Walcz o swoje | 52 Tygodnie Pozytywności

jak walczyć o swoje

Dzisiaj będzie krótko i na temat. 🙂 Ostatnio na Instagramie podzieliłam się z Wami zdjęciem z Serocka z krótką adnotacją, że Serock jak najbardziej polecam, ale rejsu statkiem ZTM-u w ogóle nie. Co się właściwie stało?

Pomijając sytuację, która mnie spotkała – ten rejs po prostu jest nudny. Ja akurat jestem z tych, co to podziwiać przyrodę właśnie że lubią. Rzecz w tym, że bardzo długo płynie się tam Kanałem Żerańskim, gdzie widok właściwie się nie zmienia. Przez 2 godziny te same drzewa, ta sama roślinność, panowie rybacy i co jakiś czas kaczki.  Ale niech będzie – wsiedliśmy, więc próbujemy się tym cieszyć. Niestety tak się złożyło, że bolała mnie głowa, a grupa kobiet, która za nami siedziała była… dość głośno (to jest naprawdę eufemizm). Po ponad 3 godzinach dopływamy do Serocka, gdzie dostajemy 2 h czasu na pobyt tam. Cuda zaczęły się dziać po powrocie na statek.

Ale na wycieczkach autokarowych tak jest!

jak walczyć o swoje

Usiedliśmy sobie gdziekolwiek, ponieważ bilety nie są sprzedawane na miejsca numerowane. Specjalnie przyszliśmy te 15 minut wcześniej na statek, żeby usiąść obok siebie bez problemu. Po chwili słyszymy awanturę – 2 starsze kobiety napadły na 2 inne starsze kobiety, że usiadły na „ich” miejscach. Te napadnięte grzecznie wytłumaczyły, że to nie są miejsca numerowane, a te napadające wytoczyły ciężkie działa w postaci argumentów „bo na wycieczkach autokarowych tak się robi”. Ja tam trochę chichotałam, bo nie mogłam uwierzyć w to, co się dzieje, ale po chwili przestało mi być wesoło, bo przyszła grupa ludzi z Panem Kogucikiem na czele i ów Pan Kogucik poinformował nas, że mamy zejść z „ich” miejsc i wrócić na „swoje”.

My my wtedy grzecznie wytłumaczyliśmy, to samo – nie ma miejsc numerowanych. A wtedy Pan Kogucik poinformował nas, że on to uzgodnił z kapitanem! Obejrzeliśmy się za siebie, gdzie były „nasze” miejsca, żeby sprawdzić,  czy dla świętego spokoju możemy im ustąpić, ale niestety nie i nastąpiła taka wymiana zdań:

– Miejsca, na których siedzieliśmy są zajęte, więc nie możemy Wam ustąpić.
– Mnie to nie obchodzi! Ja wam nie będę załatwiał! Ja tu przyjechałem z grupą znajomych i z grupą znajomych będę wracał!
Tu przyszedł Szanowny Kapitan i poinformował nas, że mamy zejść, a Olek wstał, żeby zapytać tamtych ludzi, czy się przesiądą – dowiedział się, że nie i zrozumiał, bo przecież to samo myśleliśmy. Wówczas towarzyszka Pana Kogucika wskazała mu miejsce obok mnie i powiedziała:
– Siadaj tutaj, kochanie.
Więc usiadł. A wtedy ja przelazłam im po nogach, wściekła i krzyczę do tego kapitana:
– I co, teraz nam Pan załatwi miejsca?!
– Nic wam nie będę załatwiał!
– Chyba pan żartuje?!
– To jest Polska!
Aha.

I w związku z tym, że żyję w Polsce muszę godzić się na takie traktowanie? Muszę godzić się na to, że mój kraj jest miejscem, w którym istniejące zasady się łamie, a takie, których nie ma, tworzy się jak komu wygodnie? Nie, nie muszę. Całą sprawę załatwiłam dosyć demonstracyjnie, bo w końcu usiadłam na podłogę i – niestety – rozpłakałam się z bezsilności. Płacz był absolutnie niezamierzony i natychmiast założyłam okulary przeciwsłoneczne na nos, ale w sumie, wiecie co? Mam to gdzieś, że nie wypada płakać publicznie, że ktoś może pomyśleć, że robię to na pokaz. Myślę, że to była dobra nauka dla tego chłopaka, który nas wyprosił z miejsc, ale też dobra nauka dla mnie.

Możesz, jeżeli myślisz, że możesz

jak walczyć o swoje

Dzięki tej całej sytuacji dowiedziałam się o sobie bardzo ważnej rzeczy – najwyraźniej jednak jestem w stanie podnieść głos na kogoś w obecności stu innych osób. Żeby było jasne – nie uważam krzyku za dobrą metodę rozwiązywania problemów. Jednak, gdy ktoś nie chce Cię słuchać, to masz dwie opcje – poddać się i z opuszczoną głową odejść albo pokazać, że nie dasz sobie w kaszę dmuchać. Zwykle dokonywałam wyboru pierwszego. Tym razem, gdy emocje opadły, przyszła duma, że jestem w stanie stać przed swoim oponentem, patrzeć mu bez strachu w oczy i powiedzieć, co myślę.

I wcale nie dałam spokoju – napisałam post na swoim profilu na Facebooku, napisałam go również na profilu ZTM, gdzie otrzymałam informację, że oczywiście taka sytuacja nie powinna się wydarzyć – bo miejsca są nienumerowane. No, dzień dobry. Napisałam więc również oficjalną skargę. I wiecie co? Takie rzeczy trzeba robić, bo mamy prawo walczyć o traktowanie z szacunkiem, a dając przykład innym, zachęcamy ich do tego, żeby sami o swoje prawa walczyli. Między innymi dlatego piszę dziś ten tekst. Ostatnio skutecznie udało nam się wywalczyć zwrot części kosztów zakwaterowania w hotelu – o tej sytuacji pisałam we wpisie o Berlinie, zajrzyjcie, jeśli macie ochotę. Dziś jednak nie wysłałabym reklamacji dopiero po powrocie do domu. Poszłabym do recepcji, żądałabym menadżera i próbowałabym skuteczniej załatwić sprawę już na miejscu.

Zadanie #28 Zawalcz o swoje

jak walczyć o swoje

Dlatego moje zadanie na ten tydzień jest właśnie takie. Jeżeli do tej pory podchodziłeś/podchodziłaś do takich sytuacji, jak ja jeszcze niedawno, czyli odchodziłaś/odchodziłeś ze spuszczonym ogonem i dawałeś/dawałaś za wygraną… nie rób tego. Możliwe, że każdy z nas potrzebuje jakiejś przełomowej sytuacji – takiej jak ta moja serockowa – ale chociaż spróbuj. Nie daj sobie w kaszę dmuchać. Po prostu oczekuj traktowania z szacunkiem – szczególnie, jeśli jesteś klientem. Nie chodzi mi tu o zasadę „klient nasz pan” i że pracownik ma przede mną klękać, tylko o to, że jeśli jako klientowi przysługują mi pewne oczywiste rzeczy – typu ciepła woda w hotelu albo miejsce, na którym sobie usiadłam, które nie było w żaden sposób zajęte – to powinnam je dostać. A jeśli nie dostanę – powinnam dostać za to rekompensatę. I będę o to walczyć.

A Was spotkała tego typu sytuacja? Jak sobie z nią poradziliście? A może też macie tego typu moment przełomowy? Dzielcie się koniecznie! <3

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ostatnie teksty z tego cyklu:

  1. Rób to, co kochasz
  2. Zorganizuj się!
  3. Jedz pozytywnie
  4. Odpuść sobie ludzi, czyli nic na siłę

Pozostałe znajdziesz w zakładce: 52 Tygodnie Pozytywności

Eko-sprzątanie: 9+ zastosowań soli kuchennej

sól kuchenna do sprzątania

Jak odczyścić z kubka osad po herbacie? Jak uratować obrus, gdy zaplami się winem? Ano solą! 🙂

Moje wpisy o eko-sprzątaniu sodą i octem cieszą się sporym powodzeniem, więc pomyślałam sobie, czemu by nie strzelić jeszcze jednego. 🙂 Tym razem na tapecie sól kuchenna, czyli chyba najbardziej „babciny” środek do domowego sprzątania. Cóż tą solą można zrobić?

Na początek ostrzeżenie: pamiętajcie, by nie używać soli na powierzchniach, które są podatne na porysowania! Zawsze można sprawdzić w jakimś niewidocznym miejscu.

#1 Odświeżenie deski do krojenia (+cytryna)

sól kuchenna do sprzątania

Żeby odświeżyć drewnianą deskę do krojenia, wystarczy ją spłukać, posypać solą, zostawić na jakieś pół godziny, odkroić kawałek cytryny i przetrzeć nim posypaną solą deskę (mocno trąc, tak, by wyciekał sok). Znów zostawić na pół godziny, spłukać, normalnie umyć i odstawić do wyschnięcia. Na koniec można deskę natrzeć olejem i zostawić do wchłonięcia. 🙂 Podejrzewam, że cytrynę spokojnie można byłoby tutaj zastąpić kwaskiem cytrynowym, ale mi jakoś bardziej podoba się używanie cytryny.

#2 Odświeżenie poszarzałych firan

Ja firanek nie mam i w ogóle ich nie uznaję. Po co mi dodatkowe zbieracze kurzu? Jak to mówi mój dziadek – wstydzić powinien się ten, kto zagląda w okna. 😉 Jednak pomagam starszym osobom w mojej rodzinie w ich praniu i wieszaniu. Inaczej traktuję firanki „popapierosowe”, inaczej „kuchenne”, a inaczej po prostu poszarzałe. Do tych poszarzałych wystarczy zimna woda i 1-2 garście soli. Czekamy aż sól rozpuści się w wodzie, wkładamy firankę i moczymy przez kilka godzin, a później normalnie pierzemy. Czas możecie sobie oczywiście modyfikować, ale wydaje mi się, że godzina to może być za mało.

#3 Odczyszczenie śladów po kawie i herbacie na kubkach

sól kuchenna do sprzątania

Nie wiem, czy stoi za tym jakaś magia, czy po prostu działa ścierność ziarenek. W każdym razie, żeby odczyścić osad na kubkach czy filiżankach, wystarczy do opłukanego kubka wysypać nieco soli i trzeć za pomocą szmatki, gąbki czy szczoteczki. Wystarczy spłukać i gotowe. 🙂

#4 Odczyszczenie kawiarek

Do pojemnika na wodę w kawiarce wlewamy zimną wodę, dorzucamy 2 łyżki soli, zakręcamy normalnie, jakbyśmy mieli zaparzyć kawę i gotujemy, aż się przeleje. W ten sposób powinien odczyścić się ten kanalik, którym przelewa się kawa. Podobno ekspresy też tak można czyścić, ale nie mam ekspresu, więc nie mogę potwierdzić. 🙂

#5 Plama z wina/krwi/tłuszczu

Gdy pijemy czerwone wino, a w pokoju jest biały obrus czy jasny dywan, to polecam wręcz mieć tę sól gdzieś pod ręką. Gdy nastąpi wypadek, wciskamy tyle płynu z plamy w ręcznik papierowy (m. in. dlatego z nich nie rezygnuję), ile się da, a następnie posypujemy na grubo solą. Później namaczamy w zimnej wodzie przez godzinę i pierzemy (tego samego dnia!).

Plamę z krwi spłukujemy zimną wodą, a następnie moczymy w zimnej, słonej wodzie. Później polecam przetrzeć pozostałości plamy mydełkiem galasowym i przez kilka minut potrzymać, przetrzeć i normalnie uprać. Powinno zadziałać.

Do plamy z tłuszczu można też użyć sody albo kredy. W każdym razie: pokrywamy plamę solą i czekamy aż wchłonie tyle tłuszczu, ile się da. Powtarzamy do skutku. Później znów polecam mydełko i normalne pranie.

#6 Czyszczenie miedzi i mosiądzu

sól kuchenna do sprzątania

Wystarczy zrobić pastę z soli i octu, wetrzeć w miedziany lub mosiężny przedmiot, zostawić na godzinę. Po tym czasie spłukujemy lub przecieramy wilgotną szmatką i wycieramy do sucha.

#7 Czyszczenie żeliwnej patelni

Co prawda żeliwne patelnie zostały wyparte przez teflonowe, ale chyba powoli wracają do łask. Choć mam wrażenie, że w tej chwili taka patelnia to droga impreza. Wbrew pozorom jej czyszczenie jest bardzo proste. Wystarczy wysypać na patelnię sól i szorować szczotą, spłukać, wysuszyć i natrzeć odrobiną oleju.

#8 Zapobieganie tworzeniu się pleśni itd na zasłonce prysznicowej

Ile ja się namordowałam przy pierwszej zasłonce prysznicowej z likwidowaniem zacieków. Teraz już wiem, że szkoda życia, bo wystarczy namoczyć ją w misce ze słoną wodą, żeby im zapobiec. Później warto też ją z tą solą prać, ale najważniejsze to zaciąganie zasłonki z powrotem po każdym prysznicu, żeby mogła swobodnie wyschnąć.

#9 Zatrzymywanie kolorów w ciuchach

Można w soli moczyć przed praniem, można sól dodawać do prania. Jakimś sposobem zapobiega utracie koloru przez ciuchy.

Inne:

#10 Szybsze ubicie piany z białek lub śmietanki

Wystarczy dodać szczyptę soli. To kolejny babciny sposób, który wart jest przekazywania dalej.

#11 Moczenie stóp

Jeśli zabrakło Ci innej soli (ja np. zazwyczaj używam najczęściej chlorku magnezu), a Twoje stopy domagają się relaksu, to wsyp do miski z ciepłą wodą zwykłej soli kuchennej. Poza efektem odprężenia – sól działa też antybakteryjnie (dlatego to dobry konserwant :)). Możesz też pofantazjować z naparami ziołowymi i olejkami eterycznymi.

#12 Najlepszy sposób na chore gardło

Pisałam o tym już w sposobach na ból gardła, ale powtórzę się, bo uważam, że to magia. Bardzo niesmaczne, ale skuteczne. Płuczemy gardło słoną wodą. I tyle. Nie częściej jednak niż 3 razy dziennie, żeby go sobie nie podrażnić.

#13 Odetnij drogę mrówkom

Jeśli mieszkasz w domu jednorodzinnym, to może Ci się przydarzyć nalot mrówek. Wówczas wystarczy posypać wejście do domu solą – nie przejdą przez nią, nie ma mowy.

#14 Peeling

Albo solny albo cukrowy. Wystarczy wymieszać z ulubionym olejem i ewentualnie dosypać cynamonu lub dodać jakiegoś olejku (taki do ciasta też da radę – a nawet polecam, jeśli zbliża się jego termin przydatności :)).

#15 Dłuższe życie świeżych kwiatów

sól kuchenna do sprzątania

Jest kilka sposobów na to, żeby kwiaty dłużej stały: albo wsypujemy do wazonu trochę cukru i wlewamy odrobinę wódki, albo wkruszamy kwas acetylosalicylowy (aspirynę, polopirynę, whatever), albo właśnie dosypujemy odrobinę soli. 🙂

Niektórzy utrzymują też, że podobno sól kuchenna oczyszcza rury (w sensie – zamiast kreta). Nie jestem do tego przekonana. Zwłaszcza, że używanie od czasu do czasu wodorotlenku sodu bez aktywatora, nie robi jakiejś wielkiej krzywdy środowisku. Ale jak mówię – wszystko z umiarem. Zawsze można używać tej soli dodatkowo. 🙂

Znacie jeszcze jakieś babcine sposoby na wykorzystanie soli kuchennej w gospodarstwie domowym?

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. Eko-sprzątanie: 6 zastosowań octu spirytusowego
  2. Eko-sprzątanie: 6 zastosowań octu spirytusowego
  3. Ekologiczny domowy proszek do prania
  4. Jak oczyścić skórkę z cytryny?
  5. 3 proste sposoby na zneutralizowanie smrodku z kosza na śmieci + 3 sposoby na zapobieganie mu
  6. Magiczny sposób na przypalony garnek

Pielęgnuj dobre wspomnienia | 52 Tygodnie Pozytywności

jak pielęgnować wspomnienia

Nie jestem pewna, czy to jest kwestia naszej narodowości czy po prostu bycia człowiekiem, ale zauważyłam, że mamy tendencję do hołubienia nie tych wspomnień co trzeba.

Smutne, przykre i ogólnie rzecz biorąc negatywne wspomnienia zapadają w pamięć o wiele mocniej niż pozytywne. Tak po prostu jest z intensywnymi przeżyciami, a przykre są bardzo intensywne. Bolą, przez co dość mocno wżerają się w ludzką psychikę. Nie będę tu specjalnie wnikać w psychologię, bo nie jestem specjalistką, ale z doświadczenia wiem, że coś w tym jest. Dlatego uważam, że trzeba dążyć do wspomnieniowej równowagi i wzmacniać te, które łatwiej się zacierają, a które zdecydowanie lepiej działają na psychikę.

Jakie są moje ulubione opcje odgrzewania miłych wspomnień?

Zdjęcia

Przede wszystkim robię zdjęcia. Zawsze mówię, że mam słabą pamięć i zdecydowanie wolę chwilę uwiecznić. Może kiedyś nawet zacznę nagrywać filmy, kto wie? Mam wrażenie, że inaczej nie zapamiętam tej chwili – chyba że było to właśnie wyjątkowo intensywne przeżycie. Nie potrzebowałam uwieczniać pierwszej prawdziwej randki z moim Mężem, naszych zaręczyn, ani momentu otrzymania dyplomu uniwersyteckiego. Wiem, że jest presja społeczna, żeby mieć zdjęcie z pierścionkiem czy właśnie dyplomem. No cóż, pod tym względem jestem mistrzynią olewania, bo nie tylko nie opublikowałam nigdzie takich zdjęć, ja ich po prostu nie mam. 🙂

jak pielęgnować wspomnienia

Wiem, że powstała moda na krytykowanie ludzi, którzy wszystko fotografują, nagrywają filmy, „siedzą w telefonach” i innych sprzętach. Ale hej! Co w tym złego? Nie chcesz, to nie rób zdjęć, ale daj innym robić, co chcą i nie wyzywaj ich od pustaków czy ludzi pozbawionych chęci do zwyczajnych społecznych interakcji. Łatwo jest oceniać, ale jak już się przemyśli sprawę, to satysfakcja z zaszufladkowania jest jakby mniejsza. 😉 Ważne, żeby wiedzieć, czego się potrzebuje. Dla mnie wygląda to tak, że nie robię już pięciu tysięcy zdjęć, z których później i tak nie umiem wybrać najlepszych. Staram się przeżywać chwile całą sobą, a jeśli czuję potrzebę, by zrobić zdjęcie (albo by ktoś zrobił mi zdjęcie), to je robię, bo zdjęcia pomagają mi przywoływać wspomnienia. Po prostu.

Mało że zdjęcia – albumy

Niby mam te zdjęcia na jakichś płytach i jakieś świeższe na komputerze, ale… właściwie to nie chce mi się tych płyt odpalać, one wolno chodzą, zdjęcia na komputerze też często wolno się przerzucają, jest ich za dużo, bo nie umiałam wyrzucić niepotrzebnych. No cóż, wolę albumy. Ja mam tradycyjne, ale wybierz jakie chcesz – od zwyklaka, przez coś w rodzaju Project Life, po fotoksiążki. Przeglądanie zdjęć na papierze jest dla mnie zdecydowanie przyjemniejsze niż na ekranie komputera. Podejrzewam, że to także dlatego, że w przypadku drukowania zdjęć jednak jakoś umiem zdecydować się na 5x mniej zdjęć i wybrać, które są lepsze.

jak pielęgnować wspomnienia

Podchodzę do tego metodycznie – przez jakiś okres czasu nie drukuję nic. Później siadam do tych, które są wrzucone na komputer, segreguję, coś tam wybieram, aż zbierze mi się 100. Wtedy szukam jakiegoś grouponu albo innej promocji i zamawiam. Oczywiście od Ciebie zależy, ile tych zdjęć sobie wydrukujesz. Pamiętaj tylko, żeby nie drukować za dużo, bo przecież masz chcieć to oglądać, a nie znudzić się po 5 minutach. 🙂

Część zdjęć stoi (i wisi) u mnie w ramkach, ale wiem, że nie każdy musi to lubić. Najważniejsze, by działać w zgodzie ze sobą.

Oglądaj te zdjęcia

Nie drukuj tylko po to, żeby mieć. Usiądź czasem spokojnie z herbatą i je przejrzyj. Możesz to zrobić z bliską Ci osobą i wtedy frajda jeszcze większa, bo możecie razem powspominać „stare, dobre czasy”. 😉 Dla mnie korzyść z takiego oglądania jest jeszcze jedna – jeśli któreś zdjęcie nie kojarzy mi się już dobrze (różnie to w życiu bywa), to po prostu je wyrzucam. Później muszę milion razy przekładać te zdjęcia, ale to nic, to taka medytacja. To i tak zajmuje mniej czasu niż np. Project Life, a jest całkiem sporo zwolenników tej formy albumu. 🙂

Pamiątki, co z nimi

Przy każdym poradniku dotyczącym sprzątania jest fragment dotyczący pamiątek. Rzeczy, które darzysz pewnym sentymentem. Podejścia są różne, ja preferuję drogę wyboru, bez skrajności w stylu „zatrzymaj wszystko” ani „wyrzuć wszystko”. Pamiątki, jak sama nazwa wskazuje, po prostu przywołują wspomnienia. Nie są ani czymś niezwykle niebezpiecznym, co zaburzy równowagę w moim domu, ani czymś świętym, czego nigdy nie mogę tknąć, a już na pewno nie wyrzucić do śmieci. Moja rada w kwestii pamiątek jest taka:

Jeśli nie umiesz wyrzucić, jeśli z jakiegoś powodu dla Ciebie ważne – zachowuj.

Poświęć na nie pudełko (po butach) lub wygospodaruj szufladę, ale postaraj się nie zagracać pamiątkami całego mieszkania. Naucz się wybierać. Możesz to pudełko okleić czy inaczej ozdobić. Ja swoje akurat mam schowane, więc mi wszystko jedno, ale możesz to też zrobić pięknie i umieścić w widocznym miejscu. Nie chcę nikogo zmuszać do swojego pamiątkowego minimalizmu. Jednak gdy patrzę na zestawienia pamiątek, które znajdziesz pod linkiem, to widzę, że nie są one przypadkowe. Ściana z półeczkami wypełnionymi starannie dobranymi pamiątkami, to jest coś! Z drugiej strony, jeśli odpowiada Ci pamiątkowy chaos też spoko, o ile wszystkie te pamiątki naprawdę mają dla Ciebie wartość. Nie trzymaj rzeczy ze względu na wyrzuty sumienia. To tylko rzeczy.

jak pielęgnować wspomnienia

I tak, jak w przypadku zdjęć: oglądaj swoje pamiątki! Kojarz je z momentami w życiu. To jest powód, dla którego lubię dostawać prezenty, które są ręcznie wykonane, choćby była to lista powodów, dla których ktoś mnie lubi. Rany, ale fajnie byłoby coś takiego dostać! 🙂 Jeśli dana rzecz z niczym Ci się już nie kojarzy, to może jednak nadszedł jej czas?

Ale nie kupuj syfu!

Dobrze się zastanów, co chcesz przywieźć z wakacji. Najlepiej niech to się zmieści w tym pudełku, bo później będziesz mieć problem, gdy dana rzecz przestanie Ci się podobać, a nie będziesz mieć odwagi, żeby ją wyrzucić. Będzie tak zalegać w piwnicy czy na strychu. Co jakiś czas sprzątam kawałek strychu u moich dziadków. Wierz mi, nie jest łatwo przechodzić przez kolejne „przydasie”, które nie przydały się przez 40 lat. I wierz mi, nie chcesz przechodzić przez takie samo odgruzowywanie. I nie mów, a pomyśli się o tym kiedyś, bo najprawdopodobniej nie Ty będziesz musiał/musiała o tym myśleć, a Twoje dzieci. Ja tam nie chcę nikogo obciążać, bo wiem, że ze swoimi niechcianymi pamiątkami muszę uporać się sama. Co sprowadza się do punktu wyjścia – nie kupuję niezaplanowanych pamiątek*.

*Ta zasada idzie w cholerę, gdy znajdę coś naprawdę, naprawdę pięknego. Jednak, żeby móc łamać zasady, trzeba je najpierw mieć, nie? 🙂

Twórz te wspomnienia

Masz wpływ na swoje życie. To Ty tworzysz swoje wspomnienia. Dlatego planuj wyjazdy, piękne chwile z bliskimi, bądź tu i teraz, gdy te chwile się zdarzają, nie uciekaj w przeszłość, przyszłość, ani wir obowiązków – to też takie memento dla mnie. 🙂 To może się wydawać dużo, ale korzyści zwracają się wielokrotnie 🙂

jak pielęgnować wspomnienia

Zadanie #28 Zastanów się, jak Ty chcesz pielęgnować swoje dobre wspomnienia

Żeby było jasne: to, co napisałam na początku tekstu, to są przykłady. W moim przypadku sprawdzają się doskonale w pielęgnowaniu wspomnień, ale może Ty potrzebujesz czegoś innego. Opcją, o której nie napisałam, bo może dla mnie jest zbyt oczywista, jest wspólne wspominanie z bliskimi osobami. Może to Ci wystarczy. Znajdź swoją drogę.

A jakie Wy macie sposoby na pielęgnowanie wspomnień?

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ostatnie teksty z tego cyklu:

  1. Rób to, co kochasz
  2. Zorganizuj się!
  3. Jedz pozytywnie
  4. Odpuść sobie ludzi, czyli nic na siłę

Pozostałe znajdziesz w zakładce: 52 Tygodnie Pozytywności

Spowiedź niewystarczająco ekologicznej dziewczyny

czym jest ekologiczny styl życia

Śledzę uważnie wegan w internecie. To są bardzo inspirujący ludzie. Najczęściej. No właśnie. Co jakiś czas słyszę, że jeden weganin czepia się innego weganina o to, że nie może się nazywać weganinem. Bo na przykład wciąż nosi skórzane buty, które kupił przed przejściem na weganizm. Albo przez przypadek kupił niewegański kosmetyk. Albo myje ręce w publicznej toalecie, a tam jest niewegańskie mydło. Serio?

Mały wtręt: na moim fanpage’u jeszcze do środy trwa konkurs, w którym możecie wygrać naturalne kosmetyki doskonałej jakości! Kto się odważy? 🙂

Co prawda w świecie blogów i forów ekologicznych na szczęście nie widzę tego zjawiska, ale pomyślałam sobie, że napiszę taki tekst. Trochę na zaś, a trochę dla siebie. Może za jakiś czas pojawią się głosy na temat tego, czym jest ekologiczny styl życia. Taki wiecie, jedyny prawdziwy, jedyny słuszny. Taki moja-prawda-jest-bardziej-mojsza-niż-twojsza. Nie będę tu uwzględniać takich wygłupów, jak to, że nie mieszkam w szałasie i nie odżywiam się wyłącznie korzonkami, które sama wykopię, bo to chyba jest oczywiste. Zajmijmy się po prostu tym…

Na czym polega moja wersja bycia ekologiczną?

#1 Nigdy nie powiedziałam, że jestem zero waste

Ani nawet, że jest to moim celem ostatecznym. Co nie zmienia faktu, że podziwiam zerowaste’owe blogerki! Sama staram się ograniczać opakowania, ale ciągle nie umiem z niektórych rzeczy zrezygnować. Bo prawda jest taka, że żeby być całkiem zero waste trzeba by było niektórych rzeczy wcale nie kupować. Ciągle nie mam też na wszystko woreczków materiałowych, więc wykorzystuję wielokrotnie te foliowe (tak do zdarcia). Albo taka woda w upał – owszem, noszę ze sobą bidon, ale czasami ta woda nie wystarcza – i wtedy kupuję sobie mineralną. Wolę to niż odwodnienie. Staram się kupować taką, której i kapitał i „produkcja” jest rodzima, ale ostatnio dowiedziałam się, że właściciel mojej ulubionej ma bardzo nieodpowiadające mi poglądy społeczno-polityczne. No i znowu muszę szukać nowej opcji. Jak żyć?!

#2 Używam i domowych, i sklepowych kosmetyków

czym jest ekologiczny styl życia

Chętnie robię sobie sama kosmetyki, ale i półprodukty dostaję w opakowaniach, więc w zasadzie nie widzę różnicy, czy zrobię czy kupię gotowe – poza tym, że w domowych będzie mniej konserwantów. W tym momencie całkowicie zrezygnowałam z kupowania mydła. Dostępne w sklepach mydła mają albo plastikowe opakowania (najczęściej), albo zawierają olej palmowy, albo tłuszcz zwierzęcy (Sodium Tallowate), albo mają inne niepożądane składniki, albo zbyt intensywny zapach. Zimą nie kupuję też balsamów ani kremów, bo w niższej temperaturze łatwiej zachować ich świeżość. Wtedy robię sobie kremy i masła do ciała, kremy do rąk i do stóp. Także dlatego, że one są bardziej odżywcze i takie masłowate, a latem czegoś takiego na sobie nie lubię, więc wówczas kupuję te nietestowane, o jak najbardziej naturalnym składzie, od odpowiedzialnych środowiskowo małych firm.

#3 Używam produktów oszczędnie

Nie zużywam szamponu, żelu pod prysznic, pasty do zębów w miesiąc. Nakładam tylko tyle, ile jest niezbędne. W reklamach widzimy ludzi myjących się takimi ilościami produktów, że mi by na tydzień wystarczyło. To jest oczywiście celowy zabieg marketingowy, żebyśmy szybciej zużywali kosmetyki, a co za tym idzie – szybciej kupowali nowe. No chyba że pracujesz gdzieś, gdzie mocno się ubrudzisz, to wtedy może rzeczywiście trzeba trochę więcej tego żelu czy szamponu. Bo jeśli pracujesz w biurze albo gdzie indziej pod krawatem i rajstopem, to zmywasz z siebie tylko pot, łój i kurz, więc musisz tylko lekko sobie pomóc odrobiną mydełka. 😉

#4 Myję zęby pastą z fluorem i używam plastikowych końcówek do szczoteczki elektrycznej

Zęby myję pastą do zębów Ziai – tym sposobem wspieram polską firmę, a nie testujące wielkie koncerny. Moja pasta do zębów zawiera fluor, bo mam słabe szkliwo i nie wchodzę już w dyskusje, czy fluor jest dobry czy niedobry. To dawka czyni truciznę. Podobnie jest ze szczoteczką. Jeśli powstaną kiedyś ekologiczne alternatywy profesjonalnych szczoteczek, to chętnie się na nie przerzucę. Jeśli nie – nie zaryzykuję stanu mojego – już i tak słabego – uzębienia. Specyfiki takie jak olej kokosowy czy sodę uważam jedynie za dodatek w higienie zębów. 🙂

#5 Gotuję w domu

Ale jeśli jem na mieście, to nie widzę powodu, żeby nie prosić o zapakowanie tego, czego nie dałam rady zjeść, na wynos. Wolę to niż marnowanie jedzenia.

#6 Wykorzystuję opakowania ponownie

Te po lodach służą jako pojemniki do przechowywania jedzenia w lodówce czy zamrażarce (albo do dzielenia się z kimś żarciem :)). Do słoików idą przetwory (albo piwowarskie eksperymenty Męża), a do tych po kawie rozpuszczalnej – sypkie produkty. Nie kupuję nowych słoików na takie rzeczy. No dobra, mam dwa – oba na makaron, bo tu były potrzebne specjalistyczne opakowania. Swoją drogą, makaron też co jakiś czas robimy sami. Szczególnie do lazanii 😀 Polecam! A jeśli zdarzy mi się kupić coś na plastikowej/styropianowej tacce, to tacka służy jako doraźny pojemnik na śmieci przy gotowaniu (bardzo usprawnia sprzątanie).

#7 Robię recykling toreb na prezenty

czym jest ekologiczny styl życia

Wychodzę z założenia, że nie ma sensu kupować nowych, skoro mam ich całe stado w domu. W tej chwili już mogę dopasować torbę pod każdego i na każdą okazję. 😀 Wyjątek stanowią święta Bożego Narodzenia – z tej okazji prezenty lubię pakować w papier. Bardzo mnie to odpręża 🙂

#8 Zwracam uwagę

Na to, co kupuję i na to, co jem. Tych zasad jest naprawdę sporo. Np. ryż czy kasze kupuję w papierowych lub – jeśli w plastikowych – dużych opakowaniach. Nie rozumiem tych woreczków do gotowania ryżu. Ani to dobre dla środowiska, ani dla człowieka. Keczup kupuję w słoiku, bo słoik wykorzystam ponownie, a kwaśne rzeczy reagują z plastikiem, a ze szkłem nie.

#9 Robię przetwory

O tym było już wyżej – dzięki temu a) wykorzystuję słoiki, które już mam i nie nabywam nowych, b) wiem, co jem, c) zamykam to, co najlepsze w sezonie na zimę i dzięki temu milej mi się żyje bez świeżych pomidorów, ogórków i innych takich.

#10 Używam ściereczki do demakijażu i kubeczka menstruacyjnego

Ale w łazience ciągle są jednorazowe płatki – zmywam nimi lakier do paznokci, a przy łóżku stoją chusteczki higieniczne. Sprzątam ściereczkami z pociętych koszulek albo takimi z mikrofibry, ale w moim domu nie ma bana na ręczniki papierowe. Do tłustych brudów są idealne.

#11 Leczę się domowymi sposobami

czym jest ekologiczny styl życia

Taka już ze mnie szeptucha. 😉 Mnóstwo rzeczy da się w ten sposób wyleczyć. Zwłaszcza, że większość infekcji jest wirusowa, a nie bakteryjna i nie trzeba używać do ich zwalczenia antybiotyków. Doznałam objawienia, gdy jeszcze nawet nie było pomysłu na tego bloga, a ja miałam wysoką gorączkę, kichałam, prychałam i ledwo łaziłam, ale dolazłam do lekarza. A wiecie co lekarz mi powiedział? Do domu, pod koc i dużo pić. Zbaraniałam. Nie zalecił mi nawet żadnego suplementu. Takiego lekarza ze świecą szukać. A więc teraz, zanim pójdę do lekarza, korzystam z domowych metod. Moją skórę głowy (ale i trądzik) też leczę domowo i naturalnie, bo skutki uboczne dermatologicznych specyfików mnie przerażają. Do dermatologa chodzę tylko do kontroli, a o leki na receptę proszę tylko w przypadku zmian niewiadomego pochodzenia.

#12 Biorę prysznic

Ale lubię też sobie od czasu do czasu strzelić kąpiel w soli magnezu. 🙂 Ale myślę, że mogłabym mieć mieszkanie tylko z kabiną prysznicową, najwyżej ograniczyłabym powierzchnię wchłaniania magnezu do stóp. 🙂

#13 Paliłam w życiu w piecu

Węglem i drewnem. I wiecie co? Jeśli ktoś ma pretensje, że w ten sposób zanieczyszcza się powietrze, powstaje smog itd., to ja zapraszam do mojego dziadka, do małej miejscowości, gdzie nie ma doprowadzonego gazu ziemnego, ani innej alternatywnej metody ogrzewania. To nie do ludzi, którzy palą węglem należy mieć pretensje. Należy mieć pretensje do polityków. Do ludzi, którzy blokują rozwój alternatywnych metod pozyskiwania energii. Do ludzi, którzy palą w swoich piecach plastik i stare szmaty. Do ludzi, którzy codziennie jeżdżą do pracy wielkim samochodem w pojedynkę. A wreszcie do ludzi, którzy reprezentują NIMBY (not in my backyard) i mówią: „dobrze, dobrze, zróbmy elektrownię atomową, ale nie na Mazowszu, gdzie mieszkam, tylko na Pomorzu”. Nie do ludzi, którzy nie mają innego wyjścia. Wybierzcie sobie partię, której zależy na ochronie środowiska i zagłosujcie. Akurat niegłosowanie jest bardzo nieekologiczne.

#14 Nie przesadzam

Wiecie co, to tak jak z jedzeniem – gdyby się tak doszukiwać, to wszystko byłoby niezdrowe. Ale, jak pisałam wcześniej, to dawka czyni truciznę. Przeraża mnie, że ludzie biorą torebkę foliową na jedną paprykę, cebulę czy główkę czosnku. Przeraża mnie świadomość, że oni przyjdą do domu i tę torebkę od razu wyrzucą. Może nawet nie do śmieci przeznaczonych do recyklingu. Nie czepiam się moich znajomych, którzy to robią, ale rodzinę i Czytelników tego bloga edukuję, jak mogę. Przede wszystkim staram się dawać przykład. A w moim odczuciu dużo łatwiej przekonać się do czegoś bardziej liberalnego, aniżeli do restrykcyjnego.

A więc tak – korzystajcie z dobrodziejstw cywilizacji, ale nie bądźcie skrajnie leniwi. Wannę można wyczyścić sodą, nie trzeba zużywać pół butelki mleczka do czyszczenia. Kawę na wynos można brać do swojego kubka termicznego. Zakupy można pakować do swojej torby. A sedes zdezynfekować alkoholem, zamiast środkiem na d. Najważniejsza w tym wszystkim jest świadomość. Lepiej szerzyć świadomość i świecić przykładem, niż dowalać się do innych ludzi i wprost ich pouczać, jak bardzo są beznadziejni w swoich małych staraniach.

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Ci się spodobać:

  1. 8 prostych i tanich sposobów na to, jak być eko, cz. I
  2. 8 prostych i tanich sposobów na to, jak być eko, cz. II
  3. 7 sposobów na to, by być jeszcze bardziej eko
  4. Ekologiczny domowy proszek do prania
  5. Eko-sprzątanie: 10+ zastosowań sody oczyszczonej
  6. Eko-sprzątanie: 6 zastosowań octu spirytusowego
  7. Jak oczyścić skórkę z cytryny?

Jak odświeżyć dywan?

jak odświeżyć dywan

Czy dywan trzeba prać, gdy tylko poczujemy, że jest lekko nieświeży? No, niekoniecznie. Jednak można go w prosty i naturalny sposób odświeżyć.

Jeszcze zanim przejdę do odświeżania dywanu, to pozwolę sobie zaprosić Was do udziału w konkursie, który przeprowadzam na moim fanpage’u. Można wygrać krem do twarzy Make Me Bio, puder mineralny Earthnicity i zestaw kosmetyków marki Jadwiga. Pytanie jest banalnie proste, a nagroda warta uwagi, więc spróbujcie swoich sił 🙂

Po co?

Żeby było świeżo. Po prostu. Dywan – jak wszelkie inne materiałowe elementy mieszkania (kanapy, materace, kołdry, koce, firany, zasłony itp.,) – ma skłonność do pochłaniania zapachów. Warto sobie od czasu do czasu dywan/wykładzinę odświeżyć. Szczególnie polecam właścicielom zwierząt i palaczom. 🙂

A dlaczego po prostu nie uprać?

Moim zdaniem dywan powinno się prać wtedy, gdy jest brudny. 🙂 Sami określcie jak często konieczne jest pranie dywanu za pomocą szamponu. Raz na rok? Częściej? Rzadziej? Przy okazji świąt (odradzam, wtedy i tak jest masa roboty)? Pranie dywanu szczotą jest potwornie męczące i czasochłonne. Zwłaszcza, że przed praniem warto go wywlec na zewnątrz i porządnie wytrzepać. Dlaczego więc po prostu go regularnie nie odświeżać?

No dobra, to jak to zrobić?

Co będzie nam potrzebne:
  • kilka garści sody (w zależności od powierzchni dywanu),
  • miotła,
  • odkurzacz.
Działanie:
  • odkurzamy dywan,
  • rozsypujemy sodę równomiernie po całym dywanie,

jak odświeżyć dywan

  • wcieramy/wciskamy porządnie sodę w dywan za pomocą miotły,

jak odświeżyć dywan

  • zakazujemy domownikom łażenia po nim (powodzenia z psami i kotami – na szczęście zawsze można zamknąć drzwi :)),
  • zostawiamy na przynajmniej godzinę (można i na noc),
  • odkurzamy i cieszymy się świeżością w mieszkaniu. 🙂

jak odświeżyć dywan

Opcjonalnie: można sodę wcześniej wymieszać z kilkoma kroplami olejku zapachowego, żeby było bardziej pachnąco. 🙂

Podobnie można zadziałać z kanapą i innymi meblami obiciowymi, materacem czy kołdrą/poduszką. Natomiast koce, firany, zasłony, narzuty itp. polecam jednak od razu wyprać. Można wcześniej wymoczyć w wodzie z sodą (przy okazji zmiękczy i odplami pranie).

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Ci się spodobać:

  1. 2 naturalne środki czyszczące
  2. Ekologiczny domowy proszek do prania
  3. Eko-sprzątanie: 10+ zastosowań sody oczyszczonej
  4. Eko-sprzątanie: 6 zastosowań octu spirytusowego
  5. Jak oczyścić skórkę z cytryny?

Odpuść sobie ludzi, czyli nic na siłę | 52 Tygodnie Pozytywności

czy warto utrzymywać znajomości na siłę

Ten tekst mam przyjemność pisać tuż po powrocie z bardzo przyjemnego pobytu nad Biebrzą, z którego 2 dni spędziliśmy z naszymi sympatycznymi znajomymi. 🙂 Pozdrawiam, jeśli czytacie! 🙂

Dziś zaczniemy od jednego powiedzonka, które w ostatnim czasie niemal przyrosło mi do ust, a mianowicie:

No i dobra!

Co to za jakieś „no i dobra”? To działa trochę jak „mieć wywalone”. Proponujesz koleżance spotkanie/ wspólny wyjazd. Zgadza się od razu albo mówi, że musi zastanowić się nad terminem? Super, to znaczy, że najprawdopodobniej pojedziecie! Umawiacie się trzy miesiące i ona ciągle nie może się zdecydować? No cóż, sprawa jest jasna. Koleżanka nie chce znaleźć dla Ciebie czasu, bo nie uważa, że wniesiesz coś do jej życia. Masz dwa wyjścia: 1) wkurzasz się, burczysz i wszystkim dookoła opowiadasz, jaka z niej wredna małpa, 2) mówisz: „no i dobra” i idziesz dalej. Polecam wyjście nr 2 – oszczędza sporo nerwów.

Kto by się przejmował?

No właśnie. Kto by tam się przejmował jakąś koleżanką, która najwidoczniej nie chce Cię w swoim życiu. Nie wolisz zadawać się z taką, która bardzo Cię lubi, chętnie się z Tobą spotyka, rozmawia, docenia Twoje towarzystwo i bez mrugnięcia okiem pomaga Ci w kłopocie? Nie mów mi, że nie można mieć wszystkiego, bo to bzdury. Ok, może nie poznasz znajomych-ideałów czy przyjaciół-ideałów, ale to nie znaczy, że masz „brać” wszystko, jak leci. To, co wymieniłam powyżej, to są jednak podstawy.

Dokładnie takie same (!) zasady dotyczą rodziny. Rodziny sobie nie wybierasz, to prawda, ale również nie masz obowiązku z nikim się zadawać, z nikim spędzać świąt, nikomu pomagać (oprócz swoich dzieci oczywiście). Wielokrotnie już o tym pisałam. Jeżeli ktoś chce od Ciebie pomocy, to powinien Cię o nią poprosić, a nie oczekiwać, ani – co gorsza – oczekiwać, że się domyślisz, że chce tej pomocy. To trzeba jasno powiedzieć od razu. Wszyscy kiedyś będziemy starzy. Jeśli ktoś Cię zaprasza do siebie, a mieszka daleko, tak, że trzeba leźć od przystanku pieszo pół godziny, to powinien po Ciebie wyjechać samochodem, albo nie zapraszać. Chyba że nie ma samochodu, to wtedy trochę inaczej to wygląda. Kurczę, to są takie podstawowe zasady, że nadal szokuje mnie, że ludzie tego nie robią. I że inni ludzie dają się tak robić w konia.

Nie daj się wpędzić w poczucie winy

czy warto utrzymywać znajomości na siłę

Wykrywaj manipulacje. Ze strony znajomych, przyjaciół i rodziny. To nie jest takie trudne. Może kiedyś zbiorę najczęstsze manipulacje, jakimi ktokolwiek kiedykolwiek próbował mnie karmić – albo nawet poproszę jakiegoś psychologa o wspólne opracowanie takiego tekstu i tu go opublikuję. To jest cholernie ważne, a tak rzadko o tym się mówi. Czasami manipulacje są całkowicie nieudolne – zwłaszcza, jeśli manipulant trafia na silną, ale jednocześnie empatyczną osobowość, która w mig odczytuje jego/jej ukryte zamiary. Innym razem trafi na bardziej podatny grunt i wpędzi człowieka w poczucie winy. Jednym z moich ulubionych przykładów jest tekst, który sama w życiu usłyszałam jest „co ja mam dziecku mówić?” powiedziane, rzecz jasna, przy rzeczonym dziecku. Wtedy zbaraniałam i zupełnie nie wiedziałam co powiedzieć. Teraz wiem, co bym odpowiedziała. „Prawdę”. To była ewidentna próba wpędzenia mnie w poczucie winy.

Wiesz, ja zawsze będę wierzyć w ludzi. Co nie kłóci się moim zdaniem z poglądem, że zawsze trzeba po prostu uważać. Jeśli czujesz, że coś nie gra, to najprawdopodobniej masz rację. Może się zdarzyć, że rzeczywiście jakaś osoba nie chciała nic złego powiedzieć, ani w żadnej mierze Cię zmanipulować. Wtedy jednak powinna zareagować, jeśli powiesz jej, jak się czujesz. Mi samej trochę zajęło ogarnięcie, że dużo ważniejsze jest to, jak dana osoba odbiera to, co do niej mówię, niż to, co ja czuję, że powiedziałam. Rozumiesz, o co mi chodzi? Dlatego właśnie ważne jest wyjaśnianie nieporozumień od razu, bo później te wszystkie niedopowiedzenia piętrzą się jak sterta prania do uprasowania, aż w końcu nie wiesz, co z tym wszystkim począć i wściekle kopiesz to pranie. Czytaj: wybuchasz tak silnie, że druga osoba zupełnie głupieje.

Piszę do tylko dlatego, żebyś pamiętał/pamiętała, że zawsze jest druga strona medalu. Nie zawsze druga osoba zasługuje na wybaczenie czy zrozumienie, bo niektórzy ludzie, to naprawdę świnie i na pewno to wiesz. Jednak w większości przypadków jest jakiś głębszy powód, którego warto szukać, o ile obie osoby są chętne do współpracy, przepraszania i wybaczania.

Zadanie #27 Pozwól znajomościom bez przyszłości się rozpaść

Ja wiem, to jest na początku bardzo, bardzo trudne. Czasami trudno zdecydować, czy dana znajomość ma jeszcze dla mnie jakiś sens. Po latach postawiłam sobie jedno jedyne kryterium: chęć utrzymania znajomości musi być obustronna, żeby znajomość była wartościowa. To jest moja podstawa. Zaraz po tym, że nie spotykam się z ludźmi, którzy uparcie ciągną mnie w dół (a osób z rodziny, które to robią – po prostu nie słucham i robię swoje), ale opanowanie tego mam w dużej mierze już za sobą, więc obecnie skupiam się na tej obustronności.

czy warto utrzymywać znajomości na siłę

Na tym etapie dla mnie jest to całkiem proste i  jasne: jeżeli próbujesz raz, a koleżanka odmawia, próbujesz drugi, koleżanka odmawia, próbujesz trzeci, koleżanka odmawia, a sama absolutnie ani razu niczego nie proponuje, to znaczy, że nie ma sensu próbować czwarty raz. Oczywiście sam/sama musisz sobie wyznaczyć te granice. Po prostu musisz to jakoś wyczuć. Ja nauczyłam się, że dawanie milionów szans nie ma najmniejszego sensu, bo w 99 procentach przypadków ludzie ani na te szanse nie zasługują, ani o nie nie proszą. Na świecie jest cała masa świetnych ludzi, na których można polegać, z którymi dobrze się spędza czas i którzy chcą z Tobą spędzać ten czas. Ludzi, którzy nie wpędzają innych w kompleksy. Nie lepiej takim poświęcać swój cenny czas?

Nigdy nie zapomnę smsa, którego przysłała mi koleżanka z liceum. Brzmiał on: „nie jestem twoją przyjaciółką, więc nie mam obowiązku się z tobą spotykać”. Koleżanko, jeśli mnie czytasz: bardzo Ci dziękuję za tego smsa. Dziękuję za otworzenie mi oczu. Tak, nikt nie ma obowiązku się ze mną spotykać. I nie chcę, żeby ktokolwiek czuł się zmuszony do spotykania się ze mną. Chcę, żeby ludzie, którzy decydują się na spędzanie ze mną czasu, czuli się w moim towarzystwie dobrze. A jeśli się nie czują – to żeby się nie zmuszali.

Nic na siłę. Zawsze o tym pamiętaj.

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ostatnie teksty z tego cyklu:

  1. Załóż Dziennik Wdzięczności
  2. Rób to, co kochasz
  3. Zorganizuj się!
  4. Jedz pozytywnie

Pozostałe znajdziesz w zakładce: 52 Tygodnie Pozytywności

Jedz pozytywnie | 52 Tygodnie Pozytywności

najlepsza dieta pozytywna

Mamy takie czasy, że odżywianie stało się naszą obsesją. Zastanawiamy się, ile jemy, co jemy, jakie to ma makro, ile kalorii, jaki ma indeks glikemiczny, czy zawiera gluten, cukier, tłuszcz…

Nie jestem z tych, co mówią, że kiedyś było lepiej, bo nie uważam, że było. Możliwości, które mamy teraz są nieograniczone i pod kątem zdrowia to… kiedyś było po prostu mniej zanieczyszczeń. Ot i wszystko. Ale ludzie niekoniecznie odżywiali się zdrowo, bo o tym raczej nie myśleli. To nie był priorytet. Teraz popadamy inną skrajność i nie dość, że poświęcamy mnóstwo uwagi swojemu jedzeniu, to jeszcze zaglądamy w talerz innych i próbujemy ich nawracać, na swoją zdrową drogę.

Szczerze? Ja mam to gdzieś, czy czyimś podstawowym napojem jest kola, to jest jego zdrowe i jego życie. Jednak jeśli później będzie miał kłopoty zdrowotne – będzie to na jego własne życzenie. Pod tym względem jestem bezkompromisowa – każdy ma to, na co sobie zasłużył (absolutnie wyłączam z tego choroby, na które człowiek nie ma żadnego wpływu, ale, nie oszukujmy się, cukrzycy w wieku 40-50 lat nie będzie miał człowiek, który unikał rafinowanych cukrów, fast-foodów i prowadził aktywny tryb życia – jesteśmy odpowiedzialni za nasze życie. Tylko ja za moje i tylko ty za swoje).

Chciałabym Wam zaproponować inną drogę – drogę środka. Moja propozycja to pozytywne jedzenie. Czym w skrócie jest dla mnie pozytywne odżywianie? Jest to świadome jedzenie. Tak, trochę czasu trzeba poświęcić na poszukiwanie tego, co mogłoby nam służyć, testowanie i w końcu na tej podstawie dobieranie pożywienia. Uważam jednak, że to się bardzo opłaca – wierzę w takie odżywianie dużo bardziej niż w krótkoterminowe diety niskokaloryczne.

Jak nauczyć się jeść pozytywnie?

#1 Jedz to, co sprawia ci przyjemność

Przede wszystkim: nie odmawiaj sobie wszystkiego, co lubisz. Pozwól, by te zmiany nadeszły stopniowo. Na pewno znasz przynajmniej jedną osobę (albo sama nią jesteś), która przeszła na rygorystyczną dietę, schudła, a następnie rzuciła się na wszystko, czego przez kilka miesięcy sobie odmawiała i przytyła dwa razy więcej. Ja jestem zwolenniczką innej koncepcji – albo w jeden ustalony dzień jesz coś, na co masz ochotę, a nie jest to specjalnie zdrowe, albo jesz takie rzeczy okazyjnie, albo zdajesz się po prostu na zdrowy rozsądek.

Ja sama lubię ciasta, ciastka i inne słodycze. Kiedy jest okazja, żeby je zjeść (i nie jest to wyjście do sklepu ;)), to nie odmawiam, ale nie jem też jak szalona. Staram się też szukać zdrowych zastępników, ale niestety sernika, piernika i brownie nie zastąpi mi żadne ciasto z fasoli. Nawet się nie oszukuję, że jest to możliwe, choć jak najbardziej sięgam po takie opcje. Podobnie nie oszukuję się, że bananowe nice cream, smakują jak lody, bo tak według mnie nie jest.

#2 Jedz to, co Ci służy

najlepsza dieta pozytywna

Jeśli poświęcisz odrobinę uwagi swojemu organizmowi, to zaczniesz zauważać, jakie jedzenie Ci służy, a jakie niekoniecznie. Osoby z chorym układem pokarmowym są zmuszone, żeby to robić, dlaczego więc nie wprowadzić tego nawyku wcześniej i oszczędzić sobie nieprzyjemności? Mi na przykład niespecjalnie służą jajka – obserwuję znaczne pogorszenie stanu cery po porządnej jajecznicy, ale jajko wbite do ciasta – takiego słodkiego czy np. na makaron już mi tego nie robi. – albo np. mleko – no cóż, wzdęcia. Dlatego też, jak ktoś mówi, że kotlecik jest zdrowy, że kurczaczek zdrowy, że mleczko zdrowe, to u mnie natychmiast występuje reakcja alergiczna. Jeśli Tobie służy, to super. Mi nie służy.

Nie rozumiem, jak np. babcia może wiedzieć, co jest dobre dla organizmu wnuczka. Nie może. A za najbardziej karygodne uważam wciskanie dzieciom jedzenia na siłę. Akurat intuicja dziecka w sprawie jedzenia jest wspaniała – je to, czego potrzebuje i tyle, ile potrzebuje. Nie wciskaj swojemu (ani tym bardziej cudzemu!!!) dziecku żarcia na siłę, bo zafundujesz mu traumę.

#3 Nie traktuj swojego organizmu jak śmietnika

najlepsza dieta pozytywna

Po pierwsze, nie żryj jak świnia. Brzydkie porównanie, ale obrazowe. Chociaż mam wrażenie, że świnia ma czasem więcej rozumu, jeśli chodzi o stosunek do jedzenia. Dla większości zwierząt jedzenie to po prostu źródło substancji odżywczych, które pozwalają im przetrwać. Lew, gdy upoluje antylopę, to przecież jej całej nie zżera. Można by pomyśleć, że marnotrawstwo, ale nie. Przylecą sępy, zejdą się hieny i zeżrą to, co zostało. Dzika przyroda dąży do równowagi. Człowiek ma z tym większy problem. Czasem żre za dużo, bo jest po prostu łakomy. Czasem – bo boi się, że się zmarnuje. Innym razem wpycha komuś dokładki albo wielkie porcje z „troski”.

Po drugie, wybieraj bardziej pełnowartościowe opcje. Jeśli masz samochód, to pewnie wybierasz lepszą benzynę, nie? W ten sposób o niego dbasz. To teraz powiedz mi, skoro dbasz o swój samochód, to dlaczego nie dbasz o siebie i w siebie wlewasz i wpychasz to gorsze paliwo? To nie musi być quinoa, acai i chia. Równie dobrze swoją rolę spełnią rodzime: kasza jaglana, jagody leśne i siemię lniane. Na białym chlebie, dżemie i cukierkach daleko nie zajedziesz. Nie mówiąc już o frytkach i smażonych kotletach. Tylko nie przeginaj i nie odmawiaj sobie tego przez cały czas (patrz punkt #1). Chyba że tego nie potrzebujesz, to wtedy nie daj sobie wmówić, że potrzebujesz (patrz punkt #2).

#4 Skup się na sezonowym żarełku

najlepsza dieta pozytywna

Temu poświęciłam już cały artykuł, więc nie będę się powtarzać. W skrócie: polskie truskawki jedzone w czerwcu są o wiele zdrowsze niż hiszpańskie (?) truskawki hodowane w szklarni (czy co oni tam z nimi robią, żeby rosły i się czerwieniły) kupowane w lutym. Latem bardziej Ci przysłuży świeży pomidor, zimą – domowy przecier pomidorowy (zrobiony latem w szczycie sezonu). Latem jedz świeże ogórki, zimą kiszone. Korzystaj z tego, co jest tanie, lokalne i na czasie, a Twój organizm Ci podziękuje. 🙂

#5 Nie podążaj za kulinarnymi modami

Paleo, raw, dieta Dukana… Ileż tego już było. I wszystko jakoś tak przemija. Olej to wszystko – zaufaj intuicji. Nie wierzę w diety, które polegają na wyłączaniu produktów, na niskim indeksie glikemicznym, na ograniczaniu tłuszczu. Wierzę w podstawowe, intuicyjne zasady: jeść nieprzetworzone produkty, gotować w domu, jeść to, co mi służy i w stare, dobre, wszystkim znane: MŻ*.

*mniej żreć

#6 Przemyśl swój styl odżywiania

Przestań jeść bezmyślnie. Nie mówię, że masz od razu ćwiczyć zen, jedząc poranną owsiankę. Byłabym hipokrytką, bo jak jem sama, to raczej z YouTubem, blogami czy książką. Po prostu myśl, co wrzucasz do koszyka, gdy robisz zakupy. Zadaj sobie pytanie: „czy naprawdę tego potrzebuję?”, „czy nie ma zdrowszej dla mnie opcji?”, „czy naprawdę chcę wydawać pieniądze na bezwartościowe produkty?”. Miej po prostu z tyłu głowy myśl, że chcesz przecież dobrze się czuć. Nie słuchaj ludzi, którzy mówią, że Twoje wybory jedzeniowe to „wybrzydzanie”.

Zbyt długo udowadniano mi, że muszę jeść mięso, którego całe życie szczerze nie cierpiałam. Jadłam je na siłę i zawsze czułam, że to nie w porządku. Może chociaż Ciebie uchronię  przed poczuciem winy, że „robisz innym kłopot, bo muszą dla Ciebie ugotować coś specjalnego”. Nigdy więcej. Skoro jestem dla kogoś kłopotem, to po co mnie zaprasza? Niekoniecznie chodzi mi tutaj o mięso – to po prostu mój przypadek i moje uczucia. Jak chcesz sobie jeść mięso, to jedz. I tak Cię nie przekonam. 🙂 Niemniej codzienne jedzenie mięsa jest nieekologiczne i o tym możesz sobie poczytać u Kasi Gandor, która jest w tej materii mądrzejsza ode mnie.

#7 Nie nagradzaj się jedzeniem

Nie traktuj jedzenia jako nagrody ani kary – postaraj się wyzbyć emocjonalnego stosunku do jedzenia, który jest bardzo typowy dla ludzi niezamożnych. Robiono kiedyś badania (nie mogę ich teraz znaleźć, wybaczcie – choć podejrzewam, że było tych badań więcej) dotyczące stylu życia w zależności od zamożności i okazało się, że z jakiegoś powodu bogatsi ludzie są szczuplejsi – na pewno stać ich na lepsze jedzenie i na siłownię. Jednak czy to wszystko? Otóż nie.

Człowiek biedniejszy częściej myśli krótkoterminowo i nagradza się jedzeniem (albo pociesza jedzeniem lub – co gorsza – alkoholem). Bo teraz nie stać go na wakacje, ale na ciastka już tak. Nie widzi, że gdyby tych ciastek nie kupował, to mógłby zaoszczędzić i gdzieś pojechać. Często też biedniejsi ludzie bardziej skupiają się na gromadzeniu dóbr i konsumowaniu, niż na zdobywaniu przeżyć. Gdy widzisz już, jak ten mechanizm działa, może możesz spróbować go u siebie wyplenić?

Nie obrażajcie się o te uogólnienia – badania zawsze są uśrednione i zawsze są wyjątki od reguły. Tak jak jednemu artyście uderza woda sodowa do głowy, a innemu nie.

#8 Zawsze myśl długoterminowo

Jak mnie irytuje, gdy ktoś mi mówi, że jestem młoda, więc mogę … (jeść nieograniczone ilości słodyczy, czipsów, nie ćwiczyć, nie odpoczywać itp.). Otóż nie. Dziś jedna z bliskich mi osób powiedziała, że jej wszystko jedno, co będzie na starość, bo i tak na starość człowiek się sypie. Owszem, ale a) możesz zacząć „się sypać” później, b) możesz uniknąć co poważniejszych chorób, c) mi na przykład nie jest wszystko jedno. Uważam, że wszystko ma znaczenie i że coś jest w efekcie motyla. Jeżeli mam 26 lat i mam już pierwsze siwe włosy (i to nie dwa na krzyż), to oznacza, że za bardzo się denerwuję i za dużo biorę sobie na głowę, więc teraz staram się bardziej o siebie dbać i być bardziej asertywną. Spokojny w młodości człowiek, będzie zdrowszy psychicznie i fizycznie na starość. Podobnie zdrowo odżywiający się człowiek – będzie zdrowszy na starość (chyba że dotknie go choroba, która jest niezależna od stylu życia).

I w końcu…

#9 Zajmij się swoim talerzem

najlepsza dieta pozytywna

I nie wtrącaj się do cudzych. To tyczy się zarówno tego, w jaki sposób ten człowiek je (zwracanie uwagi jest tu po prostu niegrzeczne), jak i tego, co je. Nie zamierzam się czepiać innych z tego powodu, że jedzą wołowinę i oczekuję tego samego z ich strony – moja dieta to moja sprawa. Ja się nie określam jako wegetarianka, bo ciągle zdarza mi się zjeść coś rybnego i wciąż muszę tłumaczyć ludziom, o co tu chodzi i co ja właściwie jem. Jem to, co mi służy i co uważam za słuszne. Koniec tematu.

Jedzenie jest tak kontrowersyjnym tematem, że dyskutowanie o nim nie ma najmniejszego sensu – chyba że ktoś jest otwartym człowiekiem i pyta, bo go naprawdę to interesuje, a nie po to, żeby mi wytłumaczyć, że białko, które jem jest niepełnowartościowe. To tak, jakbym ja pytała katolika o to, dlaczego przystępuje do sakramentu komunii tylko po to, żeby mu wytłumaczyć, że ja uważam, że to głupie i zabobonne. Serio, dajmy ludziom żyć po swojemu i sami nie pozwalajmy innym włazić z brudnymi buciorami w nasze życie. Szanujmy siebie i innych ludzi.

Zadanie #26 Wprowadź chociaż jedną zmianę do Twojego stylu odżywiania, która poprawi funkcjonowanie Twojego organizmu w długiej perspektywie

Jak to ugryźć? Przejrzyj jeszcze raz wszystkie 9 moich podpowiedzi (może ta 9. to akurat niekoniecznie ma na to bezpośredni wpływ, ale ją warto wprowadzić tak czy inaczej) i pomyśl, co możesz zrobić. Może przygotujesz jakieś przetwory z tego, co teraz mamy w sezonie? Dżemy też nie są takie złe, o ile jedzone z umiarem. Ja wolę zjeść domowy dżem truskawkowy, który składa się wyłącznie z truskawek i cukru żelującego (1:1, bo mniej sztucznych konserwantów), niż jeść zimą jakieś sztuczne truskawki.

Może za każdym razem, jak zechcesz kupić batonika i Twoja silna wolna wygra – odłożysz te 2 złote do słoika, który podpiszesz swoim marzeniem i w końcu na nie uzbierasz. Win-win. Może postawisz się rodzinie i powiesz, że po prostu nie będziesz czegoś jeść i masz prawo do tego wyboru. I nie ma, że cioci przykro, że nie chcesz spróbować jej ciasta. Wprowadź chociaż jedną zmianę, a zobaczysz, o ile lepiej będziesz się czuć.

A teraz… przede wszystkim ciesz się latem! Bo w końcu nadeszło <3 I nie marudź, że upały i że Ty już chcesz chłodu. Ciesz się tym, co masz!

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ostatnie teksty z tego cyklu:

  1. Nastawienie do życia – masz na nie wpływ
  2. Załóż Dziennik Wdzięczności
  3. Rób to, co kochasz
  4. Zorganizuj się! | 52 Tygodnie Pozytywności

Pozostałe znajdziesz w zakładce: 52 Tygodnie Pozytywności

Lipcowe znaleziska z sieci

linki miesiąca lipiec

Za chwilę sierpień – niesamowite, jak ten czas leci. W tym roku jednak mam poczucie spełnienia i nie mam wrażenia, że czas przecieka mi przez palce. 🙂

Btw. czy są jakieś bardziej lipcowe kwiaty niż słoneczniki? Ostatnio widziałam je na czyjejś działce na Mokotowie i po raz kolejny zachwyciły mnie swoją słonecznością <3 Jakie kwiaty kojarzą się Wam z pełnią lata?

Kobieco

Czy ciąża jest rzeczywiście taka błoga, jak ją malują?

Czasami patrzy się na kobiety – szczególnie w internecie i ma się wrażenie, że ciąża to taki wspaniały stan, kiedy wcale nie dokuczają żadne dolegliwości itd. Wait, stop. Pamiętacie, że życie w internecie ≠ prawdziwe życie? Moja przyjaciółka jest teraz w ciąży i potwierdza, że ten stan ma swoje blaski, ale i cienie. Ten wpis również tego dowodzi. Mnie zachwycają też zdjęcia, ale ja ogólnie uwielbiam kobiety w ciąży i matki karmiące – jest w tym coś, no cóż, żywotnego. 🙂

Przerażająca historia porodu Joanny Pachli

Dziś rozmawiałam o tym z koleżanką, która powiedziała, że czytając ten tekst miała ogromne poczucie bezsilności. Ja czytając go po prostu się popłakałam. Jak to jest, że w XXI wieku w cywilizowanym kraju nie traktuje się kobiety, która właśnie wydaje na świat nowego człowieka z szacunkiem? Jakim prawem personel szpitala bagatelizuje wskazania lekarzy specjalistów do cesarskiego cięcia? To jest kolejny powód, dla którego swoim 1 % podatku wspieram fundację Rodzić Po Ludzku. Nie omieszkam tutaj wspomnieć, że szpital, o którym pisze Joanna Pachla, mieści się przy ul. Karowej w Warszawie. Drogi personelu tego szpitala, do Waszej wiadomości: w dzisiejszym świecie takie rzeczy nie przechodzą bez echa. Mam nadzieję, że odczujecie konsekwencje swego haniebnego postępku.

Życiowo

Po co człowiekowi dzieci?

„Już pomińmy tych wszystkich, których wciąż jeszcze podnieca 500+, bo trudno byłoby zmienić myślenie człowieka zamroczonego kasą. Ale reszta? Skąd przekonanie, że posiadanie dzieci gwarantuje stabilność rodziny? Skąd pewność, że jak po ślubie, to już facet nie zostawi? Skąd pragnienie, by dziecko było inwestycją, która koniecznie musi się zwrócić? Ludzie, macie po dwadzieścia parę lat, przed chwilą walczyliście z rodzicami o to, by pozwolili Wam dorosnąć, a teraz sami głosicie poglądy, że dzieci potrzebne są Wam do spełniania Waszych zachcianek? Do dotrzymywania Wam towarzystwa? Do zapewniania Wam sensu istnienia?” Smutne.

Na czym tak naprawdę polega kryzys męskości?

Jak wiecie, na przestrzeni ostatnich lat nastąpiła pewna zmiana w obyczajowości – zaczęto wychowywać dziewczynki na niezależne kobiety. Podkreślam „zaczęto”, bo ten proces jest ciągle w powijakach i niektóre nadal wychowuje się na uległe kretynki. Problem polega na tym, że podobna zmiana nie nastąpiła w przypadku chłopców. I teraz ci sami chłopcy – jako dorośli mężczyźni mają problem w odnalezieniu się w takim świecie. Problem stanowi też dyskryminacja facetów/chłopców pod kątem emocjonalnym. Ale… zajrzyjcie do tego wpisu, bo jest bardzo dobry i warto.

Cieszyć się z tu i teraz

„Łapiecie się czasem na tym, że czekacie na jakieś NIEWIADOMOCO? Niewiadomoco charakteryzuje się tym, że nie ma kształtu, trudno je umieścić w jakiejkolwiek czasoprzestrzeni, jest niescharakteryzowaną masą bliżej nieokreślonych oczekiwań, którym towarzyszy jakaś nieuchwytna ekscytacja. To właśnie jest NIEWIADOMOCO. Nie wiadomo co to jest.”

Jak prawić DOBRE komplementy kobietom?

„Mówienie komuś, że wygląda dobrze zazwyczaj jest lepsze niż nie mówienie, ale tak naprawdę brakuje tam esencji i konkretów. To trochę jak z fastfoodem – owszem pyszny i trudno mu się oprzeć, ale nie dostarcza nic oprócz pustych kalorii i gwarantuję, że jutro o nim zapomnisz. W moim przekonaniu, o wiele lepiej skomplementować coś co ktoś robi.” – macie fragmencik, mam nadzieję, że rozbudzi w Was apetyt na więcej! Albo podrzućcie swoim partnerom. 😉

Antystereotypowo

Jak wygląda kobiecość w innych krajach?

Nie wiem, jak Wy, ale ja mam wrażenie, że w Polsce zaproszenie kogoś na randkę to nie lada wyczyn, który zresztą chyba traktowany jest jak jakieś zobowiązanie na przynajmniej cztery najbliższe tygodnie. Nie mówiąc już o uśmiechaniu się do siebie – bezwstydność! W przebieralni trzeba się chować pod ręcznikiem, a prysznic brać w kostiumie kąpielowym. Wypada wstydzić się tego, że ma się sutki oraz innym wypada się czuć zażenowanym tym, że je widzą (podczas karmienia albo prześwitujące przez koszulkę). Poczytajcie, jaki stosunek do kobiecości mają mieszkanki i mieszkańcy Paryża, Londynu czy Nowego Jorku.

Cel życiowy kobiety – małżeństwo

Ślub nie był najszczęśliwszym dniem w moim życiu. Najbardziej stresującym, to tak. Niemniej uważam, że większym niż „zdobycie męża” osiągnięciem było skończenie studiów i zdobycie tytułu magistra albo choćby wyjęcie babci kroplówki z ręki (słowem wytłumaczenia: bardzo nie lubię krwi, bardzo, szczególnie cudzej). Cytując: „To nic złego, że chcesz wyjść za mąż. To nic złego, że nie chcesz wychodzić za mąż.” Ale, kobieto, pod żadnym pozorem nie rezygnuj z siebie.

100 % weganki w wegance

Świetny tekst o tym, jak to w obrębie ludzi, którzy teoretycznie powinni kierować się tymi samymi wartościami, wylewają się tony hejtu, bo ktoś nie jest np. właśnie wystarczająco „wegański” i śmie nazywać się weganinem. Problem dotyczy moim zdaniem nie tylko wegan, ale różnych ludzi, którzy w jakiś sposób się określają. Dlatego mnie te etykiety wkurzają straszliwie. I zapewniam Was, że u mnie na blogu podobny tekst niedługo się pojawi. Tymczasem zajrzyjcie do tego.

Zrozumieć żałobę

Jest to szczególnie bliski mi temat, ponieważ uważam, że jest to jedna z „rzeczy”, którą każdy powinien sobie przechodzić, jak chce. Nie cierpię żałoby na pokaz, nakazu noszenia czarnych ubrań i wewnętrznego poczucia, że nie wypada się śmiać, gdy jest się „w żałobie”. Polecam szczególnie jeśli żałobę przechodzicie albo choćby po to, żeby zrozumieć innych ludzi.

Ekologicznie

Pracownia pędzli i szczotek

A wiecie, że w Warszawie jest miejsce, gdzie można kupić szczotki z drewnianymi trzonkami i naturalnym włosiem? Mało tego – wegańskie też jest – z agawy! Dla mnie to jest hit tego miesiąca. Na razie nie zamierzam korzystać – bo wszystkie szczotki, których potrzebuję, mam i głupio byłoby wyrzucać te, które mam, żeby poczuć się bardziej eko. 🙂 Ale gdy tylko któraś się zużyje/zniszczy pobiegnę tam czym prędzej. 🙂

Jedzonka

Mus czekoladowy z awokado i banana

Wydaje mi się, że robiłam z tego przepisu, ale znajdziecie ich masę na różnych blogach kulinarnych. Jest przepyszny i superkremowy dzięki awokado <3 Odkrycie kulinarne roku <3

Banana Nice Cream

Nie jestem pewna, czy nie zepsułam na nich blendera, ale są przepyszne! Wegańskie „lody” na bazie bananów. Nie będę kłamać – nie smakuje to jak lody, ale jest pycha <3

Ciecierzyca po bretońsku

Wygląda to pewnie na bardziej jesienno-zimowy przepis, ale w tym roku lato mamy, jakie mamy i ta ciecierzyca poprawiła mi nastrój, gdy nastały nieciekawe pogodowo dni 😀

Kasza bulgur z bakłażanem

Zjadłabym bakłażana w każdej (wegetariańskiej) postaci, ale to jest chyba najlepsza rzecz z bakłażanem, jaką w życiu jadłam. Tak się cieszę, że nadchodzi sezon na bakłażany, cukinie, papryki i pomidory. Moje klimaty <3

Vegestacja – wegańska lodziarnia w Warszawie

Idźcie, jeśli będziecie mieć okazję. Niesamowite lody! Cytrynowo-bazyliowe podbiły moje serce! Tradycjonalistom (choć niektóre smaki bywają… kontrowersyjne) polecam z kolei Ulicę Baśniową – najpyszniejsze lody czekoladowe ever! <3 To chyba dwie moje ulubione lodziarnie w Warszawie.

Inne

Internet ma swojego kota!

Jak w to klikniecie, to komputer Wam zacznie mruczeć <3 Dla mnie to jest niesamowicie relaksujący dźwięk.

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Znaleziska z wcześniejszych miesięcy:

  1. Czerwcowe
  2. Majowe
  3. Kwietniowe
  4. Marcowe
  5. Lutowe
  6. Styczniowe
  7. Listopadowe

Zorganizuj się! | 52 Tygodnie Pozytywności

organizacja czasu

Ostatnio wysłuchałam świetnego podcastu Edyty Zając o cechach i nawykach szczęśliwego człowieka. Okazuje się, że jednym z takich nawyków jest… planowanie! 🙂

Jeśli nie masz zielonego pojęcia o tym, jak ugryźć temat zarządzania czasem, to dobrym wstępem dla Ciebie będzie tekst o 4 metodach organizacji czasu, który opublikowałam już dosyć dawno temu na blogu, aczkolwiek jest nadal jak najbardziej aktualny! Przeczytaj albo chociaż przejrzyj go sobie, a wtedy wróć tutaj i zagłębmy się bardziej w temat! 🙂

Dlaczego planowanie jest super?

Według mnie? Bo przestałam mieć poczucie, że mam tyle roboty, że nie wiem, w co ręce włożyć. Bo zyskałam poczucie kontroli nad własnym życiem i poczucie decyzyjności – to ja wybieram, co jest dla mnie ważne. Jasne, zawsze może mi wyskoczyć coś nieplanowanego, albo czasem muszę zrobić coś, na co nie mam w ogóle ochoty, co jest np. dla mnie nudne, ale to nie jest codziennie. Jednym z niesamowitych skutków tego wszystkiego jest zwiększone poczucie sprawczości i poczucie własnej wartości. Wbrew pozorom, dzięki planowaniu oszczędzamy czas. Dzięki niemu nauczyłam się też rezerwować sobie czas na odpoczynek, który u mnie najczęściej sprowadza się do czytania, oglądania filmów i spacerów. Lubię proste przyjemności.

Dlaczego pomaga w osiągnięciu pozytywnego stylu życia?

Właśnie dlatego, że zyskujemy poczucie wpływu na własne życie. Jeżeli zadasz sobie ten trud i zapytasz siebie, czego chcesz od życia, co właściwie chcesz osiągnąć, a później każdego dnia będziesz ku temu zmierzać, to szybko zorientujesz się, że rzeczywiście płyniesz w kierunku, w którym chciałaś/chciałeś płynąć. A czy to samo w sobie nie uszczęśliwia? A jakże! Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że nie ma lepszej drogi do szczęśliwego, pozytywnego życia.

Jak ja planuję?

  • Robię listę celów długoterminowych (powtarzalnych i takich, które chcę osiągnąć do konkretnego momentu w czasie).
  • Robię listę celów na rok (z tym że jeden musi być najważniejszy).
  • Listę celów na miesiąc (korzystam wtedy z dwóch poprzednich list i ewentualnie dopisuję nowe rzeczy, bardziej na czasie).
  • Na podstawie tej listy planuję sobie tygodnie w planerze produktywności i w kalendarzu rodzinnym, który pobieram co miesiąc od Niebałaganki (i jw. – ewentualnie dopisuję to, co jest pilne, np. opłacenie rachunków, wizyta w urzędzie, wizyta u lekarza itp.).

organizacja czasu

Poza tym sprawdzam, czy moje listy są aktualne, czy nadal chcę osiągnąć takie cele, a może mam jakieś inne. Zauważyłam, że ostatnio mocno zmieniają mi się cele – po prostu chcę więcej, więc stają się one bardziej ambitne. Dlatego też warto od czasu do czasu wrócić do tych swoich „wiodących” list i sprawdzić, czy to wszystko zgadza się z naszymi obecnymi oczekiwaniami wobec siebie i naszego życia.

Co planuję?

  • Codzienność, zadania na dany dzień (jw.).
  • Posty (i inne rzeczy, których nie widzisz) na bloga i działanie na Facebooku (to nie jest taki spontan, jak Ci się wydaje – chociaż np. mój Instagram jest całkiem spontaniczny – to wg mnie nadaje mu zupełnie inną jakość).
  • Nawyki. Jeśli chcę wyrobić w sobie jakiś nawyk, na początku muszę go zaplanować. Inaczej nici z tego. 🙂
  • Weekendy. Szukam darmowych atrakcji w Warszawie i później wspólnie decydujemy, czy z którejś z nich  skorzystamy. Latem korzystamy z dobrodziejstw natury. Przedwczoraj np. poznawaliśmy Mokotów, dzięki doskonałemu przewodnikowi Lifemanagerki. Czasami w weekendy wypadają jakieś wesela, spotkania rodzinne albo wyjazdy.
  • Jedzenie. Odkąd przeczytałam książkę „30 dni do zmian”, planuję menu na każdy miesiąc z góry. Jasne, czasem są jakieś obsuwy, bo czegoś tam zostanie, a to nie było czegoś w sklepie, ale zawsze można mieć awaryjny przepis w głowie
  • Wycieczki. Nie lubię wycieczek zorganizowanych. Ok, fajnie, czujesz się bezpiecznie i nie musisz nic załatwiać, ale a) musisz pilnować się grupy, b) nie możesz spędzić tyle czasu, ile chcesz, w miejscu, które szczególnie Cię interesuje, c) przewodnik czasem daje ciała i nie informuje o różnych rzeczach. Więc szukam tanich lotów i noclegów, pożyczam przewodniki, czytam blogi podróżnicze, szukam dobrych knajp itp. U mnie poczytasz sobie o Londynie, Berlinie i Szczecinie, a także o tanich podróżach po Polsce (do których zachęcam Cię zwłaszcza, jeśli masz zniżkę studencką).
  • Przyjemności. Od jakiegoś czasu robię sobie nawet listę przeżyć na dany miesiąc.

organizacja czasu

Jaki powinien być cel?

Według koncepcji S.M.A.R.T.:

  • Konkretny (specific) – np. zamiast „będę pić więcej wody” – „wypiję 5 szklanek czystej wody dziennie” – konkretny cel łatwiej osiągnąć;
  • Mierzalny – j.w. – ważne, żeby dało się jakoś zmierzyć, czy rzeczywiście został osiągnięty;
  • Ambitny i istotny – musisz mieć poczucie, że to dla Ciebie ważne i po prostu mieć do czego dążyć;
  • Realistyczny – jednocześnie nie może być zbyt ambitny, bo to podkopuje Twoją wiarę we własną sprawczość – Twój cel musi być możliwy do osiągnięcia;
  • Terminowy/ określony w czasie (time-bounded)

+ .E.R. (S.M.A.R.T.E.R.)

  • Ekscytujący – żeby Ci się go fajnie realizowało 🙂
  • Zapisany (recorded) – to, co zapisane, łatwiej zapamiętać.

Skala ważności zadań a organizacja czasu

Codziennie realizuję rzeczy, które są ważne i pilne, ale zawsze wygospodarowuję czas na przynajmniej jedną ważną, ale niepilną, czyli taką, która posuwa moje dalekosiężne cele o krok do przodu. Przede wszystkim musisz określić, co jest dla Ciebie ważne, a co nie. Bo jeżeli będziesz całe dnie spędzać na odpisywaniu na mejle, które wydają się Ci pilne, ale w gruncie rzeczy nie są ważne, albo latać całymi dniami ze ścierą, byleby nikt nie zobaczył u kurzu na Twoich półkach, albo pilnować swojego nienagannego wyglądu (ach nie, moje włoski na nogach mają już 2 mm, a paznokcie lekko odprysły, muszę natychmiast się tym zająć!), to wypalisz się w mgnieniu oka. Zatrzymaj się i ustal swoje priorytety. Odpryśniętego lakieru prawdopodobnie i tak nikt nie zauważy. A jeśli zauważy – trudno. Nie urodziłaś się po to, by być ozdobą w męskim świecie. Nope.

Zadanie #25 Weź swój czas w swoje ręce! Zacznij się organizować!

organizacja czasu

Po pierwsze:

Znajdź najlepszą dla siebie metodę: bullet journal, kalendarz, terminarz, planer produktywności, listy. Możesz mieszać metody. Jak pisałam wyżej – ja stosuję listy, a później, na ich podstawie, wypełniam swój planer produktywności na każdy tydzień i każdy dzień.

Planer produktywności ściągnęłam od moich ulubionych Ikonnów. Takie ładne coś można sobie kupić gotowe, ale ja w domu mam tyle pustych notesów, że naprawdę szkoda byłoby mi kasy (mimo całej sympatii do autorów) na gotowiec. Nie mówiąc już o dokładaniu kolejnych cegiełek do zagracania domu. A szkielet do niego mogę sobie wypisać i wyrysować np. wtedy, gdy oglądam film (a że zwykle oglądam przynajmniej jeden na tydzień – choćby odcinek serialu – to spokojnie mogę sobie taki szkielet wyrysować). Nie chcę Was zachęcać do wielozadaniowości, bo w większości przypadków jest to głupota, ale nad takim szkieletem ani nie muszę, ani nie chcę myśleć. Tu możecie obczaić sobie, jak to wygląda w oryginale i jak działa:

Po drugie:

Zacznij od czegoś prostego: zrób listę zadań na jutro. Jednak niech to nie będzie zwykła lista – ponumeruj konkretne działania, tak, żeby najważniejsza rzecz miała nr 1. To Twój priorytet. Zobacz, jak Ci pójdzie i przejdź do czegoś trudniejszego – zaplanuj tydzień. W takiej formie, w jakiej sobie życzysz. Nieważne, że zaczniesz od środy – zaplanuj tydzień do wtorku. Znów sprawdź, jak Ci poszło i – w końcu – zaplanuj miesiąc. Uwzględnij wszystko, co chcesz – pracę, odpoczynek, menu, przeżycia. Co tylko chcesz.

Po trzecie:

Nie zapominaj o przyjemnościach. Jeśli jesteś osobą, która doskonale radzi sobie z równowagą między obowiązkami, a przyjemnościami, pewnie nie musisz tego planować. Ja muszę i czasami potrzebuję wcześniej zgromadzić cały nakład asertywności, żeby odmawiać innym ludziom różnych rzeczy (no ale przecież masz czas! – znacie to?). Powoli się tego uczę, ale to temat na inny tekst. Wracając do tematu – przeczytaj sobie poprzedni tekst tego cyklu i zacznij robić to, co kochasz. Przestań zazdrościć innym ludziom, że robią takie fajne rzeczy. Doba każdego z nas trwa tyle samo – 24 godziny. Tylko od Ciebie zależy, jak wykorzystasz swoje!

Po czwarte:

Stwórz swoją listę celów! I patrz, jak Twoje życie będzie ewoluować! 🙂 Jak przestaniesz dryfować w nie wiadomo jakim kierunku, a zaczniesz decydować, dokąd właściwie zmierzasz.

A Ty? Lubisz planować? Jaki wpływ ma planowanie na Twoje życie? A może doskonale radzisz sobie bez planowania? Podziel się swoim doświadczeniem! 🙂

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Ostatnie teksty z tego cyklu:

  1. Zaplanuj przeżycie
  2. Nastawienie do życia – masz na nie wpływ
  3. Załóż Dziennik Wdzięczności
  4. Rób to, co kochasz

Pozostałe znajdziesz w zakładce: 52 Tygodnie Pozytywności

Domowe mleko kokosowe – przepis

mleko kokosowe przepis

Szukasz roślinnej alternatywy dla mleka krowiego? Chcesz, żeby była także pyszna? Domowe mleko kokosowe to rozwiązanie! 🙂

Na moim blogu znajdziecie już przepis na mleko z orzechów laskowych, które jest niezłe, ale nie jest to jeszcze niebo w gębie. Natomiast mleko kokosowe… cudo! Bielsze niż krowie, pachnie i smakuje kokosem (i to jest bardzo naturalny zapach), moim zdaniem idealnie pasuje do kawy, ale też do owsianki. I jest w fajny sposób lekko tłustawe. 🙂

Czego potrzebujesz, żeby zrobić takie „mleko”?

mleko kokosowe przepis

  • naturalnych (bio/eko) wiórków kokosowych – to ważne, tanie się nie sprawdzają i w ogóle nie warto ich kupować; różnią się nawet zapachem,
  • przefiltrowanej wody,
  • słoika (najlepiej szklanej butelki po dużej passacie pomidorowej),
  • szklanki,
  • garnuszka do podgrzania,
  • lejka,
  • sitka,
  • łyżki,
  • blendera kielichowego.

Ponieważ owsianki, jaglanki i komosanki nie są u mnie na porządku dziennym, „mlek” roślinnych używam głównie do kawy, raz dziennie. Dlatego moja porcja będzie nieduża, ale bez problemu możecie ją sobie podwoić.

Przepis na domowe mleko kokosowe

Składniki:

  • pół szklanki naturalnych wiórków kokosowych
  • 2 szklanki przefiltrowanej wody

Wykonanie:

Odmierzamy pół szklanki wiórków i wsypujemy je do blendera. Następnie odmierzamy 2 szklanki przefiltrowanej wody i podgrzewamy lekko w garnuszku (nie może być za gorąca, bo blender Wam pęknie, ja sprawdzam palcem, co niezmiernie bawi mojego Męża). Zalewamy wodą wiórki i włączamy blender jak na smoothie (na wysokie obroty) i pozwalamy mu blendować przez 3 minuty. Następnie w butelkę wstawiamy lejek, nakładamy na niego sitko i partiami przelewamy mleko, dociskamy łyżką i odrzucamy wiórki. To już. 🙂

mleko kokosowe przepis

Wiórki możecie bez problemu wykorzystać do czegokolwiek innego. Olek zabiera mi je do swojego piwa. 🙂

A potem możecie zrobić sobie z tym mlekiem pyszną kawę. 🙂 Tłuszcz zawarty w mleku w lodówce tężeje – trzeba je przed użyciem wstrząsnąć. Zobaczycie takie małe kawałki tłuszczu kokosowego:

mleko kokosowe przepis

Ale na gorącej kawie szybko się stopi i będzie to wyglądało tak:

mleko kokosowe przepis

Wskazówka dotycząca mycia szklanych butelek: ja myję wlewając do środka ciepłą wodę z płynem, wsuwam do środka gąbkę i szczotkę do butelek i szoruję. Jednak po jakimś czasie butelka i tak może zacząć nieciekawie pachnieć. Wtedy polecam wymoczyć z sodą albo octem, normalnie umyć i powinno być ok. 🙂

Obserwuj mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂

Co jeszcze może Cię zainteresować:

  1. Domowe mleko roślinne (z orzechów)
  2. 2 proste pomysły na pełnowartościowe śniadanie
  3. 17 naturalnych sposobów na bolesne miesiączkowanie
  4. Najlepszy posiłek potrenigowy: smoothie
  5. Domowe wody smakowe – dla nawodnienia i oczyszczenia