cała prawda o pierwszym trymestrze

Na social mediach już się zdradziłam, ale być może dla kogoś jeszcze będzie nowiną to, że do końca stycznia będę przed sobą nosić swój ogromny bebzun. 😉 Z góry ostrzegam, że będę się z nim również obnosić, gdy będę miała na to ochotę, więc jeśli ktoś nie jest zainteresowany, to wiadomo – niech sobie takie teksty, zdjęcia czy wpisy na SM pominie. Jak to Segritta ładnie powiedziała, gdy ktoś ją z oburzeniem odfollowował, bo dostała „odpieluszkowego zapalenia mózgu” – bloger pisze o tym, co go akurat interesuje. A trudno od kobiety w ciąży czy świeżo upieczonej mamy wymagać, żeby nie interesowała się swoim nowym, dziwnym stanem czy stanem swojego maluszka.

No dobra, ostrzeżenie było, to ja już może przejdę do sedna

Jeśli myślisz o zajściu w ciążę, starasz się już o dziecko albo właśnie się dowiedziałaś, że jesteś w ciąży (będę pisała w formie do kobiet, ale myślę, że przyszli tatowie również na przeczytaniu tego tekstu skorzystają – nie zniechęcajcie się zatem formą), to pewnie masz jakieś podejrzenia, jak to będzie wyglądać. Będzie Ci ciężko, bo będziesz miała ciężki brzuch i przesunięty środek ciężkości, będą Cię bolały plecy, a w pierwszym trymestrze będzie Ci trochę niedobrze rano (he he, rano, ale do tego przejdziemy później), ale generalnie świetnie dasz sobie ze wszystkim radę. No i ok, są ciąże, które kobiety przechodzą bardzo dobrze od początku do końca (pomijając problemy związane z niewygodą), ale one stanowią mniejszość i najczęściej dotyczą ciąż kolejnych. Opowiem Wam więc po prostu, jak to u mnie wyglądało jeszcze do niedawna i dlaczego to wcale nie jest proste być w ciąży i wrzucać na bloga teksty 2 razy w tygodniu.

cała prawda o pierwszym trymestrze

Jak wyglądał u mnie pierwszy trymestr ciąży?

(a zarazem jak może – ale nie musi – on wyglądać u Ciebie)

  1. Na samym początku jest spoko, normalnie, pomijając fakt, że mam zwariowany organizm, bo moje biodra automatycznie poszerzyły się tak, że będąc w 5 tygodniu ciąży (praktycznie w 3, to liczenie też jest dzikie) musiałam kupić spodnie ciążowe. Ktoś jeszcze tak miał?
  2. No i zmęczenie. Myślałam, że to przez przeprowadzkę. Dobrze, że na wszelki wypadek nie nosiłam ciężkich pudeł. To właściwie był mój pierwszy symptom, bo pojawił się jeszcze przed wykonaniem testu ciążowego, biodra poszerzyły się po.
  3. Później takie śmieszne objawy: metaliczny posmak w ustach (jak gdybym żarła miedziaki) i wzmożone wydzielanie śliny. Ten ślinotok to mi jeszcze został, czuję się trochę jak niemowlę.
  4. I nagle zaczyna się robić dziwnie. Przestaje mi smakować jedzenie, które normalnie mi smakowało bardzo (o zgrozo, np. hummus). Zaczyna mi się robić niedobrze po wypiciu porannej wody z cytryną. O o. A już myślałam, że mnie to ominie… I tu muszę Wam powiedzieć, że nie kierujcie się tym, jak ciążę przeżywały Wasze mamy. Moja twierdzi, że jej ciąża była cudowna. No, mojej początki nie były. Poza tym biust trochę mi urósł, ale bardziej tak, że mi wypełnił nie do końca wypełniony stanik, a nie tak, że musiałam natychmiast kupić większy rozmiar. Pojawiły się widoczne niebieskie żyły na całym ciele.
  5. Robię sobie test ciążowy z krwi (beta-HCG), żeby upewnić się, że domowy test ciążowy mnie nie okłamał. Poziom tego hormonu w górnej granicy normy. Pojawia się przerażenie: o nie, a jak to są bliźniaki? Przecież ja sobie nie dam rady z bliźniakami! [Bo wysoki poziom HCG może oznaczać ciążę mnogą.] Zaczynam szukać na jakichś forach i napotykam tam mamuśki, które kobiety, które bały się, że będą miały bliźnięta, wyzywają od wyrodnych matek.
  6. Rezygnuję z czytania forów.
  7. 8-9 (i aż do końca 10) tydzień. Rozpacz. Nie piję już wody z cytryną, nie jestem w stanie otworzyć lodówki bez odruchu wymiotnego. W związku z czym rano, w łóżku, jem migdały i morele, po czym zjadam śniadanie, które przygotował mi Mąż. Leżę w łóżku do 15-16 albo nawet do wieczora i oglądam wszystko po kolei. Nawet w końcu obejrzałam Kopciuszka po angielsku. Poszedł cały House, Harry, ulubione bajki, nowe bajki, nowe seriale o brytyjskich władcach i władczyniach… Okropnie było. Nie miało to nic wspólnego z błogim lenistwem. Na obiad jadłam mrożoną pizzę, na myśl o której w tym momencie robi mi się niedobrze, a wówczas było to jedyne, co byłam w stanie przełknąć. Nie dawałam rady sprzątać w domu, więc mój Mąż przychodził do domu po pracy i sprzątał, jeśli był na to czas, jeśli nie – było brudno. Miałam to gdzieś, a to jest do mnie bardzo niepodobne. Żeby nie zrobiło mi się niedobrze, jadłam herbatniki, ciastka, kisiel, płatki śniadaniowe albo wafle ryżowe. Zdrowa dieta. 😉 Nie dawałam rady myśleć, pisać, nie chciałam z nikim się widzieć, bo musiałabym się przygotować. Odstręczała mnie woda do picia, odstręczało mnie mycie się. Serio, prysznic. A z myciem głowy to już była tragedia. Nie zwymiotowałam ani razu, ale było mi okropnie niedobrze przynajmniej do godziny 17, a czasem cały dzień. Jeśli tak masz, pociesz się tym, że to podobno oznacza, że wszystko rozwija się prawidłowo 🙂
  8. W 11 tygodniu chwilowa, lekka poprawa, bo wyjazd i może lepsze, inne powietrze, otwarte przestrzenie (dom, podwórko, dużo chodzenia między domami). Po powrocie do Warszawy znów miałam regres, ale w okolicy 12 tygodnia zaczęłam naprawdę dochodzić do siebie. Zaczęło mi smakować jedzenie, przestało mi wszystko śmierdzieć (choć ciągle mam nieco bardziej wyczulony węch), zaczęłam robić sobie sama jedzenie, pić wodę i kawę (jakby co, to można do 200 mg kofeiny dziennie). Zaczęłam też mieć jakieś dzikie zachcianki. Kto mówi, że to mit, to chyba sam ich nie miał. Ja oczywiście wcale nie uważam, że zawsze należy je spełniać, za to jestem pewna, że to nie jest żaden mit.
  9. Ale ciągle wszystkiego zapominam. Zawsze byłam taka dumna, że o wszystkim pamiętam, o rachunkach, o tym, co mi Mąż mówił, a co ja jemu, jaki mam zasób słownictwa. Tia. Myślę, że obecnie byłabym zdolna, żeby zapomnieć słowa „kamienica” na przykład, chociaż większe problemy mam z czasownikami i przymiotnikami.
  10. A psychologicznie to mam tak, że statystycznie częściej płaczę, ale raczej ze wzruszenia niż smutku, złości czy marudzenia. Ale wcześniej specjalnie często nie płakałam, więc nie wiem, czy to się liczy. Raz popłakałam się nie wiedząc, czemu płaczę, to akurat było dosyć zabawne. Nie odczuwam też na razie ogromnej więzi* z zawartością mojego brzuszka, chociaż odczuwam potrzebę chronienia go/jej, a USG ruszają mnie bardzo, a jak usłyszałam serduszko, to o mało się nie popłakałam. Niesamowity moment, nie do opisania. I jeszcze jak Wam lekarz powie, że przezierność karku jest w normie i z dumą oświadczy „zdrowe dziecko!”, to wszystkie nerwy rozpływają się w nicość. 🙂 Zatem jeżeli nie odczuwacie na początku jakiejś ogromnej miłości do Waszej małej fasoli, to zapewniam Was, że jesteście zupełnie normalne. Podejrzewam, że to się zmieni, jak poznam płeć i zacznę czuć jakieś kopniaki, wtedy ten mały alien stanie się bardziej ludzki po prostu. 😉

*Ale dziś miałam taką myśl, że jak alien pojawi się na świecie i przestanie być alienem, to prawdopodobnie wszystkie problemy, które wydawało mi się, że mam staną się nagle błahe, bo będę miała ważniejsze rzeczy na głowie. I jak widzę te maluszki, których mamy je karmią albo całują ich stópki i starsze dzieci, przewieszone na boku człowieka jak małpki, to po prostu, tak zwyczajnie, nie mogę się doczekać.

Inne wczesne objawy ciążowe, których ja akurat nie miałam:

  • częstsze chodzenie do łazienki na sikanie -> podobno jeśli ktoś wcześniej i tak chodził często, to na początku ciąży raczej nie będzie chodził częściej,
  • zatwardzenie -> jeśli masz, to jedz więcej błonnika – suszone owoce są super, bo zawierają także żelazo, no i dobrze wchodzą, nawet jeśli źle się czujesz,
  • zgaga -> może jej nie miałam, bo mam dobre nawyki żywieniowe, ale może do mnie wróci; poradź się lekarza, co zrobić, gdy pojawi się zgaga,
  • wymioty -> jeśli bardzo Ci dokuczają, to zapytaj swojego lekarza prowadzącego o suplement diety.

Moje rady na ten początkowy okres ciąży?

cała prawda o pierwszym trymestrze

  1. Bierz kwas foliowy lub jego aktywną formę już kilka miesięcy przed porzuceniem antykoncepcji. Nie chcesz ryzykować poważnych wad u swojego dziecka, bo nie chciało Ci się brać codziennie małej tableteczki, prawda? A ok. 9-10 tygodnia idź do lekarza (lub wcześniej, jeśli chcesz), niech zrobi Ci cytologię, da skierowanie na badania krwi, moczu i USG. Nie olewaj tego, bo się źle czujesz.
  2. Zacznij nosić bawełniane gacie i zrezygnuj z wkładek, jeśli do tej pory tego nie zrobiłaś. To jest ten moment. 😉 Zrezygnuj też z potencjalnie niebezpiecznych kosmetyków (np. z kwasem salicylowym) czy leków.
  3. Niedobrze Ci od samego rana? Po przebudzeniu zjedz garść migdałów i kilka suszonych moreli. Nie myj zębów będąc na czczo i generalnie przez ten pierwszy, trudny okres, nie kultywuj nawyków sprzed ciąży, jeśli wzmagają Twoje nudności, choćby nie wiem, jak zdrowe były.
  4. Niech ktoś Ci zrobi kanapkę rano, czy co tam jesteś w stanie zjeść porządniejszego niż herbatniki. Ale miej herbatniki na wszelki wypadek. Czy tam jakieś inne bezsmakowe jedzenie.
  5. Jeśli obrzydza Cię woda, dodawaj do niej kostki lodu. Ale pij ją!
  6. Jeśli musisz wyjść z domu, miej ze sobą miętówki. W ogóle miej miętówki. Takie landrynki normalne. Cukier, ja wiem, ale odkryłam, że one bardziej mi pomagają niż guma. Przy czym pamiętaj, że nieważne czy jesz cukierki czy nie, powinnaś w ciąży być także pod opieką dentysty.
  7. Przyjmuj pomoc i proś o pomoc. Nie miej wyrzutów sumienia, że partner wykonuje za Ciebie Twoje obowiązki. W końcu robisz małego człowieka, to duży wysiłek! Nie mówiąc już o tym, że pewnych rzeczy robić absolutnie Ci nie wolno. Np. wchodzić na drabinę czy stołek (możesz zasłabnąć i upaść, a tego byś nie chciała) albo dźwigać ciężkich rzeczy (zakupów, pudeł). Ten punkt dotyczy jak najbardziej całej ciąży.
  8. Kombinuj sama, jak sobie pomóc. Może Tobie pomoże co innego niż mi?
  9. Nie wciskaj siebie jedzenia na siłę. Co z tego wapnia, żelaza i białka, skoro i tak za chwilę wylądują w sedesie? Już lepiej zjedz coś mniej odżywczego, co pomoże Ci przetrwać ten najtrudniejszy okres. Dziecko sobie poradzi – to są słowa lekarza. Po prostu wyssie z Ciebie Twoje zapasy. Taki to już mały pasożyt. 😉
  10. Jeśli nie dasz rady się myć – wybierz delikatniej pachnący żel lub mydło i/albo myj się późno, gdy już będziesz w stanie.
  11. Olej tych głupków, którzy mówią coś o roszczeniowości. Albo nie mają pojęcia o tym, jak to jest być w ciąży, albo są to kobiety, które swoje ciąże przeszły bardzo dobrze i zapomniały znaczenia słowa „empatia”. Każda ciąża jest inna. Poza tym, jeśli prosisz kogoś o ustąpienie miejsca, nie robisz tego dla siebie, tylko dla swojego dziecka. A właściwie, jak Ci niedobrze, to nawet jeśli robisz to dla Ciebie, to też jest w porządku. Jeszcze nie będąc w ciąży, miałam dwie takie sytuacje, jako licealistka. W obu bardzo życzliwe panie ustąpiły mi miejsca, bo tak robią życzliwi ludzie, jak słyszą, że komuś niedobrze. A nieżyczliwi zawsze Ci będą mówić, że jesteś roszczeniowa.
  12. Żeby ułatwić sobie życie, ogarnij sobie przypinkę z napisem „jestem w ciąży”. Moja nawet raz podziałała w Lidlu. Ale muszę się nauczyć prosić o ustępowanie, bo zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy szukają tej przypinki 😉
  13. Oszczędzaj się, ale staraj się wyjść chociaż na mały spacer.
  14. Kup sobie porządną książkę o ciąży (polecam „W oczekiwaniu na dziecko” H. Murkoff, Sh. Mazel), żeby nie szukać wszystkiego w internetach i wypożycz albo kup sobie jedną taką zabawną, jak np. „Ciężarówką przez 9 miesięcy” Kaz Cooke. 🙂
  15. Czytaj mamę ginekolog, jeśli już masz czytać internety. Od niej dowiesz się np. że można pić kawę, malować włosy i robić hybrydy.

cała prawda o pierwszym trymestrze

A dla ciekawskich…

  • Tak, wegetarianka może zajść w ciążę. Położna współpracująca z moją obecną ginekolog uważała odwrotnie i jako przykład podała mi kobietę, która zaszła w ciążę po pół roku, dopiero, gdy zaczęła jeść mięso. W duchu zagrałam jej na nosie, zachodząc w ciążę od razu. Niemniej nie zrażajcie się, jeśli nie uda się Wam w pierwszym miesiącu starań! Szanse na to wynoszą 25%, więc można powiedzieć, że ja dodatkowo miałam chyba dużo szczęścia. 🙂 Żeby było śmiesznie, często parom udaje się właśnie dopiero po pół roku, więc ten anegdotyczny dowód pani położnej jest naprawdę o kant… 😉
  • Mam bardzo wysoki puls, ale to również normalne, bo w ciąży organizm pompuje dużo więcej krwi, więc musi pracować na zwiększonych obrotach. Możesz upewnić się u lekarza.
  • Mam też bardzo wysokie ciśnienie w gabinecie lekarskim. 160/100. Jeśli też tak masz, nie denerwuj się od razu, tylko kup sobie ciśnieniomierz i zmierz w domu. Ja w domu mam średnio 114-120/67-70. Niższe niż przed ciążą. Czasami ludzie tak reagują na wizyty lekarskie po prostu.

Na koniec oczywiście podkreślę, że piszę tu o swoich doświadczeniach. Nie jestem lekarzem. Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości dotyczące bezpieczeństwa moich porad – zapytaj swojego lekarza.

Mam nadzieję, że wyczerpałam temat, a jeśli nie – zadawajcie mi śmiało pytania albo same dopiszcie coś ze swojego doświadczenia. Myślę, że byłoby super, gdybyście podzieliły się swoim doświadczeniem. 🙂

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

      1. Olej złote rady innych ludzi | 52 Tygodnie Pozytywności
      2. Wyboista droga do asertywności, czyli o tym jak się uczyć na cudzym… jadzie
      3. Nie możesz mieć kontroli nad wszystkim, ale to jest OK
      4. Co Wy z tym „tylko-cywilnym”?