Pielęgnuj dobre wspomnienia | 52 Tygodnie Pozytywności

jak pielęgnować wspomnienia

Nie jestem pewna, czy to jest kwestia naszej narodowości czy po prostu bycia człowiekiem, ale zauważyłam, że mamy tendencję do hołubienia nie tych wspomnień co trzeba.

Smutne, przykre i ogólnie rzecz biorąc negatywne wspomnienia zapadają w pamięć o wiele mocniej niż pozytywne. Tak po prostu jest z intensywnymi przeżyciami, a przykre są bardzo intensywne. Bolą, przez co dość mocno wżerają się w ludzką psychikę. Nie będę tu specjalnie wnikać w psychologię, bo nie jestem specjalistką, ale z doświadczenia wiem, że coś w tym jest. Dlatego uważam, że trzeba dążyć do wspomnieniowej równowagi i wzmacniać te, które łatwiej się zacierają, a które zdecydowanie lepiej działają na psychikę.

Jakie są moje ulubione opcje odgrzewania miłych wspomnień?

Zdjęcia

Przede wszystkim robię zdjęcia. Zawsze mówię, że mam słabą pamięć i zdecydowanie wolę chwilę uwiecznić. Może kiedyś nawet zacznę nagrywać filmy, kto wie? Mam wrażenie, że inaczej nie zapamiętam tej chwili – chyba że było to właśnie wyjątkowo intensywne przeżycie. Nie potrzebowałam uwieczniać pierwszej prawdziwej randki z moim Mężem, naszych zaręczyn, ani momentu otrzymania dyplomu uniwersyteckiego. Wiem, że jest presja społeczna, żeby mieć zdjęcie z pierścionkiem czy właśnie dyplomem. No cóż, pod tym względem jestem mistrzynią olewania, bo nie tylko nie opublikowałam nigdzie takich zdjęć, ja ich po prostu nie mam. 🙂

jak pielęgnować wspomnienia

Wiem, że powstała moda na krytykowanie ludzi, którzy wszystko fotografują, nagrywają filmy, „siedzą w telefonach” i innych sprzętach. Ale hej! Co w tym złego? Nie chcesz, to nie rób zdjęć, ale daj innym robić, co chcą i nie wyzywaj ich od pustaków czy ludzi pozbawionych chęci do zwyczajnych społecznych interakcji. Łatwo jest oceniać, ale jak już się przemyśli sprawę, to satysfakcja z zaszufladkowania jest jakby mniejsza. 😉 Ważne, żeby wiedzieć, czego się potrzebuje. Dla mnie wygląda to tak, że nie robię już pięciu tysięcy zdjęć, z których później i tak nie umiem wybrać najlepszych. Staram się przeżywać chwile całą sobą, a jeśli czuję potrzebę, by zrobić zdjęcie (albo by ktoś zrobił mi zdjęcie), to je robię, bo zdjęcia pomagają mi przywoływać wspomnienia. Po prostu.

Mało że zdjęcia – albumy

Niby mam te zdjęcia na jakichś płytach i jakieś świeższe na komputerze, ale… właściwie to nie chce mi się tych płyt odpalać, one wolno chodzą, zdjęcia na komputerze też często wolno się przerzucają, jest ich za dużo, bo nie umiałam wyrzucić niepotrzebnych. No cóż, wolę albumy. Ja mam tradycyjne, ale wybierz jakie chcesz – od zwyklaka, przez coś w rodzaju Project Life, po fotoksiążki. Przeglądanie zdjęć na papierze jest dla mnie zdecydowanie przyjemniejsze niż na ekranie komputera. Podejrzewam, że to także dlatego, że w przypadku drukowania zdjęć jednak jakoś umiem zdecydować się na 5x mniej zdjęć i wybrać, które są lepsze.

jak pielęgnować wspomnienia

Podchodzę do tego metodycznie – przez jakiś okres czasu nie drukuję nic. Później siadam do tych, które są wrzucone na komputer, segreguję, coś tam wybieram, aż zbierze mi się 100. Wtedy szukam jakiegoś grouponu albo innej promocji i zamawiam. Oczywiście od Ciebie zależy, ile tych zdjęć sobie wydrukujesz. Pamiętaj tylko, żeby nie drukować za dużo, bo przecież masz chcieć to oglądać, a nie znudzić się po 5 minutach. 🙂

Część zdjęć stoi (i wisi) u mnie w ramkach, ale wiem, że nie każdy musi to lubić. Najważniejsze, by działać w zgodzie ze sobą.

Oglądaj te zdjęcia

Nie drukuj tylko po to, żeby mieć. Usiądź czasem spokojnie z herbatą i je przejrzyj. Możesz to zrobić z bliską Ci osobą i wtedy frajda jeszcze większa, bo możecie razem powspominać „stare, dobre czasy”. 😉 Dla mnie korzyść z takiego oglądania jest jeszcze jedna – jeśli któreś zdjęcie nie kojarzy mi się już dobrze (różnie to w życiu bywa), to po prostu je wyrzucam. Później muszę milion razy przekładać te zdjęcia, ale to nic, to taka medytacja. To i tak zajmuje mniej czasu niż np. Project Life, a jest całkiem sporo zwolenników tej formy albumu. 🙂

Pamiątki, co z nimi

Przy każdym poradniku dotyczącym sprzątania jest fragment dotyczący pamiątek. Rzeczy, które darzysz pewnym sentymentem. Podejścia są różne, ja preferuję drogę wyboru, bez skrajności w stylu „zatrzymaj wszystko” ani „wyrzuć wszystko”. Pamiątki, jak sama nazwa wskazuje, po prostu przywołują wspomnienia. Nie są ani czymś niezwykle niebezpiecznym, co zaburzy równowagę w moim domu, ani czymś świętym, czego nigdy nie mogę tknąć, a już na pewno nie wyrzucić do śmieci. Moja rada w kwestii pamiątek jest taka:

Jeśli nie umiesz wyrzucić, jeśli z jakiegoś powodu dla Ciebie ważne – zachowuj.

Poświęć na nie pudełko (po butach) lub wygospodaruj szufladę, ale postaraj się nie zagracać pamiątkami całego mieszkania. Naucz się wybierać. Możesz to pudełko okleić czy inaczej ozdobić. Ja swoje akurat mam schowane, więc mi wszystko jedno, ale możesz to też zrobić pięknie i umieścić w widocznym miejscu. Nie chcę nikogo zmuszać do swojego pamiątkowego minimalizmu. Jednak gdy patrzę na zestawienia pamiątek, które znajdziesz pod linkiem, to widzę, że nie są one przypadkowe. Ściana z półeczkami wypełnionymi starannie dobranymi pamiątkami, to jest coś! Z drugiej strony, jeśli odpowiada Ci pamiątkowy chaos też spoko, o ile wszystkie te pamiątki naprawdę mają dla Ciebie wartość. Nie trzymaj rzeczy ze względu na wyrzuty sumienia. To tylko rzeczy.

jak pielęgnować wspomnienia

I tak, jak w przypadku zdjęć: oglądaj swoje pamiątki! Kojarz je z momentami w życiu. To jest powód, dla którego lubię dostawać prezenty, które są ręcznie wykonane, choćby była to lista powodów, dla których ktoś mnie lubi. Rany, ale fajnie byłoby coś takiego dostać! 🙂 Jeśli dana rzecz z niczym Ci się już nie kojarzy, to może jednak nadszedł jej czas?

Ale nie kupuj syfu!

Dobrze się zastanów, co chcesz przywieźć z wakacji. Najlepiej niech to się zmieści w tym pudełku, bo później będziesz mieć problem, gdy dana rzecz przestanie Ci się podobać, a nie będziesz mieć odwagi, żeby ją wyrzucić. Będzie tak zalegać w piwnicy czy na strychu. Co jakiś czas sprzątam kawałek strychu u moich dziadków. Wierz mi, nie jest łatwo przechodzić przez kolejne „przydasie”, które nie przydały się przez 40 lat. I wierz mi, nie chcesz przechodzić przez takie samo odgruzowywanie. I nie mów, a pomyśli się o tym kiedyś, bo najprawdopodobniej nie Ty będziesz musiał/musiała o tym myśleć, a Twoje dzieci. Ja tam nie chcę nikogo obciążać, bo wiem, że ze swoimi niechcianymi pamiątkami muszę uporać się sama. Co sprowadza się do punktu wyjścia – nie kupuję niezaplanowanych pamiątek*.

*Ta zasada idzie w cholerę, gdy znajdę coś naprawdę, naprawdę pięknego. Jednak, żeby móc łamać zasady, trzeba je najpierw mieć, nie? 🙂

Twórz te wspomnienia

Masz wpływ na swoje życie. To Ty tworzysz swoje wspomnienia. Dlatego planuj wyjazdy, piękne chwile z bliskimi, bądź tu i teraz, gdy te chwile się zdarzają, nie uciekaj w przeszłość, przyszłość, ani wir obowiązków – to też takie memento dla mnie. 🙂 To może się wydawać dużo, ale korzyści zwracają się wielokrotnie 🙂

jak pielęgnować wspomnienia

Zadanie #28 Zastanów się, jak Ty chcesz pielęgnować swoje dobre wspomnienia

Żeby było jasne: to, co napisałam na początku tekstu, to są przykłady. W moim przypadku sprawdzają się doskonale w pielęgnowaniu wspomnień, ale może Ty potrzebujesz czegoś innego. Opcją, o której nie napisałam, bo może dla mnie jest zbyt oczywista, jest wspólne wspominanie z bliskimi osobami. Może to Ci wystarczy. Znajdź swoją drogę.

A jakie Wy macie sposoby na pielęgnowanie wspomnień?

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ostatnie teksty z tego cyklu:

  1. Rób to, co kochasz
  2. Zorganizuj się!
  3. Jedz pozytywnie
  4. Odpuść sobie ludzi, czyli nic na siłę

Pozostałe znajdziesz w zakładce: 52 Tygodnie Pozytywności

Odpuść sobie ludzi, czyli nic na siłę | 52 Tygodnie Pozytywności

czy warto utrzymywać znajomości na siłę

Ten tekst mam przyjemność pisać tuż po powrocie z bardzo przyjemnego pobytu nad Biebrzą, z którego 2 dni spędziliśmy z naszymi sympatycznymi znajomymi. 🙂 Pozdrawiam, jeśli czytacie! 🙂

Dziś zaczniemy od jednego powiedzonka, które w ostatnim czasie niemal przyrosło mi do ust, a mianowicie:

No i dobra!

Co to za jakieś „no i dobra”? To działa trochę jak „mieć wywalone”. Proponujesz koleżance spotkanie/ wspólny wyjazd. Zgadza się od razu albo mówi, że musi zastanowić się nad terminem? Super, to znaczy, że najprawdopodobniej pojedziecie! Umawiacie się trzy miesiące i ona ciągle nie może się zdecydować? No cóż, sprawa jest jasna. Koleżanka nie chce znaleźć dla Ciebie czasu, bo nie uważa, że wniesiesz coś do jej życia. Masz dwa wyjścia: 1) wkurzasz się, burczysz i wszystkim dookoła opowiadasz, jaka z niej wredna małpa, 2) mówisz: „no i dobra” i idziesz dalej. Polecam wyjście nr 2 – oszczędza sporo nerwów.

Kto by się przejmował?

No właśnie. Kto by tam się przejmował jakąś koleżanką, która najwidoczniej nie chce Cię w swoim życiu. Nie wolisz zadawać się z taką, która bardzo Cię lubi, chętnie się z Tobą spotyka, rozmawia, docenia Twoje towarzystwo i bez mrugnięcia okiem pomaga Ci w kłopocie? Nie mów mi, że nie można mieć wszystkiego, bo to bzdury. Ok, może nie poznasz znajomych-ideałów czy przyjaciół-ideałów, ale to nie znaczy, że masz „brać” wszystko, jak leci. To, co wymieniłam powyżej, to są jednak podstawy.

Dokładnie takie same (!) zasady dotyczą rodziny. Rodziny sobie nie wybierasz, to prawda, ale również nie masz obowiązku z nikim się zadawać, z nikim spędzać świąt, nikomu pomagać (oprócz swoich dzieci oczywiście). Wielokrotnie już o tym pisałam. Jeżeli ktoś chce od Ciebie pomocy, to powinien Cię o nią poprosić, a nie oczekiwać, ani – co gorsza – oczekiwać, że się domyślisz, że chce tej pomocy. To trzeba jasno powiedzieć od razu. Wszyscy kiedyś będziemy starzy. Jeśli ktoś Cię zaprasza do siebie, a mieszka daleko, tak, że trzeba leźć od przystanku pieszo pół godziny, to powinien po Ciebie wyjechać samochodem, albo nie zapraszać. Chyba że nie ma samochodu, to wtedy trochę inaczej to wygląda. Kurczę, to są takie podstawowe zasady, że nadal szokuje mnie, że ludzie tego nie robią. I że inni ludzie dają się tak robić w konia.

Nie daj się wpędzić w poczucie winy

czy warto utrzymywać znajomości na siłę

Wykrywaj manipulacje. Ze strony znajomych, przyjaciół i rodziny. To nie jest takie trudne. Może kiedyś zbiorę najczęstsze manipulacje, jakimi ktokolwiek kiedykolwiek próbował mnie karmić – albo nawet poproszę jakiegoś psychologa o wspólne opracowanie takiego tekstu i tu go opublikuję. To jest cholernie ważne, a tak rzadko o tym się mówi. Czasami manipulacje są całkowicie nieudolne – zwłaszcza, jeśli manipulant trafia na silną, ale jednocześnie empatyczną osobowość, która w mig odczytuje jego/jej ukryte zamiary. Innym razem trafi na bardziej podatny grunt i wpędzi człowieka w poczucie winy. Jednym z moich ulubionych przykładów jest tekst, który sama w życiu usłyszałam jest „co ja mam dziecku mówić?” powiedziane, rzecz jasna, przy rzeczonym dziecku. Wtedy zbaraniałam i zupełnie nie wiedziałam co powiedzieć. Teraz wiem, co bym odpowiedziała. „Prawdę”. To była ewidentna próba wpędzenia mnie w poczucie winy.

Wiesz, ja zawsze będę wierzyć w ludzi. Co nie kłóci się moim zdaniem z poglądem, że zawsze trzeba po prostu uważać. Jeśli czujesz, że coś nie gra, to najprawdopodobniej masz rację. Może się zdarzyć, że rzeczywiście jakaś osoba nie chciała nic złego powiedzieć, ani w żadnej mierze Cię zmanipulować. Wtedy jednak powinna zareagować, jeśli powiesz jej, jak się czujesz. Mi samej trochę zajęło ogarnięcie, że dużo ważniejsze jest to, jak dana osoba odbiera to, co do niej mówię, niż to, co ja czuję, że powiedziałam. Rozumiesz, o co mi chodzi? Dlatego właśnie ważne jest wyjaśnianie nieporozumień od razu, bo później te wszystkie niedopowiedzenia piętrzą się jak sterta prania do uprasowania, aż w końcu nie wiesz, co z tym wszystkim począć i wściekle kopiesz to pranie. Czytaj: wybuchasz tak silnie, że druga osoba zupełnie głupieje.

Piszę do tylko dlatego, żebyś pamiętał/pamiętała, że zawsze jest druga strona medalu. Nie zawsze druga osoba zasługuje na wybaczenie czy zrozumienie, bo niektórzy ludzie, to naprawdę świnie i na pewno to wiesz. Jednak w większości przypadków jest jakiś głębszy powód, którego warto szukać, o ile obie osoby są chętne do współpracy, przepraszania i wybaczania.

Zadanie #27 Pozwól znajomościom bez przyszłości się rozpaść

Ja wiem, to jest na początku bardzo, bardzo trudne. Czasami trudno zdecydować, czy dana znajomość ma jeszcze dla mnie jakiś sens. Po latach postawiłam sobie jedno jedyne kryterium: chęć utrzymania znajomości musi być obustronna, żeby znajomość była wartościowa. To jest moja podstawa. Zaraz po tym, że nie spotykam się z ludźmi, którzy uparcie ciągną mnie w dół (a osób z rodziny, które to robią – po prostu nie słucham i robię swoje), ale opanowanie tego mam w dużej mierze już za sobą, więc obecnie skupiam się na tej obustronności.

czy warto utrzymywać znajomości na siłę

Na tym etapie dla mnie jest to całkiem proste i  jasne: jeżeli próbujesz raz, a koleżanka odmawia, próbujesz drugi, koleżanka odmawia, próbujesz trzeci, koleżanka odmawia, a sama absolutnie ani razu niczego nie proponuje, to znaczy, że nie ma sensu próbować czwarty raz. Oczywiście sam/sama musisz sobie wyznaczyć te granice. Po prostu musisz to jakoś wyczuć. Ja nauczyłam się, że dawanie milionów szans nie ma najmniejszego sensu, bo w 99 procentach przypadków ludzie ani na te szanse nie zasługują, ani o nie nie proszą. Na świecie jest cała masa świetnych ludzi, na których można polegać, z którymi dobrze się spędza czas i którzy chcą z Tobą spędzać ten czas. Ludzi, którzy nie wpędzają innych w kompleksy. Nie lepiej takim poświęcać swój cenny czas?

Nigdy nie zapomnę smsa, którego przysłała mi koleżanka z liceum. Brzmiał on: „nie jestem twoją przyjaciółką, więc nie mam obowiązku się z tobą spotykać”. Koleżanko, jeśli mnie czytasz: bardzo Ci dziękuję za tego smsa. Dziękuję za otworzenie mi oczu. Tak, nikt nie ma obowiązku się ze mną spotykać. I nie chcę, żeby ktokolwiek czuł się zmuszony do spotykania się ze mną. Chcę, żeby ludzie, którzy decydują się na spędzanie ze mną czasu, czuli się w moim towarzystwie dobrze. A jeśli się nie czują – to żeby się nie zmuszali.

Nic na siłę. Zawsze o tym pamiętaj.

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ostatnie teksty z tego cyklu:

  1. Załóż Dziennik Wdzięczności
  2. Rób to, co kochasz
  3. Zorganizuj się!
  4. Jedz pozytywnie

Pozostałe znajdziesz w zakładce: 52 Tygodnie Pozytywności

Jedz pozytywnie | 52 Tygodnie Pozytywności

najlepsza dieta pozytywna

Mamy takie czasy, że odżywianie stało się naszą obsesją. Zastanawiamy się, ile jemy, co jemy, jakie to ma makro, ile kalorii, jaki ma indeks glikemiczny, czy zawiera gluten, cukier, tłuszcz…

Nie jestem z tych, co mówią, że kiedyś było lepiej, bo nie uważam, że było. Możliwości, które mamy teraz są nieograniczone i pod kątem zdrowia to… kiedyś było po prostu mniej zanieczyszczeń. Ot i wszystko. Ale ludzie niekoniecznie odżywiali się zdrowo, bo o tym raczej nie myśleli. To nie był priorytet. Teraz popadamy inną skrajność i nie dość, że poświęcamy mnóstwo uwagi swojemu jedzeniu, to jeszcze zaglądamy w talerz innych i próbujemy ich nawracać, na swoją zdrową drogę.

Szczerze? Ja mam to gdzieś, czy czyimś podstawowym napojem jest kola, to jest jego zdrowe i jego życie. Jednak jeśli później będzie miał kłopoty zdrowotne – będzie to na jego własne życzenie. Pod tym względem jestem bezkompromisowa – każdy ma to, na co sobie zasłużył (absolutnie wyłączam z tego choroby, na które człowiek nie ma żadnego wpływu, ale, nie oszukujmy się, cukrzycy w wieku 40-50 lat nie będzie miał człowiek, który unikał rafinowanych cukrów, fast-foodów i prowadził aktywny tryb życia – jesteśmy odpowiedzialni za nasze życie. Tylko ja za moje i tylko ty za swoje).

Chciałabym Wam zaproponować inną drogę – drogę środka. Moja propozycja to pozytywne jedzenie. Czym w skrócie jest dla mnie pozytywne odżywianie? Jest to świadome jedzenie. Tak, trochę czasu trzeba poświęcić na poszukiwanie tego, co mogłoby nam służyć, testowanie i w końcu na tej podstawie dobieranie pożywienia. Uważam jednak, że to się bardzo opłaca – wierzę w takie odżywianie dużo bardziej niż w krótkoterminowe diety niskokaloryczne.

Jak nauczyć się jeść pozytywnie?

#1 Jedz to, co sprawia ci przyjemność

Przede wszystkim: nie odmawiaj sobie wszystkiego, co lubisz. Pozwól, by te zmiany nadeszły stopniowo. Na pewno znasz przynajmniej jedną osobę (albo sama nią jesteś), która przeszła na rygorystyczną dietę, schudła, a następnie rzuciła się na wszystko, czego przez kilka miesięcy sobie odmawiała i przytyła dwa razy więcej. Ja jestem zwolenniczką innej koncepcji – albo w jeden ustalony dzień jesz coś, na co masz ochotę, a nie jest to specjalnie zdrowe, albo jesz takie rzeczy okazyjnie, albo zdajesz się po prostu na zdrowy rozsądek.

Ja sama lubię ciasta, ciastka i inne słodycze. Kiedy jest okazja, żeby je zjeść (i nie jest to wyjście do sklepu ;)), to nie odmawiam, ale nie jem też jak szalona. Staram się też szukać zdrowych zastępników, ale niestety sernika, piernika i brownie nie zastąpi mi żadne ciasto z fasoli. Nawet się nie oszukuję, że jest to możliwe, choć jak najbardziej sięgam po takie opcje. Podobnie nie oszukuję się, że bananowe nice cream, smakują jak lody, bo tak według mnie nie jest.

#2 Jedz to, co Ci służy

najlepsza dieta pozytywna

Jeśli poświęcisz odrobinę uwagi swojemu organizmowi, to zaczniesz zauważać, jakie jedzenie Ci służy, a jakie niekoniecznie. Osoby z chorym układem pokarmowym są zmuszone, żeby to robić, dlaczego więc nie wprowadzić tego nawyku wcześniej i oszczędzić sobie nieprzyjemności? Mi na przykład niespecjalnie służą jajka – obserwuję znaczne pogorszenie stanu cery po porządnej jajecznicy, ale jajko wbite do ciasta – takiego słodkiego czy np. na makaron już mi tego nie robi. – albo np. mleko – no cóż, wzdęcia. Dlatego też, jak ktoś mówi, że kotlecik jest zdrowy, że kurczaczek zdrowy, że mleczko zdrowe, to u mnie natychmiast występuje reakcja alergiczna. Jeśli Tobie służy, to super. Mi nie służy.

Nie rozumiem, jak np. babcia może wiedzieć, co jest dobre dla organizmu wnuczka. Nie może. A za najbardziej karygodne uważam wciskanie dzieciom jedzenia na siłę. Akurat intuicja dziecka w sprawie jedzenia jest wspaniała – je to, czego potrzebuje i tyle, ile potrzebuje. Nie wciskaj swojemu (ani tym bardziej cudzemu!!!) dziecku żarcia na siłę, bo zafundujesz mu traumę.

#3 Nie traktuj swojego organizmu jak śmietnika

najlepsza dieta pozytywna

Po pierwsze, nie żryj jak świnia. Brzydkie porównanie, ale obrazowe. Chociaż mam wrażenie, że świnia ma czasem więcej rozumu, jeśli chodzi o stosunek do jedzenia. Dla większości zwierząt jedzenie to po prostu źródło substancji odżywczych, które pozwalają im przetrwać. Lew, gdy upoluje antylopę, to przecież jej całej nie zżera. Można by pomyśleć, że marnotrawstwo, ale nie. Przylecą sępy, zejdą się hieny i zeżrą to, co zostało. Dzika przyroda dąży do równowagi. Człowiek ma z tym większy problem. Czasem żre za dużo, bo jest po prostu łakomy. Czasem – bo boi się, że się zmarnuje. Innym razem wpycha komuś dokładki albo wielkie porcje z „troski”.

Po drugie, wybieraj bardziej pełnowartościowe opcje. Jeśli masz samochód, to pewnie wybierasz lepszą benzynę, nie? W ten sposób o niego dbasz. To teraz powiedz mi, skoro dbasz o swój samochód, to dlaczego nie dbasz o siebie i w siebie wlewasz i wpychasz to gorsze paliwo? To nie musi być quinoa, acai i chia. Równie dobrze swoją rolę spełnią rodzime: kasza jaglana, jagody leśne i siemię lniane. Na białym chlebie, dżemie i cukierkach daleko nie zajedziesz. Nie mówiąc już o frytkach i smażonych kotletach. Tylko nie przeginaj i nie odmawiaj sobie tego przez cały czas (patrz punkt #1). Chyba że tego nie potrzebujesz, to wtedy nie daj sobie wmówić, że potrzebujesz (patrz punkt #2).

#4 Skup się na sezonowym żarełku

najlepsza dieta pozytywna

Temu poświęciłam już cały artykuł, więc nie będę się powtarzać. W skrócie: polskie truskawki jedzone w czerwcu są o wiele zdrowsze niż hiszpańskie (?) truskawki hodowane w szklarni (czy co oni tam z nimi robią, żeby rosły i się czerwieniły) kupowane w lutym. Latem bardziej Ci przysłuży świeży pomidor, zimą – domowy przecier pomidorowy (zrobiony latem w szczycie sezonu). Latem jedz świeże ogórki, zimą kiszone. Korzystaj z tego, co jest tanie, lokalne i na czasie, a Twój organizm Ci podziękuje. 🙂

#5 Nie podążaj za kulinarnymi modami

Paleo, raw, dieta Dukana… Ileż tego już było. I wszystko jakoś tak przemija. Olej to wszystko – zaufaj intuicji. Nie wierzę w diety, które polegają na wyłączaniu produktów, na niskim indeksie glikemicznym, na ograniczaniu tłuszczu. Wierzę w podstawowe, intuicyjne zasady: jeść nieprzetworzone produkty, gotować w domu, jeść to, co mi służy i w stare, dobre, wszystkim znane: MŻ*.

*mniej żreć

#6 Przemyśl swój styl odżywiania

Przestań jeść bezmyślnie. Nie mówię, że masz od razu ćwiczyć zen, jedząc poranną owsiankę. Byłabym hipokrytką, bo jak jem sama, to raczej z YouTubem, blogami czy książką. Po prostu myśl, co wrzucasz do koszyka, gdy robisz zakupy. Zadaj sobie pytanie: „czy naprawdę tego potrzebuję?”, „czy nie ma zdrowszej dla mnie opcji?”, „czy naprawdę chcę wydawać pieniądze na bezwartościowe produkty?”. Miej po prostu z tyłu głowy myśl, że chcesz przecież dobrze się czuć. Nie słuchaj ludzi, którzy mówią, że Twoje wybory jedzeniowe to „wybrzydzanie”.

Zbyt długo udowadniano mi, że muszę jeść mięso, którego całe życie szczerze nie cierpiałam. Jadłam je na siłę i zawsze czułam, że to nie w porządku. Może chociaż Ciebie uchronię  przed poczuciem winy, że „robisz innym kłopot, bo muszą dla Ciebie ugotować coś specjalnego”. Nigdy więcej. Skoro jestem dla kogoś kłopotem, to po co mnie zaprasza? Niekoniecznie chodzi mi tutaj o mięso – to po prostu mój przypadek i moje uczucia. Jak chcesz sobie jeść mięso, to jedz. I tak Cię nie przekonam. 🙂 Niemniej codzienne jedzenie mięsa jest nieekologiczne i o tym możesz sobie poczytać u Kasi Gandor, która jest w tej materii mądrzejsza ode mnie.

#7 Nie nagradzaj się jedzeniem

Nie traktuj jedzenia jako nagrody ani kary – postaraj się wyzbyć emocjonalnego stosunku do jedzenia, który jest bardzo typowy dla ludzi niezamożnych. Robiono kiedyś badania (nie mogę ich teraz znaleźć, wybaczcie – choć podejrzewam, że było tych badań więcej) dotyczące stylu życia w zależności od zamożności i okazało się, że z jakiegoś powodu bogatsi ludzie są szczuplejsi – na pewno stać ich na lepsze jedzenie i na siłownię. Jednak czy to wszystko? Otóż nie.

Człowiek biedniejszy częściej myśli krótkoterminowo i nagradza się jedzeniem (albo pociesza jedzeniem lub – co gorsza – alkoholem). Bo teraz nie stać go na wakacje, ale na ciastka już tak. Nie widzi, że gdyby tych ciastek nie kupował, to mógłby zaoszczędzić i gdzieś pojechać. Często też biedniejsi ludzie bardziej skupiają się na gromadzeniu dóbr i konsumowaniu, niż na zdobywaniu przeżyć. Gdy widzisz już, jak ten mechanizm działa, może możesz spróbować go u siebie wyplenić?

Nie obrażajcie się o te uogólnienia – badania zawsze są uśrednione i zawsze są wyjątki od reguły. Tak jak jednemu artyście uderza woda sodowa do głowy, a innemu nie.

#8 Zawsze myśl długoterminowo

Jak mnie irytuje, gdy ktoś mi mówi, że jestem młoda, więc mogę … (jeść nieograniczone ilości słodyczy, czipsów, nie ćwiczyć, nie odpoczywać itp.). Otóż nie. Dziś jedna z bliskich mi osób powiedziała, że jej wszystko jedno, co będzie na starość, bo i tak na starość człowiek się sypie. Owszem, ale a) możesz zacząć „się sypać” później, b) możesz uniknąć co poważniejszych chorób, c) mi na przykład nie jest wszystko jedno. Uważam, że wszystko ma znaczenie i że coś jest w efekcie motyla. Jeżeli mam 26 lat i mam już pierwsze siwe włosy (i to nie dwa na krzyż), to oznacza, że za bardzo się denerwuję i za dużo biorę sobie na głowę, więc teraz staram się bardziej o siebie dbać i być bardziej asertywną. Spokojny w młodości człowiek, będzie zdrowszy psychicznie i fizycznie na starość. Podobnie zdrowo odżywiający się człowiek – będzie zdrowszy na starość (chyba że dotknie go choroba, która jest niezależna od stylu życia).

I w końcu…

#9 Zajmij się swoim talerzem

najlepsza dieta pozytywna

I nie wtrącaj się do cudzych. To tyczy się zarówno tego, w jaki sposób ten człowiek je (zwracanie uwagi jest tu po prostu niegrzeczne), jak i tego, co je. Nie zamierzam się czepiać innych z tego powodu, że jedzą wołowinę i oczekuję tego samego z ich strony – moja dieta to moja sprawa. Ja się nie określam jako wegetarianka, bo ciągle zdarza mi się zjeść coś rybnego i wciąż muszę tłumaczyć ludziom, o co tu chodzi i co ja właściwie jem. Jem to, co mi służy i co uważam za słuszne. Koniec tematu.

Jedzenie jest tak kontrowersyjnym tematem, że dyskutowanie o nim nie ma najmniejszego sensu – chyba że ktoś jest otwartym człowiekiem i pyta, bo go naprawdę to interesuje, a nie po to, żeby mi wytłumaczyć, że białko, które jem jest niepełnowartościowe. To tak, jakbym ja pytała katolika o to, dlaczego przystępuje do sakramentu komunii tylko po to, żeby mu wytłumaczyć, że ja uważam, że to głupie i zabobonne. Serio, dajmy ludziom żyć po swojemu i sami nie pozwalajmy innym włazić z brudnymi buciorami w nasze życie. Szanujmy siebie i innych ludzi.

Zadanie #26 Wprowadź chociaż jedną zmianę do Twojego stylu odżywiania, która poprawi funkcjonowanie Twojego organizmu w długiej perspektywie

Jak to ugryźć? Przejrzyj jeszcze raz wszystkie 9 moich podpowiedzi (może ta 9. to akurat niekoniecznie ma na to bezpośredni wpływ, ale ją warto wprowadzić tak czy inaczej) i pomyśl, co możesz zrobić. Może przygotujesz jakieś przetwory z tego, co teraz mamy w sezonie? Dżemy też nie są takie złe, o ile jedzone z umiarem. Ja wolę zjeść domowy dżem truskawkowy, który składa się wyłącznie z truskawek i cukru żelującego (1:1, bo mniej sztucznych konserwantów), niż jeść zimą jakieś sztuczne truskawki.

Może za każdym razem, jak zechcesz kupić batonika i Twoja silna wolna wygra – odłożysz te 2 złote do słoika, który podpiszesz swoim marzeniem i w końcu na nie uzbierasz. Win-win. Może postawisz się rodzinie i powiesz, że po prostu nie będziesz czegoś jeść i masz prawo do tego wyboru. I nie ma, że cioci przykro, że nie chcesz spróbować jej ciasta. Wprowadź chociaż jedną zmianę, a zobaczysz, o ile lepiej będziesz się czuć.

A teraz… przede wszystkim ciesz się latem! Bo w końcu nadeszło <3 I nie marudź, że upały i że Ty już chcesz chłodu. Ciesz się tym, co masz!

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ostatnie teksty z tego cyklu:

  1. Nastawienie do życia – masz na nie wpływ
  2. Załóż Dziennik Wdzięczności
  3. Rób to, co kochasz
  4. Zorganizuj się! | 52 Tygodnie Pozytywności

Pozostałe znajdziesz w zakładce: 52 Tygodnie Pozytywności

Zorganizuj się! | 52 Tygodnie Pozytywności

organizacja czasu

Ostatnio wysłuchałam świetnego podcastu Edyty Zając o cechach i nawykach szczęśliwego człowieka. Okazuje się, że jednym z takich nawyków jest… planowanie! 🙂

Jeśli nie masz zielonego pojęcia o tym, jak ugryźć temat zarządzania czasem, to dobrym wstępem dla Ciebie będzie tekst o 4 metodach organizacji czasu, który opublikowałam już dosyć dawno temu na blogu, aczkolwiek jest nadal jak najbardziej aktualny! Przeczytaj albo chociaż przejrzyj go sobie, a wtedy wróć tutaj i zagłębmy się bardziej w temat! 🙂

Dlaczego planowanie jest super?

Według mnie? Bo przestałam mieć poczucie, że mam tyle roboty, że nie wiem, w co ręce włożyć. Bo zyskałam poczucie kontroli nad własnym życiem i poczucie decyzyjności – to ja wybieram, co jest dla mnie ważne. Jasne, zawsze może mi wyskoczyć coś nieplanowanego, albo czasem muszę zrobić coś, na co nie mam w ogóle ochoty, co jest np. dla mnie nudne, ale to nie jest codziennie. Jednym z niesamowitych skutków tego wszystkiego jest zwiększone poczucie sprawczości i poczucie własnej wartości. Wbrew pozorom, dzięki planowaniu oszczędzamy czas. Dzięki niemu nauczyłam się też rezerwować sobie czas na odpoczynek, który u mnie najczęściej sprowadza się do czytania, oglądania filmów i spacerów. Lubię proste przyjemności.

Dlaczego pomaga w osiągnięciu pozytywnego stylu życia?

Właśnie dlatego, że zyskujemy poczucie wpływu na własne życie. Jeżeli zadasz sobie ten trud i zapytasz siebie, czego chcesz od życia, co właściwie chcesz osiągnąć, a później każdego dnia będziesz ku temu zmierzać, to szybko zorientujesz się, że rzeczywiście płyniesz w kierunku, w którym chciałaś/chciałeś płynąć. A czy to samo w sobie nie uszczęśliwia? A jakże! Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że nie ma lepszej drogi do szczęśliwego, pozytywnego życia.

Jak ja planuję?

  • Robię listę celów długoterminowych (powtarzalnych i takich, które chcę osiągnąć do konkretnego momentu w czasie).
  • Robię listę celów na rok (z tym że jeden musi być najważniejszy).
  • Listę celów na miesiąc (korzystam wtedy z dwóch poprzednich list i ewentualnie dopisuję nowe rzeczy, bardziej na czasie).
  • Na podstawie tej listy planuję sobie tygodnie w planerze produktywności i w kalendarzu rodzinnym, który pobieram co miesiąc od Niebałaganki (i jw. – ewentualnie dopisuję to, co jest pilne, np. opłacenie rachunków, wizyta w urzędzie, wizyta u lekarza itp.).

organizacja czasu

Poza tym sprawdzam, czy moje listy są aktualne, czy nadal chcę osiągnąć takie cele, a może mam jakieś inne. Zauważyłam, że ostatnio mocno zmieniają mi się cele – po prostu chcę więcej, więc stają się one bardziej ambitne. Dlatego też warto od czasu do czasu wrócić do tych swoich „wiodących” list i sprawdzić, czy to wszystko zgadza się z naszymi obecnymi oczekiwaniami wobec siebie i naszego życia.

Co planuję?

  • Codzienność, zadania na dany dzień (jw.).
  • Posty (i inne rzeczy, których nie widzisz) na bloga i działanie na Facebooku (to nie jest taki spontan, jak Ci się wydaje – chociaż np. mój Instagram jest całkiem spontaniczny – to wg mnie nadaje mu zupełnie inną jakość).
  • Nawyki. Jeśli chcę wyrobić w sobie jakiś nawyk, na początku muszę go zaplanować. Inaczej nici z tego. 🙂
  • Weekendy. Szukam darmowych atrakcji w Warszawie i później wspólnie decydujemy, czy z którejś z nich  skorzystamy. Latem korzystamy z dobrodziejstw natury. Przedwczoraj np. poznawaliśmy Mokotów, dzięki doskonałemu przewodnikowi Lifemanagerki. Czasami w weekendy wypadają jakieś wesela, spotkania rodzinne albo wyjazdy.
  • Jedzenie. Odkąd przeczytałam książkę „30 dni do zmian”, planuję menu na każdy miesiąc z góry. Jasne, czasem są jakieś obsuwy, bo czegoś tam zostanie, a to nie było czegoś w sklepie, ale zawsze można mieć awaryjny przepis w głowie
  • Wycieczki. Nie lubię wycieczek zorganizowanych. Ok, fajnie, czujesz się bezpiecznie i nie musisz nic załatwiać, ale a) musisz pilnować się grupy, b) nie możesz spędzić tyle czasu, ile chcesz, w miejscu, które szczególnie Cię interesuje, c) przewodnik czasem daje ciała i nie informuje o różnych rzeczach. Więc szukam tanich lotów i noclegów, pożyczam przewodniki, czytam blogi podróżnicze, szukam dobrych knajp itp. U mnie poczytasz sobie o Londynie, Berlinie i Szczecinie, a także o tanich podróżach po Polsce (do których zachęcam Cię zwłaszcza, jeśli masz zniżkę studencką).
  • Przyjemności. Od jakiegoś czasu robię sobie nawet listę przeżyć na dany miesiąc.

organizacja czasu

Jaki powinien być cel?

Według koncepcji S.M.A.R.T.:

  • Konkretny (specific) – np. zamiast „będę pić więcej wody” – „wypiję 5 szklanek czystej wody dziennie” – konkretny cel łatwiej osiągnąć;
  • Mierzalny – j.w. – ważne, żeby dało się jakoś zmierzyć, czy rzeczywiście został osiągnięty;
  • Ambitny i istotny – musisz mieć poczucie, że to dla Ciebie ważne i po prostu mieć do czego dążyć;
  • Realistyczny – jednocześnie nie może być zbyt ambitny, bo to podkopuje Twoją wiarę we własną sprawczość – Twój cel musi być możliwy do osiągnięcia;
  • Terminowy/ określony w czasie (time-bounded)

+ .E.R. (S.M.A.R.T.E.R.)

  • Ekscytujący – żeby Ci się go fajnie realizowało 🙂
  • Zapisany (recorded) – to, co zapisane, łatwiej zapamiętać.

Skala ważności zadań a organizacja czasu

Codziennie realizuję rzeczy, które są ważne i pilne, ale zawsze wygospodarowuję czas na przynajmniej jedną ważną, ale niepilną, czyli taką, która posuwa moje dalekosiężne cele o krok do przodu. Przede wszystkim musisz określić, co jest dla Ciebie ważne, a co nie. Bo jeżeli będziesz całe dnie spędzać na odpisywaniu na mejle, które wydają się Ci pilne, ale w gruncie rzeczy nie są ważne, albo latać całymi dniami ze ścierą, byleby nikt nie zobaczył u kurzu na Twoich półkach, albo pilnować swojego nienagannego wyglądu (ach nie, moje włoski na nogach mają już 2 mm, a paznokcie lekko odprysły, muszę natychmiast się tym zająć!), to wypalisz się w mgnieniu oka. Zatrzymaj się i ustal swoje priorytety. Odpryśniętego lakieru prawdopodobnie i tak nikt nie zauważy. A jeśli zauważy – trudno. Nie urodziłaś się po to, by być ozdobą w męskim świecie. Nope.

Zadanie #25 Weź swój czas w swoje ręce! Zacznij się organizować!

organizacja czasu

Po pierwsze:

Znajdź najlepszą dla siebie metodę: bullet journal, kalendarz, terminarz, planer produktywności, listy. Możesz mieszać metody. Jak pisałam wyżej – ja stosuję listy, a później, na ich podstawie, wypełniam swój planer produktywności na każdy tydzień i każdy dzień.

Planer produktywności ściągnęłam od moich ulubionych Ikonnów. Takie ładne coś można sobie kupić gotowe, ale ja w domu mam tyle pustych notesów, że naprawdę szkoda byłoby mi kasy (mimo całej sympatii do autorów) na gotowiec. Nie mówiąc już o dokładaniu kolejnych cegiełek do zagracania domu. A szkielet do niego mogę sobie wypisać i wyrysować np. wtedy, gdy oglądam film (a że zwykle oglądam przynajmniej jeden na tydzień – choćby odcinek serialu – to spokojnie mogę sobie taki szkielet wyrysować). Nie chcę Was zachęcać do wielozadaniowości, bo w większości przypadków jest to głupota, ale nad takim szkieletem ani nie muszę, ani nie chcę myśleć. Tu możecie obczaić sobie, jak to wygląda w oryginale i jak działa:

Po drugie:

Zacznij od czegoś prostego: zrób listę zadań na jutro. Jednak niech to nie będzie zwykła lista – ponumeruj konkretne działania, tak, żeby najważniejsza rzecz miała nr 1. To Twój priorytet. Zobacz, jak Ci pójdzie i przejdź do czegoś trudniejszego – zaplanuj tydzień. W takiej formie, w jakiej sobie życzysz. Nieważne, że zaczniesz od środy – zaplanuj tydzień do wtorku. Znów sprawdź, jak Ci poszło i – w końcu – zaplanuj miesiąc. Uwzględnij wszystko, co chcesz – pracę, odpoczynek, menu, przeżycia. Co tylko chcesz.

Po trzecie:

Nie zapominaj o przyjemnościach. Jeśli jesteś osobą, która doskonale radzi sobie z równowagą między obowiązkami, a przyjemnościami, pewnie nie musisz tego planować. Ja muszę i czasami potrzebuję wcześniej zgromadzić cały nakład asertywności, żeby odmawiać innym ludziom różnych rzeczy (no ale przecież masz czas! – znacie to?). Powoli się tego uczę, ale to temat na inny tekst. Wracając do tematu – przeczytaj sobie poprzedni tekst tego cyklu i zacznij robić to, co kochasz. Przestań zazdrościć innym ludziom, że robią takie fajne rzeczy. Doba każdego z nas trwa tyle samo – 24 godziny. Tylko od Ciebie zależy, jak wykorzystasz swoje!

Po czwarte:

Stwórz swoją listę celów! I patrz, jak Twoje życie będzie ewoluować! 🙂 Jak przestaniesz dryfować w nie wiadomo jakim kierunku, a zaczniesz decydować, dokąd właściwie zmierzasz.

A Ty? Lubisz planować? Jaki wpływ ma planowanie na Twoje życie? A może doskonale radzisz sobie bez planowania? Podziel się swoim doświadczeniem! 🙂

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ostatnie teksty z tego cyklu:

  1. Zaplanuj przeżycie
  2. Nastawienie do życia – masz na nie wpływ
  3. Załóż Dziennik Wdzięczności
  4. Rób to, co kochasz

Pozostałe znajdziesz w zakładce: 52 Tygodnie Pozytywności

Rób to, co kochasz | 52 Tygodnie Pozytywności

jak znaleźć czas na przyjemności

W zabieganiu codziennego dnia często nie znajdujemy czasu na odpoczynek. Nie mówiąc już o robieniu rzeczy, które nie dadzą nam żadnych korzyści poza przyjemnością. Jestem akurat (prawie) świeżo po lekturze „Slow life” Joanny Glogazy, która dała mi do zrozumienia, że sama chyba tak nie do końca się pod tym względem szanuję.

[W tym tekście królują końcówki żeńskie, bo znowu, jak w tekście o męczeństwie, uważam, że głównie kobiety mają z tym problem. Mam nadzieję, że ewentualnych Czytelników płci męskiej, to nie zniechęci. My, kobiety, zazwyczaj dostajemy męskie jako regułę i zwykle wiele sobie z tego nie robimy. ;)]

Właściwie to chciałabym pomedytować, ale w kuchni stoją niepozmywane gary. Wpisuję sobie na listę rzeczy do zrobienia na czerwiec lub nawet maj powrót do ukochanej książki z dzieciństwa – kiedy po nią sięgam jest połowa lipca. Nie mogę umówić się ze znajomymi na żaden weekend w tym miesiącu, bo tamto i sramto. Znacie to? Bo ja znam.

jak znaleźć czas na przyjemności

Pisałam Wam już nie raz o tym, że człowiek musi mieć, co dać drugiej osobie, żeby móc coś jej dać. Musi kochać siebie, żeby móc pokochać kogoś innego. Musi mieć jakiś poziom zrozumienia dla samego siebie, żeby zechcieć wysłuchać i zrozumieć drugą osobę. Musi być wypoczęty i osięzadbany, by w czymkolwiek pomóc. Musi założyć tę maskę tlenową w samolocie, żeby nie stracić przytomności, zanim założy ją swojemu dziecku. Inaczej się nie da. Można co najwyżej zajechać się na śmierć.

Przestań wszystkim udowadniać…

… że nad wszystkim panujesz,

… że na wszystko masz czas,

… że zawsze wszystkim możesz pomóc,

… że nie potrzebujesz odpoczynku (czy też że odpoczniesz po śmierci),

… że jesteś taka wielozadaniowa,

… że masz taką wspaniałą karierę, która daje Ci poczucie szczęścia, mimo że nie lubisz tego, co robisz, a jedynie pieniądze, które spływają na konto,

… że zawsze jesteś w stanie wyglądać jak milion dolarów, mieć pozałatwiane wszystkie sprawy, mieć idealne i poukładane dzieci (mając przy tym zawsze dla nich czas), porządek w domu taki, że Perfekcyjna Pani Domu nie miałaby się do kogo przyczepić, wspaniałe życie towarzyskie, intelektualne i wszelakie,

… że jesteś najlepszą panią domu świata, najlepszą matką, najlepszą córką, największym altruistą itp.,

… że jesteś jakimś nadczłowiekiem. Albo nadkobietą. Kobiety z jakiegoś dziwnego powodu lubią udowadniać innym kobietom, że są od nich pod każdym względem lepsze.

jak znaleźć czas na przyjemności

Po pierwsze, wpędzisz ludzi w kompleksy (i też się zafiksują) – chociaż to akurat poniekąd ich sprawa i powinni zajmować się swoim życiem, a nie porównywać się do innych (zwłaszcza w oparciu o życie z instagrama ;)). Po drugie, siebie wpędzisz w chorobę. Psychiczną albo fizyczną. W manię jakąś. To trochę tak, jak z upartym chodzeniem na obcasach, gdy wiesz, że one Ci zupełnie nie służą. Gdy masz 20 lat będziesz superlaską, a gdy będziesz miała 50 – będziesz walczyć z halluksami, przejdziesz zabieg usuwający tego halluksa, a potem on Ci się odnowi, będą Cię bolały stopy i kostki. Czy 5 minut wyglądania jak laska jest warte cierpienia w przyszłości? Czy 10 minut popisu przed znajomymi albo co gorsza, jak w tym powiedzeniu, ludźmi, których nie lubisz albo nawet nie znasz, jest warte totalnego wyzucia? Sama sobie odpowiedz.

Zadanie #24 Zacznij robić to, co kochasz

jak znaleźć czas na przyjemności

Przestań myśleć o tym, czy to Ci przyniesie jakieś zyski. Czy staniesz się dzięki temu większą intelektualistką. Czy dzięki temu zrobisz coś dobrego dla innych albo dla świata. Odłóż te wszystkie korzyści na bok i po prostu pomyśl, co sprawia Ci przyjemność. Co sprawiało Ci przyjemność, gdy byłaś dzieckiem. Może to już przebrzmiało, ale chciałabyś wypróbować coś nowego? Próbuj! Nie każdy musi lubić to, co jest akurat na fali. Może kolorowanki to nie jest Twoja bajka, może lubisz zakopać się w powieściach, może w romansach. Może longboard Cię nie rusza, ale kochasz tradycyjne wyprawy na rower albo rolki. Lubisz gotować, ale nie przekonują Cię nowoczesne fit przepisy? Chrzań kulki mocy, rób serniki i makowce! Wsłuchaj się w siebie i w swoje potrzeby.

Jak zacząć robić, to co się lubi/kocha w kilku prostych krokach:

#1 Wsłuchaj się w siebie – jw.

Pomyśl, czy za robieniem czegoś bardzo tęsknisz. Czy jest jakaś rzecz, którą uwielbiasz robić, ale ostatnio robiłaś ją pół roku temu albo co gorsza kilka lat temu. Pomyśl, czy są rzeczy, do których się zmuszasz, bo „tak trzeba”. Może wcale nie trzeba? Może w miejsce tych niepotrzebnych wstawisz te, na myśl o których szybciej bije Ci serce? 🙂

#2 Wyłuskaj pół godziny

Zaplanuj je, wpisz do kalendarza, ustaw przypominacz. Nieważne, jak do tego tematu podejdziesz, zaplanuj i koniec. Przyjemności też trzeba planować.

#3 Zastrzeż innym domownikom…

… że to jest czas dla Ciebie i nie mają prawa Ci przeszkadzać. Twoje wypoczęcie i poczucie szczęścia bezpośrednio wpływa na relacje z członkami Twojej rodziny i innymi ludźmi. Powiedz im, że sami się przekonają. W pół godziny bez Ciebie nikt nie zginie. 🙂

#4 Mocno sobie postanów
#5 I mocno się tego postanowienia trzymaj

Pamiętaj, to jest tylko pół godziny. Doba ma ich 24, zdrowo jest spać 8, więc zostaje 16. Czyli 32 razy po pół godziny. Chyba możesz spędzić 1/32 swojego dnia na sprawienie sobie przyjemności? Ja myślę, że możesz. 🙂

Co lubicie robić? Co jest tą przyjemnością, o której wciąż zapominacie? Czy Wasze przyjemności z dzieciństwa są ciągle Waszymi przyjemnościami, czy wolicie odkrywać nowe? Dzielcie się w komentarzach. 🙂

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ostatnie teksty z tego cyklu:

  1. Zadbaj o związek
  2. Zaplanuj przeżycie
  3. Nastawienie do życia – masz na nie wpływ
  4. Załóż Dziennik Wdzięczności

Pozostałe znajdziesz w zakładce: 52 Tygodnie Pozytywności

Załóż Dziennik Wdzięczności | 52 Tygodnie Pozytywności

dziennik wdzięczności

Dziennik Wdzięczności prowadzę od niemal 2 lat z małymi przerwami, czyli dłużej niż prowadzę tego bloga! To całkiem ciekawe odkrycie. 🙂 Jestem absolutnie zachwycona efektami prowadzenia go. Jeśli chcecie dowiedzieć się, jak to na mnie działa, jak zacząć, jak prowadzić taki dziennik, to czytajcie dalej! 🙂

Skąd mi się to wzięło?

Jak większość wspaniałych rzeczy, które wprowadziłam do życia – od Mimi Ikonn. Preferuję metodę podkradania pomysłów innym ludziom, którzy żyją tak, jak chciałabym żyć ja. Mimi w dużej mierze spełnia to kryterium, więc ściągam od niej, co tylko mogę i wcale się tego nie wstydzę. Otóż Mimi wraz ze swoim mężem i przyjacielem, stworzyli „5 Minute Journal”, który można normalnie kupić przez internet, a w UK czy Kanadzie chyba nawet stacjonarnie.

Ich wersja polega na tym, że każda strona dzieli się na dwie części – poranną i wieczorną. Każdego dnia wita Was jakiś inspirujący cytat, po czym bierzecie się za wypełnianie rubryczki „I am grateful for…”, czyli za co  jestem wdzięczna/wdzieczny, a następnie „What would make today great”, czyli co sprawi, że dzisiejszy dzień będzie udany. Wpisujecie sobie też afirmację. Wieczorem z kolei wypisujecie 3 wspaniałe rzeczy, które Wam się przydarzyły danego dnia i pytacie siebie, co moglibyście jutro zrobić jeszcze lepiej. Możecie sobie obczaić na stronie, jak to wygląda 🙂

Modyfikacja

dziennik wdzięczności
Całkiem niezły cytat się trafił 🙂

Dziennik stworzyłam sobie sama (przejdę do tego później). Przez jakiś czas wypełniałam go w oryginalnej wersji, jednak uznałam, że nie do końca spełnia ona moje oczekiwania. Codzienne wypisywanie afirmacji, gdy mój mózg dopiero próbuje połączyć wszystkie kabelki, zupełnie do mnie nie trafia. Ale może rannym ptaszkom akurat dobrze się przysłuży? Postanowiłam wyrzucić tę formułkę ze swojego dziennika. Wieczorne postanawianie, co mogę zrobić lepiej kolejnego dnia, sprawiało, że myślałam tylko o tym, co zrobiłam danego dnia źle i cały dziennikowy trud szlag trafiał. To też wywaliłam. Co więc zostało? Święta trójca – poranna wdzięczność, planowanie wspaniałości na dany dzień i rozliczanie wspaniałości z danego dnia. To połączenie działa dla mnie idealnie.

Efekty

Są takie same, jak ogólnie przy wiedzeniu pozytywnego życia. Jestem szczęśliwsza, spokojniejsza. Więcej robię, niż wtedy, gdy tego dziennika nie prowadziłam. Bardziej wierzę w siebie i akceptuję siebie. Nie wybiegam niepotrzebnie w przyszłość, ani nie rozpamiętuję przeszłości. Skupiam się na miłych rzeczach i staram się planować kolejne miłe rzeczy (nie tylko obowiązki). Zapomniałam już, czym jest czarnowidztwo. Głęboko wierzę, że moje życie jest dobre i że dobre będzie. Nie wiem, na ile jest to zasługa samego prowadzenia dziennika, ale jestem pewna, że dość mocno się do tego przyczynił. Warto uzyskać takie efekty, prawda?

Zadanie #23 Załóż sobie własny Dziennik Wdzięczności

Albo chociaż prowadź go przez ten tydzień – od jutra do poniedziałku (na co tu czekać?). Możesz podjąć właśnie takie wyzwanie – teraz, w tej chwili, weź tyle kartek luzem, żeby Ci wyszło po 1 stronie A5 na jeden dzień. Najlepiej weź takie kartki, które już są z jednej strony zadrukowane – będzie bardziej eko! 😀 Po czym na każdej z tych stron wypisz następujące formułki: „Jestem wdzięczna/wdzięczny za…” i zostaw miejsce na wpisanie 3. rzeczy, „Co sprawi, że to będzie udany dzień?” i znów zostaw miejsce, „3 wspaniałe rzeczy z dziś” + miejsce na odpowiedź. Możesz sobie też znaleźć 7 inspirujących cytatów (może wybierzesz sobie moje niedzielno-kawowe z fanpage’a?) i wypisać je na szczycie każdej strony. Będzie to wyglądało mniej więcej tak:

dziennik wdzięczności
Dziennik wdzięczności z kartki z kalendarza 🙂 Upcycling pełną parą 🙂

Możesz też wziąć jakiś nieużywany, walający się po domu notes (kto takiego nie ma?), dowolnie go sobie upiększyć, coby się miło korzystało i wypisać formułki jw. Albo możesz nie upiększać. Ja nie upiększałam. 😉 Albo możesz kupić nowy, piękny notes. Ja w tej chwili korzystam z dziennika Reginy Brett, polecam, bardzo fajna sprawa. I odpada mi wymyślanie cytatów na każdy dzień! 😀

No i co teraz?

Teraz siadasz dziś wieczorem albo w ostateczności jutro rano i wypełniasz formułki. Zacznijmy od poranka. Za co jestem wdzięczna? Ja np. jestem wdzięczna za dobrobyt, za to, że mam za męża ukochanego, dobrego człowieka, za życie w kraju nieogarniętym wojną, za wolność słowa, za feminizm, za dach nad głową, za bloga i jego Czytelników (<3), za przyjaciółki, za bezpieczny powrót z podróży, za przyjście na świat ze sprawnymi kończynami. Nie bądź malkontentem, każdy z nas ma problemy, może trudną przeszłość, może musi się z kimś lub czymś użerać. Jeśli czytasz te słowa, to żyjesz w uprzywilejowanej części świata, uwierz. Podziękuj za to, że masz dostęp do internetu chociażby.

dziennik wdzięczności
Przykładowe wypełnienie dziennika

Co sprawi, że dzisiejszy dzień będzie udany? Tu odrzucamy natychmiast czynniki niezależne od nas – że ktoś coś dla nas zrobi, że pogoda będzie ładna i korków nie będzie. Do kosza z tym. Dzień będzie udany, bo pójdę na spacer. Bo pokonam wewnętrznego lenia i pójdę na pół godziny na rower, a jak będzie padało, to poćwiczę w domu. Bo napiszę tekst, który coś zmieni w życiu innych ludzi. Bo komuś w czymś pomogę. Bo zrobię sobie zdrowy obiad albo poczytam książkę.

A wieczorem pomyśl sobie o 3 wspaniałych rzeczach. Górnolotne słowo, myślisz sobie, nic WSPANIAŁEGO w moim życiu się nie wydarza. Nie? To może naucz się zwracać uwagę na drobne rzeczy. Ja się mega cieszę, gdy jest słoneczna pogoda, a po upałach cieszę się, że pada deszcz a zimą, gdy pada piękny, puchaty śnieg. Albo cieszę się, gdy dotrzymam jakiegoś postanowienia. Albo wyjdę w ciekawe miejsce. Albo gdy mąż pozmywa za mnie naczynia. Wszystko to jest miłe i zasługuje na miano wspaniałego. Nie tylko wygrana w totka i narodziny dziecka są wspaniałe w życiu.

W powtarzaniu siła!

To wszystko niesamowicie zmienia punkt widzenia i perspektywę. Pamiętaj, zawsze aspiruj do osób, które mają lepiej, ale się z nimi nie porównuj! Każdy z nas przechodzi swoją indywidualną drogę i życie każdego z nas ma sens. Jednak to my naszemu życiu nadajemy ten sens. Nikt za nas tego nie zrobi. Pozytywne nastawienie jest kluczem do nadania życiu sensu, a najlepszym narzędziem do uzyskania pozytywnego nastawienia jest nieustanne powtarzanie sobie, że mamy bardzo dobrze. Bo mamy.

Znacie jakieś inne narzędzia pomocne w uzyskaniu pozytywnego nastawienia? Dajcie znać, co myślicie o dzienniku! 🙂 A może już z czegoś podobnego korzystacie?

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ostatnie teksty z tego cyklu:

  1. Postaw na kontakt z naturą | 52 Tygodnie Pozytywności
  2. Zadbaj o związek | 52 Tygodnie Pozytywności
  3. Zaplanuj przeżycie | 52 Tygodnie Pozytywności
  4. Nastawienie do życia – masz na nie wpływ

Pozostałe znajdziesz w zakładce: 52 Tygodnie Pozytywności

Nastawienie do życia – masz na nie wpływ

pozytywne nastawienie

Każda z nas ma taką koleżankę, która zawsze jęczy, że jej życie jest beznadziejne, wszystko jest do niczego. Mimo że wystarczy szybkie spojrzenie na różne sfery jej życia i od razu dostrzega się, że no hej, ale chyba jednak nie masz tak źle.

Może któreś z Was samo tak się zachowuje. Ja wiem, to trudno przyznać, ale przyznanie się to pierwszy krok do polepszenia sytuacji. Nie będziemy rozmawiać o koleżankach. Będziemy rozmawiać o Tobie. A więc jeśli:

  • nieustannie narzekasz na: pogodę (i’m guilty, chociaż ja nie narzekam raczej na temperatury, raczej na zachmurzenie i ciśnienie), polityków (i’m guilty again), innych ludzi, którzy są wobec Ciebie nie fair, to, że ludzie nie doceniają demokracji (guilty as charged), że świadomość ekologiczna kuleje (no hejka), że Twój chłopak o Ciebie nie dba, że nie masz czasu na przyjemności, że Twoja praca jest niesatysfakcjonująca, a Twój szef to tyran, że kawa niedobra, a prąd za drogi, itd.,
  • myślisz, że nic Ci się nie udaje,
  • nic Ci się nie chce i stale prokrastynujesz,
  • boisz się przedsięwziąć cokolwiek, bo uważasz, że się do niczego nie nadajesz i na pewno nie dasz rady,
  • ciągle oceniasz innych ludzi, a jednocześnie obawiasz się oceny z ich strony (to jest bardzo, bardzo częste),
  • nie robisz nic, co mogłoby zmienić sytuację, którą uważasz za niesatysfakcjonującą i niesprawiedliwą,
  • nieustannie porównujesz się do innych ludzi (szczególnie tych, którzy mają od Ciebie „lepiej”),

to możesz być pewien/pewna, że problem negatywnego nastawienia dotyczy także Ciebie. Celowo pokazałam, że mnie po części ten problem także dotyczy – na niektóre rzeczy, np. na to, co wyprawia obecny rząd, nie potrafię nie psioczyć. Nie żeby jakoś często. Jednak jeśli mogę, to chętnie idę protestować. U mnie na samych narzekaniach się nie kończy. Chcę, żebyście zrozumieli, że w pozytywnym nastawieniu nie chodzi o to, żeby naiwnie powiedzieć sobie „och, tak, jest wspaniale” i żyć na jakimś różowym obłoczku, w którym nie zwraca się uwagi na pewne problemy, bo „przecież mnie to nie dotyczy”. To jest, moi Kochani, chowanie głowy w piasek. Chodzi raczej o to, by w końcu docenić to, co się ma, pogodzić się z tym, na co nie mamy wpływu (np. pogoda, korek) i zmieniać (lub chociaż starać się zmieniać) to, co nam nie pasuje, a na co mamy realny wpływ (np. pójście na protest, podpisywanie petycji, zmiana pracy, rzucenie studiów).

Aha, i jedno małe zastrzeżonko: narzekactwo to nie depresja. Depresja jest wtedy, gdy do tego stopnia nie masz chęci do życia, że nie dasz rady wstać z łóżka, ani ruszyć ani ręką, ani nogą. Nie myl negatywnego nastawienia z poważną chorobą.

Zadanie #22 Nastaw się pozytywnie

pozytywne nastawienie

Najlepiej zacząć od rana – wstań więc na tyle wcześnie, żeby nie wkurzać się, że nie zdążysz, zjeść w spokoju śniadanie i napić się aromatycznej kawy albo przejść przez wszystkie poranne rytuały, które nastawią Cię optymistycznie. Pomyśl o trzech rzeczach, za które jesteś wdzięczna/wdzięczny, a najlepiej je zapisz.

W ciągu dnia, kiedy tylko przyłapiesz się na bezproduktywnym narzekaniu, ocenianiu i krytykowaniu innych osób za ich plecami albo czarnowidztwie – doprowadź się do pionu. Przypomnij sobie poranne dziękowanie za to, że masz stałą pracę, dach nad głową, centralne ogrzewanie, wystarczająco dużo pieniędzy, by pozwolić sobie na małe przyjemności czy cokolwiek wtedy pomyślałaś/pomyślałeś.

Gdy wrócisz do domu z pracy (albo zakończysz pracę w domu), postaraj się podzielić się ze swoim partnerem lub innym domownikiem jedną fajną rzeczą, która spotkała Cię w ciągu tego dnia. Ja nieodmiennie ekscytuję się nowymi polubieniami na Facebooku, wysokimi statystykami czy wartościowymi komentarzami na blogu, za które naprawdę bardzo Wam dziękuję, bo sprawiają, że czuję, że warto!

Zrób dla siebie coś przyjemnego (co tylko lubisz – poczytaj, pokoloruj, idź na spacer, napisz coś w dzienniku, szydełkuj, poćwicz jogę, idź do restauracji, ugotuj coś pysznego, zjedz lody, zadzwoń do koleżanki, itp.) i nie mów, że nie możesz, bo pranie, bo musisz dokończyć coś do pracy, bo coś tam innego. Masz prawo mieć moment tylko dla siebie. Także wtedy, kiedy masz dzieci. Od czego się ma partnera, co? Albo dziadków? 🙂 Zwłaszcza, że wypoczęta żona i mama, to zadowolona żona i mama, więc wszyscy na tym skorzystają. [Ten akapit jest wyłącznie w rodzaju żeńskim, bo nie zauważyłam, żeby mężczyźni mieli problem z robieniem przyjemnych rzeczy wyłącznie dla odpoczynku.]

Wieczorem wygospodaruj czas na wieczorne rytuały. Znów podziękuj – tym razem za to, co przydarzyło Ci się tego dnia. Nie myśl o 150 rzeczach i o tym, czego nie udało Ci się dokonać. Pomyśl o trzech. W ten sposób ukoisz zszargane nerwy i uciszysz wewnętrznego krytyka, przez co łatwiej Ci się zaśnie – a dzięki temu zaczniesz kolejny dzień pełen/pełna nowej energii do działania.

Lista innych prostych rzeczy, które możesz zrobić, by nastawić się bardziej pozytywnie:

  • Uśmiechaj się do ludzi i mów im komplementy – ale też przyjmuj te skierowane w Twoją stronę, nie kryguj się 🙂
  • Wszelkie autokrytyczne myśli przekuj w pomysły, jak zmienić to, co Ci się w Tobie lub w Twojej pracy nie podoba.
  • Odetnij się od negatywnych ludzi!
  • Podejmuj nowe wyzwania, ale nie zgadzaj się na wszystko, nie bierz sobie za dużo na głowę.
  • Rób nowe rzeczy!
  • Jeśli spotka Cię coś nieprzyjemnego, potraktuj to jako lekcję. Wyciągnij z niej wnioski, a z kolejną tego typu sytuacją poradzisz sobie znacznie lepiej!
  • Nie myśl o swoich chorobach, nie biadol. Każdy z nas coś tam ma. Ja np. mam nadciśnienie w oczach i codziennie muszę pamiętać o zakraplaniu kropel. Nie widzę potrzeby, żeby każdej napotkanej osobie jęczeć, że to jest taka tragedia. Po prostu dbaj o swoje zdrowie, zdrowo jedz, ruszaj się i rób badania profilaktyczne. Nie zamartwiaj się na zapas.
  • Chodź na spacery po lesie, parku, łące, itp. Wpływ natury na nasze samopoczucie jest wciąż tak bardzo niedoceniany. Zmień to. 🙂
  • Zaakceptuj fakt, że ktoś może Cię nie lubić. Oczywiście, że są takie osoby i zawsze będą. Nie jest możliwe, żeby pasować wszystkim. 🙂
  • Dbaj o relacje z ważnymi dla Ciebie osobami. Ucz je pozytywnego myślenia <3

Powodzenia! Macie własne pomysły, jak podtrzymywać pozytywne nastawienie (zależne od nas)?

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ostatnie teksty z tego cyklu:

  1. Olej złote rady innych ludzi | 52 Tygodnie Pozytywności
  2. Postaw na kontakt z naturą | 52 Tygodnie Pozytywności
  3. Zadbaj o związek | 52 Tygodnie Pozytywności
  4. Zaplanuj przeżycie | 52 Tygodnie Pozytywności

Pozostałe znajdziesz w zakładce: 52 Tygodnie Pozytywności

Zaplanuj przeżycie | 52 Tygodnie Pozytywności

jak zaplanować przyjemności

Było już o planowaniu podróży, teraz czas na coś prostszego (lub trudniejszego, zależy jak do tego podejdziecie). Zainspirowana przeżyciowymi planami Edyty Zając, sama postanowiłam sobie takie stworzyć. Od lipca, a co!

Kiedyś już pisałam jak ważne jest robienie nowych rzeczy. [Kliknijcie sobie w link, a będziecie mieć doskonały kontekst dla tego – dość krótkiego – tekstu.] Wszyscy wiedzą, że trzeba podejmować różnorodne aktywności w związku, żeby nie wiało nudą. Dlaczego więc nie wszyscy wiedzą, że z samej/samemu sobie też trzeba trochę życie urozmaicić? Powodów, dla których warto jest mnóstwo:

  • można złapać trochę oddechu po ciężkim dniu,
  • odnowić kontakt ze swoim wewnętrznym dzieckiem (obudzić w sobie radość i ekscytację z powodu odkrywania nowości),
  • odnowić kontakt z naturą,
  • poprawić swoją kondycję fizyczną lub intelektualną (albo i duchową),
  • odkryć coś, co okaże się naszą pasją (albo po prostu będzie nam sprawiać przyjemność),
  • „odkurzyć” coś, co robiło się jako dziecko i przestało się to robić, bo teraz trzeba zachowywać się jak dorosły,
  • albo np. odkryć świetne miejsce z jedzeniem/kawą/piwem/doskonałym widokiem/spotkać doskonałą manikiurzystkę etc., do którego/której będzie się chciało wracać.

Zadanie #21 Stwórz listę przeżyć na lipiec – albo chociaż zaplanuj jedno, które na pewno przeżyjesz

jak zaplanować przyjemności

No to mamy oczko! Ktoś z moich Czytelników ma tyle lat? Przyznawać się! 🙂 Co oznacza, że jesteśmy już prawie w połowie drogi! Co z kolei oznacza, że zaraz będzie jesień. Ale spokojnie, jesień też jest fajna. Póki co jednak cieszmy się latem! <3

Wypisałam dla Was mnóstwo przykładowych przeżyć. To naprawdę nie muszą być nie wiadomo, jakie wyzwania. Warunek dla przeżycia jest taki, że ma ono robić dla Ciebie coś dobrego. Jeśli więc czujesz presję, żeby coś zrobić, to… to się nie kwalifikuje. Zrób coś, na co po prostu masz ochotę. Jak dziecko. Jeśli oznacza to zjedzenie niezdrowych, przesłodzonych lodów, które kojarzą Ci się z dzieciństwem, to je zjedz. 🙂 Jak to się pięknie mówi – nie urodziłaś/nie urodziłeś się tylko po to, żeby chodzić do pracy, płacić rachunki i umrzeć. Nope, nope, nope. Nie czuj się też zobowiązana/zobowiązany, by z mojej listy cokolwiek wybrać. Może Ciebie kręcą zupełnie inne rzeczy. 🙂

Pomysły przeżyć:

  • piknik nad rzeką lub w parku,
  • pomoczenie nóg w wodzie (rzece, oceanie, morzu, strumyku, jeziorze),
  • pedicure i manicure z prawdziwego zdarzenia (w domu albo w salonie),
  • kino pod chmurką/maraton z ulubionymi filmami na deszczowy dzień,
  • wypróbuj jakiś ekologiczny sposób na utrzymanie domu (lub siebie) w czystości (proszek do prania, domowe mydło, sprzątanie z wykorzystaniem sody lub octu),
  • metamorfoza balkonu/parapetu/pokoju/itp.,
  • Twoja własna metamorfoza (może oddasz 25 cm włosów na Fundację Rak’n’Roll?),
  • spacer po lesie,
  • wypróbowanie nowego przepisu z użyciem sezonowych warzyw i owoców (może jagodowe muffinki? albo domowe lody?),
  • nowe pomysły na śniadania (choćby i kupno lepszego, zdrowszego pieczywa),
  • nowe pomysły na kolacje (lato sprzyja sałatkom!),
  • wypróbuj jogę (jest mnóstwo zajęć na świeżym powietrzu!),
  • spróbuj ciekawego drinka skomponowanego pod Twój nastrój albo napij się dobrego piwa,
  • zobacz wschód i zachód słońca nad wodą,
  • posłuchaj ciekawego podcastu,
  • przetestuj aplikacje do ćwiczenia umysłu,
  • przesiądź się na rower,
  • wypróbuj nową knajpę (najlepiej taką, która ma ogródek)
  • idź na degustację wina,
  • odkryj nowe miejsce w swoim mieście.

Wybierz sobie maksymalnie 10, żeby nie przeholować na samym początku. Nawet jedno to już coś. I pamiętaj, że to nie są Twoje obowiązki. To są rzeczy, które chcesz zrobić! Trzymam za Ciebie kciuczki! <3

Praktykowałyście/praktykowaliście już kiedyś listę przeżyć? Ja sama doskonale wiem, że to bardzo dobrze człowiekowi robi – dlatego robię sobie plany na weekendy, choć czasem rezygnuję z nich, żeby pozwolić sobie na nicnierobienie. Podzielcie się swoimi planami – chętnie się nimi zainspiruję (a może też podpowiecie kolejnym Czytelnikom i Czytelniczkom). 🙂

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ostatnie teksty z tego cyklu:

  1. Kochaj swoje ciało
  2. Olej złote rady innych ludzi
  3. Postaw na kontakt z naturą
  4. Zadbaj o związek

Pozostałe znajdziesz w zakładce: 52 Tygodnie Pozytywności

Zadbaj o związek | 52 Tygodnie Pozytywności

jak zadbać o związek

Jestem ostatnią osobą na świecie, która powie Wam, że stan wolny uniemożliwia automatycznie szczęśliwe życie. Zawsze będę twierdzić, że mój najważniejszy i najtrudniejszy związek, to związek ze mną samą. Jednak nigdy nie powiem, że związki z innymi ludźmi są niepotrzebne. Pustelniczego życia nie rozumiem zupełnie i go sobie nie wyobrażam. Dlatego też obowiązkowo umieszczam taki oto wątek w moim rocznym wyzwaniu.

Aha, i zanim stąd uciekniecie, bo jesteście „samotni” i ten tekst nie jest dla Was – poczekajcie chwilę. Czy związki mogą być tylko romantyczne/seksualne? No chyba nie. 🙂

Gruby temat, ja wiem. Jeden tekst nie wystarczy. Od ponad roku na blogu mam dwa teksty poświęcone podstawowym zasadom tworzenia związków romantycznych – cz. I i cz. II. No ale jak to, w ogóle jak to? Romantyczne i planowanie jakieś w ogóle? Jakieś zasady? Ano tak to. To tylko pozornie tworzy sprzeczność. Jeżeli chcecie stworzyć udany, wieloletni związek, to ten związek nie może się opierać na stereotypach płciowych albo oczekiwaniu, że druga strona wszystkiego się domyśli. Dobry związek, to zrównoważony związek. Taki, który przechodzi przez różne fazy. Owszem, zaczyna od fascynacji i ubóstwiania, ale później w naturalny sposób przechodzi do codzienności, przyjaźni i wspólnego planowania przyszłości.

Kończę w tej chwili czytać „Małe życie” i znalazłam tam fragment, w którym wspominana jest scena ze spektaklu: „SETH: Ale czy nie rozumiesz, Amy? Jesteś w błędzie. Związki nigdy nie dostarczają nam wszystkiego. Dostarczają nam niektórych rzeczy. Masz pełną listę rzeczy, których oczekujesz od drugiej osoby – zgrania seksualnego, powiedzmy, albo dobrej rozmowy, albo wsparcia finansowego, albo odpowiedniego poziomu intelektualnego, albo miłego usposobienia, albo lojalności – i wolno Ci wybrać trzy z tych rzeczy. Trzy i koniec. Może cztery, jeśli masz szczęście (…) Jeśli będziesz się upierała znaleźć wszystko, skończysz z niczym”.

Powieść podoba mi się jako całość bardzo, ale z tym fragmentem kompletnie się nie zgadzam. Zaczęłam liczyć i jakimś trafem wyszło mi tego całkiem sporo. Ok, nie można oczekiwać, że istnieje na świecie ktoś, kto spełni wszystkie nasze oczekiwania, bo i my raczej nie spełniamy oczekiwań nikogo innego – a czasem nawet i swoich własnych. Jednak naprawdę da się znaleźć kogoś, czyje wady będziemy w stanie zaakceptować, kto będzie na naszym poziomie intelektualnym, będzie lojalny, pomocny i jaki tam jeszcze jest Wasz wzór. Nie jestem zwolenniczką tego księżniczkowego mitu, ale z jednym się zgadzam – naprawdę, nie decydujcie się na związek z kimś, bo myślicie, że nikogo lepszego nie znajdziecie.

jak zadbać o związek

A teraz do sedna. Poważny związek to nie jest spijanie sobie z dzióbków i nieustanny miłosny haj. Związki naprawdę się robi. Związki to ciężka harówka. Związki to czasami płacz i zgrzytanie zębami. Ale i w związkach działa zasada „jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz”. Związki to akceptacja tego, że ludzie się zmieniają, że ani ja, ani mój partner nie zostaniemy na zawsze w tym samym miejscu. I dobrze. Związki to akceptacja integralności drugiej osoby. A przede wszystkim – związki to nieustająca nauka o samej/samym sobie i o swoim partnerze.

Podstawowe zasady w związku romantycznym:

  • dbajcie o siebie same/samych (zachowajcie przestrzeń dla siebie i pozwólcie ją zachować swojemu partnerowi/partnerce),
  • dbajcie o siebie wzajemnie (celebrujcie wspólny czas),
  • (w miarę) na początku związku ustalcie, jakie są Wasze wizje przyszłości i czy mają jakieś części wspólne, czy za bardzo się nie rozłażą (dzieci, miejsce zamieszkania, typ mieszkania, wychowanie dzieci, religia, spędzanie wolnego czasu, stosunek do podróży, stosunek do pieniędzy itp.),
  • zapomnijcie o stereotypach płciowych (że kobieta jest uległa, że facet nie może płakać, że kobiety są bardziej cierpliwe, że mężczyźni są bardziej inteligentni)
  • nauczcie się rozmawiać, argumentować, nie fochać się, dochodzić do kompromisów,
  • ufajcie sobie i szanujcie się, szanujcie prawo drugiej osoby do mówienia „nie” i nie doszukujcie się w tym nie wiadomo czego,
  • nauczcie się doceniać codzienność i zwyczajność,
  • ale pozwalajcie sobie czasem na wspólne szaleństwa,
  • zadawajcie sobie wzajemnie pytania, interesujcie się sobą,
  • mówcie sobie wzajemnie miłe rzeczy i róbcie dla siebie wzajemnie miłe rzeczy
  • i doceniajcie się wzajemnie.

Związana/związany jesteś nie tylko z małżonkiem – a przyjaźń, a rodzina, to co?

Ostatnio pewna osoba zaskoczyła mnie tym, że nie zgadza się, jakoby między przyjaźnią a związkiem romantycznym jedyną różnicą jest seks. No zaraz, a nie jest? Pomijając związki aseksualne, a jednak romantyczne, czy jakiekolwiek zabawy w nazewnictwo, to przecież tak właśnie jest. Przecież mój Mąż jest moim najlepszym przyjacielem. Ale mam też przyjaciółkę, z którą może nie łączy mnie wspólne mieszkanie, wspólne planowanie życia i płacenie rachunków, ale na poziomie relacji – takiej po prostu relacji emocjonalnej – to czym miałby się różnić mój związek z nim od mojego związku z nią? Chyba zostawię Wam to do przemyślenia.

jak zadbać o związek

W każdym razie w życiu potrzebne są nam także inne związki. Niezależnie od tego, czy macie partnera życiowego, czy nie. Jeśli nie macie – potrzebujecie wsparcia, kogoś do pogadania itd. Jeśli macie – potrzebujecie dystansu. Nie można zamykać się tylko na jedną osobę. Albo tylko na kilka osób i tkwić w mikroklimacie swojej mini-rodziny (rodzice-dzieci). Takie zamykanie się tworzy wyniszczające dla wszystkich relacje bluszczowe. Nie róbcie tego. Dobra, teraz trochę się otworzę i powiem Wam coś bardziej osobistego. Zawsze marzyłam o rodzinnych świętach. Takich rodzinnych z ciociami, wujkami, babciami i całą gromadą ludzi. W mojej rodzinie takie święta skończyły się z różnych powodów, gdy byłam kilkulatką. Teraz może nie jestem zwolenniczką świąt samych w sobie, ale na pewno jestem zwolenniczką rodzinnych zjazdów. I zawsze w swoim życiu będę dążyć do tego, żeby tych ludzi gromadzić, bo to tworzy ciepłe relacje.

Tyle że dla mnie rodzina to nie tylko rodzina „z krwi”. Z niejedną osobą spoza niej mam o wiele bliższe relacje. Może jako jedynaczka po prostu bardzo je sobie cenię, bo to dla mnie taka rodzina z wyboru. A wiadomo, że jak coś jest z wyboru, to nieco inaczej się do tego podchodzi. Dlatego celebrujcie wszystkie swoje związki. Nie tylko rodzinę z krwi lub powinowactwa, ale też te ze swoimi przyjaciółmi. W ostatnich linkach miesiąca dawałam Wam link do wywiadu z WO, w którym padło zdanie, że prawdopodobnie w przyszłości będziemy adoptować swoich przyjaciół. Zachwyca mnie to.

Zadanie #20 Zaplanuj, jak zadbasz w tym tygodniu o swoje związki

I teraz tak – opcji macie do wyboru, do koloru. Co innego dla początkujących, co innego dla starych związkowych wyjadaczy. Na początek proponuję coś, co możecie zrobić w związkach z rodziną lub przyjaciółmi (poza małżonkiem):

  • odezwij się do kogoś, do kogo dawno się nie odzywałaś/odzywałeś, a zależy Ci na tej osobie (to łatwo sprawdzić na czatowych aplikacjach ;)),
  • zaproś swojego przyjaciela/ swoją przyjaciółkę do siebie do domu – na kawę, na wino, na piwo, na kolację (rzadko to robimy, szczególnie w dużych miastach)
  • wyjdźcie razem do kina, do teatru, na spacer,
  • każdego dnia odezwij się do bliskiej Ci osoby,
  • zadzwoń do dziadka/babci/cioci/wujka/siostry/brata,
  • napisz list do ważnej dla Ciebie osoby, która mieszka daleko,
  • zaplanuj sobie to wszystko.

jak zadbać o związek

A teraz coś dla relacji romantycznych:

  • przeczytaj związkową książkę; ja polecam „Gdyby Budda się ożenił” Charlotte Kasl i „Ścieżkę miłości” Don Miguela Ruiza i zastosuj się do nowych dla Ciebie zasad,
  • wypisz sobie dobre rzeczy, które robi dla Ciebie Twój partner/ Twoja partnerka, wybierz jedną i podziękuj mu za nią,
  • zrób coś za swojego partnera/ swoją partnerkę (coś małego, np. wynieś śmieci albo pozmywaj),
  • zrób partnerowi/partnerce niespodziankę i kup mu/jej coś, na co było mu szkoda pieniędzy albo zabierz ją/go do restauracji, do której dawno chciał/chciała iść,
  • przeprowadź poważną rozmowę, którą długo odkładaliście,
  • codziennie okazuj jej/mu czułość – przytulaj, całuj, trzymaj za ręce 🙂
  • zaplanuj to wszystko, ale jeśli przyjdzie Ci do głowy zrobić coś spontanicznie – jak najbardziej, zrób to,
  • obejrzyj sobie ten filmik albo nawet namów partnera do wspólnego go obejrzenia (długi jest, więc zarezerwujcie sobie ten czas):

To co? Robimy? 🙂 A jakie Wy macie sposoby na udane związki? Te romantyczne i te przyjacielskie?

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ostatnie teksty z tego cyklu:

  1. Kup coś, co dawno za Tobą chodzi
  2. Kochaj swoje ciało
  3. Olej złote rady innych ludzi
  4. Postaw na kontakt z naturą

Pozostałe znajdziesz w zakładce: 52 Tygodnie Pozytywności

Postaw na kontakt z naturą | 52 Tygodnie Pozytywności

korzyści z kontaktu z naturą

Opowiem Wam bajkę, jak natura korzystnie wpływa na człowieka. A nie, zaraz, to nie bajka – to gołe fakty. 🙂 Zachęcam Was do samodzielnego researchu po źródłach naukowych – medycznych i psychologicznych – choć moim zdaniem korzyści z przebywania w otoczeniu natury są oczywiste. 🙂

Był już tekst o tym, jak się ukulturalnić, a więc nadszedł czas na tekst o tym, jak się zanurzyć w naturze. Kiedyś na studiach czytałam tekst o tym, jak to mężczyźni są bardziej związani z kulturą, a kobiety z naturą. Nie dajmy się temu! 😀 Korzystajmy ze wszystkich dobrodziejstw naszego świata, niezależnie od płci.

Co daje kontakt z naturą?

Dodaje energii

Podobno nawet jest lepszy niż kawa! 🙂 Nie namawiam Was wcale do rezygnacji z kawy, bo ona również ma swoje zalety, ale spróbujcie przekonać się czy nie ożywi Was mały spacerek po pobliskim parku. Psycholog Richard Ryan przeprowadził kilka eksperymentów, na podstawie których stwierdził, że nawet 20 minut dziennego obcowania z naturą, wpływa na znaczny przypływ witalności.

Uspokaja i odstresowuje

Wystarczy już kilka minut, żeby poczuć odprężenie. Zieleń działa na człowieka niesamowicie uspokajająco. Nie mówiąc już o śpiewie ptaków czy szumie drzew albo wody. Może wydać się Wam to niesamowite, ale przebywanie w otoczeniu przyrody obniża puls, ciśnienie krwi i poziom kortyzolu. No i co, nie warto być eko? 😀

Uszczęśliwia

korzyści z kontaktu z naturą

Nawet krótki spacer, to idealne lekarstwo na zły humor. Ja jestem bardzo zależna od uwarunkowań zewnętrznych. Zła pogoda bardzo obniża mój nastrój i tylko coś ekscytującego może ten nastrój poprawić. Albo czekolada. No ale jak już pogoda jest dobra – nie mówię, że idealna – to z każdą chwilą spędzoną w parku, w lesie albo nad wodą, jestem coraz bardziej zadowolona z życia. Jak za dotknięciem magicznej różdżki!

Prowokuje do ruchu

Nie wiem, jak Wy, ale ja, gdy już wybieram się w miejsce bardziej naturalne niż blokowisko lub centrum miasta, to nagle dostaję powera i wcale nie chcę siedzieć. Chcę iść, i iść, i odkrywać kolejne piękne zakątki. Ale w sumie na mnie piękne miasta też tak działają. Jednak zdecydowanie korzystniejsze dla zdrowia jest spacerowanie wśród drzew. M. in. dlatego, że to…

Natlenia

Wiadomo, że drzewka produkują tlen i filtrują różne paskudztwa z powietrza, a więc, im więcej drzewek, tym fajniejsze powietrze. A jeszcze jak do tego dodacie nadmorskie nasycenie jodem, to macie przecudowne prozdrowotne kombo. A jak się mózg natleni, to lepiej myśli – to już są całkiem konkretne korzyści!

Uzupełnia zapasy witaminy D

korzyści z kontaktu z naturą

Do tego wystarczy 15-20 minut dziennego przebywania na słońcu (oczywiście w sezonie wiosenno-letnim) z odkrytymi dłońmi i twarzą, ale im więcej tym lepiej. He he, ale nie przesadzajcie z tym odsłanianiem, bo jeszcze Was aresztują i będzie na mnie. 😉

Daje poczucie jedności ze światem

Zanim zaczniecie się śmiać, pomyślcie, że przecież wszyscy jesteśmy częścią świata, a styczność z siłą natury uświadamia, jak mali – a jednocześnie jak wielcy – jesteśmy. Warto sobie nad tym podumać. 🙂

Zadanie #19 Poświęć przynajmniej 20 minut dziennie na wybraną formę kontaktu z naturą

A w weekend nawet dłużej. Najbliższy weekend bardzo temu sprzyja. 🙂 Jeśli jeszcze nie macie na niego planów, to może wybierzecie się gdzieś za miasto? Nie musi być daleko. Polska pod tym względem jest cudownym krajem – nie trzeba daleko szukać, żeby znaleźć zachwycającą dziką przyrodę.

Pomysły na kontakt z naturą:

W mieście:

#1 Spacer po pobliskim parku lub/i przycupnięcie na ławce

#2 Piknik w parku i chodzenie boso po trawie (tylko uwaga na kleszcze; podobno nie lubią mięty, może posmarujcie skórę czymś miętowym)

#3 Spacer lub odpoczynek nad wodą, jeśli jakąś macie w okolicy (tak, Wisła się liczy)

#4 Spacer po lesie (nie zaszkodzi przytulić się do drzewa albo zatrzymać się, żeby poobserwować ptaki)

korzyści z kontaktu z naturą

#5 Rośliny doniczkowe w domu lub balkonowy ogródek

Poza miastem:

#6 Wypad nad jezioro lub rzekę – najlepiej do jakiejś agroturystyki

korzyści z kontaktu z naturą

I korzystanie z wszelkich atrakcji – spacerów, rowerów, pływania, jagodo- i grzybobrania 🙂

#7 Wypad na działkę

Niezawodny sposób Polaków na wyciszenie (ale też imprezowanie). Działka za miastem! Fajnie jest i podłubać się w ziemi, i pogrillować (tylko nie używajcie tej syfnej, śmierdzącej podpałki, bardzo Was proszę, oraz postarajcie się używać wielorazowych naczyń i sztućców) czy poogniskować, i pograć w badmintona. A nawet popluskać się z dziećmi w nadmuchiwanym basenie. 🙂

#8 Przejażdżka rowerowa przez okoliczne wsie i małe miejscowości poza Wasze miasto

#9 Spływ kajakowy

Spływ to duże słowo, ale chodzi mi po prostu o wyprawę przy użyciu kajaka. 🙂 Może być łódka, może być rower wodny. Czasami takie atrakcje oferowane są też w dużych miastach, więc rozglądajcie się!

#10 Wyjazd nad morze

Jod, jod i jeszcze raz jod!

#11 Wyprawa w góry

korzyści z kontaktu z naturą

Tak, Bieszczady też mogą być. 🙂

To jakie macie plany na najbliższy weekend? I jakie są Wasze ulubione sposoby na spędzanie czasu na łonie natury? 🙂

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ostatnie teksty z tego cyklu:

  1. Nie rób z siebie męczennika
  2. Kup coś, co dawno za Tobą chodzi
  3. Kochaj swoje ciało
  4. Olej złote rady innych ludzi

Pozostałe znajdziesz w zakładce: 52 Tygodnie Pozytywności

A na gorszą pogodę: 10+ filmów, dzięki którym poczujesz się lepiej