„Chcę mieć piękne ciało na plażę”, bikini body i walka z cellulitem

bikini body

Nazywam się Magda, ćwiczę i staram się jeść zdrowo od jakichś dwóch lat. Moją pierwszą motywacją do tych działań było zrzucenie paru nadprogramowych kilogramów, z którymi źle się czułam.

I schudłam, o czym napisałam tutaj. Wtedy jednak myślałam, że to te cyferki na wadze i centymetry na miarce decydują o moim wyglądzie i o tym jak się czuję. Celowo zaczynam w ten sposób, bo chcę pokazać Wam, że już tak nie jest. Moim zdaniem motywacja tego typu – by wyglądać idealnie pięknie bosko i, co gorsza, lepiej niż inne dziewczyny/faceci – jest dobra na początek. Żeby w ogóle ruszyć z miejsca. Jeśli oczywiście nic innego Was nie rusza. Taka motywacja jest prosta. Bo widać rezultaty, co daje jeszcze większą motywację do ćwiczeń i przygotowywania zdrowych posiłków. Jednak jest ona też próżna. Dlatego uważam, że później (lub nawet od początku) warto skupić się na innych korzyściach ze zdrowego stylu życia.

Ale po kolei.

Wiecie kiedy przestałam obsesyjnie pilnować tego co, ile i jak często jem? Kiedy zobaczyłam swoje żebra na dekolcie. Nie chodzi nawet o to, że byłam chuda jak patyk, nie. Schudłam do 57 kg przy wzroście 165 cm. Teraz ważę jakieś 60, ale nie to jest najważniejsze – to tylko cyferki. Najważniejsze jest to, że dobrze się czuję w swoim ciele. Najwidoczniej, mimo że moja najniższa zalecana waga to 55 kg (wg BMI), to nawet 57 było już zbyt mało przy mojej budowie.

Jakoś tak już mam, że chudość mi się nie podoba. Wiem, że znajdą się i jej amatorzy, wiem, że niektórzy ludzie nie mogą przytyć, nie chodzi mi tu o krytykę bardzo szczupłych ludzi. Ewentualnie mogłabym się przyczepić do wymagań społecznych, a właściwie pierwotnie reklamowych, że piękno = chudość. Jednak to, czym jest dla mnie piękno, zostawiłabym w ogóle na inny raz, bo tekst by mi tu się niemiłosiernie wydłużył i nie chcielibyście/chciałybyście już go dalej czytać. 😉 Chcę tutaj tylko powiedzieć o swoim mechanizmie obronnym, który chronił mnie przed skościotrupieniem i padaniem z wyczerpania.

Nie da się długo ćwiczyć dużo i jeść mało. Teraz jem sporo i ćwiczę regularnie, bo to polubiłam. Nie robię jednak paniki, jeśli zdarzy mi się zjeść coś niezdrowego albo danego dnia nie ćwiczyć wcale. Albo kilka dni, bo mam zbyt dużo na głowie. Jesteśmy tylko ludźmi, nie możemy się katować, jeśli chcemy się dobrze czuć. I niniejszym oświadczam, że nigdy nie zrezygnuję całkowicie z czekolady, ciast, domowych pierogów, placków i babki ziemniaczanej!

No dobra, zamanifestowałam, więc teraz może podpowiem Wam, jaka według mnie może być zdrowa motywacja.

#1 Ładnie podkreślone mięśnie, zamiast liczenia na spadającą wagę

Zacznę od czegoś prostego. Ogólnie uważam, że nadal jest to powód dosyć próżny, ale się nada na początek dla opornych. 😉 Zarysowane mięśnie nie tylko ładnie wyglądają, ale też świadczą o sile, a siła jest w życiu przydatna, umówmy się. Zdecydowanie nie jestem jedną z tych kobiet, które boją się podnieść coś ciężkiego. Jest takie powiedzenie „umiesz liczyć, licz na siebie”. O ile staram się myśleć pozytywnie i wierzyć w ludzi, to uważam też, że trzeba pamiętać, że nie zawsze znajdzie się ktoś, kto nam pomoże, gdy będzie trzeba coś zrobić już, natychmiast, i trzeba będzie to zrobić samodzielnie. I wtedy mięśnie się przydadzą.

A propos wagi, zachęcam do obejrzenia tego filmiku z YouTube. 🙂

#2 Dobre samopoczucie i kondycja, zamiast idealnej figury

Idąc dalej tropem myślenia długoterminowego, bo przecież przezorny zawsze ubezpieczony (ale dziś jadę tymi powiedzeniami ;)), pomyślcie sobie o tym, że warto po prostu o siebie zadbać. Nie starajcie się spełnić jakichś chorych wymagań na temat swojego wyglądu, a najlepiej wykopcie je na zawsze ze swojej głowy. Niech się lepiej zapełni czymś ciekawszym. 😉 Zamiast tego, zacznijcie wysiadać z autobusu przystanek wcześniej, wchodzić po schodach i w końcu ćwiczyć, a zobaczycie, że to Wam zacznie poprawiać humor! Zobaczycie, jak dobrze, zaczniecie się czuć. A jeśli dorzucicie do tego trochę owoców, sałatek i pełnowartościowych zbóż, takiego prawdziwego jedzenia, to poczujecie też  ogromną wdzięczność ze strony układu trawiennego. 😉 A waga? Spadnie przy okazji.

#3 Zapobieganie chronicznym chorobom, zamiast szczupłości na pokaz

bikini body

No dobra, lecimy dalej. Kolejnym sposobem na przekonanie się do przejścia na zdrowy styl życia jest wejrzenie w szklaną kulę i zastanowienie się nad swoją przyszłością. Chociaż tak naprawdę wystarczy spojrzeć na zniedołężniałych starszych ludzi, których w Polsce jest tak wielu, i takich, którzy mogliby być wzorem do naśladowania nawet i dla młodych osób, jak nasz polski Dziarski Dziadek, czy moja ulubiona joginka Tao. Po starszych ludziach najlepiej widać, jak „procentują” niezdrowe nawyki. Wysoki cholesterol i ciśnienie tętnicze, cukrzyca, choroby serca… Uczmy się na ich błędach. Swoją drogą, nawet w młodym wieku mogą nas dopaść konsekwencje, np. próchnica albo zadyszki. Nie wiem, jak Wy, ale ja tak nie chcę. To jest jeden z moich największych motywatorów – lęk przed zniedołężnieniem na starość. Nie chciałabym być nigdy dla nikogo ciężarem.

#4 Uelastycznianie mięśni i stawów tu i teraz, zamiast oczekiwania na „bikini body”

Ten punkt dotyczy stricte ćwiczeń fizycznych, choć dieta także ma w pewnej mierze wpływ na elastyczność stawów. Ja jednak zauważyłam, że gdy poćwiczę jogę, pilates albo popływam, to wszystkie moje mięśnie, ścięgna itd. się rozluźniają, a jednocześnie wzmacniają. Myślę, że jest to w obecnych czasach szczególnie ważne. Całymi dniami siedzimy przed komputerem, albo pochylamy się nad smartphonem, ale też nad książką i notesem – nie zwalajmy wszystkiego na technologię. Zmuszenie swojego ciała do tego, by powyginało się w trochę inny sposób przeciwdziała bólom pleców czy przygarbieniu, ale też ogólnie korzystnie wpływa na układ kostny, ale i… pokarmowy czy oddechowy. Przykład? Prostując się i otwierając klatkę piersiową, zmniejszamy nacisk na narządy trawienne, ale i płuca. Nie bez powodu najlepiej śpiewa się na stojąco. 🙂

I jak? Znaleźliście coś dla siebie wśród tych pomysłów? Przekonałam Was trochę do zmiany spojrzenia na „odchudzanie”? Obecnie, to słowo mogłoby dla mnie nie istnieć. Bo ja się nie odchudzam. Ja o siebie dbam. Pamiętajcie, że wszystko, co robicie, robicie przede wszystkim dla siebie. A może macie jakąś swoją motywację, o której tutaj nie napisałam? Dajcie znać. 🙂

* Źródło zdjęcia tytułowego: https://www.facebook.com/MotherWiseLove/

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. Mój sposób na utrzymanie wagi na wodzy
  2. Czym jest dla mnie piękno?
  3. Organizacja w diecie – moje podstawowe zasady
  4. Pokochaj siebie zanim dasz się pokochać innemu człowiekowi

21 thoughts on “„Chcę mieć piękne ciało na plażę”, bikini body i walka z cellulitem

  1. Ja myślę, że jak ktoś jest świadomy, że jego cel jest próżny, to może jak najbardziej taki mieć. Przecież to nikomu nie szkodzi, co najwyżej samemu zainteresowanemu, ale jeśli ta osoba jest tego świadoma, to czemu nie? Czy inne cele są lepsze, bo nie są „próżne”? Nie wydaje mi się. 😛

    1. Masz prawo do swojej opinii, ale ja jestem zdania, że motywacja, by być chudszym albo wyglądać jak ktoś, zawsze będzie mniej trwała niż wynikająca z dbałości i zdrowie i poczucia zgody ze samym/samą sobą. Na szczęście każdy człowiek ma wolną wolę i nikt nie wymusza na nikim konkretnego rodzaju motywacji. 🙂

  2. Wiele osób uważa BMI za „święte” cyfry, które musimy spełniać i to najlepiej w tej dolnej granicy. Na swoim blogu przygotowałem niedawno tekst o tym wzorze, gdzie pokazuję wszystkie jego wady. W skrócie.
    1. Nie bierze on pod uwagę budowy ciała.
    2. Nie bierze pod uwagę tkankowego składu ciała.
    3. Bazuje tylko na 2 danych wzrost i waga.
    4. Nie uwzględnia miejsca odkładania się tłuszczu.

    Z tego wszystkiego tylko rodzą się kompleksy i nic więcej.

    1. O to to. Ludzkie ciało jest trochę zbyt skomplikowane, by tak schematycznie – jak robi to BMI – je określać.

      1. Warto sięgnąć po kilka wzorów z tych, które pozwolą nam ocenić budowę ciała. A najlepiej zrobić badanie tkankowego składu ciała, w który puszcza się bardzo słaby prąd i na podstawie oporu wylicza skład z bardzo dużą precyzją. To daje już jakiś wstęp do tego, co możemy zrobić z naszym ciałem by wyglądać atrakcyjnie, ale przede wszystkim by być zdrowym. 😉

        1. O, to ciekawa sprawa. Nie miałam nawet pojęcia, że są tak dokładne narzędzia do oceny budowy ciała. Tzn. niby coś tam wiedziałam, że są budowy tłuszczowe, mięśniowe itd., ale nie wiedziała, jak to się wylicza. Jeśli ktoś ma potrzebę poznać siebie od podszewki, to na pewno dobry pomysł. 🙂

  3. Ja schudłam 34kg (do 64kg przy 164cm), później zaczęłam się ‚modelować’, mam to szczęście, że cellulit znikał z kg 🙂
    teraz ciąża- więc ważę więcej- mam nadzieję, że to karmienie faktycznie pomoże mi wrócić do wagi 🙂
    niedługo rodzę i mam plan by do 12.2017 wejść w 38! I też nie będę się odchudzać, po prostu, zdrowa dieta i więcej ćwiczeń 🙂 Bardzo mądry tekst 🙂

  4. Bardzo mądry artykuł. Najważniejsze, by zachować zdrowy rozsądek. Skupiać się na własnych potrzebach i marzeniach, a nie na oczekiwaniach jakie ma wobec nas społeczeństwo 🙂

    1. Miło mi 🙂 To prawda. Szkoda, że tak wiele czasu zajmuje nam uganianie się za tym, by być jak inni ludzie, zanim zrozumiemy tę prostą prawdę.

  5. Jak dla mnie cyferki na wadze nijak sie maja w jakiej formie jest nasze ciało. najlepiej zadbać o „toning” :))) jeść rozsądnie, rozciągać się, ja lubię jogę na przykład:)
    a na marginesie dodam, że ciąża i karmienie to leci w dół waga że heeeeej 🙂

    1. Ja nad jakąś wodę na pewno pojadę, ale mam tym razem mam w nosie 🙂 Już gdzieś pisałam, że tym razem będę kłuć ludziom swoim rozmiarem 38 w oczy (słyszałam, że to podobno już za dużo) 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *