Odpuść sobie ludzi, czyli nic na siłę | 52 Tygodnie Pozytywności

czy warto utrzymywać znajomości na siłę

Ten tekst mam przyjemność pisać tuż po powrocie z bardzo przyjemnego pobytu nad Biebrzą, z którego 2 dni spędziliśmy z naszymi sympatycznymi znajomymi. 🙂 Pozdrawiam, jeśli czytacie! 🙂

Dziś zaczniemy od jednego powiedzonka, które w ostatnim czasie niemal przyrosło mi do ust, a mianowicie:

No i dobra!

Co to za jakieś „no i dobra”? To działa trochę jak „mieć wywalone”. Proponujesz koleżance spotkanie/ wspólny wyjazd. Zgadza się od razu albo mówi, że musi zastanowić się nad terminem? Super, to znaczy, że najprawdopodobniej pojedziecie! Umawiacie się trzy miesiące i ona ciągle nie może się zdecydować? No cóż, sprawa jest jasna. Koleżanka nie chce znaleźć dla Ciebie czasu, bo nie uważa, że wniesiesz coś do jej życia. Masz dwa wyjścia: 1) wkurzasz się, burczysz i wszystkim dookoła opowiadasz, jaka z niej wredna małpa, 2) mówisz: „no i dobra” i idziesz dalej. Polecam wyjście nr 2 – oszczędza sporo nerwów.

Kto by się przejmował?

No właśnie. Kto by tam się przejmował jakąś koleżanką, która najwidoczniej nie chce Cię w swoim życiu. Nie wolisz zadawać się z taką, która bardzo Cię lubi, chętnie się z Tobą spotyka, rozmawia, docenia Twoje towarzystwo i bez mrugnięcia okiem pomaga Ci w kłopocie? Nie mów mi, że nie można mieć wszystkiego, bo to bzdury. Ok, może nie poznasz znajomych-ideałów czy przyjaciół-ideałów, ale to nie znaczy, że masz „brać” wszystko, jak leci. To, co wymieniłam powyżej, to są jednak podstawy.

Dokładnie takie same (!) zasady dotyczą rodziny. Rodziny sobie nie wybierasz, to prawda, ale również nie masz obowiązku z nikim się zadawać, z nikim spędzać świąt, nikomu pomagać (oprócz swoich dzieci oczywiście). Wielokrotnie już o tym pisałam. Jeżeli ktoś chce od Ciebie pomocy, to powinien Cię o nią poprosić, a nie oczekiwać, ani – co gorsza – oczekiwać, że się domyślisz, że chce tej pomocy. To trzeba jasno powiedzieć od razu. Wszyscy kiedyś będziemy starzy. Jeśli ktoś Cię zaprasza do siebie, a mieszka daleko, tak, że trzeba leźć od przystanku pieszo pół godziny, to powinien po Ciebie wyjechać samochodem, albo nie zapraszać. Chyba że nie ma samochodu, to wtedy trochę inaczej to wygląda. Kurczę, to są takie podstawowe zasady, że nadal szokuje mnie, że ludzie tego nie robią. I że inni ludzie dają się tak robić w konia.

Nie daj się wpędzić w poczucie winy

czy warto utrzymywać znajomości na siłę

Wykrywaj manipulacje. Ze strony znajomych, przyjaciół i rodziny. To nie jest takie trudne. Może kiedyś zbiorę najczęstsze manipulacje, jakimi ktokolwiek kiedykolwiek próbował mnie karmić – albo nawet poproszę jakiegoś psychologa o wspólne opracowanie takiego tekstu i tu go opublikuję. To jest cholernie ważne, a tak rzadko o tym się mówi. Czasami manipulacje są całkowicie nieudolne – zwłaszcza, jeśli manipulant trafia na silną, ale jednocześnie empatyczną osobowość, która w mig odczytuje jego/jej ukryte zamiary. Innym razem trafi na bardziej podatny grunt i wpędzi człowieka w poczucie winy. Jednym z moich ulubionych przykładów jest tekst, który sama w życiu usłyszałam jest „co ja mam dziecku mówić?” powiedziane, rzecz jasna, przy rzeczonym dziecku. Wtedy zbaraniałam i zupełnie nie wiedziałam co powiedzieć. Teraz wiem, co bym odpowiedziała. „Prawdę”. To była ewidentna próba wpędzenia mnie w poczucie winy.

Wiesz, ja zawsze będę wierzyć w ludzi. Co nie kłóci się moim zdaniem z poglądem, że zawsze trzeba po prostu uważać. Jeśli czujesz, że coś nie gra, to najprawdopodobniej masz rację. Może się zdarzyć, że rzeczywiście jakaś osoba nie chciała nic złego powiedzieć, ani w żadnej mierze Cię zmanipulować. Wtedy jednak powinna zareagować, jeśli powiesz jej, jak się czujesz. Mi samej trochę zajęło ogarnięcie, że dużo ważniejsze jest to, jak dana osoba odbiera to, co do niej mówię, niż to, co ja czuję, że powiedziałam. Rozumiesz, o co mi chodzi? Dlatego właśnie ważne jest wyjaśnianie nieporozumień od razu, bo później te wszystkie niedopowiedzenia piętrzą się jak sterta prania do uprasowania, aż w końcu nie wiesz, co z tym wszystkim począć i wściekle kopiesz to pranie. Czytaj: wybuchasz tak silnie, że druga osoba zupełnie głupieje.

Piszę do tylko dlatego, żebyś pamiętał/pamiętała, że zawsze jest druga strona medalu. Nie zawsze druga osoba zasługuje na wybaczenie czy zrozumienie, bo niektórzy ludzie, to naprawdę świnie i na pewno to wiesz. Jednak w większości przypadków jest jakiś głębszy powód, którego warto szukać, o ile obie osoby są chętne do współpracy, przepraszania i wybaczania.

Zadanie #27 Pozwól znajomościom bez przyszłości się rozpaść

Ja wiem, to jest na początku bardzo, bardzo trudne. Czasami trudno zdecydować, czy dana znajomość ma jeszcze dla mnie jakiś sens. Po latach postawiłam sobie jedno jedyne kryterium: chęć utrzymania znajomości musi być obustronna, żeby znajomość była wartościowa. To jest moja podstawa. Zaraz po tym, że nie spotykam się z ludźmi, którzy uparcie ciągną mnie w dół (a osób z rodziny, które to robią – po prostu nie słucham i robię swoje), ale opanowanie tego mam w dużej mierze już za sobą, więc obecnie skupiam się na tej obustronności.

czy warto utrzymywać znajomości na siłę

Na tym etapie dla mnie jest to całkiem proste i  jasne: jeżeli próbujesz raz, a koleżanka odmawia, próbujesz drugi, koleżanka odmawia, próbujesz trzeci, koleżanka odmawia, a sama absolutnie ani razu niczego nie proponuje, to znaczy, że nie ma sensu próbować czwarty raz. Oczywiście sam/sama musisz sobie wyznaczyć te granice. Po prostu musisz to jakoś wyczuć. Ja nauczyłam się, że dawanie milionów szans nie ma najmniejszego sensu, bo w 99 procentach przypadków ludzie ani na te szanse nie zasługują, ani o nie nie proszą. Na świecie jest cała masa świetnych ludzi, na których można polegać, z którymi dobrze się spędza czas i którzy chcą z Tobą spędzać ten czas. Ludzi, którzy nie wpędzają innych w kompleksy. Nie lepiej takim poświęcać swój cenny czas?

Nigdy nie zapomnę smsa, którego przysłała mi koleżanka z liceum. Brzmiał on: „nie jestem twoją przyjaciółką, więc nie mam obowiązku się z tobą spotykać”. Koleżanko, jeśli mnie czytasz: bardzo Ci dziękuję za tego smsa. Dziękuję za otworzenie mi oczu. Tak, nikt nie ma obowiązku się ze mną spotykać. I nie chcę, żeby ktokolwiek czuł się zmuszony do spotykania się ze mną. Chcę, żeby ludzie, którzy decydują się na spędzanie ze mną czasu, czuli się w moim towarzystwie dobrze. A jeśli się nie czują – to żeby się nie zmuszali.

Nic na siłę. Zawsze o tym pamiętaj.

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ostatnie teksty z tego cyklu:

  1. Załóż Dziennik Wdzięczności
  2. Rób to, co kochasz
  3. Zorganizuj się!
  4. Jedz pozytywnie

Pozostałe znajdziesz w zakładce: 52 Tygodnie Pozytywności

  • Szczególnie ważny to dla mnie tekst, bo ja w tym roku wreszcie dorosłam do tego, aby skończyć kilka znajomości, które jak się okazało, miały na mnie bardzo negatywny wpływ pod wieloma względami. I do unikania ludzi nastawionych bardziej na branie, niż dawanie, których dziś nie brakuje. Umiejętność wybrania tych właściwych (nie mylić oczywiście z tymi z pieniędzmi) jest bardzo ważna i warto ją cały czas rozwijać:)

    • O tak. Najtrudniejsze jest poradzenie sobie z myśleniem, że „muszę” z kimś utrzymywać znajomość. Bo będzie mu przykro. Bo nie znajdę innych znajomych. Ja również cały czas się tego uczę 🙂

  • Nie ma sensu zbierać wokół siebie ludzi, którzy są na pokaz, sztucznie lub czują się z nami nieswojo. Najlepsi są Ci, którzy potrafią być sobą i tacy właśnie są przy nas a my możemy być tacy przy nich.

    • ekopozytywna

      Zgadzam się 🙂

  • często klientom mówię, że ludzi spotykamy by wnieśli „coś” do naszego życia, kiedy już wniosą powinniśmy dać im odejść.

    • ekopozytywna

      Jeśli chcą odejść 🙂 Brzmi bardzo jak Anthony de Mello.

  • Ech, te komplikacje przy znajomościach… A co ze znajomymi, którzy z wielką przyjemnością spotykają się z Tobą, wszystko pięknie, ładnie, ale… jedynie u Ciebie w domu? 😉 Do siebie nigdy nie zapraszają (wygoda?), a po tekście, że może ja teraz wpadnę na kawkę, zawsze jest jakaś wymówka. Mieć w nosie takich znajomych…? Ciężka sprawa 😉

    • ekopozytywna

      O rany, nigdy jeszcze z czymś takim się nie spotkałam. Chociaż… ktoś kiedyś non-stop używał wymówki, że jest nieposprzątane w mieszkaniu. Tak jakbym ja była Perfekcyjną Panią Domu i sprawdzała stan czystości w cudzym mieszkaniu białą rękawiczką 😛 Może zastanów się, czy tak bardzo Ci to przeszkadza, że gościsz tylko Ty, a jeżeli tak, to może powiedz wprost, co Ci leży na wątrobie. Pewnie też wszystko zależy od stopnia znajomości. Od siebie mogę Ci powiedzieć, że podejrzewam, że mi by to jakoś bardzo nie przeszkadzało i pewnie nic bym z tym nie zrobiła 🙂

  • Znajomości te toksyczne wygasiłam a może nawet lepszym określeniem będzie odcięłam bo czułąm że są jak gangrena, która toczy ciało. Po tym zabiegu amputacji poczułam lekkość jak dawniej. Teraz uż wiem, że należy unikać ludzi którzy są nauczeni tylko brać

    • ekopozytywna

      Tych, którzy umieją tylko brać nawet do siebie nie dopuszczam! A zwykle można zrobić łatwą próbę na samym początku: ktoś tylko od Ciebie bierze? Poproś go o przysługę. Nie ma czasu? No cóż, wszystko jasne. To bardzo ułatwia życie 🙂

  • Pozwoliłam znajomościom bez przyszłości się rozpaść. Pozbyłam się osób, które mną manipulowaly, które spędzały mnie w poczucie winy, w potrzebę bycia odpowiedzialną za nieszczęście tych osób. W życiu nie było mi tak dobrze, jak w momencie, w którym poczułam, że pozbyłam się tego ciężaru ze swoich pleców.

    • ekopozytywna

      Coś w tym jest. Wpędzanie w poczucie winy powoduje efekt Atlasa – masz wrażenie, że musisz dźwigać na swoich barkach ciężar, którego tak naprawdę nie powinnaś musieć dźwigać. Ja odrzucenie tego odczuwam jak fizyczną ulgę.

  • Oczywiście,że nic na siłę! Ale żeby to zrozumieć musiało minąć pare lat. Do wszystkiego trzeba dorosnąć 😉

  • To prawda – nic na siłę!

  • To prawda, znajomościom bez przyszłości, opartym na szantażu emocjonalnym, trzeba dać spokojnie wygasić się. 🙂

    • ekopozytywna

      🙂

  • Katarzyna

    Moja droga to ja Ci dziękuję za przypomnienie zadania 27. Mam tendencję do gloryfikowania pewnych osób czy sytuacji… Po co? Nie wiem. Dałaś do myślenia…

    • ekopozytywna

      <3

  • Niestety akurat w rodzinach te manipulacje są aż nazbyt częste. A co najbardziej przykre – dzieci są wpędzane w poczucie winy przez własnych rodziców, którzy często nie zdają sobie nawet sprawy, że perfekcyjnie stosują szantaże emocjonalne.

    • ekopozytywna

      Niestety tak. Nie chciałabym tu za bardzo się rodzinnie uzewnętrzniać i wskazywać paluchem, ale wiem, o czym mówisz. Na szczęście nie dotyczy to mnie i mojej mamy. Sama przyglądam się temu wszystkiemu i tylko cały czas mówię sobie „oby nie być, jak oni, oby nie być, jak oni” i myślę, że jeśli całe życie człowiek pamięta, by być w porządku wobec innych (niezależnie od wieku, pozycji i płci), to i w starszym wieku będzie w porządku. 🙂

  • Ten tekst przypomniał mi jak chciałam wręczyć znajomej Japonce souvenir z Polski. Kiedy do niej zadzwoniłam po przylocie, powiedziała, że teraz jest strasznie zawalona pracą, powiedziałam, że będę ponad miesiąc więc jak się dogrzebie to niech zadzwoni. Telefon milczał. Zadzwoniłam do niej tydzień przed powrotem. Znowu wymówiła się pracą i wtedy dotarło do mnie, że to było słynne japońskie „nie”, czyli odmawianie bez użycia słowa „nie”. Piękny jedwabny szal z Milanówka wrócił ze mną do Polski i bardzo dobrze się nosi (^_-).

    • ekopozytywna

      No i super, masz coś luksusowego dla siebie 🙂 Kultura japońska nie do końca mnie przekonuje właśnie ze względu na takie niedopowiedzenia. Dla nich to naturalne, a mnie by dość mocno irytowało 🙂

  • Akurat wpis w sam raz dla mnie. Właśnie zakończyłam jedną ważną dla mnie znajomość., bo nie było wzajemności. Aczkolwiek nie było to łatwe …

    • ekopozytywna

      Mam nadzieję, że ulżyło Ci nieco na sercu 🙂

  • Świetny post! Najbardziej dotknęło mnie odcięcie relacji bez przyszłości; takowe udało mi się już zerwać i przyznaje, że sposób, który polecasz też praktykowałam (po jakimś czasie) i naprawdę jest lepszy! Przede wszystkim jeśli chodzi o własne zdrowie 😉

    • ekopozytywna

      Ja jeszcze kilka lat temu dość gwałtownie zrywałam relacje, o których uważałam, że mi nie służą. Teraz też jakoś tak wolę tę opcję bez histerii 🙂

  • Grace

    Mnie również szkoda czasu na relacje bez przyszłości albo takie, które mnie tylko dołują. Mam nadzieję, że ja na nikogo tak nie działam 🙂

    • ekopozytywna

      Jejku, ja też 🙂 A jeśli kogoś nudzę czy z jakiegoś innego powodu nie jestem dla niego interesująca, to mam nadzieję, że nie czuje się zobowiązany, żeby utrzymywać ze mną kontakt – a jeśli tak jest, to niniejszym go zwalniam 🙂