52 tygodnie pozytywności podsumowanie

Trudno jest podsumować 52 teksty, naprawdę trudno. A jeszcze trudniej napisać do tego podsumowania wstęp. Uwierzcie, zaczynałam ten tekst jakieś 10 razy. W końcu po prostu przeszłam do pisania dalszej części, a więc teraz po prostu zachęcam Was do jej przeczytania. 😉

Czym dla mnie były 52 Tygodnie Pozytywności?

Przede wszystkim ogromnym wyzwaniem. Chciałam, by każdy tekst miał ręce i nogi, a także by między nimi była pewna spójność – wiodąca myśl. Ktoś z Was rozszyfrował tę myśl? Chciałam, żebyśmy wszyscy zatroszczyli się o siebie w bardzo holistyczny sposób. Zauważyłam, że ludzie teraz fiksują się na konkretnych dziedzinach życia i zapominają o innych. Albo cisną tak mocno, że na inne po prostu nie mają siły. A moim zdaniem, żeby być szczęśliwym i spełnionym człowiekiem warto zatroszczyć się o wszystko – z umiarem. Sama miałam różne fazy – intelektualną, rozwojową, ekologiczną, dieto-ćwiczeniową, organizacyjną itd. Teraz chciałabym o wszystkie dbać równie dobrze, nie zaniedbywać niczego.

Wiem, że to jest moja wizja, mój pomysł na to, jak powinno wyglądać życie i nie chcę nikomu go narzucać. Dlatego właśnie pisałam o tolerancji i szacunku, który powinien działać w obie strony. Żyj i daj żyć innym to jedne z najmądrzejszych słów, które kiedykolwiek zostały powiedziane. Każdy z nas ma prawo żyć po swojemu, na swoich zasadach, ale nie może przy tym krzywdzić innych. Niemniej, mam nadzieję, że kogokolwiek zainspirowałam do pozytywnych zmian i ktokolwiek poczuł się lepiej po przejściu ze mną tych 52 Tygodni. A może nawet ktoś poczuł wewnętrzną siłę? Takie „a właśnie, że mogę!” Po Waszych komentarzach mogę wnioskować, że chyba tak było. 🙂

I co teraz?!

Pytacie mnie, czy mi nie szkoda, że cykl już się skończył i czy coś go zastąpi. Po pierwsze: oczywiście, że mi nie szkoda. To były wspaniałe 52 Tygodnie wzmożonej pracy nad sobą. Ja sama dzięki temu cyklowi zaczęłam traktować się łagodniej, a także stawiać innym wyraźne granice. I jednym z efektów jest to, że daję sobie bardziej wolną rękę w doborze tekstów. Coś się kończy, coś się zaczyna – chciałoby się powiedzieć. 🙂 W tej chwili zaczyna się więcej wolności i mam nadzieję, że nie będzie Wam to przeszkadzało. Jeśli macie jakieś propozycje tematów na teksty czy cykle, to piszcie mi koniecznie! Może w tym roku wpadnę na jakiś pomysł i znowu podejmę jakieś szalone zobowiązanie tego typu? Ale nic na siłę. 🙂

52 tygodnie pozytywności podsumowanie

Jak możecie się domyślić – cały cykl oparłam na swoim doświadczeniu. W zeszłym roku miałam kilka przełomowych momentów, które również przełożyły się na zawartość cyklu. Pod tym względem szczególnie polecam Wam tekst Walcz o swoje – tam piszę o moim prywatnym osiągnięciu, które było w moim życiu kamieniem milowym. Lubię też te niewygodne: o śmierci, niewesołych emocjach i o darowywaniu sobie pewnych relacji. Nigdy nie utrzymywałam, że życie jest wyłącznie kolorowe, że ja nie mam żadnych problemów i że na świecie w ogóle nie ma żadnych problemów. Są. Śmierć, bolesne rozstania, choroby. To wszystko jest w naszym życiu.

Dlaczego takie smutne tematy mają swoje miejsce na pozytywnym blogu?

W zeszłym roku „doświadczyłam” dwóch śmierci. Najpierw mojej babci, która była zbyt młoda, by umierać, ale zabrał ją nowotwór. Później, dziecka swojej przyjaciółki, które nawet nie zdążyło zaczerpnąć powietrza. To wszystko to część naszego życia i choćbyśmy nawet odwracali oczy, to nie zniknie. Dlatego ja zawsze będę o tym mówić. I zapowiadam z góry, że w tym roku poruszę przynajmniej trzy niewygodne tematy – związane ze śmiercią, chorobą i kontrowersyjnymi wartościami.

Nie żebym zamykała tematykę pozytywności na blogu. O to się nie bójcie. Sama szukam w życiu równowagi, a pozytywne nastawienie pozwala mi utrzymywać ten kurs. O to właśnie chodzi, że mamy prawo do smutku i cierpienia, a jednocześnie nie powinniśmy użalać się nad sobą – między tymi dwoma sprawami jest zasadnicza różnica. Nie chcę udawać, że smutek nie istnieje, ale uważam, że warto myśleć, że będzie dobrze i warto jest odczuwać wdzięczność za dobre rzeczy, które mamy w naszym życiu. I nie po to, żeby komuś udowodnić, że jesteśmy silni czy optymistyczni, ale dla siebie – po prostu dla swojego własnego dobra.

52 tygodnie pozytywności podsumowanie

Najbardziej poczytne teksty z cyklu 52 Tygodnie Pozytywności:

#36 Naucz się oszczędzać pieniądze

#38 Zrób test inteligencji wielorakiej

#23 Załóż Dziennik Wdzięczności

#25 Zorganizuj się!

#27 Odpuść sobie ludzi, czyli nic na siłę

Dziękuję Wam! <3

Chciałam jeszcze na koniec powiedzieć Wam, że największą nagrodą za prowadzenie tego cyklu były dla mnie Wasze komentarze! Im dalej w las, tym piękniejsze, mądrzejsze. Nie mówię, że to zasługa cyklu – sama niesamowicie się nimi (tymi komentarzami) inspirowałam! Mam nadzieję, że będziecie mnie inspirować dalej! Zachęcam Was do zostawiania ich – staram się na wszystkie odpisywać, a dowód na to macie pod tekstami. Przede wszystkim nie bójcie się wyrażać swojej opinii – konstruktywna krytyka ma sens, bo możemy się wzajemnie czegoś od siebie nauczyć. I to jest najfajniejsze w blogowaniu – ta wzajemna interakcja. 🙂

Tym z Was, którzy doczytali do końca, zdradzę jeszcze taki mały sekret – obecnie pracuję nad newsletterem. A w zasadzie nad prezentem, który zamierzam do newslettera dodawać. Idzie mi to dosyć ślamazarnie, ale powolutku dążę do celu. Są jacyś chętni na newsletter tak w ogóle? Prezent będzie ściśle związany z tym cyklem, więc mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu. 🙂

Co najbardziej podobało się Wam w cyklu? Macie jakiś swój ulubiony tekst?

Możecie obserwować mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin. 🙂