jak nie być lubianym?
  2. „Chcę mieć piękne ciało na plażę”, bikini body i walka z cellulitem
  3. 52 Tygodnie Pozytywności
  4. Emocjonalne siniaki, czyli jak mądrze uczyć się na błędach
  5. Organizacja wesela po swojemu, cz. III: co z tą suknią?
  • Cudny post, uwielbiam czytać o samo akceptacji, bo czasami nadal muszę o to walczyć z samą sobą 🙂 kanon piękna zmienia się ciaglę, a i w oczach różnych ludzi różnie jesteśmy postrzegani! Najważniejsze to zaakceptować samego siebie, pokochać się i korzystać z życia 🙂

    • Dzięki 💕💕 Dokładnie, przecież życie jest jedno i ciało też mamy jedno. Trzeba je kochać i o nie dbać, bo innego nie dostaniemy 🙂

  • Piękno – rzecz względna. Każdy wszak ma inne jego wyznaczniki. 😉

    • Tak jest! I czy to też nie jest piękne? 🙂

  • Czasem wyeksponowanie piękna w sobie wymaga niemałej odwagi. Mi bardzo podobają się kształtne i smukłe nogi. Moje są dość długie, ale niestety trochę krzywe w kolanach i masywne. Zawsze nosiłam sukienki takie kończące się w połowie kolana. W lutym byłam na balu integracyjnym w pracy i postawiłam na krótką sukienkę. Jak na mnie to naprawdę krótką. I wiesz co? Wszyscy zachwycili się moimi nogami, a też pierwszy raz widzieli je w większej okazałości 😀 Byłam w szoku, bo zawsze je ukrywałam. 🙂 A teraz chyba przestanę. Szkoda, że zrozumiałam to dopiero koło 30-tki. Mam tak jak dziewczyna z ustami z Twojego wpisu. Pozdrawiam 🙂

    • Podobno u kobiet wzrasta świadomość własnej wartości właśnie ok. 30. Sama po sobie widzę, że patrzę na siebie coraz bardziej życzliwym okiem, mimo cellulitow i różnych tam wałeczków 🙂 W każdym razie – tak trzymać!

  • Cała prawda. Nie można podążać za modą, bo ona przemija a styl pozostaje 😉 Dlatego trzeba zacząć się kochać takimi jakimi jesteśmy 🙂

  • Pięknie powiedziane! Zgadzam się w 100 procentach. Najważniejsze to akceptować siebie. Ja jakoś nigdy nie miałam z tym problemu, mimo, że nie czuję się pięknością. Lubię swoje ciało i je akceptuje. Jeśli nie mam na coś wpływu – szare oczy, a nie brazowe ;P to się tym nie przejmuje. Ale już np. dodatkowe kilogramy i brak jędrnej skóry to tylko moja wina i kiedy przychodzi mi do głowy pomyśleć „ojej, jak ja wyglądam” myślę sobie „skoro nic z tym nie robisz to znaczy, że tak lubisz” 🙂

    • Ciekawa jestem, czy kobiety, które uważamy za klasyczne piękności same się za nie uważają. Patrząc na wyśrubowane kryteria piękna, które wyznaczają gazety, portale dla kobiet i reklamy trudno mi uwierzyć, ze jakakolwiek kobieta mogłaby znieść te presję i nie mieć do siebie żadnych zastrzeżeń. 🙁 Ale dobrze, ze mówisz, że siebie akceptujesz. Tak wiele z nas ciągle nawet tego nie osiągnęło, więc to jest naprawdę dużo. ❤