2 lata bloga Aż nie mogę w to uwierzyć! Od pojawienia się mojego pierwszego wpisu minęły już 2 lata i 3 dni! Co się u mnie od tego czasu zmieniło (nie tylko blogowo)?  Jakie są moje ulubione wpisy z mojego bloga? To wszystko w tym wpisie 🙂

Sorki, że nie mam swoich zdjęć z balonami-dwójkami, ani tortem ze świeczką-dwójką. Nie udało mi się tego zrobić. Może za rok? Powinnam z trochę większym wyprzedzeniem (i nieco skrupulatniej) planować teksty – wtedy pewnie i zdjęcia byłyby moje. 🙂

Co się u mnie zmieniło w ciągu 2 lat blogowania?

OGÓLNIE

#1 Wyszłam za mąż i zrobiłam to po swojemu (i nawet o tym napisałam)

2 lata blogowania

Może miałam w miarę łatwo, bo właściwie nikt mnie (ani mojego Męża) nie zmuszał do ceremonii w kościele ani do robienia wielkiego wesela. Nikt nie naciskał mnie, żebym kupiła suknię albo miała bukiecik czy welon. Po fakcie ludzie się dziwili, owszem, ale mnie to nie rusza. Wszystkim polecam. Bierzcie innych ludzi pod uwagę i starajcie się, by nie sprawić im przykrości, ale pamiętajcie też, że nie żyjecie swojego życia dla innych tylko dla siebie. I swoich dzieci co najwyżej. Taki kompromis. Pominięcie kogoś ważnego przy tworzeniu listy gości albo olanie odmiennych preferencji żywieniowych może sprawić przykrość, ale Twoja ślubna stylówka… no nie sądzę. Co to ma wspólnego z blogiem? Ano ma – i to całkiem sporo. Chcę zachęcać Was do tego, byście żyli bez stereotypów i nie zwracali uwagi na to, co ludzie powiedzą. No to przecież muszę świecić przykładem! 🙂

#2 A kilka miesięcy później oddałam włosy na akcję Daj Włos

2 lata blogowania

W ramach robienia czegoś ekstra dobrego co najmniej raz w roku. I ekstra oznacza u mnie właśnie takie coś. Albo kupienie torby jedzenia potrzebującej osobie. Albo wzięcie udziału w akcji typu Świąteczna Zbiórka Żywności. Albo jakaś wpłata na konto fundacji. Nie mówię o zwykłych aktach dobroci, które powinno się robić, gdy zajdzie taka potrzeba. Mówię o czymś, co wymaga wysiłku albo wkładu finansowego. 🙂

#3 Utrzymałam pi razy oko wagę 60 kg 😀 Duma!

(ale jeść ciągle lubię ;))

EKOLOGICZNIE

#4 Zrobiłam kilka kroków w kierunku less waste i weganizmu

Nie umiem w zero waste. Ani w weganizm. Ale staram się, jak mogę. Zero waste wymaga pokonania wielu swoich ograniczeń. Naprawdę podziwiam zerowasterki i zerowasterów. Nie uważam, że to jest głupota, przesada itd. Uważam, że to wspaniałe. Dlatego właśnie w ciągu dwóch lat wprowadziłam całkiem sporo zmian. Przede wszystkim wielokrotnie używam różnych opakowań. W tym foliówek – choć chciałabym je ograniczyć naprawdę do minimum. Często po prostu zapominam wziąć je ze sobą do sklepu, więc jak mnie kiedyś przyłapiecie w sklepie odrywającą torbę, by wziąć kilo ziemniaków, to to właśnie dlatego. Jeszcze bardziej doceniam ciucholandy i serwisy typu vinted. Więcej o tym znajdziecie w tym wpisie.

Jeśli chodzi o weganizm, a właściwie wegetarianizm-taki-nie-do-końca to unikam przede wszystkim tego, co zostało pozyskane przez śmierć albo/i cierpienie zwierzęcia. Zrezygnowałam z mięsa, ale zdarza mi się jeść coś rybnego. Tak raz na kwartał. 😉 Jajka i sery czasem jem, miód jem, ale lanoliny w składzie kosmetyku sobie nie życzę. Ani testowania na zwierzętach sobie nie życzę. Ani przyzwolenia na wysyłanie do Chin (bo tam każą testować). Za skórzany portfel też pięknie dziękuję. Doceniam dania kuchni wegańskiej i w pewnych okresach składam się wyłącznie z hummusu. 😉 Weganin pewnie powie, że jestem wybiórcza. Ale ja zapytam: czy lepsze są dla zwierząt moje wybory czy przeciętnego Kowalskiego z zerową świadomością?

#5 Nauczyłam się robić własne kremy

To jest chyba jedno z moich najwspanialszych osiągnięć! Masło do ciała to prościzna, ale taki krem z fazą wodną… Oj nie. Niby robi się je jak majonez, ale trzeba pilnować temperatur, sterylności itd. Ostatnio zainwestowałam także w konserwant i to była jedna z lepszych decyzji w temacie robienia kremów w domu! 🙂

#6 Kupiłam sobie kubeczek!

I po raz kolejny potwierdzam, że jest super. To najwygodniejsza, najzdrowsza i najbardziej higieniczna okresowa rzecz z jakiej kiedykolwiek korzystałam. Kobiety, też sobie kupcie! Nie tylko ze względu na środowisko, ale także na własne zdrowie. 🙂

#7 Nauczyłam się robić mydło

2 lata blogowania

A to już jest całkiem genialne. Robi człowiek mydło raz na pół roku i ma pewność składu. Do tej pory myliśmy nim tylko ręce, ale ja chcę spróbować też w jego „towarzystwie” brać prysznic. Nawet specjalnie sobie nie kupowałam żelu pod prysznic. Pozwolę mu się skończyć i zrobię mydlany eksperyment. Boję się tego, że pH mydła jest dość mocno niezgodne z pH skóry, ale dopóki nie zaryzykuję, to się nie przekonam. A propos. Dziewczyny, nie myjcie swoich narządów intymnych mydłem. Tam ma być kwaśno. Kropka.

#8 Zaczęłam robić własny proszek do prania

A teraz przymierzam się do pasty piorącej. Już mi nawet Mąż zrobił mydło rzepakowe z oleju po frytkach. Ciekawe czy pranie będzie pachniało frytkami 😂 Mam nadzieję, że nie. 😉

(stricte) BLOGOWO

#9 Przeszłam na swoje

Ile mnie to kosztowało stresu. O matko. Nie wierzcie ludziom, którzy mówią, że to łatwe. Oni się po prostu znają na rzeczy. To nie jest łatwe, jak się jest całkowitym żółtodziobem. Ale warto. Jestem megazadowolona z rezultatów. I w końcu trafiacie do mnie także z wyszukiwarki! Hejka, nowi! 😀

#10 Zainstalowałam Disqusa

I też jestem zadowolona! 🙂 Disqus niesamowicie ułatwia podejmowanie dyskusji z Wami <3 A czasem i między Wami, co przed Disqusem wcale nie miało miejsca na moim blogu! WordPressowe komentarze są niewidoczne, ale ja je wszystkie mam. I pewnie je w końcu jakoś pod te wpisy podepnę. 🙂

#11 Po mniej więcej roku zorientowałam się, że trzeba się promować 😂

Brawo ja!

#12 Zyskałam prawie 500 polubień na Facebooku i ponad 3000 wejść na bloga miesięcznie

Dziękuję! <3 Za zaufanie, za komentarze i za wszystko. Chciałam tylko nadmienić, że lwią część polubień zyskałam w drugim roku blogowania właśnie. Znaczy wtedy, gdy się zorientowałam, że z powietrza nie dowiecie się, że istnieję. 😂

2 lata blogowania
Takie komentarze sprawiają, że chce się pisać <3

#13 zorganizowałam konkurs na facebooku. i na blogu też

#14 Założyłam Instagram i nawet czasem coś tam wrzucam

Przed blogiem patrzyłam na instagram, jak na skarbnicę selfiaczków, do których ciągle nie mogę się przekonać. Po roku blogowania uznałam, że to może być świetne blogowe narzędzie. Po dwóch latach… uwielbiam przeglądać instagram, bo wiem, że to skarbnica inspiracji. Szczególnie stories, nie wiedzieć czemu. W ogóle idea stories bardzo mi się podoba. 🙂

#15 Założyłam Twittera

… i ciągle jeszcze nie wiem, po co to zrobilam 😀 Może Wy mi powiecie? Korzystacie z Twittera w ogóle? Ja nie mogę pozbyć się wrażenia, że to narzędzie dla polityków i dziennikarzy.

#16 W końcu dołączyłam też do Zblogowanych

Bo długo nie ogarniałam, że to wklejenie kodu na stronie wcale nie jest trudne. Brawo ja, again!

#17 Zrobiłam 2 darmowe kursy: SEO i Google Analytics u Oli Gościniak

I ogarniam to SEO. Trochę. Nieco. Odrobinę. 😉 W każdym razie o wiele bardziej niż przed kursami.

#18 Stworzyłam cykl, który zmusza mnie do cotygodniowego pisania o rzeczach ważnych

2 lata blogowaniaA nie tylko o pierdu pierdu. Pierdu pierdu strasznie mnie wkurza na blogach, jeśli blog składa się z niego w większości. No nie oszukujmy się, każdy lubi czasem przejrzeć sobie ulubieńców albo jakieś „tu i teraz”. Ale zapychanie tym bloga mi się nie podoba. Dajcie w ogóle znać, co o tym sądzicie. Może powinnam wrzucać więcej pierdu pierdu? 😀

#19 Kupiłam sobie 2 sukulenty

2 lata blogowania
Widzicie te młode listeczki? <3

No, OCZYWIŚCIE, że to jest zmiana związana z blogiem. Sukulenty są najbardziej fotogenicznymi roślinami. No i to pierwsze rośliny, które mi nie uschły. Mało tego! Moja crassula wypuszcza nowe listki! <3 Może wróci mi jeszcze wiara w moje kwiatkowe możliwości?

ROZWOJOWO

#20 Przeczytałam całą gromadę książek

Za rozwojowe uważam te: Ścieżka miłości don Migueala Ruiza, Wielka magia Elizabeth Gilbert, Obudź w sobie olbrzyma Tony’ego Robbinsa, 7 nawyków skutecznego działania Stephena Coveya, 30 dni do zmian Edyty Zając, Od zwierząt do bogów Yuval Noah Harari, Skandynawski Raj Michaela Bootha, Steve Jobs Waltera Isaacsona (trzy ostatnie nie są stricte rozwojowe, ale bardzo wpływają na rozwój), Projekt Szczęście Gretchen Rubin, Pełna MOC możliwości Jacka Walkiewicza, Magia olewania Sary Knight, Psychologia miłości Bogdana Wojciszke, Slow life Joanny Glogazy i Chcieć mniej Katarzyny Kędzierskiej. Nie oszukujmy się – nie wszystko z każdej pamiętam, ale z każdej z nich wyciągnęłam coś dla siebie. I uważam, że to już bardzo dużo. Dajcie znać, czy mam pisać recenzje po przeczytaniu takich książek. Bo czasem piszę, ale nie zawsze. 🙂

Teraz czytam Siłę Nawyku. Na początku roku postawiłam przed sobą cel, by czytać jedną rozwojową książkę miesięcznie, ale niestety tych książek będzie raczej mniej niż 12. To postanowienie jednak każe mi o tym pamiętać.

#21 Nauczyłam się robić porządne listy celów i postanowień (np. na kolejny rok właśnie)

I na ich podstawie łatwiej mi napisać ten tekst, ha! Nauczyłam się, że jeśli stawiamy przed sobą realne cele i naprawdę chcemy je osiągnąć, to one muszą być zapisane. Po prostu muszą. Choćby po to, żeby móc monitorować swoje postępy. Po to, by móc je odhaczyć. Żeby widzieć swój własny rozwój. Mnie to niesamowicie uskrzydla.

#22 Nauczyłam się porządnie planować. Także weekendy i obiady

Gdyby nie blogowanie, chyba nie byłabym taka zorganizowana. A tak chcę mieć czas na wszystko, na czym mi zależy. Nie chcę tracić czasu na rozmyślanie, co zjem dziś na obiad, jeśli mam przed sobą pracę nad blogiem, bo tekst się opóźni, a ja będę wściekła i ostatecznie zjem pierogi. Z mrożonki oczywiście. A fajne weekendy, to jeden z moich życiowych celów. Nie skreślam tych domowych, kiedy nic nie robię. Gdy mam wszystkie zajęte, to potem tęsknię za leniwymi. Pilnuję, by były urozmaicone. Dla własnego zdrowia psychicznego. Może przy okazji kogoś do czegoś zainspiruję?

#23 Olałam kilku toksycznych ludzi

Nie powiem jakich. Ważne, że to zrobiłam. W najbardziej krytycznym momencie zastanawiałam się, jak to jest, że niektórzy ludzie mają tak wysokie mniemanie o sobie, żeby myśleć, że mogą wchodzić do czyjegoś życia z brudnymi buciorami. Że człowiek ma wrażenie, że wyżerają go od środka. Że wykorzystują bez skrupułów i bez żadnej wdzięczności. Że próbują wpędzać w idiotyczne poczucie winy. Że np. posuwają się do tego, by obrazić moją mamę i oczekiwać, że przejdę z tym do porządku dziennego. Nie przejdę. Niedoczekanie Wasze.

#24 Odnowiłam kilka wcześniej zaniedbanych znajomości

Wiecie, że o Was mówię! A ja wiem, że mnie czytacie. :* Chciałam nadmienić, że wsparcie bliskich, które polega np. na szczerych zachwytach nad moim sposobem pisania czy skomplementowaniu mojego logo, do którego nie byłam przekonana, uskrzydla mnie jeszcze bardziej niż odhaczanie postanowień! Dziękuję!

Kilka też próbowałam jakoś odnowić. Ale nie wyszło. Jak myślicie, próbować jeszcze czy nie próbować? 🙂

#25 Robię podchody do medytacji

Myślicie, że w końcu zrobię z tego nawyk? Macie jakieś sposoby? Bardzo chciałabym zrobić ten zdecydowany krok w stronę uważności, ale zawsze mi coś przeszkadza. Albo jestem zmęczona, albo późno wracam do domu, albo za późno wstaję, albo wolę poczytać. Może mam za słabe postanowienie. A może… trzeba zacząć wcześniej wstawać! 😀

#26 Regularnie ćwiczę jogę

2 lata blogowania

Mimo poczucia, że nie robię postępów. Ćwiczę, bo później dobrze się czuję. Najwyżej nigdy nie zrobię porządnego żurawia, stania na głowie czy szpagatu. Trudno. I tak wiem, że moje ciało mi dziękuje. Plecy szczególnie. 🙂

#27 Uczyniłam nawykiem prowadzenie Dziennika Wdzięczności

I widzę, jakie to przynosi plony. Wdzięczność za to, co się ma naprawdę przyciąga jeszcze więcej dobra. PS. Jak mam zły humor, to wmawiam sobie, że jestem za coś wdzięczna. Na siłę. Też działa. 🙂

PODRÓŻNIE

#28 Byłam pierwszy raz w Londynie, Berlinie, Szczecinie, Cieszynie, Kielcach, Sandomierzu i w Puszczy Białowieskiej (w końcu!)

2 lata blogowania

2 lata blogowania

2 lata blogowania

Pojechaliśmy też do Gdańska po raz milionowy, ale tym razem z zupełnie innym podejściem do tego miasta. 🙂 Podróże są super! PS. Wcale nie trzeba mieć dużo kasy, by podróżować. Szczególnie po Polsce.

OD CZAPY

#29 Kupiłam sobie wazon. W IKEI. W końcu.

2 lata blogowania

Co jeszcze chciałabym, żeby się zmieniło?

#1 Nauczyć się robić piękne zdjęcia

#2 Nauczyć się planować budżet

Bo na razie wciąż tylko spisuję wydatki. Była jedna próba stworzenia budżetu, ale w sumie za dobrze nam nie wyszła. A chciałabym to ogarnąć i podzielić się z Wami swoim żółtodziobskim doświadczeniem, bo temat oszczędzania jest mi bliski. 🙂

#3 Nauczyć się lepiej w Facebooka, żebyście chętniej mnie tam odwiedzali/odwiedzały 🙂

#4 Pić więcej wody

Bo wstyd, że ciągle piję jej tak mało. A tyle gadam o nawykach!

#5 Planować wpisy z wyprzedzeniem

Większym niż teraz. Bo teraz planuję, a o zdjęciach zapominam! To się musi zmienić 😀

Moje ulubione teksty:

  1. Czym jest dla mnie piękno?

  2. Nie rób z siebie męczennika | 52 Tygodnie Pozytywności (i w sumie cały ten cykl, ale ten tekst jest mi najbliższy)

  3. Spowiedź niewystarczająco ekologicznej dziewczyny

  4. Terror pozytywności?

  5. Jak pokochać siebie najpierw?

  6. Dlaczego nie lubię świętować „okazji”?

  7. Emocjonalne siniaki, czyli jak mądrze uczyć się na błędach

  8. Jak nie być lubianym?

  9. Nie masz za grosz dystansu! Różnica między żartem a sarkazmem

  10. 13 rzeczy, których nauczyła mnie Mama

  11. 15 rzeczy, których o mnie nie wiecie

  12. Co Wy z tym „tylko-cywilnym”?