co robić w weekend

Uwielbiam rytuały. Pisałam Wam już o tym tutaj. Uspokajają mój mózg i sprawiają, że nie miotam się jak szalona, tylko spokojnie wykonuję zaplanowane wcześniej działania. Dlatego lubię też planowanie. Do doskonałej trójcy brakuje już tylko jednego elementu, czyli nagradzania się. Bez nagradzania się nic dobrego się nie dzieje, nic nie ulega zmianie, a nasze nawyki pozostają takie, jakimi są. Na przykład otyły człowiek, który postanawia schudnąć i katuje się surową dietą (zwolennicy tejże diety niech się nie obrażają, dla większości ludzi to jednak jest katowanie się), a jednocześnie płacze za hamburgerem, po prostu nie schudnie. A już na pewno nie schudnie na stałe. Dlatego o wiele lepsze rezultaty osiąga się przy przestawieniu się na ogólnie zdrowe jedzenie i pozwalaniu sobie od czasu do czasu na swój ulubiony i jakże zakazany owoc. Różnicą jest właśnie nagroda.

Jak zmienić wycieńczający model tygodnia w satysfakcjonujący?

Wyobraź sobie swój typowy tydzień. Pewnie jakoś tam zwlekasz się z łóżka, pijesz kawę i jesz jakieś śniadanie (o ile w ogóle), wskakujesz pod prysznic i myjesz zęby (mam nadzieję). Następnie orientujesz się, że zaśpiewałeś o jedną arię za wiele pod prysznicem i w te pędy wybiegasz z domu do pracy. Tam tyrasz jak wół bez zachowania jakichkolwiek zasad higieny pracy, a gdy jesteś chory/chora, to Twój szef i tak ciągnie Cię za ucho do biura, bo przecież robota sama się nie zrobi (od niewyleżenia grypy można umrzeć, tak nawiasem mówiąc).

I taki styrany/styrana wleczesz się do domu, gdzie – przy dobrych wiatrach – siadasz przed telewizorem i wcinasz odgrzane gotowe danie. Przy gorszych musisz odebrać ze szkoły dzieci, ogarnąć syf w domu, ugotować obiad, wyprowadzić psa i zrobić pranie. A potem zwalasz się na łóżko z niezmytym makijażem, przez co z rana wściekasz się na pryszcza, który Ci wyskoczył i masz od rana zły humor. I tak apiać od nowa. Od poniedziałku do piątku. W sobotę śpisz do południa, a w niedzielę jęczysz, że weekend jest za krótki i łojezu jutro poniedziałek.

W sumie to Ci się nie dziwię, że jęczysz

A gdyby tak spróbować inaczej? Ja wiem, że nie na każdą rzecz w swoim życiu masz wpływ, niektóre po prostu trzeba zrobić i choćbym wmawiała Tobie i sobie, że tak naprawdę to chcesz to zrobić, a nie musisz, bo taką podjęłaś/podjąłeś decyzję, to oboje dobrze wiemy, że czasem robimy rzeczy, których tak naprawdę wcale nie chcemy z nie-wiadomo-jakich powodów. Pewnie ze względu na coś związanego z dzieciństwem i niezaspokojonymi potrzebami. Mniejsza z tym. Dziś porozmawiajmy o tym, na co masz wpływ. A masz wpływ na to, żeby wygospodarować sobie więcej czasu. Masz wpływ na to, żeby nie gonić jak wariat za nie wiem w sumie czym. Za grobem chyba, bo jak się człowiek stresuje i zaharowuje na, no cóż, śmierć, to mu do tego grobu bliżej niż dalej.

co robić w weekend

Wiadomo, że nie budzisz się niczym Afrodyta wychodząca właśnie z piany. Ja mam straszne problemy ze wstawaniem, bo chyba jestem sową, która próbuje przebrać się za skowronka. Chociaż mój mąż uważa, że w najpiękniejszym autficie weselnym, nie wyglądam tak dobrze, jak rano. Nie wiem, o co mu chodzi. 😉 No dobra, wiadomo, że czasem ten prychol Ci wyskoczy i zepsuje Ci humor na cały poranek. 😉

Jak sprawić, by Twój tydzień był idealny odrobinę lepszy niż do tej pory?

Ale wyobraź sobie, że wstajesz, przeciągasz się i całujesz żonę na dzień dobry. Albo głaszczesz psa. Albo tulisz dziecko. Wyobraź sobie, że zamiast kawy, pijesz wodę. Że po prysznicu masz czas na wsmarowanie balsamu. Że na śniadanie zamiast wiecznych kanapek z szyneczką czasem przyrządzasz owsiankę z bananem i cynamonem. Że do pracy wychodzisz na tyle wcześnie, by nie lecieć z wywieszonym ozorem. Że czasem wstajesz od komputera, żeby zrobić sobie herbatę i żeby się rozciągnąć. Albo nawet nie się, tylko nadgarstki i szyję. Że nie pozwalasz, żeby szef dowalił Ci pracy na kolejną godzinę i w spokoju wychodzisz do domu.

A w domu olewasz telewizję. Zgarniasz dzieci i razem idziecie na długi spacer z psem. Gotujecie coś pysznego, zdrowego i szybkiego. Jecie to wspólnie. Znajdujesz nawet czas na to, by pomalować paznokcie, poczytać książkę albo ulubionego bloga, zmyć makijaż i wklepać krem. A w weekend… no właśnie, do tego przejdziemy później.

Kropla drąży skałę

co robić w weekend

To wszystko jest kwestią priorytetów i nawyków. Nawyki nie są złe, ani dobre. Choć moja głowa uparcie nazywa ten pierwszy tydzień schematycznym, a drugi nawykowym. Może dlatego, że nawyki kojarzą się z czymś pozytywnym, co sami sobie wypracowaliśmy. Przy pierwszym tygodniu, mam wrażenie, że po prostu jest to godzenie się na wszystko, co los przyniesie jak leci. Przy drugim – widzę kontrolę nad swoim życiem. Ja tej kontroli potrzebuję, bo wtedy wszystko jest poukładane i nie zaczynam wariować, że przecież trzeba zrobić jeszcze to i to i tamto. Zauważ, że gdyby nałożyć na siebie te dwa tygodnie, a w zasadzie „typowe” dni, to widać, że zmiany są tak naprawdę subtelne. Ale to właśnie subtelne zmiany potrafią zmienić czyjeś życie o 180 stopni. To subtelne zmiany potrafią wywołać lawinę. To kropla drąży skałę.

Zadanie #40 Zaplanuj sobie weekendowy rytuał. Albo kilka

Zostało nam już tylko 12 tygodni do zakończenia tego cyklu. Jak się czujesz? Czy coś zmieniło się w Twoim życiu na lepsze? Mam nadzieję, że tak! Czasami nie mogę uwierzyć, że zmotywowałam się do tego, żeby przez tyle czasu, w każdy poniedziałek, publikować coś pozytywnego. Kombinować, co sprawi, że czyjeś życie może być choć trochę lepsze. W dużej mierze cykl dotyczy przyzwyczajeń. No więc właśnie. Jak wygląda Twój typowy dzień? Jest bardziej „schematyczny” czy „nawykowy”? A jak kończysz tydzień? Jak zaczynasz weekend?

Kiedyś sobota oznaczała u mnie sprzątanie. Niedziela oznaczała uczenie się na zajęcia i lekcje w kolejnym tygodniu. Czyli tak naprawdę nie dawałam sobie przerwy. Oczywiście, jeśli lubisz sprzątać w sobotę chałupę, to przecież sprzątaj. Ja wolę to rozłożyć, a w weekend zrobić sobie przerwę i robić wtedy coś fajnego. I nazywać to rytuałami, bo czemu nie? Przecież się powtarza i dobrze na mnie wpływa 🙂 Moje ulubione rytuały to wspólne weekendowe śniadania (gofery z dżemorem!) i obiadki. Wycieczki i spacery albo film. I wyciskanie soku.

Czasem wkurza mnie powtarzalność i chcę się od tego oderwać, ale to nie oznacza, że rezygnuję z rytuałów na zawsze. Robię odświeżającą przerwę, po czym do nich wracam, bo dają poczucie bezpieczeństwa. Tak, nawet te głupie gofry. Ale to są gofry, które robi mój mąż i do których jemy dżem, który zrobiłam latem. Choćby nie wiem, jak głupie wydawały się Twoje rytuały, osobom z zewnątrz, to… miej to gdzieś. Ważne, że robią dobrze Tobie.

co robić w weekend

Jeśli nie masz pomysłu na to, co może być Twoim weekendowym rytuałem, to zerknij na poniższą listę. Mam nadzieję, że znajdą na niej coś dla siebie wszyscy. I ci sparowani, i niesparowani, i dzieciaci, i bezdzietni, i ekstra- i introwertycy, i leniuszki, i aktywni. 🙂

Co może być weekendowym rytuałem?

  • leniwa kawa (mielona!) z książką,
  • śniadanie do łóżka,
  • długi spacer z partnerem/dzieckiem/psem/w samotności,
  • spacer po lesie,
  • wyjazd w nowe miejsce,
  • pójście na pływalnię,
  • masaż,
  • wyciskany sok,
  • gofery z dżemorem 😉
  • robienie ciasta,
  • próbowanie czegoś nowego (z tego też można zrobić rytuał, czemu nie!),
  • nadrabianie zaległości blogowych (o, to lubię bardzo),
  • randka (obiad lub kawa na mieście, kino, cokolwiek),
  • gotowanie dobrego obiadu/ próbowanie nowych przepisów,
  • planowanie przyszłego tygodnia lub miesiąca (to lubię :)),
  • dłubanie w kwiatkach czy oddawanie się jakiemukolwiek hobby,
  • dobry film (w domu lub kinie) + popcorn,
  • robienie sobie paznokci/ maseczki/ peelingu,
  • spotkanie z przyjaciółką/ znajomymi,
  • telefon albo może list do kogoś bliskiego,
  • ukulturalnianie się,
  • wyjście z dziećmi i wspólna zabawa z nimi,
  • zakupy (no co, ja lubię czasem pojechać do sklepu i zaopatrzyć się na cały tydzień; w ten weekend byliśmy też w IKEI, a to już czysta radość),
  • planszówki,
  • medytacja (jeśli naprawdę nie masz na nią czasu w tygodniu),
  • korzystanie z darmowych atrakcji w Twoim mieście (Warszawiakom polecam portal waw4free – dzięki niemu ogarnęłam, że trwa Darmowy Listopad w Rezydencjach Królewskich <3 i byliśmy wczoraj w Pałacu Myślewickim i w Oranżerii w Łazienkach; załapaliśmy się nawet na wiewiórki i majestatycznego pawia, który bardzo pilnował swojej pawiej małżonki).

Mieszaj, łącz i nie przywiązuj się. Nie chodzi o to, byś Ty była/był dla rytuału, lecz by rytuał był dla Ciebie. Jeśli zrobisz rytuał ze spaceru do lasu, a któregoś weekendu będziesz na weselu kuzynki albo zachorujesz albo po prostu masz ochotę zrobić coś innego, to nie panikuj. Wyluzuj, posłuchaj siebie i zrób to, co dla Ciebie w danej chwili dobre. Rytuały mają dawać nam pewne bezpieczne ramy, ale wcale nie musimy się ich sztywno trzymać.

Co dodałybyście/dodalibyście do mojej listy? Co najbardziej lubicie robić w weekend?

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ostatnie teksty z tego cyklu:

  1. Zaproponuj komuś pomoc
  2. Naucz się oszczędzać pieniądze
  3. Pozwól sobie na niewesołe emocje
  4. Zrób test inteligencji wielorakiej
  5. Pomyśl o śmierci

Pozostałe znajdziesz w zakładce: 52 Tygodnie Pozytywności