co robić w weekend

Uwielbiam rytuały. Pisałam Wam już o tym tutaj. Uspokajają mój mózg i sprawiają, że nie miotam się jak szalona, tylko spokojnie wykonuję zaplanowane wcześniej działania. Dlatego lubię też planowanie. Do doskonałej trójcy brakuje już tylko jednego elementu, czyli nagradzania się. Bez nagradzania się nic dobrego się nie dzieje, nic nie ulega zmianie, a nasze nawyki pozostają takie, jakimi są. Na przykład otyły człowiek, który postanawia schudnąć i katuje się surową dietą (zwolennicy tejże diety niech się nie obrażają, dla większości ludzi to jednak jest katowanie się), a jednocześnie płacze za hamburgerem, po prostu nie schudnie. A już na pewno nie schudnie na stałe. Dlatego o wiele lepsze rezultaty osiąga się przy przestawieniu się na ogólnie zdrowe jedzenie i pozwalaniu sobie od czasu do czasu na swój ulubiony i jakże zakazany owoc. Różnicą jest właśnie nagroda.

Jak zmienić wycieńczający model tygodnia w satysfakcjonujący?

Wyobraź sobie swój typowy tydzień. Pewnie jakoś tam zwlekasz się z łóżka, pijesz kawę i jesz jakieś śniadanie (o ile w ogóle), wskakujesz pod prysznic i myjesz zęby (mam nadzieję). Następnie orientujesz się, że zaśpiewałeś o jedną arię za wiele pod prysznicem i w te pędy wybiegasz z domu do pracy. Tam tyrasz jak wół bez zachowania jakichkolwiek zasad higieny pracy, a gdy jesteś chory/chora, to Twój szef i tak ciągnie Cię za ucho do biura, bo przecież robota sama się nie zrobi (od niewyleżenia grypy można umrzeć, tak nawiasem mówiąc).

I taki styrany/styrana wleczesz się do domu, gdzie – przy dobrych wiatrach – siadasz przed telewizorem i wcinasz odgrzane gotowe danie. Przy gorszych musisz odebrać ze szkoły dzieci, ogarnąć syf w domu, ugotować obiad, wyprowadzić psa i zrobić pranie. A potem zwalasz się na łóżko z niezmytym makijażem, przez co z rana wściekasz się na pryszcza, który Ci wyskoczył i masz od rana zły humor. I tak apiać od nowa. Od poniedziałku do piątku. W sobotę śpisz do południa, a w niedzielę jęczysz, że weekend jest za krótki i łojezu jutro poniedziałek.

W sumie to Ci się nie dziwię, że jęczysz

A gdyby tak spróbować inaczej? Ja wiem, że nie na każdą rzecz w swoim życiu masz wpływ, niektóre po prostu trzeba zrobić i choćbym wmawiała Tobie i sobie, że tak naprawdę to chcesz to zrobić, a nie musisz, bo taką podjęłaś/podjąłeś decyzję, to oboje dobrze wiemy, że czasem robimy rzeczy, których tak naprawdę wcale nie chcemy z nie-wiadomo-jakich powodów. Pewnie ze względu na coś związanego z dzieciństwem i niezaspokojonymi potrzebami. Mniejsza z tym. Dziś porozmawiajmy o tym, na co masz wpływ. A masz wpływ na to, żeby wygospodarować sobie więcej czasu. Masz wpływ na to, żeby nie gonić jak wariat za nie wiem w sumie czym. Za grobem chyba, bo jak się człowiek stresuje i zaharowuje na, no cóż, śmierć, to mu do tego grobu bliżej niż dalej.

co robić w weekend

Wiadomo, że nie budzisz się niczym Afrodyta wychodząca właśnie z piany. Ja mam straszne problemy ze wstawaniem, bo chyba jestem sową, która próbuje przebrać się za skowronka. Chociaż mój mąż uważa, że w najpiękniejszym autficie weselnym, nie wyglądam tak dobrze, jak rano. Nie wiem, o co mu chodzi. 😉 No dobra, wiadomo, że czasem ten prychol Ci wyskoczy i zepsuje Ci humor na cały poranek. 😉

Jak sprawić, by Twój tydzień był idealny odrobinę lepszy niż do tej pory?

Ale wyobraź sobie, że wstajesz, przeciągasz się i całujesz żonę na dzień dobry. Albo głaszczesz psa. Albo tulisz dziecko. Wyobraź sobie, że zamiast kawy, pijesz wodę. Że po prysznicu masz czas na wsmarowanie balsamu. Że na śniadanie zamiast wiecznych kanapek z szyneczką czasem przyrządzasz owsiankę z bananem i cynamonem. Że do pracy wychodzisz na tyle wcześnie, by nie lecieć z wywieszonym ozorem. Że czasem wstajesz od komputera, żeby zrobić sobie herbatę i żeby się rozciągnąć. Albo nawet nie się, tylko nadgarstki i szyję. Że nie pozwalasz, żeby szef dowalił Ci pracy na kolejną godzinę i w spokoju wychodzisz do domu.

A w domu olewasz telewizję. Zgarniasz dzieci i razem idziecie na długi spacer z psem. Gotujecie coś pysznego, zdrowego i szybkiego. Jecie to wspólnie. Znajdujesz nawet czas na to, by pomalować paznokcie, poczytać książkę albo ulubionego bloga, zmyć makijaż i wklepać krem. A w weekend… no właśnie, do tego przejdziemy później.

Kropla drąży skałę

co robić w weekend

To wszystko jest kwestią priorytetów i nawyków. Nawyki nie są złe, ani dobre. Choć moja głowa uparcie nazywa ten pierwszy tydzień schematycznym, a drugi nawykowym. Może dlatego, że nawyki kojarzą się z czymś pozytywnym, co sami sobie wypracowaliśmy. Przy pierwszym tygodniu, mam wrażenie, że po prostu jest to godzenie się na wszystko, co los przyniesie jak leci. Przy drugim – widzę kontrolę nad swoim życiem. Ja tej kontroli potrzebuję, bo wtedy wszystko jest poukładane i nie zaczynam wariować, że przecież trzeba zrobić jeszcze to i to i tamto. Zauważ, że gdyby nałożyć na siebie te dwa tygodnie, a w zasadzie „typowe” dni, to widać, że zmiany są tak naprawdę subtelne. Ale to właśnie subtelne zmiany potrafią zmienić czyjeś życie o 180 stopni. To subtelne zmiany potrafią wywołać lawinę. To kropla drąży skałę.

Zadanie #40 Zaplanuj sobie weekendowy rytuał. Albo kilka

Zostało nam już tylko 12 tygodni do zakończenia tego cyklu. Jak się czujesz? Czy coś zmieniło się w Twoim życiu na lepsze? Mam nadzieję, że tak! Czasami nie mogę uwierzyć, że zmotywowałam się do tego, żeby przez tyle czasu, w każdy poniedziałek, publikować coś pozytywnego. Kombinować, co sprawi, że czyjeś życie może być choć trochę lepsze. W dużej mierze cykl dotyczy przyzwyczajeń. No więc właśnie. Jak wygląda Twój typowy dzień? Jest bardziej „schematyczny” czy „nawykowy”? A jak kończysz tydzień? Jak zaczynasz weekend?

Kiedyś sobota oznaczała u mnie sprzątanie. Niedziela oznaczała uczenie się na zajęcia i lekcje w kolejnym tygodniu. Czyli tak naprawdę nie dawałam sobie przerwy. Oczywiście, jeśli lubisz sprzątać w sobotę chałupę, to przecież sprzątaj. Ja wolę to rozłożyć, a w weekend zrobić sobie przerwę i robić wtedy coś fajnego. I nazywać to rytuałami, bo czemu nie? Przecież się powtarza i dobrze na mnie wpływa 🙂 Moje ulubione rytuały to wspólne weekendowe śniadania (gofery z dżemorem!) i obiadki. Wycieczki i spacery albo film. I wyciskanie soku.

Czasem wkurza mnie powtarzalność i chcę się od tego oderwać, ale to nie oznacza, że rezygnuję z rytuałów na zawsze. Robię odświeżającą przerwę, po czym do nich wracam, bo dają poczucie bezpieczeństwa. Tak, nawet te głupie gofry. Ale to są gofry, które robi mój mąż i do których jemy dżem, który zrobiłam latem. Choćby nie wiem, jak głupie wydawały się Twoje rytuały, osobom z zewnątrz, to… miej to gdzieś. Ważne, że robią dobrze Tobie.

co robić w weekend

Jeśli nie masz pomysłu na to, co może być Twoim weekendowym rytuałem, to zerknij na poniższą listę. Mam nadzieję, że znajdą na niej coś dla siebie wszyscy. I ci sparowani, i niesparowani, i dzieciaci, i bezdzietni, i ekstra- i introwertycy, i leniuszki, i aktywni. 🙂

Co może być weekendowym rytuałem?

  • leniwa kawa (mielona!) z książką,
  • śniadanie do łóżka,
  • długi spacer z partnerem/dzieckiem/psem/w samotności,
  • spacer po lesie,
  • wyjazd w nowe miejsce,
  • pójście na pływalnię,
  • masaż,
  • wyciskany sok,
  • gofery z dżemorem 😉
  • robienie ciasta,
  • próbowanie czegoś nowego (z tego też można zrobić rytuał, czemu nie!),
  • nadrabianie zaległości blogowych (o, to lubię bardzo),
  • randka (obiad lub kawa na mieście, kino, cokolwiek),
  • gotowanie dobrego obiadu/ próbowanie nowych przepisów,
  • planowanie przyszłego tygodnia lub miesiąca (to lubię :)),
  • dłubanie w kwiatkach czy oddawanie się jakiemukolwiek hobby,
  • dobry film (w domu lub kinie) + popcorn,
  • robienie sobie paznokci/ maseczki/ peelingu,
  • spotkanie z przyjaciółką/ znajomymi,
  • telefon albo może list do kogoś bliskiego,
  • ukulturalnianie się,
  • wyjście z dziećmi i wspólna zabawa z nimi,
  • zakupy (no co, ja lubię czasem pojechać do sklepu i zaopatrzyć się na cały tydzień; w ten weekend byliśmy też w IKEI, a to już czysta radość),
  • planszówki,
  • medytacja (jeśli naprawdę nie masz na nią czasu w tygodniu),
  • korzystanie z darmowych atrakcji w Twoim mieście (Warszawiakom polecam portal waw4free – dzięki niemu ogarnęłam, że trwa Darmowy Listopad w Rezydencjach Królewskich <3 i byliśmy wczoraj w Pałacu Myślewickim i w Oranżerii w Łazienkach; załapaliśmy się nawet na wiewiórki i majestatycznego pawia, który bardzo pilnował swojej pawiej małżonki).

Mieszaj, łącz i nie przywiązuj się. Nie chodzi o to, byś Ty była/był dla rytuału, lecz by rytuał był dla Ciebie. Jeśli zrobisz rytuał ze spaceru do lasu, a któregoś weekendu będziesz na weselu kuzynki albo zachorujesz albo po prostu masz ochotę zrobić coś innego, to nie panikuj. Wyluzuj, posłuchaj siebie i zrób to, co dla Ciebie w danej chwili dobre. Rytuały mają dawać nam pewne bezpieczne ramy, ale wcale nie musimy się ich sztywno trzymać.

Co dodałybyście/dodalibyście do mojej listy? Co najbardziej lubicie robić w weekend?

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ostatnie teksty z tego cyklu:

  1. Zaproponuj komuś pomoc
  2. Naucz się oszczędzać pieniądze
  3. Pozwól sobie na niewesołe emocje
  4. Zrób test inteligencji wielorakiej
  5. Pomyśl o śmierci

Pozostałe znajdziesz w zakładce: 52 Tygodnie Pozytywności

  • Bardzo ciekawe są te rytuały i na pewno wezmę twoje rady do serca i zacznę je praktykować w swoim życiu 🙂

  • Uśmiałam się przy słowie „apiać”, na początku nie mogłam zajarzyć o co chodzi 🙂 U mnie dzień powszedni jest raczej nawykowy – jeśli nie zrobię rano kilku rzeczy, to cały dzień jest jakiś dziwny. W weekendy staram się jak najmniej siedzieć przed komputerem, robię maseczki na buźkę i włosy, zajmuję się robótkami ręcznymi, czytam, idziemy na spacer albo wycieczkę, odwiedzamy rodzinę. Jest co robić 🙂 A, i sprzątam zazwyczaj w sobotę, ale zabieramy się za to razem z mężem i w godzinkę jest ogarnięty dom 🙂

    • Hehe chciałam się trochę odnieść do wpisu o gwarze wschodniej, żeby nie było, że znam ją tylko w teorii 😀 Bardzo piękne są Twoje weekendy w takim razie – bardzo w moim klimacie 🙂

  • Kluczem jest dostrzeganie piękna zawartego w zwykłej codzienności, nie trzeba czekać na pełne szczęście, wystarczy zbierać jego krople każdego dnia. 🙂

  • ma.kesz

    Ciekawe, ja nie mam rytuałów. Chyba, że kawa z mężem. Ogarniam obowiązki w kolejności pierwszej potrzeby, raz zwycięży pies, raz chora teściowa, a potem jak się ułoży. Rytuały mnie męczą, ale ja dziwna jestem. Mąż natomiast uwielbia, więc jest balans:)

    • Mój Mąż też nie daje się przekonać do tego, żeby wprowadzić więcej tych rytuałów. 🙂 Na te ze mną się zgadza i je lubi, ale sam ze sobą nie chce. Więc u nas balans w drugą stronę.

  • U mnie wolne weekendy to albo spacery (najlepiej po lesie) albo czytanie w kawiarni. 🙂 Ale nie mogę się zgodzić, że bez systemu nagród nie można wprowadzić zmiany. Tak to jest, że nagroda jest bardzo silnie związana z karą – to tak naprawdę dwie strony tej samej monety. Bez kary nie ma nagrody, bez nagrody nie ma kary. Już mówię co mam na myśli: w rzeczywistości, gdy przyjmiemy ideę nagradzania siebie (lub kogoś) za oczekiwane działania, zachowania, etc., w naturalny sposób brak nagrody stanie się karą. Gruby człowiek z Twojego przykładu wraca do hamburgera nie dlatego, że nie jest nagradzany, ale dlatego że zjadania hamburgerów nie łączy z konsekwencjami. W rzeczywistości sama świadomość, dlaczego chcemy zmienić nawyk zastępuje system kar i nagród, bo pozwala zauważać „naturalne nagrody” i „naturalne kary”. Nie musimy nagradzać się za to, że dziś nie włożymy ręki do ognia. Można oczywiście przyjąć, że po jakimś czasie nawyk wchodzi w krew i nie potrzebuje sztucznych wyzwalaczy (wykreowanych kar i nagród), ale w zamian za to godzimy się na tresowanie samych siebie – zmieniamy nawyk dla wykreowanej nagrody, a nie dlatego że jest to słuszne. Pytanie jak bardzo lubimy być ze sobą otwarcie szczerzy.

    Ale samo podejście do kar i nagród nie zmienia tego, że w pełni zgadzamy się jeśli chodzi o kreowanie fajnych nawyków. 🙂 Z tym, że ja uważam, że mamy do nich prawo niezależnie od oceny swoich działań. Nie znaczy to, że jeśli praca jest nieskończona, leniuchowanie cały weekend jest w porządku, ale że jeśli praca jest nieskończona, to popracowanie w weekend jest naturalną konsekwencją, a nie karą (brakiem nagrody). 🙂

    • Ja jestem teraz mocno pod wpływem książki „Siła Nawyku” i będę się upierać, że ludzie jednak funkcjonują na zasadzie nagród i kar. W sumie wystarczy popatrzeć na warunkowanie behawioralne – np. eksperyment z niemowlęciem, króliczkiem i hałasem.

      Ale nie uważasz chyba, że tak drastyczna zmiana diety pomaga schudnąć? Na mój gust to jest oczywista kara. Ale ja występuję z pozycji osoby, która lubi jeść 🙂 Naturalna nagroda, to także nagroda. Przecież nie piję rano wody, bo nagle zrobi mi się piękny sześciopak, tylko dlatego, że uważam, że to zdrowe. Moje zdrowie w tej chwili i w perspektywie iluś tam lat jest dla mnie nagrodą we wprowadzaniu zdrowych nawyków. Niestety nie każdy tak działa. Cała gromada ludzi jest bardzo krótkowzroczna i oni po prostu potrzebują tych realnych nagród. Nawet jak myślę sobie o planowaniu – cele, które osiągnęłam przez drobne kroki, które widzę z perspektywy roku, to moja nagroda. Ale te drobne kroki i powykreślane zadania każdego dnia to też moja nagroda – tyle że taka natychmiastowa. Mogę pogłaskać się po głowie, że jestem taka sumienna 🙂 O, przyszedł mi do głowy jeszcze przykład z kacem. Lubię pić piwo albo wino, ale nauczyłam się ograniczać jego ilość. Dlaczego? Nie dlatego, że mam taką silną wolę, tylko dlatego, że pamiętam jaka jest nagroda, która wynika z umiarkowanej konsumpcji: dobry humor i rozluźnienie, a także pamiętam, jaka jest kara przy nieumiarkowaniu: kac taki, że żyć się nie chce. 😀 I nie znaczy to, że nie myślę (chociaż o tym myśleć już nie muszę), ale po prostu ułatwiam sobie życie wdrukowując w siebie pewne rzeczy. Według mnie ułatwianie sobie życia jest słuszne (wyłączając nieuczciwość i krzywdzenie innych ludzi, oczywiście).
      Ale ja też uważam, że mamy do nich prawo. Każdy człowiek ma prawo do wszystkiego (z wyłączeniem tego, co zaznaczyłam w poprzednim nawiasie). Mamy też prawo nie mieć żadnych nawyków. Ja do praw ludzkich nigdy się nie odwołuję 🙂 Jeśli tak sobie ustawiasz czas, że pracujesz w weekend i to Ci odpowiada, to przecież mi nic do tego. Ja w poprzedni weekend też pracowałam, bo tak mi wyszło. Dlatego napisałam, żeby pamiętać o tym, że to nawyki są dla nas, a nie my dla nich. 🙂

      • Oczywiście, że ludzie „funkcjonują na zasadzie kar i nagród”, ludzie funkcjonują w bardzo wielu szkodliwych schematach, ale nie znaczy to, że musimy je sobie sami serwować. Oczywiście znam „Siłę nawyku”, jasne, że można wprowadzać nawyki za pomocą kar i nagród, ale twierdzę, że nie jest to jedyna droga, podobnie jak wychowując dzieci możemy je karać i nagradzać lub nie stosować tego rodzaju manipulacji.

        Zapytałaś, czy uważam, że drastyczna zmiana diety pomaga schudnąć. Ani pomaga, ani przeszkadza, jest narzędziem do osiągnięcia celu. Oczywiście jest to niekomfortowe. Ale nie wszystko co jest niekomfortowe, jest karą. Deszcz, który pada nie jest karą, po prostu deszcz pada. Ogień, który parzy, nie karci nas za to, że wkładamy do niego rękę – po prostu taka jest jego natura.

        Jeśli chodzi o motywację do picia wody, mówisz, że nie pijesz jej rano, bo zrobi Ci się sześciopak, ale dlatego, że uważasz że to zdrowe i to zdrowie jest nagrodą (w rzeczywistości naturalną konsekwencją) w dalszej perspektywie. Oczywiście, że tak. 🙂 Właśnie o tym mówię, nie musimy się dodatkowo nagradzać za działania, które nam służą, na przykład zjedzeniem w nagrodę ciastka, bo wypiliśmy wodę, albo zakupem czegoś, bo trzymaliśmy się diety. Samo działanie w zgodzie ze sobą (czyli ze świadomością co nam służy, a co nie) jest wystarczającą nagrodą.

        Tutaj zaznaczę, że w tym przykładzie zaczęłyśmy już operować słowem „nagroda” dużo szerzej – nie tylko na określenie celowego działania, by uhonorować jakieś zachowanie, ale też w znaczeniu właśnie naturalnych konsekwencji. Przyjmuję, że obie nagrodę w tym kontekście rozumiemy umownie, bo przecież ani ciało, ani los nas intencjonalnie nie nagradza. To po prostu konsekwencje. Podobnie w kontekście przywołanej przez Ciebie radości po realizowaniu drobnych celów albo umiarkowaniu w alkoholowych ekscesach. 🙂 Trudno byłoby uznać, że intencjonalnie dajesz sobie nagrodę w postaci pozwolenia na cieszenie się lub że to Ty decydujesz o tym, czy będzie boleć głowa. To się po prostu dzieje w skutek podjętych wcześniej decyzji.

        Piszesz, że nie każdy potrafi patrzeć długodystansowo. Faktycznie, na pewno wielu ludzi nie przeszłoby testu marshmallow i zjadło piankę od razu. 🙂 I oczywiście, mogą się nagradzać i karać (czyli nie działać w zgodzie ze sobą, ze świadomością, etc.), tj. posłużyć się narzędziem, które za pomocą tresury pomoże im osiągnąć upragnione cele. Ale nie muszą. Mogą też zwiększyć swoją świadomość.

        Jeszcze jedna kwestia wydaje mi się ważna do poruszenia: w przykładzie związanym z człowiekiem uzależnionym od hamburgerów, pozwalając sobie na zjedzenie jednego raz na jakiś czas, on nie sięga po nagrodę, ale po narkotyk. Nie ma to nic wspólnego z życiem w zgodzie ze sobą, świadomością, uwalnianiem się. Właśnie dlatego jeden nawyk musimy zastępować innym: dalej mamy ten sam problem, od którego się nie uwolniliśmy. Bo użyliśmy narzędzi na skróty, a nie świadomości co robimy i dlaczego to robimy.

        Napisałaś, że uważasz, że ułatwianie sobie życia jest słuszne. Według mnie zależy
        jakim kosztem, jak bardzo cenimy szczerość ze sobą, jak pisałam w
        poprzednim komentarzu.

        Podsumowując, nie zgadzam się wyłącznie z tym, że stosowanie kar i nagród (wobec siebie, partnerów, dzieci, kogokolwiek) jest jedyną drogą budowania dobrych nawyków. Na pewno jest łatwiejszą z psychologicznego punktu widzenia, bo nie musimy się zastanawiać nad tym, dlaczego coś robimy.

        • Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie wychowywania dzieci bez kar i nagród. Jak chcesz zachęcić dziecko do np. wykonania jego obowiązku domowego, kiedy ono się buntuje, a rozmowa nie pomaga? Moim zdaniem bez kary się nie obejdzie. Wczoraj rozmawiałam z mamą a propos jednego dziecka, które ma z tym problem i ona zaproponowała, żeby np. powiedzieć mu „to teraz siadaj tutaj (bez żadnych telefonów, książek i niczego) i siedź, aż się zdecydujesz, by to zrobić”. To nie jest jakaś kara na zasadzie, że dziecku dzieje się krzywda, ale nadal – jest to kara.
          Jednak po przeanalizowaniu Twojej i mojej wypowiedzi, uważam, że różnica w naszych podejściach jest bardzo prosta – ja rozumuję bardziej praktycznie, Ty bardziej metafizycznie. Bardzo mi się to kojarzy z buddyzmem i bardzo mi się podoba, co nie zmienia faktu, że oświecenia doznają nieliczni. 🙂 To nie jest tak, że ja nie lubię myśleć, patrzeć na sprawy z dystansu itp. Przeciwnie – wielokrotnie odczuwałam duże zmęczenie materiału, bo przemyśliwałam (w moim odczuciu) zbyt wiele rzeczy. Dlatego właśnie daję sobie prawo, bo nie myślenia nad tym, co już przemyślałam i w pewnym sensie włożenia tego do szufladki w umyśle. Jeśli zauważę, że coś mi już z tą szufladką nie gra, to ją wybebeszę i ułożę sobie w niej od nowa. Ale dopóki to się nie dzieje, moje szufladki ułatwiają mi życie. 🙂

          • Rozumiem. Kojarzysz może idee rodzicielstwa bezwarunkowego? Tam zawiera się wszystko. Bardzo wiele w tym temacie dała mi książka „Wychowanie bez nagród i kar” Alfiego Kohna, jeśli chciałabyś poszerzyć perspektywę. Cieniutka, ale wartościowa. 🙂 Bardzo dobrze tłumaczy też że nie są to idee czysto teoretyczne, są równie praktyczne jak nagradzanie i karanie, z tym że opierają się na szacunku do dziecka (lub siebie), w przeciwieństwie do stosowania nagród i kar.

            Rodzicielstwo bezwarunkowe to też Jesper Juul – jego książki są bardzo popularne. 🙂

          • Zawsze chcę poszerzyć perspektywę 🙂 Postaram się gdzieś dopaść tę książkę. A właściwie książki 🙂 W przypadku wychowania dzieci trochę jest tak, że mogę sobie teoretyzować, a i tak dopóki nie będę miała swoich, to się nie przekonam, czy tak się da. Póki co – chętnie przeczytam.

  • Czytając Twój tekst, uświadomiłam sobie, że mam naprawdę sporo fajnych rytuałów, tylko ponieważ praktykuję je od dość dawna, to przestałam je tak naprawdę doceniać… 🙂

  • Zdecydowanie brakuje mi takich rytuałów, oprócz sprzątania i pieczenia ciasta 😉 Czes to zmienić 😉

  • Niezwykle inspirujący wpis. Wiele z niego biorę dla siebie i wcielam w życie od najbliższego weekendu. A najważniejsze to co napisałaś, żeby się nie przywiązywać. Ma nam służyć.

  • No dobra zmotywowałaś mnie! Zaczynam planować.

  • Kasia

    Jak dla mnie bomba. Uwielbiam takie drobne rytuały, one dodają smaczka szarej codzienności. Dla mnie sobotnim rytualem którą staram się praktykować bardzo często to dobra leniwa kawa, a nie szybki szajs ze słoika pity w pośpiechu w pracy.

  • My sobie lubimy z mężem pomuzykować 🙂 To nas niesamowicie odpręża i daje pozytywnego kopa 🙂

  • Bardzo ciekawy artykuł, daje do myślenia!

  • Mam swoje weekendowe rytuały 😉 Przeważnie jest to spacer i piątkowy/ sobotni wieczór offline <3