Eko-sprzątanie: 9+ zastosowań soli kuchennej

sól kuchenna do sprzątania

Jak odczyścić z kubka osad po herbacie? Jak uratować obrus, gdy zaplami się winem? Ano solą! 🙂

Moje wpisy o eko-sprzątaniu sodą i octem cieszą się sporym powodzeniem, więc pomyślałam sobie, czemu by nie strzelić jeszcze jednego. 🙂 Tym razem na tapecie sól kuchenna, czyli chyba najbardziej „babciny” środek do domowego sprzątania. Cóż tą solą można zrobić?

Na początek ostrzeżenie: pamiętajcie, by nie używać soli na powierzchniach, które są podatne na porysowania! Zawsze można sprawdzić w jakimś niewidocznym miejscu.

#1 Odświeżenie deski do krojenia (+cytryna)

sól kuchenna do sprzątania

Żeby odświeżyć drewnianą deskę do krojenia, wystarczy ją spłukać, posypać solą, zostawić na jakieś pół godziny, odkroić kawałek cytryny i przetrzeć nim posypaną solą deskę (mocno trąc, tak, by wyciekał sok). Znów zostawić na pół godziny, spłukać, normalnie umyć i odstawić do wyschnięcia. Na koniec można deskę natrzeć olejem i zostawić do wchłonięcia. 🙂 Podejrzewam, że cytrynę spokojnie można byłoby tutaj zastąpić kwaskiem cytrynowym, ale mi jakoś bardziej podoba się używanie cytryny.

#2 Odświeżenie poszarzałych firan

Ja firanek nie mam i w ogóle ich nie uznaję. Po co mi dodatkowe zbieracze kurzu? Jak to mówi mój dziadek – wstydzić powinien się ten, kto zagląda w okna. 😉 Jednak pomagam starszym osobom w mojej rodzinie w ich praniu i wieszaniu. Inaczej traktuję firanki „popapierosowe”, inaczej „kuchenne”, a inaczej po prostu poszarzałe. Do tych poszarzałych wystarczy zimna woda i 1-2 garście soli. Czekamy aż sól rozpuści się w wodzie, wkładamy firankę i moczymy przez kilka godzin, a później normalnie pierzemy. Czas możecie sobie oczywiście modyfikować, ale wydaje mi się, że godzina to może być za mało.

#3 Odczyszczenie śladów po kawie i herbacie na kubkach

sól kuchenna do sprzątania

Nie wiem, czy stoi za tym jakaś magia, czy po prostu działa ścierność ziarenek. W każdym razie, żeby odczyścić osad na kubkach czy filiżankach, wystarczy do opłukanego kubka wysypać nieco soli i trzeć za pomocą szmatki, gąbki czy szczoteczki. Wystarczy spłukać i gotowe. 🙂

#4 Odczyszczenie kawiarek

Do pojemnika na wodę w kawiarce wlewamy zimną wodę, dorzucamy 2 łyżki soli, zakręcamy normalnie, jakbyśmy mieli zaparzyć kawę i gotujemy, aż się przeleje. W ten sposób powinien odczyścić się ten kanalik, którym przelewa się kawa. Podobno ekspresy też tak można czyścić, ale nie mam ekspresu, więc nie mogę potwierdzić. 🙂

#5 Plama z wina/krwi/tłuszczu

Gdy pijemy czerwone wino, a w pokoju jest biały obrus czy jasny dywan, to polecam wręcz mieć tę sól gdzieś pod ręką. Gdy nastąpi wypadek, wciskamy tyle płynu z plamy w ręcznik papierowy (m. in. dlatego z nich nie rezygnuję), ile się da, a następnie posypujemy na grubo solą. Później namaczamy w zimnej wodzie przez godzinę i pierzemy (tego samego dnia!).

Plamę z krwi spłukujemy zimną wodą, a następnie moczymy w zimnej, słonej wodzie. Później polecam przetrzeć pozostałości plamy mydełkiem galasowym i przez kilka minut potrzymać, przetrzeć i normalnie uprać. Powinno zadziałać.

Do plamy z tłuszczu można też użyć sody albo kredy. W każdym razie: pokrywamy plamę solą i czekamy aż wchłonie tyle tłuszczu, ile się da. Powtarzamy do skutku. Później znów polecam mydełko i normalne pranie.

#6 Czyszczenie miedzi i mosiądzu

sól kuchenna do sprzątania

Wystarczy zrobić pastę z soli i octu, wetrzeć w miedziany lub mosiężny przedmiot, zostawić na godzinę. Po tym czasie spłukujemy lub przecieramy wilgotną szmatką i wycieramy do sucha.

#7 Czyszczenie żeliwnej patelni

Co prawda żeliwne patelnie zostały wyparte przez teflonowe, ale chyba powoli wracają do łask. Choć mam wrażenie, że w tej chwili taka patelnia to droga impreza. Wbrew pozorom jej czyszczenie jest bardzo proste. Wystarczy wysypać na patelnię sól i szorować szczotą, spłukać, wysuszyć i natrzeć odrobiną oleju.

#8 Zapobieganie tworzeniu się pleśni itd na zasłonce prysznicowej

Ile ja się namordowałam przy pierwszej zasłonce prysznicowej z likwidowaniem zacieków. Teraz już wiem, że szkoda życia, bo wystarczy namoczyć ją w misce ze słoną wodą, żeby im zapobiec. Później warto też ją z tą solą prać, ale najważniejsze to zaciąganie zasłonki z powrotem po każdym prysznicu, żeby mogła swobodnie wyschnąć.

#9 Zatrzymywanie kolorów w ciuchach

Można w soli moczyć przed praniem, można sól dodawać do prania. Jakimś sposobem zapobiega utracie koloru przez ciuchy.

Inne:

#10 Szybsze ubicie piany z białek lub śmietanki

Wystarczy dodać szczyptę soli. To kolejny babciny sposób, który wart jest przekazywania dalej.

#11 Moczenie stóp

Jeśli zabrakło Ci innej soli (ja np. zazwyczaj używam najczęściej chlorku magnezu), a Twoje stopy domagają się relaksu, to wsyp do miski z ciepłą wodą zwykłej soli kuchennej. Poza efektem odprężenia – sól działa też antybakteryjnie (dlatego to dobry konserwant :)). Możesz też pofantazjować z naparami ziołowymi i olejkami eterycznymi.

#12 Najlepszy sposób na chore gardło

Pisałam o tym już w sposobach na ból gardła, ale powtórzę się, bo uważam, że to magia. Bardzo niesmaczne, ale skuteczne. Płuczemy gardło słoną wodą. I tyle. Nie częściej jednak niż 3 razy dziennie, żeby go sobie nie podrażnić.

#13 Odetnij drogę mrówkom

Jeśli mieszkasz w domu jednorodzinnym, to może Ci się przydarzyć nalot mrówek. Wówczas wystarczy posypać wejście do domu solą – nie przejdą przez nią, nie ma mowy.

#14 Peeling

Albo solny albo cukrowy. Wystarczy wymieszać z ulubionym olejem i ewentualnie dosypać cynamonu lub dodać jakiegoś olejku (taki do ciasta też da radę – a nawet polecam, jeśli zbliża się jego termin przydatności :)).

#15 Dłuższe życie świeżych kwiatów

sól kuchenna do sprzątania

Jest kilka sposobów na to, żeby kwiaty dłużej stały: albo wsypujemy do wazonu trochę cukru i wlewamy odrobinę wódki, albo wkruszamy kwas acetylosalicylowy (aspirynę, polopirynę, whatever), albo właśnie dosypujemy odrobinę soli. 🙂

Niektórzy utrzymują też, że podobno sól kuchenna oczyszcza rury (w sensie – zamiast kreta). Nie jestem do tego przekonana. Zwłaszcza, że używanie od czasu do czasu wodorotlenku sodu bez aktywatora, nie robi jakiejś wielkiej krzywdy środowisku. Ale jak mówię – wszystko z umiarem. Zawsze można używać tej soli dodatkowo. 🙂

Znacie jeszcze jakieś babcine sposoby na wykorzystanie soli kuchennej w gospodarstwie domowym?

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. Eko-sprzątanie: 6 zastosowań octu spirytusowego
  2. Eko-sprzątanie: 6 zastosowań octu spirytusowego
  3. Ekologiczny domowy proszek do prania
  4. Jak oczyścić skórkę z cytryny?
  5. 3 proste sposoby na zneutralizowanie smrodku z kosza na śmieci + 3 sposoby na zapobieganie mu
  6. Magiczny sposób na przypalony garnek

Spowiedź niewystarczająco ekologicznej dziewczyny

czym jest ekologiczny styl życia

Śledzę uważnie wegan w internecie. To są bardzo inspirujący ludzie. Najczęściej. No właśnie. Co jakiś czas słyszę, że jeden weganin czepia się innego weganina o to, że nie może się nazywać weganinem. Bo na przykład wciąż nosi skórzane buty, które kupił przed przejściem na weganizm. Albo przez przypadek kupił niewegański kosmetyk. Albo myje ręce w publicznej toalecie, a tam jest niewegańskie mydło. Serio?

Mały wtręt: na moim fanpage’u jeszcze do środy trwa konkurs, w którym możecie wygrać naturalne kosmetyki doskonałej jakości! Kto się odważy? 🙂

Co prawda w świecie blogów i forów ekologicznych na szczęście nie widzę tego zjawiska, ale pomyślałam sobie, że napiszę taki tekst. Trochę na zaś, a trochę dla siebie. Może za jakiś czas pojawią się głosy na temat tego, czym jest ekologiczny styl życia. Taki wiecie, jedyny prawdziwy, jedyny słuszny. Taki moja-prawda-jest-bardziej-mojsza-niż-twojsza. Nie będę tu uwzględniać takich wygłupów, jak to, że nie mieszkam w szałasie i nie odżywiam się wyłącznie korzonkami, które sama wykopię, bo to chyba jest oczywiste. Zajmijmy się po prostu tym…

Na czym polega moja wersja bycia ekologiczną?

#1 Nigdy nie powiedziałam, że jestem zero waste

Ani nawet, że jest to moim celem ostatecznym. Co nie zmienia faktu, że podziwiam zerowaste’owe blogerki! Sama staram się ograniczać opakowania, ale ciągle nie umiem z niektórych rzeczy zrezygnować. Bo prawda jest taka, że żeby być całkiem zero waste trzeba by było niektórych rzeczy wcale nie kupować. Ciągle nie mam też na wszystko woreczków materiałowych, więc wykorzystuję wielokrotnie te foliowe (tak do zdarcia). Albo taka woda w upał – owszem, noszę ze sobą bidon, ale czasami ta woda nie wystarcza – i wtedy kupuję sobie mineralną. Wolę to niż odwodnienie. Staram się kupować taką, której i kapitał i „produkcja” jest rodzima, ale ostatnio dowiedziałam się, że właściciel mojej ulubionej ma bardzo nieodpowiadające mi poglądy społeczno-polityczne. No i znowu muszę szukać nowej opcji. Jak żyć?!

#2 Używam i domowych, i sklepowych kosmetyków

czym jest ekologiczny styl życia

Chętnie robię sobie sama kosmetyki, ale i półprodukty dostaję w opakowaniach, więc w zasadzie nie widzę różnicy, czy zrobię czy kupię gotowe – poza tym, że w domowych będzie mniej konserwantów. W tym momencie całkowicie zrezygnowałam z kupowania mydła. Dostępne w sklepach mydła mają albo plastikowe opakowania (najczęściej), albo zawierają olej palmowy, albo tłuszcz zwierzęcy (Sodium Tallowate), albo mają inne niepożądane składniki, albo zbyt intensywny zapach. Zimą nie kupuję też balsamów ani kremów, bo w niższej temperaturze łatwiej zachować ich świeżość. Wtedy robię sobie kremy i masła do ciała, kremy do rąk i do stóp. Także dlatego, że one są bardziej odżywcze i takie masłowate, a latem czegoś takiego na sobie nie lubię, więc wówczas kupuję te nietestowane, o jak najbardziej naturalnym składzie, od odpowiedzialnych środowiskowo małych firm.

#3 Używam produktów oszczędnie

Nie zużywam szamponu, żelu pod prysznic, pasty do zębów w miesiąc. Nakładam tylko tyle, ile jest niezbędne. W reklamach widzimy ludzi myjących się takimi ilościami produktów, że mi by na tydzień wystarczyło. To jest oczywiście celowy zabieg marketingowy, żebyśmy szybciej zużywali kosmetyki, a co za tym idzie – szybciej kupowali nowe. No chyba że pracujesz gdzieś, gdzie mocno się ubrudzisz, to wtedy może rzeczywiście trzeba trochę więcej tego żelu czy szamponu. Bo jeśli pracujesz w biurze albo gdzie indziej pod krawatem i rajstopem, to zmywasz z siebie tylko pot, łój i kurz, więc musisz tylko lekko sobie pomóc odrobiną mydełka. 😉

#4 Myję zęby pastą z fluorem i używam plastikowych końcówek do szczoteczki elektrycznej

Zęby myję pastą do zębów Ziai – tym sposobem wspieram polską firmę, a nie testujące wielkie koncerny. Moja pasta do zębów zawiera fluor, bo mam słabe szkliwo i nie wchodzę już w dyskusje, czy fluor jest dobry czy niedobry. To dawka czyni truciznę. Podobnie jest ze szczoteczką. Jeśli powstaną kiedyś ekologiczne alternatywy profesjonalnych szczoteczek, to chętnie się na nie przerzucę. Jeśli nie – nie zaryzykuję stanu mojego – już i tak słabego – uzębienia. Specyfiki takie jak olej kokosowy czy sodę uważam jedynie za dodatek w higienie zębów. 🙂

#5 Gotuję w domu

Ale jeśli jem na mieście, to nie widzę powodu, żeby nie prosić o zapakowanie tego, czego nie dałam rady zjeść, na wynos. Wolę to niż marnowanie jedzenia.

#6 Wykorzystuję opakowania ponownie

Te po lodach służą jako pojemniki do przechowywania jedzenia w lodówce czy zamrażarce (albo do dzielenia się z kimś żarciem :)). Do słoików idą przetwory (albo piwowarskie eksperymenty Męża), a do tych po kawie rozpuszczalnej – sypkie produkty. Nie kupuję nowych słoików na takie rzeczy. No dobra, mam dwa – oba na makaron, bo tu były potrzebne specjalistyczne opakowania. Swoją drogą, makaron też co jakiś czas robimy sami. Szczególnie do lazanii 😀 Polecam! A jeśli zdarzy mi się kupić coś na plastikowej/styropianowej tacce, to tacka służy jako doraźny pojemnik na śmieci przy gotowaniu (bardzo usprawnia sprzątanie).

#7 Robię recykling toreb na prezenty

czym jest ekologiczny styl życia

Wychodzę z założenia, że nie ma sensu kupować nowych, skoro mam ich całe stado w domu. W tej chwili już mogę dopasować torbę pod każdego i na każdą okazję. 😀 Wyjątek stanowią święta Bożego Narodzenia – z tej okazji prezenty lubię pakować w papier. Bardzo mnie to odpręża 🙂

#8 Zwracam uwagę

Na to, co kupuję i na to, co jem. Tych zasad jest naprawdę sporo. Np. ryż czy kasze kupuję w papierowych lub – jeśli w plastikowych – dużych opakowaniach. Nie rozumiem tych woreczków do gotowania ryżu. Ani to dobre dla środowiska, ani dla człowieka. Keczup kupuję w słoiku, bo słoik wykorzystam ponownie, a kwaśne rzeczy reagują z plastikiem, a ze szkłem nie.

#9 Robię przetwory

O tym było już wyżej – dzięki temu a) wykorzystuję słoiki, które już mam i nie nabywam nowych, b) wiem, co jem, c) zamykam to, co najlepsze w sezonie na zimę i dzięki temu milej mi się żyje bez świeżych pomidorów, ogórków i innych takich.

#10 Używam ściereczki do demakijażu i kubeczka menstruacyjnego

Ale w łazience ciągle są jednorazowe płatki – zmywam nimi lakier do paznokci, a przy łóżku stoją chusteczki higieniczne. Sprzątam ściereczkami z pociętych koszulek albo takimi z mikrofibry, ale w moim domu nie ma bana na ręczniki papierowe. Do tłustych brudów są idealne.

#11 Leczę się domowymi sposobami

czym jest ekologiczny styl życia

Taka już ze mnie szeptucha. 😉 Mnóstwo rzeczy da się w ten sposób wyleczyć. Zwłaszcza, że większość infekcji jest wirusowa, a nie bakteryjna i nie trzeba używać do ich zwalczenia antybiotyków. Doznałam objawienia, gdy jeszcze nawet nie było pomysłu na tego bloga, a ja miałam wysoką gorączkę, kichałam, prychałam i ledwo łaziłam, ale dolazłam do lekarza. A wiecie co lekarz mi powiedział? Do domu, pod koc i dużo pić. Zbaraniałam. Nie zalecił mi nawet żadnego suplementu. Takiego lekarza ze świecą szukać. A więc teraz, zanim pójdę do lekarza, korzystam z domowych metod. Moją skórę głowy (ale i trądzik) też leczę domowo i naturalnie, bo skutki uboczne dermatologicznych specyfików mnie przerażają. Do dermatologa chodzę tylko do kontroli, a o leki na receptę proszę tylko w przypadku zmian niewiadomego pochodzenia.

#12 Biorę prysznic

Ale lubię też sobie od czasu do czasu strzelić kąpiel w soli magnezu. 🙂 Ale myślę, że mogłabym mieć mieszkanie tylko z kabiną prysznicową, najwyżej ograniczyłabym powierzchnię wchłaniania magnezu do stóp. 🙂

#13 Paliłam w życiu w piecu

Węglem i drewnem. I wiecie co? Jeśli ktoś ma pretensje, że w ten sposób zanieczyszcza się powietrze, powstaje smog itd., to ja zapraszam do mojego dziadka, do małej miejscowości, gdzie nie ma doprowadzonego gazu ziemnego, ani innej alternatywnej metody ogrzewania. To nie do ludzi, którzy palą węglem należy mieć pretensje. Należy mieć pretensje do polityków. Do ludzi, którzy blokują rozwój alternatywnych metod pozyskiwania energii. Do ludzi, którzy palą w swoich piecach plastik i stare szmaty. Do ludzi, którzy codziennie jeżdżą do pracy wielkim samochodem w pojedynkę. A wreszcie do ludzi, którzy reprezentują NIMBY (not in my backyard) i mówią: „dobrze, dobrze, zróbmy elektrownię atomową, ale nie na Mazowszu, gdzie mieszkam, tylko na Pomorzu”. Nie do ludzi, którzy nie mają innego wyjścia. Wybierzcie sobie partię, której zależy na ochronie środowiska i zagłosujcie. Akurat niegłosowanie jest bardzo nieekologiczne.

#14 Nie przesadzam

Wiecie co, to tak jak z jedzeniem – gdyby się tak doszukiwać, to wszystko byłoby niezdrowe. Ale, jak pisałam wcześniej, to dawka czyni truciznę. Przeraża mnie, że ludzie biorą torebkę foliową na jedną paprykę, cebulę czy główkę czosnku. Przeraża mnie świadomość, że oni przyjdą do domu i tę torebkę od razu wyrzucą. Może nawet nie do śmieci przeznaczonych do recyklingu. Nie czepiam się moich znajomych, którzy to robią, ale rodzinę i Czytelników tego bloga edukuję, jak mogę. Przede wszystkim staram się dawać przykład. A w moim odczuciu dużo łatwiej przekonać się do czegoś bardziej liberalnego, aniżeli do restrykcyjnego.

A więc tak – korzystajcie z dobrodziejstw cywilizacji, ale nie bądźcie skrajnie leniwi. Wannę można wyczyścić sodą, nie trzeba zużywać pół butelki mleczka do czyszczenia. Kawę na wynos można brać do swojego kubka termicznego. Zakupy można pakować do swojej torby. A sedes zdezynfekować alkoholem, zamiast środkiem na d. Najważniejsza w tym wszystkim jest świadomość. Lepiej szerzyć świadomość i świecić przykładem, niż dowalać się do innych ludzi i wprost ich pouczać, jak bardzo są beznadziejni w swoich małych staraniach.

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Ci się spodobać:

  1. 8 prostych i tanich sposobów na to, jak być eko, cz. I
  2. 8 prostych i tanich sposobów na to, jak być eko, cz. II
  3. 7 sposobów na to, by być jeszcze bardziej eko
  4. Ekologiczny domowy proszek do prania
  5. Eko-sprzątanie: 10+ zastosowań sody oczyszczonej
  6. Eko-sprzątanie: 6 zastosowań octu spirytusowego
  7. Jak oczyścić skórkę z cytryny?

Jak odświeżyć dywan?

jak odświeżyć dywan

Czy dywan trzeba prać, gdy tylko poczujemy, że jest lekko nieświeży? No, niekoniecznie. Jednak można go w prosty i naturalny sposób odświeżyć.

Jeszcze zanim przejdę do odświeżania dywanu, to pozwolę sobie zaprosić Was do udziału w konkursie, który przeprowadzam na moim fanpage’u. Można wygrać krem do twarzy Make Me Bio, puder mineralny Earthnicity i zestaw kosmetyków marki Jadwiga. Pytanie jest banalnie proste, a nagroda warta uwagi, więc spróbujcie swoich sił 🙂

Po co?

Żeby było świeżo. Po prostu. Dywan – jak wszelkie inne materiałowe elementy mieszkania (kanapy, materace, kołdry, koce, firany, zasłony itp.,) – ma skłonność do pochłaniania zapachów. Warto sobie od czasu do czasu dywan/wykładzinę odświeżyć. Szczególnie polecam właścicielom zwierząt i palaczom. 🙂

A dlaczego po prostu nie uprać?

Moim zdaniem dywan powinno się prać wtedy, gdy jest brudny. 🙂 Sami określcie jak często konieczne jest pranie dywanu za pomocą szamponu. Raz na rok? Częściej? Rzadziej? Przy okazji świąt (odradzam, wtedy i tak jest masa roboty)? Pranie dywanu szczotą jest potwornie męczące i czasochłonne. Zwłaszcza, że przed praniem warto go wywlec na zewnątrz i porządnie wytrzepać. Dlaczego więc po prostu go regularnie nie odświeżać?

No dobra, to jak to zrobić?

Co będzie nam potrzebne:
  • kilka garści sody (w zależności od powierzchni dywanu),
  • miotła,
  • odkurzacz.
Działanie:
  • odkurzamy dywan,
  • rozsypujemy sodę równomiernie po całym dywanie,

jak odświeżyć dywan

  • wcieramy/wciskamy porządnie sodę w dywan za pomocą miotły,

jak odświeżyć dywan

  • zakazujemy domownikom łażenia po nim (powodzenia z psami i kotami – na szczęście zawsze można zamknąć drzwi :)),
  • zostawiamy na przynajmniej godzinę (można i na noc),
  • odkurzamy i cieszymy się świeżością w mieszkaniu. 🙂

jak odświeżyć dywan

Opcjonalnie: można sodę wcześniej wymieszać z kilkoma kroplami olejku zapachowego, żeby było bardziej pachnąco. 🙂

Podobnie można zadziałać z kanapą i innymi meblami obiciowymi, materacem czy kołdrą/poduszką. Natomiast koce, firany, zasłony, narzuty itp. polecam jednak od razu wyprać. Można wcześniej wymoczyć w wodzie z sodą (przy okazji zmiękczy i odplami pranie).

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Ci się spodobać:

  1. 2 naturalne środki czyszczące
  2. Ekologiczny domowy proszek do prania
  3. Eko-sprzątanie: 10+ zastosowań sody oczyszczonej
  4. Eko-sprzątanie: 6 zastosowań octu spirytusowego
  5. Jak oczyścić skórkę z cytryny?

Domowe mleko kokosowe – przepis

mleko kokosowe przepis

Szukasz roślinnej alternatywy dla mleka krowiego? Chcesz, żeby była także pyszna? Domowe mleko kokosowe to rozwiązanie! 🙂

Na moim blogu znajdziecie już przepis na mleko z orzechów laskowych, które jest niezłe, ale nie jest to jeszcze niebo w gębie. Natomiast mleko kokosowe… cudo! Bielsze niż krowie, pachnie i smakuje kokosem (i to jest bardzo naturalny zapach), moim zdaniem idealnie pasuje do kawy, ale też do owsianki. I jest w fajny sposób lekko tłustawe. 🙂

Czego potrzebujesz, żeby zrobić takie „mleko”?

mleko kokosowe przepis

  • naturalnych (bio/eko) wiórków kokosowych – to ważne, tanie się nie sprawdzają i w ogóle nie warto ich kupować; różnią się nawet zapachem,
  • przefiltrowanej wody,
  • słoika (najlepiej szklanej butelki po dużej passacie pomidorowej),
  • szklanki,
  • garnuszka do podgrzania,
  • lejka,
  • sitka,
  • łyżki,
  • blendera kielichowego.

Ponieważ owsianki, jaglanki i komosanki nie są u mnie na porządku dziennym, „mlek” roślinnych używam głównie do kawy, raz dziennie. Dlatego moja porcja będzie nieduża, ale bez problemu możecie ją sobie podwoić.

Przepis na domowe mleko kokosowe

Składniki:

  • pół szklanki naturalnych wiórków kokosowych
  • 2 szklanki przefiltrowanej wody

Wykonanie:

Odmierzamy pół szklanki wiórków i wsypujemy je do blendera. Następnie odmierzamy 2 szklanki przefiltrowanej wody i podgrzewamy lekko w garnuszku (nie może być za gorąca, bo blender Wam pęknie, ja sprawdzam palcem, co niezmiernie bawi mojego Męża). Zalewamy wodą wiórki i włączamy blender jak na smoothie (na wysokie obroty) i pozwalamy mu blendować przez 3 minuty. Następnie w butelkę wstawiamy lejek, nakładamy na niego sitko i partiami przelewamy mleko, dociskamy łyżką i odrzucamy wiórki. To już. 🙂

mleko kokosowe przepis

Wiórki możecie bez problemu wykorzystać do czegokolwiek innego. Olek zabiera mi je do swojego piwa. 🙂

A potem możecie zrobić sobie z tym mlekiem pyszną kawę. 🙂 Tłuszcz zawarty w mleku w lodówce tężeje – trzeba je przed użyciem wstrząsnąć. Zobaczycie takie małe kawałki tłuszczu kokosowego:

mleko kokosowe przepis

Ale na gorącej kawie szybko się stopi i będzie to wyglądało tak:

mleko kokosowe przepis

Wskazówka dotycząca mycia szklanych butelek: ja myję wlewając do środka ciepłą wodę z płynem, wsuwam do środka gąbkę i szczotkę do butelek i szoruję. Jednak po jakimś czasie butelka i tak może zacząć nieciekawie pachnieć. Wtedy polecam wymoczyć z sodą albo octem, normalnie umyć i powinno być ok. 🙂

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. Domowe mleko roślinne (z orzechów)
  2. 2 proste pomysły na pełnowartościowe śniadanie
  3. 17 naturalnych sposobów na bolesne miesiączkowanie
  4. Najlepszy posiłek potrenigowy: smoothie
  5. Domowe wody smakowe – dla nawodnienia i oczyszczenia

7 sposobów na to, by być jeszcze bardziej eko

nawyki które chronią środowisko

Mnóstwo rzeczy robimy z automatu. Wszyscy o tym wiemy. Zamykamy drzwi, zakręcamy gaz pod patelnią, spuszczamy wodę w toalecie. Tylko że wiecie, tych rzeczy jest jeszcze więcej. Nie zastanawiamy się nad tym, co kupujemy, produkujemy mnóstwo odpadów, nie dbamy o rzeczy, bo przecież można kupić nowe. A może by tak wyrobić u siebie nowe automatyzmy? 🙂

#1 Dbaj o rzeczy

Im człowiek biedniejszy, tym bardziej dba o swoje rzeczy – ceruje, czyści, naprawia. A może by tak wyjść poza ten schemat, nie przejmować się tym, że ktoś Cię uzna za „biedaka” i też zacząć szanować przedmioty, które się ma? Po co Ci kolejny płaszcz na zimę, skoro stary jest całkiem dobry? Oddaj go do pralni, będzie jak nowy. Ewentualnie zaszyj małe rozprucie. Nie masz igły z nitką? Spoko, pasmanterie są wszędzie, a nici są teraz we wszystkich kolorach tęczy. Plamy odplamiaj i namaczaj ciuchy. Najlepsze i najbardziej przyjazne środowisku będą do tego: soda (szczególnie do firanek i białych rzeczy), oxy (bez dodatków, dostępne np. w Auchanie) i mydełko galasowe do odplamiania (mi idealnie sprawdza się dr. Beckmann).

Po co Ci nowy komputer? Chcesz być na czasie czy rzeczywiście coś z nim nie gra? A może jak nie gra, to wystarczy pozmieniać coś w ustawieniach i po prostu w nim posprzątać? Wyrzucaj tylko rzeczy, które są zniszczone, a i tak wcześniej zastanów się, czy nie ma nikogo, kto mógłby się z tych rzeczy ucieszyć. O, np. spróbuj wystawić coś na takiej grupie: Uwaga, śmieciarka jedzie. Starych telefonów nie wyrzucaj, bo a) Twój nowy może Ci się zepsuć, b) komuś z Twojej rodziny lub znajomych może się zepsuć, c) możesz podarować jakiemuś dzieciakowi znajomych lub w Twojej rodzinie (oczywiście za zgodą rodzica!). Niezniszczone rzeczy, których po prostu już nie chcesz także oddawaj lub sprzedawaj (rodzina/znajomi – tylko im nie wciskaj na siłę!, Vinted, Allegro, grupy na Facebooku, freeshop przy Cafe Kryzys itp.).

#2  Rób swoje… produkty

nawyki które chronią środowisko

Rób smoothie, soki, ciasta, lody, mleka roślinne, pasty, hummusy, przetwory, kremy, balsamy, mydła, proszki do prania, środki do sprzątania… Ogranicza Cię tylko wyobraźnia. 🙂 Gotuj w domu. Nie kupuj gotowców w milionie opakowań foliowych. Wybieraj szklane opakowania, a później je wykorzystuj (do przetworów albo prac DIY, choćby przeznaczonych na prezent dla kogoś). A jeśli bardziej cenisz swój czas, to kupuj produkty ekologiczne, ale też postanów, że będziesz wpłacać na fundacje dbające o środowisko albo zwierzęta.

#3 Kupuj używane ubrania

Możesz kupować w second-handach albo na vinted czy grupach na Facebooku. Wiem, że nie przekonam nikogo, kto jest absolutnie uprzedzony do tych ubrań. Chociaż… Wasza strata, bo na ciuchu często można znaleźć perełki za grosze. Nie mówiąc już o tym, że Wasze ubrania (i torebki!) będą wtedy bardziej ekskluzywne, bo nie wisi tysiąc innych takich na wieszaku w znanej sieciówce. 😉 Ale może w takim razie zacznijcie praktykować wymianę ciuchów wśród rodziny i przyjaciół? Mi już nie raz coś fajnego skapnęło od przyjaciółki. 🙂

#4 Kupuj rzeczy dobrej jakości

Na dłużej wystarczą. Poza tym o lepsze będziesz bardziej dbać. Nie kupuj tostera z dyskontu, bo najtańszy. Ja po latach właśnie takiego się pozbywam. Mam w domu elektryczny grill, który wcale nie był bardzo drogi, ale jednak dobrej jakości, a nadaje się także do opiekania kanapek. Większe AGD kupuj w wersji przynajmniej A++ – to Ci się zwróci, zobaczysz.

Dziewczyno, kupuj dobrej jakości staniki! Lepiej mieć mniej, a lepsze. Po co się męczyć z wpijającymi się w ciało drutami? Zwracaj też uwagę na jakość kupowanych ubrań w ogóle, a także butów i torebek. Pamiętaj też, że dobrej jakości to nie zawsze znaczy drogie.

#5 Kobieto, ogranicz odpady higieniczne

Zwariowałyśmy w tej całej cywilizacji. Płyn do zmywania makijażu twarzy, płyn do zmywania makijażu oczu, mleczko, itd. itd. A wystarczyłby olej dopasowany do Twojego typu cery. Ja mam trądzikową i tłustą i nic mi się nie dzieje, nie ma co się bać. 🙂 Do ścierania zmytego olejkiem makijażu – ściereczka/rękawica do twarzy albo wielorazowe płatki do demakijażu, które można zrobić sobie samodzielnie. Jednorazowych płatków używam w tej chwili wyłącznie do zmywania lakieru z paznokci.

A zamiast podpasek i tamponów – kubeczek  (kliknijcie w link, a znajdziecie mój tekst o nim). Dla tych z Was, które mają obawy, szczególnie dotyczące wielkości kubeczka: jak by Wam to powiedzieć… tam się mieszczą większe „rzeczy”. 🙂 Nie dość, że zrobicie przysługę środowisku (szczególnie zwierzętom, które często giną dławiąc się naszymi plastikowymi odpadami), to jeszcze swojemu zdrowiu, rezygnując z tego całego perfumowanego barachła (podlaskie słowo, prawda, że ładne?).

#6 Wypożyczaj książki zamiast je kupować

nawyki które chronią środowisko

Ten punkt jest szczególnie bliski mojemu sercu. <3 Uwielbiam książki, a to co daje biblioteka osobie, która uwielbia książki to jest, no cóż, cały świat. Jeśli komuś zależy na nowościach wydawniczych, to i one dość szybko pojawiają się w bibliotekach, ale przede wszystkim znajdziecie tam mnóstwo takich, które może nie tak łatwo byłoby dostać w księgarni i to całkiem za darmo! A z tymi nowościami, to może ogranicz się do kupna jednej w miesiącu, a resztę wybieraj w bibliotece spośród starszych pozycji? Albo dziel się zakupionymi książkami z innymi: pożyczaj, podaruj (także bibliotekom), zanieś do szpitalnej biblioteki.

#7 Kupuj rzeczy fair trade

Nie mówię, że zawsze i wszystko, ale próbuj. Chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego to ważne? Tutaj Wam najlepiej wyjaśnią. 🙂

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. DIY Płyn do mycia szyb i luster
  2. 3 + 3 proste sposoby na zapach z kosza na śmieci
  3. Ekologiczny domowy proszek do prania
  4. 5 doskonałych powodów, by zacząć jeść sezonowo
  5. 8 prostych i tanich sposobów na to, jak być eko, cz. I
  6. 8 prostych i tanich sposobów na to, jak być eko, cz. II

Rzecz o sterylności (i dwa słowa o kubeczku)

czy dezynfekcja jest dobra dla zdrowia

Nie wyobrażasz sobie czyszczenia łazienki bez silnego środka dezynfekującego? W Twojej torebce zawsze musi być żel antybakteryjny? Myjesz ręce milion razy dziennie? Używasz tylko mydła antybakteryjnego? Uważasz, że kubeczek menstruacyjny jest niehigieniczny? Koniecznie przeczytaj ten tekst.

Kubeczek menstruacyjny – najlepszy przyjaciel kobiety

Wiecie co? Zacznę od kubeczka, bo ostatecznie dzięki niemu narodził się pomysł na ten tekst. Jakiś czas temu na jednej z fejsbukowych grup o kosmetykach naturalnych czy też ekologii wywiązała się dyskusja o tym, co nie mam pojęcia jak się grzecznie nazywa (artykuły do higieny intymnej? bez sensu), a mówiąc prosto – o tym, czego my, baby, używamy do łapania naszej krwi miesięcznej (sorry, chłopaki, sama natura), żeby móc normalnie funkcjonować w świecie. Jak wiadomo osobom, które interesują się ekologią – najbardziej korzystne dla środowiska (ale i dla nas samych!) jest używanie tzw. kubeczka menstruacyjnego. To takie coś:

kubeczek menstruacyjny

(Zdjęcie ze strony producenta, no przecież swojego Wam nie pokażę ;))

Niektóre eko-dziewczyny wolą używać innych eko-alternatyw dla tradycyjnych, chlorowanych i ogólnie rzecz biorąc paskudnych jednorazowych podpasek i tamponów, ale nie będziemy się na nich skupiać, bo to nie będzie tekst czysto informacyjny o tychże alternatywach. Wracając do tematu – jedna z dziewczyn zapytała, co zamiast tamponu, skoro są chlorowane i niekorzystne z wielu innych powodów (np. dlatego że chłoną całkiem wszystko, a naturalnie potrzebujemy, żeby co nieco tam dla zdrowia naszych narządów płciowych zostało 😉 – rany, oględne pisanie mi nie wychodzi), więc część z nas zgodnie odpowiedziała, że kubeczek. Więc któraś z dziewczyn powiedziała, że higiena kubeczka jest niewystarczająca i że to się przecież wprowadza do pochwy, a to tylko mydłem jest myte. Sprowokowała więc pytanie, którego i ja się spodziewałam: „partnera też dezynfekujesz?”.

No właśnie.

Kubeczek jako doskonała alternatywa dla tamponu

Żeby Wam jeszcze wszystko rozjaśnić. Kubeczek dobrej jakości wykonany jest silikonu medycznego – zatem jest jak najbardziej bezpieczny dla zdrowia. Nie ma włókienek, które mógłby po sobie zostawić, ani nie jest wybielony chlorem (konia z rzędem temu, kto mi udowodni, że chlor jest bezpieczny dla organizmu), nie zawiera pochłaniaczy wilgoci (tylko ją naturalnie, mechanicznie zbiera), a zarazem trzyma wszystko w środku i daje niesamowitą swobodę działania – czyli jest doskonałą alternatywą dla tamponu. Aplikacja nie jest wcale trudna, o ile nie boicie się swojego ciała. 🙂 Obejrzyjcie sobie filmiki, gdzie dziewczyny pokazują to na kieliszku, to Wam nieco rozjaśni w głowie. Ja będę z Wami szczera i powiem, że momentami wpadam w paranoję, denerwuję się i nie mogę wyczuć odpowiedniego momentu, ale to zawsze można poprawić i tak ogólnie bardzo sobie kubeczek chwalę. Bez zmiany kubeczek można trzymać w sobie DO 12 godzin, ale to raczej nie powinno być normą – producent Mooncupa np. zaleca wymianę po 4-8 h. A ekologiczny jest dlatego, że jeden kubeczek wystarcza Wam na jakieś 5 lat, no i wykonany jest z silikonu, czyli z krzemu. To teraz porównajcie to sobie do całej tony podpasek i tamponów.

kubeczek menstruacyjny

Do wyboru macie zwykle (różnie u różnych producentów, ja kojarzę Mooncup i LadyCup) 2 rozmiary – jeden przeznaczony jest dla kobiet do 30 r. ż., które nie rodziły siłami natury, drugi dla tych po 30. i/lub tych, które już rodziły. Jeśli będziecie miały problem z wyborem, to panie w sklepie Wam doradzą (ja polecam sklep EkoKobieta i nie, to nie jest sponsorowane, z dobrego serca polecam, bo dziewczyny robią dobrą robotę). Kubeczek może być różnie zakończony, ale Mooncup ma taki wystający kikut/ogonek – ja go całego ucięłam, bo mi przeszkadzał. Jeśli będziecie to robić, to uważajcie, żeby nie przedziurawić kubeczka, obcinajcie po kawałeczku. 🙂 Po wylaniu zawartości kubeczka do toalety wystarczy go przepłukać, a raz dziennie warto przemyć zwykłym, najlepiej naturalnym, bezzapachowym mydłem. A jak się Wam okres skończy to go umyjcie i wygotujcie (5 min od zagotowania wody – najlepiej użyć filtrowanej, bo po takiej z kranu zostaje osad). Ja mam do tego specjalny garnuszek, który trzymam oddzielnie od innych garnków, żeby nikogo nie przyprawić o palpitację serca. 😉 Potem chowamy go do załączonego woreczka, gdzie sobie siedzi spokojnie i czeka na swój czas.

No to on jest w końcu higieniczny czy nie? Co z tym odkażaniem?

Tak – to jest wystarczająca dezynfekcja. Wiecie, że w pochwie ogólnie jest bogata flora bakteryjna? Jakiś piwowar nawet uwarzył piwo i zakwasił je bakteriami z pochwy jakiejś modelki, serio. I ludzie to kupowali. I pili. W ustach też jest dość sporo bakterii. I na dłoniach. To ja mam teraz pytanie do dziewczyn, które uważają, że ta higiena kubeczka jest niewystarczająca. Wyobraź sobie romantyczny wieczór, kolacja, winko, ach, piękna bielizna, świetny facet. Spełnienie marzeń. W końcu nadchodzi TEN moment i całujecie się. I tak dalej. A gdy jesteście już golusieńcy, Ty nagle wykrzykujesz: „o nie, poczekaj!”, biegniesz po antybakteryjny sprej i spryskujesz go od stóp do głów. Oraz siebie, żeby było sprawiedliwie. A właściwie to nie, zaraz, zanim go pocałujesz, biegniesz po ten sprej i psikasz mu nim w usta. I sobie. A w zasadzie, to każesz mu natychmiast iść umyć zęby. Serio? Wiadomo, że są prezerwatywy, więc możemy odejść od takiej sytuacji i wyobrazić sobie, że para stara się o dziecko. I co, będą się za każdym razem dezynfekować? Nie no, kurde, dziewczyny, bez jaj.

czy dezynfekcja jest dobra dla zdrowia

Nie chcę tu się przestawić jako przeciwniczka higieny, bo tak nie jest. Myć się trzeba, wiadomo, czyścić łazienkę również, ale wiecie, coś w tym powiedzeniu, że częste mycie skraca życie, jest. Gdzieś czytałam, że dla zdrowia i utrzymania chroniącej nas warstewki czegoś, pewnie łoju, należy myć się raz dziennie. Wiadomo, że możecie zrobić sobie wyjątek, gdy jest bardzo gorąco, a Wy po całym dniu wybieracie się na imprezę. Albo jak macie brudne stopy i nie chcecie brudzić pościeli – ale wtedy myjecie tylko stopy przecież. Nie wierzycie mi – poszukajcie sobie w sieci artykułów na ten temat albo w ogóle książek, nawet zalecam taką nieufność, to zdrowy nawyk. Ja bym zalecała też odejście od codziennego używania SLS-ów na rzecz łagodniejszych substancji pieniących – to wcale nie musi być droga impreza – Alterra z Rossmanna czy Biolove z Kontigo drogie nie są.

Wracając jeszcze na moment do kobiet. Mam dla Was poważne ostrzeżenie – nagminne używanie zapachowych wkładek i podpasek, zapachowego papieru toaletowego, zbyt intensywna higiena narządów intymnych silnie oczyszczającymi mydłami i żelami (nie mówiąc już o antybakteryjnych!) mogą prowadzić do raka sromu. Tak, do raka. Przemyślcie to sobie dobrze.

kubeczek menstruacyjny

A jak zachować czystość w łazience bez używania płynu dezynfekującego?

Do mycia łazienki naprawdę wystarczą soda i ocet. W razie gdyby na muszli toaletowej zrobił się osad, można tam wsypać kwasku cytrynowego albo wlać dużo octu i spokojnie zejdzie. Nie zalewajcie tylko tego gorącą wodą, bo zniszczycie sobie sedes. Jeśli macie potrzebę nieco łazienkę odkazić (sama to robię raz na jakiś czas), to spryskajcie ją takim płynem medycznym do dezynfekcji powierzchni. To jest dostępne na Allegro i składa się z samego alkoholu. Można też sobie wlać wódkę do spryskiwacza, ewentualnie ją rozrzedzić. Albo użyć oxy w wersji bez dodatków (nadwęglan sodu), rozwodnić i wyjdzie Wam bardziej stężona woda utleniona. A nawet dziecko wie, że ranki polewa się wodą utlenioną, żeby je odkazić. 🙂 Tymi sposobami można odkazić absolutnie każdą powierzchnię – natomiast ja bym z tym nie przesadzała, szczególnie przy dzieciach, bo ich młode organizmy muszą się nauczyć przed bakteriami bronić.

I tak, absolutnie, bez zastanawiania się – odkażajcie ranki.

czy dezynfekcja jest dobra dla zdrowia

A na koniec coś Wam powiem. Każdy organizm jest inny, jasne. I na to mogło składać się wiele różnych czynników: zdrowsze powietrze, zdrowsze jedzenie i mniej stresu. Faktem jednak pozostaje, że moi pradziadkowie, którzy przez większość życia nie mieli łazienki, ani odkażających płynów itd. przeżyli oboje ponad 90 lat i to w całkiem dobrym zdrowiu (jakieś tabletki zaczęli brać po 70. albo nawet 80. roku życia, no i mieli problemy z kręgosłupem od ciężkiej pracy fizycznej).

Podobno żyjemy dłużej, społeczeństwo się starzeje, ale wszyscy łykamy piguły i przechodzimy różnej maści operacje. Nie wracajmy do średniowiecza, do brudu i smrodu, nie. Ale zachowajmy umiar, bo skrajność w żadną stronę dobra nie jest.

Strony, z których ja korzystałam decydując się na kubeczek:

Ekologika

Ograniczam Się

MayaTheBee

Czarszka

Nissiax83

Oficjalna strona kubeczka, z którego ja korzystam, gdzie znajdziecie odpowiedzi na najbardziej frapujące Was pytania (ANG)

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Ci się spodobać:

  1. 2 naturalne środki czyszczące + bonusowy „naprawiacz” drewna
  2. Ekologiczny domowy proszek do prania
  3. Eko-sprzątanie: 10+ zastosowań sody oczyszczonej
  4. Eko-sprzątanie: 6 zastosowań octu spirytusowego
  5. Jak oczyścić skórkę z cytryny?
  6. DIY Płyn do mycia szyb i luster
  7. 3 proste sposoby na zneutralizowanie smrodku z kosza na śmieci
  8. DIY: Jak zrobić mydło w domu?

DIY Płyn do mycia szyb i luster

domowy płyn do szyb z octem

Szukasz dziecinnie prostego w wykonaniu domowego środka do mycia okien, luster i ogólnie większych szklanych powierzchni? Dobrze trafiłaś/ trafiłeś, bo jakiś czas temu wykombinowałam coś super i zaraz się tym podzielę. 😉

Przyznaję – mam umyte okna. W jednym pokoju. 😉 Nie dostaję fisia, że koniecznie przed świętami trzeba to zrobić. Myję okna, gdy już jest na tyle ciepło, że się da. W zasadzie to wcale nie lubię tego robić, ale lubię mieć je czyste, więc od czasu do czasu podejmuję ten nieznośny wysiłek. 😉 Gdy wprowadzaliśmy się do obecnego mieszkania, kupiłam gotowy płyn, żeby było szybko, ale teraz miałam już trochę czasu, więc postanowiłam wypróbować zrobić coś samodzielnie. Coś skutecznego, niedrogiego, niepozostawiającego smug i nietoksycznego dla mnie i dla środowiska.

Słyszałam już wcześniej o zwykłym, starym, babcinym przepisie, który składał się wyłącznie z wody i octu. Słyszałam też o tym, że alkohol izopropylowy bardzo ładnie nabłyszcza różne powierzchnie i świetnie usuwa brud, z którym inne środki sobie nie radzą (jest też świetny przy odtłuszczaniu powierzchni, na które chcemy coś nakleić, np. podkładkę filcową albo wieszaczek – to akurat mam sprawdzone). Postanowiłam więc ten babciny płyn zamienić w… turbo płyn, dodając do niego odrobiny alkoholu. Izopropylowy będzie najlepszy, ale jeśli z jakiegoś powodu nie macie do niego dostępu, to możecie wlać i wódkę. Okna i szyby czyste i błyszczące jak ta lala, panie. 😉

Domowy turbo-płyn do mycia szyb i luster (ekologiczny)

Czego potrzebujemy?

domowy płyn do szyb z octem

  • 1 szklanki wody demineralizowanej
  • 1 szklanki octu spirytusowego
  • 2 łyżek alkoholu izopropylowego (ew. wódka lub spirytus, ale polecam
  • butelki ze spryskiwaczem
  • minuty czasu wolnego (polecam odpuścić scrollowanie fb lub wgapianie się w tv)

Wykonanie:

domowy płyn do szyb z octem

Miało być dziecinnie proste, więc:
Do butelki wlać wodę, ocet i alkohol, zamknąć i wstrząsnąć. The end. Zero kombinacji.

domowy płyn do szyb z octem

Do pełni szczęścia potrzebujemy szmatki z mikrofibry (a najlepiej dwóch – jednej do mycia, drugiej do wycierania), ręki, która umie wykonywać ruch „S” i już. Nie używam żadnych ściągaczek, myjek parowych ani innych cudów. Naprawdę, nie ma takiej potrzeby.

A Wy, czym myjecie okna? Lubicie tę czynność? Dajcie znać, czy mój przepis u Was się sprawdził. 🙂

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Ci się spodobać:

  1. 2 naturalne środki czyszczące + bonusowy „naprawiacz” drewna
  2. Ekologiczny domowy proszek do prania
  3. Eko-sprzątanie: 10+ zastosowań sody oczyszczonej
  4. Eko-sprzątanie: 6 zastosowań octu spirytusowego
  5. Jak oczyścić skórkę z cytryny?

DIY: Jak zrobić mydło w domu?

jak zrobić mydło

Zawsze chciałaś/chciałeś zrobić swoje własne mydło, ale bałaś/bałeś się, że to zbyt skomplikowane? Lubisz kosmetyki DIY? Chcesz mieć pewność, co zawierają Twoje kosmetyki? Ten tekst jest dla Ciebie!

Lubię robić domowe kosmetyki. Moim ulubionym jest krem do stóp z TEGO przepisu. Nie znalazłam jeszcze kremu, który by mu dorównywał, jeśli chodzi o zmiękczenie suchej skóry na stopach. Jednak przyznam szczerze, że akurat za mydło, to ja początkowo wcale nie chciałam się brać. Używałam sobie mydełka Alterry, które ładnie, naturalnie pachnie, dobrze się pieni i ma prosty skład, w którym nie ma Sodium Tallowate (łoju zwierzęcego). Wydawałoby się, że jest idealne. Jakiś czas temu jednak ogarnęłam się, że przecież do produkcji tych wszystkich mydeł wykorzystywany jest olej palmowy. A ja oleju palmowego używać nie chcę. Ograniczając przetworzone jedzenie można prawie że pozbyć się tego oleju ze swojego życia, ale zostaje to nieszczęsne mydło. Jeśli chcecie wiedzieć, dlaczego tak w ogóle chcę się tego oleju pozbyć ze swojego życia i nie wystarcza Wam za wytłumaczenie moja miłość do zwierząt i ogromna wrażliwość na ich cierpienie, to poczytajcie sobie TUTAJ.

Jakie miałam alternatywy? Po pierwsze, przestawić się na mydło w płynie. Odpada, bo unikam SLS (SMS, SLeS itd.), a mydła w płynie bez SLS są drogie. Po drugie, kupić drogie, naturalne mydło bez oleju palmowego. 20 zł za kostkę do mycia rąk? No jakoś nie. Gdybym używała go do całego ciała, to jeszcze-jeszcze, ale do rąk… No nie. Po trzecie, kupić tanie mydło bez oleju palmowego. Kupiłam mydło ISANA med, ale nie do końca podoba mi się jego skład i intensywny zapach. No i ono jakoś tak się rozłazi po całej mydelniczce, ble. Strata czasu na sprzątanie tego syfu. Zrezygnowałam. Po pierwszych dniach używania go postanowiłam, że zrobimy mydło. Mając za męża chemika, nie bałam się tego całego wodorotlenku sodu (zwłaszcza, że ostatecznie to on wszystko mieszał – Mąż, nie wodorotlenek).

Poszukałam więc co nieco w internecie o mydłach, bez specjalnego wgłębiania się, bo nie byłam pewna, czy chcę się w to wgłębiać (serio, gdyby nie ten olej palmowy, uważałabym to za zawracanie głowy), jak wyjdzie itd. Znalazłam różne receptury, pokombinowałam ze swoją, nabyłam brakujące składniki i wzięłam (a właściwie wzięliśmy) się do roboty. Sam proces tworzenia był jeszcze bardziej upierdliwy, przez to, że nie mamy ręcznego blendera i musieliśmy mieszać to trzepaczką do jajek. Ale udało się i po 8 tygodniach leżakowania mamy cudne mydełka ze świetnych olejów.

No to jak zrobić to mydło?

Akcesoria:

  • garnek ze stali nierdzewnej
  • szklany słoik
  • szklane naczynie do odmierzania NaOH
  • blender lub trzepaczka do jajek
  • forma na mydło (może być specjalistyczna, ale ja użyłam formy na muffiny)
  • miseczka – ceramiczna albo stalowa
  • termometr kuchenny
  • waga (u nas jubilerska, ale wcale nie musi być taka dokładna)
  • dla bezpieczeństwa: rękawice gumowe i okulary ochronne (w laboratoriach chemicznych za wystarczające uważane są okulary korekcyjne, jeśli ktoś je nosi, więc jeśli takie macie, to się nie wygłupiajcie i nie kupujcie specjalnych; mój Mąż lubi życie na krawędzi, więc nie miał na sobie ani jednego, ani drugiego, ale tego nie polecam)
  • folia spożywcza
  • papier do pieczenia
  • koc
  • pudełko po butach, jeśli robicie mydło w formie na muffiny
  • ocet lub kwas cytrynowy do zneutralizowania odczynu formy po wyjęciu z niej mydełek
  • papierek lakmusowy do sprawdzenia pH

Składniki:

jak zrobić mydło

  • 200 g oliwy z oliwek (u nas to była virgin, bo taką mamy w domu)
  • 150 g rafinowanego oleju kokosowego
  • 50 g nierafinowanego masła shea
  • 50 g masła kakaowego
  • 50 g oleju rycynowego
  • 190 g wody destylowanej lub demineralizowanej (w Simply/Auchanie są tanie, duże butle)
  • 70 g wodorotlenku sodu (NaOH – CZYSTEGO, nie z jakiegoś kreta)

Wykonanie:

ŻELAZNA ZASADA: ZAWSZE wlewamy NAJPIERW wodę, a dopiero PÓŹNIEJ wsypujemy do niej POWOLI wodorotlenek sodu.

jak zrobić mydło jak zrobić mydło

jak zrobić mydło

Do słoika, który przygotowaliśmy sobie do zrobienia ługu (roztworu wody i wodorotlenku sodu), wlewamy NAJPIERW (!) wodę destylowaną, a NASTĘPNIE (!) wsypujemy POWOLI odmierzony wcześniej wodorotlenek sodu. Mój mąż mieszał roztwór kręcąc słoikiem (nie wstrząsając!), ale spotkałam się też w sieci z mieszaniem silikonową łopatką. Napisałabym, żebyście tego nie wdychali, ale ten zapach jest tak drażniący, że będziecie uciekać i otwierać okna sami z siebie. 😉 Roztwór zrobi się gorący. Odstawiamy do ostygnięcia.

jak zrobić mydło jak zrobić mydło

Następnie dokładnie odmierzamy oleje do miseczki i topimy je w kąpieli wodnej (czyli stawiamy miseczkę na naczyniu z gorącą wodą). Sprawdzamy temperaturę stopionych olejów i ługu. Jeśli osiągnęły temperaturę między 28 a 45 stopni, możemy brać się za łączenie, jeśli nie – schładzamy, wkładając naczynie do zimnej wody.

jak zrobić mydło jak zrobić mydło jak zrobić mydło

Gdy już obie części osiągną pożądaną temperaturę, wlewamy oleje do garnka, następnie dolewamy ług i dokładnie mieszamy. Blenderem szybciej osiągniemy właściwą konsystencję niż trzepaczką. Blendujemy/mieszamy tak długo, aż masa stanie się budyniowata. U nas ten proces trwał długo, więc musieliśmy ją kilkukrotnie podgrzewać na gazie. Gdyby coś gdzieś się zachlapało, przecieramy ściereczką nasączoną octem.

jak zrobić mydło jak zrobić mydło

Wlewamy masę do pojemnika. Wkładamy pojemnik do pudełka po butach, owijamy je folią, zamykamy wieko i owijamy kocem. Zostawiamy tak na dwie doby (48 h).

jak zrobić mydło jak zrobić mydło

Po tym czasie wyjmujemy formę z pudełka, pudełko wykładamy papierem do pieczenia, ostrożnie wyjmujemy mydełka z formy i kładziemy na papierze do pieczenia. Przykrywamy drugim arkuszem papieru i zamykamy pudełko na 8 tygodni. Tyle czasu mydło powinno leżakować, żeby osiągnęło właściwe pH (ok. 7-8). Formę wkładamy do zlewu i zalewamy octem lub roztworem kwasu cytrynowego; zostawiamy na kilka godzin. Ja powtarzałam ten proces, bo miałam wrażenie, że forma ciągle drażni mój nos.

jak zrobić mydło jak zrobić mydło

Po 7-8 tygodniach sprawdzamy pH za pomocą papierka lakmusowego. Jeśli jest ok – można używać. Jeśli nie, czekamy jeszcze trochę. 🙂

Po dłuższym czasie leżakowania na wierzchu mydełka pojawia się biały osad, który działa drażniąco, więc najlepiej go zetrzeć papierem ściernym. Ja właśnie zamierzam się w taki zaopatrzyć, bo robiąc poniższe zdjęcie, podrażniłam sobie rękę (tym nieużywanym mydłem, bez tej warstewki mydło jest świetne :)).

jak zrobić mydło

Nam jedno mydełko z muffinkowej formy wystarcza na nieco ponad 2 tygodnie. Mówię tak trochę wyprzedzając przyszłość, bo zaczęliśmy używać pierwszego w ostatni weekend marca, a nieco nam jeszcze zostało. Zakładam więc, że 12 mydełek wystarczy nam na 24 tygodnie, czyli mniej więcej do września. Co oznacza, że najpóźniej na początku lipca, musimy zrobić kolejną partię.

Ogólnie rzecz ujmując: jestem z tego mydełka bardzo zadowolona. Ładnie się pieni, nie rozciapciowuje się po mydelniczce i całej umywalce, nie śmierdzi niczym sztucznym, jest bardzo przyjemne w użyciu – takie aksamitne i mam wrażenie, że jeśli nie nawilża skóry dłoni, to przynajmniej jej nie wysusza.

PS. Dzięki TEMU kalkulatorowi, możecie bez problemu tworzyć swoje własne receptury.

Macie jakieś doświadczenia z domowymi mydłami? Może chcecie podzielić się jakimiś wskazówkami? Robiłam mydło pierwszy raz, więc na pewno się przydadzą. A może znacie jakiś dobry przepis?

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. DIY krem do ciała z oliwą magnezową
  2. DIY Regeneracyjne masło do ciała na zimę (lub na “po-zimie”)
  3. DIY: 2 sprawdzone i proste w wykonaniu kosmetyki
  4. DIY Krem do rąk
  5. Oliwa magnezowa – sposób na niedobór magnezu. Jak ją przygotować? Jak stosować?

Ekologiczny domowy proszek do prania

domowy proszek do prania

Ekologiczne pranie? To tak się da? A da się! I to wcale nie tak trudno, jak myślicie. 😉 Na wykonanie ekologicznego proszku poświęcicie zaledwie kilka minut, za składniki zapłacicie grosze, a satysfakcja… bezcenna.

Człowiek jest największym szkodnikiem na Ziemi. A tak. Nie byłoby tak tragicznie, gdyby nie byłoby nas tak wielu. Ku utrapieniu Matki Ziemi zrobiło się nas jak mrówków i do tego jesteśmy inteligentni, więc wymyślamy jakieś super ekstra cywilizacyjnie zaawansowane produkty, którymi rach-ciach możemy sobie bez zbędnego wysiłku wykonywać czynności, które kiedyś sprawiały nam ogromny kłopot i skazywały połowę ludzkości na wielogodzinny domowy kierat. I z jednej strony – bardzo dobrze, że one są, bo odwiązały kobiety od tego kieratu, z drugiej – czasami korzystamy z tych dobrodziejstw w nadmiarze i wtedy stają się przekleństwami. Na przykład zbyt często wstawiamy pranie, wrzucając do pralki pięć rzeczy. Na przykład używamy silnie żrących środków do sprzątania.

Ja już dawno temu odkryłam, że najlepiej się sprząta sodą i octem, od czasu do czasu dorzucając do tego zestawu wodę utlenioną, olej, alkohol lub łagodny płyn do naczyń. Wiedziałam też, że istnieją ekologiczne środki do prania – gotowe proszki i płyny, kule piorące (nie jestem pewna, czy tyle plastiku to ekologiczne rozwiązanie) albo orzechy piorące. A w końcu – że można również samodzielnie zrobić proszek do prania. Zrobiłam, ale do tego stopnia mi się nie sprawdził, że zostawiłam temat na 1,5 roku. Ostatnio uznałam, że to po prostu nie wypada, żeby taka ekologiczna dziewczyna używała tradycyjnego proszku do prania. 😉 Płyn do płukania dawno temu zastąpiłam octem z olejkami eterycznymi, a teraz całkowicie przestawiłam się na bardziej ekologiczne środki, bo w końcu znalazłam przepis idealny! Na razie mówimy tylko o praniu kolorowym, ale jak skończę płyn do prania oraz proszek do białego, to też powiem Wam, co sprawdza mi się w zamian.

Proszek składa się z trzech składników i jest dziecinnie prosty w wykonaniu. Zawiera boraks, więc jeśli macie wobec niego mieszane uczucia i powątpiewacie w jego ekologiczność oraz boicie się tego, jaki może mieć wpływ na Wasze zdrowie – zapraszam tutaj. Słowem wstępu powiem jeszcze, że jest to proszek, który został przeze mnie już kilka razy przetestowany i sprawdza mi się naprawdę dobrze. Mogę go z czystym sumieniem polecić. 🙂 Oczywiście nie jest to mój autorski przepis, ale kto oryginalnie jest jego autorem, nie mam pojęcia. Jeśli wiecie, to dajcie znać.

domowy proszek do prania

Przepis na domowy proszek do prania kolorowego

Składniki:

  • 1 szklanka startego mydła (u mnie najlepiej sprawdza się moje własne – domowe)
  • 0,5 szklanki boraksu (poszukajcie w internetach, gdzie kupić)
  • 0,5 szklanki sody kalcynowanej (jw.; ewentualnie podobno można sobie sodę oczyszczoną upiec w piekarniku i otrzymacie sodę kalcynowaną, ale tego nigdy nie robiłam, więc dokładnych informacji musicie sobie same/sami poszukać)
  • ewentualnie: kilka kropel olejku zapachowego (ja dodaję bezpośrednio do szufladki tuż przed praniem)

Wykonanie:

domowy proszek do prania

Przede wszystkim ścieramy mydło na tarce o drobnych oczkach. To może być mydło marsylskie, domowe albo np. szare mydło naszej rodzimej firmy Barwa (łatwo dostępne, a nie zawiera tłuszczu zwierzęcego – Sodium Tallowate). Jeśli śledzicie moje poczynania na instagramie, to wiecie, że moje domowe dopiero teraz nadaje się do użytkowania, więc użyję go przy kolejnym proszku (na zdjęciach wystąpiło marsylskie). Gdy uzbiera nam się szklanka, przesypujemy do słoiczka, dosypujemy po pół szklanki boraksu i sody kalcynowanej, ewentualnie dodajemy nieco olejku zapachowego, zamykamy, porządnie potrząsamy, żeby się wymieszało i gotowe.

Stosowanie:

Ja mam taką miarę po jakimś proszku i sypię około 45 g.  30 g to było za mało – pranie się nie dopierało, 60 g – za dużo – pranie wychodziło jakieś takie dziwne, sztywne i miałam wrażenie, że podniszczone. Żeby proszek miał szansę zadziałać, pamiętajcie, żeby nie dopychać za bardzo pralki. Trzeba zostawić trochę luzu. 😉 Ale nie pół bębna!

UWAGA: Starajcie się jak najszybciej załatwić sprawę, żeby tego nie wdychać. Mnie strasznie gryzie w nos, ale może to jest kwestia akurat tego mydła. Już jak je ścierałam, to mnie podrażniało. [EDIT: To na pewno kwestia mydła marsylskiego, domowe wcale mnie nie gryzie w nos.]

Trudno mi powiedzieć, jaki będzie koszt wykonania słoiczka takiego proszku, bo wszystko zależy od cen składników, które zakupicie, ale zapewniam Was, że to nie są drogie rzeczy. 🙂

A Wy? Macie jakieś doświadczenia z domowymi środkami do prania? Co sprawdza się Wam najlepiej?

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. Eko-sprzątanie: 10+ zastosowań sody oczyszczonej
  2. Eko-sprzątanie: 6 zastosowań octu spirytusowego
  3. Magiczny sposób na przypalony garnek
  4. 3 proste sposoby na zneutralizowanie smrodku z kosza na śmieci + 3 sposoby na zapobieganie mu
  5. Jak oczyścić skórkę z cytryny?

Intensywna kuracja na ŁZS – domowe mazidło dziegciowe

intensywna kuracja na łzs

Dziś przeczytacie o tym, jak podreperowałam stan mojej szalonej łotojokowej skóry głowy po zimie, dzięki szalonej, nieco zapachowo odstręczającej, ale genialnej w skutkach intensywnej kuracji na ŁZS!

Jeśli macie ŁZS to wiecie, że czasami, mimo wszelkich prób utrzymania go w ryzach, robi się tragicznie – szczególnie w sezonie czapkowo-grzewczym. Swędzi, skóra się łuszczy, robią się strupy, łojotok szaleje. Nie mówiąc już o zapachu tych włosów na drugi dzień. Apetycznie. Nie pomaga nic. Kiedyś chodziłam w razie zaognienia do dermatologa po jakiś uroczy sterydowy lek, który rzeczywiście mi pomagał, ale to ma takie skutki uboczne, że głowa mała.

Dlatego postanowiłam, że zrobię coś innego. I wtedy przypomniał mi się pierwszy szampon, który zaleciła mi dermatolog – Polytar. Niesamowicie śmierdzący szampon z dziegciem. A przynajmniej kiedyś mi się tak wydawało, bo czysty dziegieć to jest dopiero kosmos. W każdym razie, teraz już nie jest dostępny, bo produkty dziegciowe budziły (i budzą nadal) kontrowersje – że rakotwórcze, że obumiera naskórek i takie tam. Jednak dotyczyło to pochodnych ropy naftowej, a nie dziegciu brzozowego (dla bezpieczeństwa jednak wycofano wszystko – typowe, czyż nie?). Zupełnym przypadkiem (i kątem oka) zauważyłam w sklepie internetowym czysty ekstrakt dziegciowy sprowadzany z Rosji. Pomyślałam: czemu nie.

Czy ekstrakt z dziegciu brzozowego jest niebezpieczny dla zdrowia?

Potem zaczęłam czytać, że ma w sobie toluen (który jest łatwopalny), kontrowersyjne fenole (czyli środki dezynfekujące) i w ogóle może być rakotwórczy i przyczyniać się do obumierania naskórka. Poza tym nie powinno się go nakładać bez żadnej bazy na skórę. Później poczytałam wypowiedzi dziewczyn, które stosują go bez rozcieńczania i twierdzą, że w takiej formie sprawdza im się super. Uznałam, że warto jednak dla bezpieczeństwa stworzyć dla niego jakiś rozrzedzacz, o którym za chwilę, ograniczyć czas styczności ze skórą, a całą terapię zakończyć po trzech tygodniach. Przezorny zawsze ubezpieczony, a baza z fajnych olejów tylko poprawi stan skóry i włosów.

UWAGA: To śmierdzi przeraźliwie – wędzoną smołą i benzyną jednocześnie. Taki płynny, skoncentrowany smog. Do końca nie wietrzeje, ja czułam go nawet podczas mycia głowy pomiędzy myciami z użyciem dziegciu. Dla osób wrażliwych na zapachy mam taką propozycję – przetestujcie go sobie w wolny dzień i, gdyby bardzo Wam przeszkadzał, myjcie włosy wieczorem. Na czas kilku tygodniu kuracji nie powinno to stanowić problemu. 😉

Właściwości ekstraktu z dziegciu brzozowego

Jeśli uda się Wam przezwyciężyć niechęć do tego zapachu, w zamian osiągniecie wspaniałe rezultaty ze względu na jego wspaniałe właściwości lecznicze: jest bakteriobójczy i antyseptyczny, więc genialny przy problemach łojotokowych – typu właśnie ŁZS lub trądzik. Podobno pomaga też na egzemy, łuszczycę, łupież i AZS. To, co ja faktycznie zauważyłam, to wyraźne zmiękczenie naskórka na głowie, natychmiastowe złagodzenie świądu i zdecydowanie (!!!) wolniejsze przetłuszczanie się włosów.

No to zabieramy się za przygotowanie naszej substancji gotowej do nakładania na skórę i jedziemy z tym dziegciem. 😉

Mazidło dziegciowe – intensywna kuracja na ŁZS

intensywna kuracja na łzs

Składniki:

  • 1 łyżeczka czystego ekstraktu dziegciowego (uwierzcie, w zupełności wystarczy)
  • 4 łyżeczki oleju kokosowego (stopionego)
  • 2 łyżeczki oleju rycynowego
  • 3 łyżeczki oleju migdałowego

Jak to zrobić?

Mieszamy wszystko – najlepiej od razu w słoiczku wtedy nic się nie zmarnuje. Ja najpierw włożyłam do słoiczka olej kokosowy, słoiczek do ciepłej (ale nie gorącej) wody, olej się stopił, wyjęłam słoiczek z wody, dodałam pozostałe oleje i dziegieć, wstrząsnęłam i już.

Jak długo trzymać na głowie i jak zmywać?

Jak poczytacie za chwilę w mojej relacji z każdego dnia mycia – trzymałam mazidło na głowie ok. 15 minut, żeby nie było ani za krótko, ani za długo. Raz próbowałam 20, ale to był chyba wyjątkowo zły dzień, bo zrobiło mi się wręcz niedobrze. Później wkładałam głowę pod kran (jedno z ulubionych sformułowań mojej mamy <3), spłukiwałam wodą, nakładałam na skórę głowy odżywkę (u mnie kokosowa z Dessert Essence), żeby się ładnie zemulgowało, po czym dwukrotnie myłam głowę szamponem (zielona, miętowa Ziaja do włosów tłustych z octopiroksem) i nakładałam odżywkę (kokosową – do spłukiwania – lub oleo-krem Biovaksu z olejami afrykańskimi – bez spłukiwania).

Jak długo stosować kurację?

Lepiej nie stosować jej dłużej niż 3-6 tygodni, u mnie wyszło razem ok. 3 tygodni, przy czym dziegieć stosowałam co drugie mycie – czyli u mnie co czwarty dzień.

Jak to wyglądało w praktyce?

Poniżej przedstawiam Wam dzienniczek ze stosowania dziegciu w pielęgnacji łojotokowej skóry głowy. Trochę to osobiste, ale czego się nie robi, żeby pomóc innym! Zwłaszcza, że wiem, jak upierdliwą dolegliwością jest ŁZS.

1 lutego

Zrobiłam mieszaninę 4 łyżeczek oleju rycynowego z pół łyżeczki dziegcia. Śmierdziało. Wtarłam to w skórę głowy i trzymałam 10 minut, bo mnie postraszyli jakimś obumieraniem naskórka i bałam się dłużej. Trudno było mi to zmyć, ale wiedziałam, że tak będzie, więc do mycia głowy użyłam szamponu przeciwłojotokowego Ziai. Potem normalnie odżywka kokosowa z Dessert Essence. I tak śmierdziało. Ale skóra głowy była cudowna, nic nie swędziało. Na drugi dzień też.

3 lutego

Umyłam włosy zwyczajnie, szamponem Dessert Essence z olejkiem z drzewa herbacianego. Do pierwszego mycia dorzuciłam odrobinę sody. Trochę swędziała mnie głowa, ale po sodzie zawsze tak mam.

5 lutego

Naolejowałam sobie włosy olejem kokosowym, bo miałam taką fanaberię. Wytworzyłam też już moje mazidło dziegciowe i wtarłam je w skórę głowy po około 1,5 h od nałożenia oleju na całą długość włosów. Bardzo przyjemnie się je nakładało (pomijając zapach) – dodatek oleju kokosowego sprawia, że mazidełko ma taką bardziej masełkową konsystencję. 🙂

7 lutego

Zrobiłam wcierkę z octu i olejku herbacianego. Z naturalnym olejkiem herbacianym i witaminą E sprawdza się o niebo lepiej, niż z tanim zapachowym olejkiem i bez witaminy, bo jednocześnie uspokaja skórę.

9 lutego

Nałożyłam oleiste mazidło dziegciowe. Próbowałam wytrzymać 20 minut, ale zrobiło mi się niedobrze. :O Zostanę jednak przy 15 minutach. Skóra dosyć przyjemna w dotyku, ale wydaje mi się, że nieco bardziej sucha.

11 lutego

Tak jak 3.02 – pierwsze mycie włosów z dodatkiem sody. Tym razem nie swędzi wcale, mam uczucie super czystej głowy, a włosy mam takie „sypkie”, jeśli wiecie, co mam na myśli.

13 lutego

Mazidło dziegciowe nieco stężało ze względu na chłód od okna (trzymałam je na parapecie kuchennym), dzięki czemu łatwiej je nakładać. Zostawiłam na 15 minut, bo jednak nie jestem w stanie znieść 20 minut tego zapachu tuż przy moim nosie. 😉 Skóra czuje się coraz lepiej!

intensywna kuracja na łzs

15 lutego

Od 3 tygodnia kuracji postanowiłam włączyć do mycia naturalny szampon specjalistyczny przeznaczony dla osób cierpiących na egzemy, łuszczycę, łupież czy właśnie ŁZS. Gdy się o nim dowiedziałam, byłam po prostu w szoku. Myślałam, że takie rzeczy to tylko w aptece. Zrobiłam najpierw octową wcierkę, umyłam szamponem z olejkiem herbacianym, a później tym specjalistycznym – Jason Dandruff Relief. Zostawia bardzo przyjemne uczucie na skórze, jakby była pokryta jakimś balsamem, tak, jak po szamponach aptecznych. Zdecydowanie będę go używać raz w tygodniu, profilaktycznie, po zakończeniu kuracji.

18 lutego

Standardowo nałożyłam dziegciowe mazidło – skóra czuje się coraz lepiej, mam coraz bardziej wrażenie, że strupki się zmniejszają, a skóra zmiękcza.

[tutaj nastąpiła dłuższa przerwa od dziegciu, bo niestety miałam nieplanowany wyjazd]

24 lutego

Musiałam do czegoś wykorzystać pozostałe po faworkach białko, więc zużyłam je na skórę głowy, uprzednio dodawszy do niego nieco soku z cytryny. Zostało mi bardzo przyjemne uczucie, a skóra w ogóle nie była podrażniona. Głowę umyłam delikatnym szamponem z ekstraktem z drzewa herbacianego.

26 lutego

Wytrzymałam 20 minut dziegcia na głowie! 🙂 Mam wrażenie, że skóra jest już porządnie podleczona, mimo tej przymusowej przerwy w stosowaniu dziegciu. Nieco mnie swędzi, ale staram się nie drapać. Może to kwestia mało łagodnego szamponu, którego dziś użyłam? Mam wrażenie, jakbym miała zbyt mocno wymyte włosy, jeśli wiecie, o co mi chodzi. 2 marca ostatnie użycie dziegcia i zobaczymy jak się będzie sprawowało.

28 lutego

Umyłam głowę szamponem z olejkiem z drzewa herbacianego z dodatkiem sody oczyszczonej. Drugie mycie normalnie – sam szampon, a na koniec odżywka kokosowa.

2 marca

Miałam w planie naolejować sobie włosy, ale skończyło się tak, że nie miałam specjalnie czasu, więc tego nie zrobiłam. Nasmarowałam sobie skórę głowy moim dziegciowym mazidłem, wytrzymałam 15 minut, zmyłam odżywką kokosową, dwa razy umyłam głowę szamponem Ziai i nałożyłam oleo-krem Biovaksu bez zmywania. Ten Biovax pachnie obłędnie i świetnie nawilża włosy, nic a nic mi ich nie obciążając. Jeśli warto kupić jakąś odżywkę albo maskę drogeryjnej firmy, to tylko tę. 🙂

No i miesiąc przeleciał jak z bicza strzelił. Moja skóra głowy zdecydowanie się uspokoiła. Nie mogę na pewno stwierdzić, że to tylko dzięki dziegciowi, bo na pewno nie. W tym miesiącu pielęgnacja mojej skóry głowy zdecydowanie była wzmożona i włączyłam do niej świetny, niesamowicie łagodzący szampon Jason, który jak na razie sprawdza się rewelacyjnie i używam go teraz profilaktycznie. Jednak uważam, że dziegieć odegrał tutaj ogromną rolę. Nie od dziś wiadomo, że „gorzki lek najlepiej leczy”. 😉

Jeśli potrzebujecie czegoś bardziej naukowego niż jakiś tam blog ( 😉 ) i studium przypadku autorki, to poczytajcie sobie np. tutaj.

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. Naturalne sposoby na łojotokowe zapalenie skóry głowy
  2. 17 naturalnych sposobów na bolesne miesiączkowanie
  3. Co jeść, żeby mieć zdrowy układ pokarmowy?
  4. Kuracja na podwyższenie odporności
  5. Eko-sprzątanie: 10+ zastosowań sody oczyszczonej